Liberalizm? Nie, dziękuję

Poseł Wipler ewakuował się z PiS-u i buduje własny, podobno republikański kajak do samodzielnej żeglugi po politycznym morzu. No cóż, pogratulować odwagi, choć szkoda, że poseł dopiero po ośmiu latach doszedł do przekonania, że idea i program Polski solidarnej mu nie leży, bo za mało liberalny i wolnorynkowy. Tym samym wpisał się w szeregi jawnych i ukrytych rzesz liberałów, którzy wbrew temu, co dzieje się na świecie, wbrew rosnącej masie oburzonych Europejczyków i ostrzeżeniom nawróconych laureatów Nagrody Nobla z ekonomii (Stiglitz) lansują tezę, że niewidzialna ręka rynku rozwiąże każdy problem. Wtórują mu, niestety, konserwatywni publicyści, którzy powołując się na chrześcijańskie rodowody, jednocześnie od czci i wiary odżegnują tych, którzy chcą jakoby zamachnąć się na ich wolność i np. ograniczyć handel w niedzielę. Abstrahując od wskazań katolickiej nauki społecznej, warto podkreślić, dokąd prowadzi taki hurtowy sprzeciw wobec wszelkich systemowych ograniczeń. Można przecież w ogóle zlikwidować prawo, a prawo pracy w szczególności. Po co płaca minimalna, po co nakazy zabezpieczeń w pracy na wysokości?

Polsce potrzebny jest dziś mądry, zrównoważony rozwój, w tym rozwój kapitału społecznego! Polsce potrzebna jest – jak to kiedyś pięknie mówił bł. Jan Paweł II – wielka zbiorowa solidarność umysłów, serc i rąk. Prawicowe (gospodarcze) i lewicowe (etyczne) skrajnie liberalne doktryny poprowadzą nas na manowce, do reszty wypiorą z wartości, zmuszą młodych do emigracji, a z tych, którzy zostaną – uczynią tanią siłę roboczą niezdolną do budowy niezależnego, suwerennego i silnego Państwa. Czarnowidztwo? Może.

Jacek Rybicki

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej