Grabiny Zameczek. Wieś z zamkiem, którego nie ma

U ujścia Kłodawy do Motławy, w gminie Suchy Dąb, w powiecie gdańskim, leży spora wieś Grabiny-Zameczek. Jej historia jest warta poznania. Wieś ta szczyci się najwyższym wzniesieniem na Żuławach Wiślanych, które są płaskie i częściowo depresyjne. Owe wzniesienie, zwane Borowym Ostańcem, sięga aż 14,6 m n.p.m. Jednak turystów może zainteresować zupełnie inna atrakcja.


Jak większość wsi na Pomorzu, i ta o nazwie Grabiny-Zameczek istniała już w dobie średniowiecza. Pierwsza wzmianka o niej pojawiła się w dokumencie księcia Mściwoja II z 1273 r. (ale jeszcze wówczas pod nazwą Grabino), kiedy Żuławy znalazły się w rękach zakonu krzyżackiego i powstał tam dwór obronny, pierwotnie drewniany, dla zarządcy majątku. Okoliczne ziemie zalicza się do bardzo żyznych i to właśnie w Grabinie istniała główna „baza” zaopatrująca zakonników w produkty rolne, zwłaszcza zwierzęce (hodowano m.in. owce). Znajdowała się też tam największa hodowla koni, użytych przez Krzyżaków również w bitwie pod Grunwaldem.

Ów zamek usytuowano na niewielkim wzniesieniu w okolicy najwyższego punktu Żuław. Otoczono go palisadą i fosą, z jednej strony dobudowując sztuczny kanał, na którym uruchomiono młyn. Młyn ten, co prawda wielokrotnie przebudowywany i rozbudowywany (ostatnio na początku XX w.), stoi do dzisiaj, chociaż od kilku lat jest już nieczynny. Interesującym rozwiązaniem doby średniowiecza było również to, że nurt Kłodawy poprowadzono drewnianym przepustem ponad Motławą, tworząc swoisty akwedukt.

Właściwy zamek, którego niewielkie fragmenty zachowały się do dzisiaj, stanął na początku XV wieku. Jego budowniczym został Mikołaj Fellenstein z Malborka. Zamienił on drewnianą warownię w budowlę murowaną, posadowioną na planie czworoboku, z wewnętrznym dziedzińcem. Były tam zabudowania mieszkalne dla wójta, pomieszczenia dla rycerzy i kapłana, a także refektarz, kuchnia, piekarnia, zbrojownia, siodlarnia, a nawet łaźnia. W południowej części warowni umieścił dwie obronne wieże. Do zamku poprowadził bramę wjazdową usytuowaną od północy, poprzedzoną fosą z mostem zwodzonym. Wewnątrz założenia umieścił wolno stojącą kaplicę, całkowicie zniszczoną w XVI wieku. Na terenie zamku znajdowały się też stajnie oraz własna studnia.

Podczas wojny trzynastoletniej niechętni Krzyżakom gdańszczanie, na polecenie Rady Miejskiej, w 1459 roku zburzyli zamek. Majątek przejęli gdańscy patrycjusze. Jednym z nich był burmistrz Gdańska Eberhard Ferber, syn Johana, znanego fundatora dwóch ołtarzy dla kościoła Mariackiego w Gdańsku. To Eberhard na początku XVI wieku odbudował zamek. Gdańszczanie zawiadywali zamkiem, jak i otaczającymi go ziemiami do 1814 roku, kiedy to miejscowość, znana już wówczas jako Grabiny-Zameczek, stała się własnością skarbu pruskiego.

Warto wspomnieć, że w 1577 roku w zamku rezydował polski król Stefan Batory, gdyż mieszczanie gdańscy odmówili mu wjazdu do miasta. Pobyt króla wiązał się ze sporymi zniszczeniami zamku. Rok później zamek zaczęto odbudowywać pod nadzorem architekta Hansa Schneidera von Lindau. Była to już budowla nowożytna, wzniesiona na średniowiecznych murach, z kaplicą usytuowaną w skrzydle zachodnim. Obecna kaplica pw. Świętej Trójcy znajduje się w dawnej izbie czeladnej. Mniej więcej w tym samym okresie, na wyspie między kanałem a rzeką, na obszarze czterech hektarów skomponowano park złożony głównie z drzew gatunków rodzimych: dębów, jesionów, grabów, platanów i buków. Niektóre z nich rosną do dzisiaj.

W XVII wieku, a dokładnie w latach 1626 i 1628, w zamku gościła kolejna koronowana głowa. Tym razem był to szwedzki król Gustaw Adolf. Trzydzieści lat później oddziały szwedzkie ponownie zajęły zamek, stacjonowały tam zaledwie niecały rok, gdyż w styczniu 1657 r. gdańszczanie dokonali rzezi na skandynawskich żołnierzach.
Wszystkie wspomniane wyżej „wizyty” wiązały się z dewastacją warowni. Do dzisiaj ze średniowiecznej budowli zachowały się oryginalne piwnice i fragmenty murów. Jest też ceglana brama wjazdowa z XVII wieku z kamiennym herbem Gdańska. Niestety, całość jest bardzo zdewastowana i wymaga renowacji. Niemniej warto zobaczyć ten niegdyś wspaniały zamek, który, jak wiele innych zabytków, niknie na naszych oczach.

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej