Czas wyborów

Wybory za pasem, więc i kampania w pełni. Pomorskie miasta i wioski kuszą wyborców banerami we wszystkich barwach partyjnych i nie tylko. Kandydaci prześcigają się w pomysłowości – jeden z nich reklamuje się jako młody i… normalny. Czy to sugestia, że jest wyjątkiem? Inny – zdjęciem zwierzątka skojarzonego ze swoim nazwiskiem. Jeszcze inny wręcz przeciwnie – w ogóle nie pokazuje swojego wizerunku, akcentując dużymi literami znane nazwisko, które samo w sobie powinno wyborców przyciągnąć. Tylko czy to na pewno uczciwe? Przykłady gier wyborczych można by mnożyć w nieskończoność. Ale pomijając owe wizerunkowe przepychanki, trzeba z całą powagą przypomnieć, że w wyborach decydujemy o naszej realnej przyszłości. Przekonaliśmy się na własnej skórze, że można mówić „pieniędzy nie ma i nie będzie”, albo podejmować śmiałe decyzje na rzecz wyrównywania szans, zasypywania obszarów biedy, dbania o bezpieczeństwo, pamiętania o własnej historii. W Raporcie w bieżącym numerze przypominamy, ileż to razy zdaniem opozycji budżet miał się zawalić pod ciężarem nietrafionych decyzji rządzących, ale się nie zawalił. Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” na ostatnim posiedzeniu  nie poparła wprost żadnego ugrupowania, niemniej przypomniała, że wybierać należy tych, którzy są wiarygodni i realizują wyborcze obietnice. Dotyczy to nie tylko partii politycznych, ale także poszczególnych kandydatów. Warto wybierać świadomie tych, którzy w minionej kadencji rzeczywiście działali w interesie pracowników i gwarantują to na przyszłość.

Żeby wybrać, trzeba w wyborach wziąć udział. Tymczasem jesteśmy społeczeństwem, które nie przoduje w Europie pod względem aktywności w demokratycznych procedurach. Tak jest od lat. Nawet w kluczowych dla przyszłości kraju, choć nie w pełni demokratycznych wyborach w roku 1989 wzięło udział trochę ponad 60 procent uprawnionych. Pod tym względem daleko nam do krajów skandynawskich, w których wyborcza frekwencja regularnie znacząco przekracza 70 procent (w Szwecji ponad 80), czy krajów Beneluxu. Trzeba jednak dodać, że w Belgii chlubiącej się ponad 90-procentowym udziałem w wyborach, nieoddanie głosu karane jest od wielu lat grzywną, która wynosi 30 euro. Niby mało, ale… Czemu więc nie korzystamy z prawa wyboru? Część uważa (błędnie!), że i tak ich głos nic nie zmieni, inni są zniechęceni w ogóle do klasy politycznej jako takiej. Warto więc powtórzyć, że każdy głos się liczy i każdy współdecyduje o tym, co nas dotyczy, nas-pracowników, nas – związkowców, nas – obywateli. Czy pod rządami liberałów wszelkiej maści płaca minimalna wynosiłaby pięćdziesiąt kilka procent średniego wynagrodzenia? Czy wprowadzono by wszelkiego rodzaju dodatki wspierające rodziny, szczególnie wielodzietne? Czy poszerzono by dodatkową ochronę działaczy związkowych przed wyrzuceniem z pracy? Czy emeryci dostaliby trzynastą i czternastą emeryturę? I tak dalej. Tak, to pytania retoryczne, bo odpowiedź, jak sądzę, każdy dobrze zna. A przecież na tym się nie kończy. Każdego z nas dotyczy pośrednio (przynajmniej na razie) bezpieczeństwo naszych granic. Słabe państwo, to słabe bezpieczeństwo. O tym wszystkim zadecydujemy piętnastego października.

Ale nie tylko o tym. W tym roku połączono bowiem po raz pierwszy wybory parlamentarne z referendum. A w nim odpowiemy na cztery także kluczowe pytania. Jedno z nich, szczególnie istotne dla nas, to oczywiście pytanie o wiek emerytalny. Wnioskowaliśmy o to ponad 10 lat temu. Bezskutecznie. Premier Tusk – jak sam powiedział – wziął to „na klatę” i podniósł wiek emerytalny. Warto się więc na przyszłość zabezpieczyć. Podobnie odpowiadając „nie” na pozostałe pytania. No bo czy chcemy prywatyzacji najistotniejszych spółek Skarbu Państwa? Wszak wojna gazowo-energetyczna rozpętana przez Rosję powinna nas nauczyć, że są sektory, od których zależy nasze bezpieczeństwo i tylko państwo może je chronić przed manipulacją. Dwa kolejne dotyczą w gruncie rzeczy jednego problemu – nielegalnej migracji. Rozebranie bariery na wschodniej granicy byłoby oczywistą zachętą do intensyfikacji wojny hybrydowej, a przymusowa relokacja – otwarciem pozostałych szlaków migracyjnych. Przecież już także w krajach Europy Zachodniej wielu polityków zaczyna rozumieć, że tylko ścisła ochrona zewnętrznych granic Unii Europejskiej uchroni nas przed katastrofą zarówno społeczno-gospodarczą, jak i polityczną. Trudno więc zrozumieć naszą totalną opozycję, która wzywa do bojkotu referendum. Jeżeli bowiem nie ma zamiarów podniesienia wieku emerytalnego, jeżeli nie chce zgodzić się na przymusową relokację migrantów ani burzyć zapory na granicy, a tym bardziej prywatyzować np. Orlenu, to powinna zgodnie zagłosować cztery razy „nie” i pokazać, że nie chce oszukiwać wyborców, jak onegdaj bywało…

Jacek Rybicki

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej