Głodny naród może zjeść władzę

„Dla nas premie, a dla was szczaw i mirabelki”, „głodny naród może zjeść władzę” – to tylko niektóre z haseł towarzyszących pikiecie pod pomorskim urzędem wojewódzkim w minionym tygodniu. Ale oprócz wiecowych haseł, zarówno w wystąpieniach, jak i wręczonej wojewodzie petycji adresowanej do premiera, pojawia się kilka kluczowych postulatów.

Wśród związkowych postulatów są takie, które „S” podejmuje od lat – w tym systematyczne podnoszenie płacy minimalnej związanej ze wzrostem PKB i ustawowe działanie na rzecz ograniczenia umów śmieciowych. Zwraca uwagę, że właśnie wzrost płacy minimalnej może przekładać się na popyt wewnętrzny; to ci najmniej zarabiający po podwyżce pójdą do sklepu i kupią nowe ubrania zamiast cerować stare, czy wymienią wiekową lodówkę na nowszy i oszczędniejszy model zamiast bez końca naprawiać starą. Zresztą także ograniczenie umów śmieciowych może przekładać się na popyt wewnętrzny –  wszak trudno sobie wyobrazić rodzinę, która dochód czerpie z doraźnych zleceń, inwestującą we własne mieszkanie czy biorącą kredyt na samochód. Wśród postulatów są jednak i te, które mają ulżyć przedsiębiorcom przeżywającym kłopoty produkcyjne związane z ograniczeniem zamówień. „S” domaga się jednak rzeczywistej, a nie pozornej i zależnej od doraźnych decyzji rządu – pomocy dla tych przedsiębiorców, którzy – mimo kłopotów kryzysowych – nie zwalniają ludzi i chronią miejsca pracy.

Dlaczego rządzący nie chcą tego zrozumieć? Czy idą na łatwiznę, licząc, że naród to wytrzyma, a jak nie wytrzyma – to część przynajmniej wyjedzie i będzie spokój, a przy tym jeszcze spadnie bezrobocie czy też liberalna doktryna przysłania  szersze horyzonty? Gdzie jest kres społecznej wytrzymałości ludzi, których rządzący wysyłają na nasyp ze szczawiem, sami przyznając sobie setki milionów premii za dobrze wykonywane obowiązki?

Jacek Rybicki

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej