100 i 40 lat temu nad polskim morzem

Miesiąc temu pisałem, że rok 2020 będzie rokiem okrągłych rocznic wielu wydarzeń, które wpłynęły na bieg historii nie tylko naszej ojczyzny. Jedna z nich czeka nas za kilka dni. Dziesiątego lutego 1920 roku, równo sto lat temu, generał Józef Haller dokonał symbolicznych zaślubin Polski z morzem, wrzucając do wód Zatoki Puckiej pierścień ofiarowany mu przez polskich mieszkańców Gdańska. W opublikowanych lata później wspomnieniach generał przytacza wypowiedziane wówczas, jakże znamienne słowa, że „dzisiaj od wiernego Kaszuby strażnika tego Bałtyku odbiera morską straż polski marynarz”. I rzeczywiście – kiedy koń generała kruszył słaby przybrzeżny lód, na przygotowanym pomoście, po wciągnięciu na maszt poświęconej bandery Rzeczpospolitej, symbolicznie straż nad Bałtykiem młodemu polskiemu marynarzowi przekazał stary Kaszub ubrany w rybacki strój, z wiosłem na ramieniu. Powrót Polski nad Bałtyk zmienił bieg historii nie tylko dlatego, że stał się dwadzieścia lat później zarzewiem kolejnej światowej hekatomby. Dziś z podziwem możemy patrzeć, jak w kilka lat dzięki mądrości naszych przodków gdyński port, polska marynarka i flota stały się symbolem odbudowującej się Polski, a po drugiej wojnie światowej były podstawą polskiej gospodarki morskiej. W porównaniu z tamtymi latami jakże mizernie wygląda w tym obszarze nasz dorobek w ostatnich trzydziestu latach. Zabrakło wizji, woli, pieniędzy, politycznej mądrości? Kiedy myślę o tym, zawsze przypominają mi się słowa wypowiedziane na początku lat dziewięćdziesiątych przez jednego z późniejszych prominentnych liberałów – o tym, czy w tym miejscu będzie stocznia czy piekarnia powinien decydować rynek… Owa nieszczęsna niewidzialna (?) ręka rynku w następnych latach niejednokrotnie generowała błędne i szkodliwe decyzje i wskazywała kierunki, które po latach okazywały się drogami donikąd. Sięgając w głąb polskiej historii najnowszej, pochylając się nad rocznicami ważnych wydarzeń, warto wyciągać wnioski także na nasze dziś i jutro.

A przechodząc spokojnym krokiem do dziś, chciałoby się zapytać, co tam panie w polityce? Nic nowego. Rok 2020 zaczął się podobnie jak poprzednie. Trwa więc uporczywe odwracanie kota ogonem, bo jak inaczej nazwać nieuznawanie przez „obrońców Konstytucji” konstytucyjnego organu, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, czy wchodzenie w buty tegoż Trybunału przez część sędziów Sądu Najwyższego? Jak nazwać inaczej tych, którzy po dość niewiarygodnych i sprzecznych oskarżeniach agenta Tomka wobec ministra Kamińskiego natychmiast żądają jego dymisji, a po złożonych pod przysięgą w prokuraturze oskarżeniach o korupcję wobec nowej gwiazdy PO – marszałka Grodzkiego – mówią o nagonce i hejcie? Jak nazwać pogardliwe i prześmiewcze komentarze dotyczące urzędującego prezydenta RP, niemające nic wspólnego z merytoryczną dyskusją? W takich chwilach przypomina mi się słynna już akcja Jerzego Owsiaka pn. „wy…… prof. Pawłowicz w kosmos” i następnie użalanie się, że jest ofiarą hejtu. Nie ma, niestety, specjalnej nadziei, że zmniejszy się temperatura politycznej debaty w najbliższych miesiącach – wszak czeka nas już rozpoczęta kampania prezydencka.

Na koniec właśnie prezydencko i rocznicowo. Bo rocznicowo upłynęło ostatnie posiedzenie Komisji Krajowej, rocznicowo i symbolicznie – w Pałacu Prezydenckim, w sali, która – jak podkreślił Andrzej Duda – była świadkiem wielu wydarzeń. Podpisywano w niej Układ Warszawski, obradował Okrągły Stół, a ostatnio – Zgromadzenie NATO. Na zaproszenie Andrzeja Dudy właśnie tam Komisja Krajowa zainaugurowała 40 rocznicę strajków sierpniowych i powstania NSZZ „Solidarność”. W wystąpieniu prezydent nie tylko wspominał mroczne czasy komuny, ale podkreślał, że „Solidarność jest i będzie potrzebna”. To ważne słowa, bo jak powiedział później przewodniczący KK Piotr Duda – jest jedna „Solidarność”. Przez te wszystkie lata było bowiem wielu, którzy chcieli, by Związek zwinął sztandary i oddał je do muzeum. Ba, jest wielu, którzy uważają, że mają niemal wyłączne prawo do „S”, choć o sprawach pracowniczych dawno zapomnieli. Trzeba więc ciągle to przypominać, a w szczególności teraz, kiedy zbliża się kolejna okrągła rocznica powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Jacek Rybicki

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej