Konieczna mobilizacja przed drugą turą

Pierwsza tura wyborów prezydenckich za nami. Jak w niej głosowaliśmy? Przede wszystkim – masowo. Ponad 64-procentowa frekwencja pokazała, że demokracja w Polsce ma się co najmniej dobrze, choć mobilizacja była większa w dużych miastach niż na tzw. prowincji. To ważny wniosek i wskazówka przed drugą turą. Przy tym stosunkowo niewiele osób głosowało korespondencyjnie. To pokazuje, że przyjęcie takiej formuły w potencjalnych wyborach majowych było błędem. Niemniej była to reakcja na histeryczną akcję Platformy, której celem była wyłącznie zmiana kandydata. A przecież 9 maja, dzień przed wyborami ogłoszonymi w konstytucyjnym terminie, na COVID-19 zachorowało 288 osób, a 27 czerwca, dzień przed faktycznym głosowaniem – aż 318.

Interesujące wnioski można wysnuć, analizując głosowanie w gminach. Oto Andrzej Duda najwięcej głosów uzyskał w lubelskim Chrzanowie – blisko 86 procent, natomiast rekord Rafała Trzaskowskiego, to 59 procent uzyskane w zamożnej dzielnicy warszawskiej – gminie Wilanów. Na naszym terenie Trzaskowski pięćdziesiątkę przekroczył w Sopocie, a prezydent Duda najwyższe wyniki – ponad 60 procent – uzyskał w Sierakowicach, Lipnicy, Lini i Skórczu. Wygrał też w większości pomorskich powiatów. Niemniej wynik wyborczy Rafała Trzaskowskiego jest dobry, choć – jak zwracają uwagę komentatorzy – jest to najsłabszy wynik w pierwszej turze kandydata Platformy Obywatelskiej. Porównując jego wynik do ostatnich notowań poprzedniej kandydatki PO – Kidawy-Błońskiej, to niewątpliwie inna liga. Zresztą już w pierwszych zdaniach podczas wyborczego wieczoru przyznał to sam pretendent, dziękując samorządom i Senatowi za zablokowanie wyborów majowych.

Bezprecedensowa manipulacja opinią publiczną opłaciła się wiceprzewodniczącemu Platformy. Czy warto o tym mówić jeszcze dziś? Warto. Bo przed nami druga tura wyborów, a polityczny cynizm oznacza brak wiarygodności. Zresztą ów cynizm i brak wiarygodności widać na każdym kampanijnym kroku Rafała Trzaskowskiego. Bo jakże to, prominentny od wielu lat polityk Platformy, ba, jej wiceprzewodniczący, dziś kreuje się na kandydata niemal ponadpartyjnego? Człowiek, który niemal do faszystów porównywał uczestników Marszu Niepodległości, dziś mruga do nich okiem i zachęca do poparcia? Idzie pod rękę z wojującymi środowiskami LGBT, zaznaczając, że jest katolikiem, a na pytanie o pierwszą komunię syna, odsyła do… żony.

Podkreślam, nie chodzi o stygmatyzowanie kogokolwiek, ale o jasność i przejrzystość przekazu. O uczciwość i przyzwoitość. Polityczne krętactwo zawsze prowadzi na manowce, a w praktyce oznacza traktowanie wyborców jak stada baranów, które trzeba zapędzić do urn w celu właściwego oddania głosu. Dziś Rafał Trzaskowski ma usta pełne społecznych obietnic, a jeszcze nie tak dawno podniesienie wieku emerytalnego nazywał modernizacją państwa, a „500 plus” – niepotrzebnym rozdawnictwem. Ale wybór w drugiej turze to nie tylko wybór między przyzwoitością a krętactwem, jasnością poglądów a cynizmem politycznym. To także wybór cywilizacyjny – czy Polska ma być silnym państwem zjednoczonym w Europie narodów, czy też może mamy stać się jednym z europejskich regionów, czy podstawą tego państwa ma być rodzina, czy coś innego? Warto pamiętać, że to konstytucja, której przecież tak broni Rafał Trzaskowski, definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Warto wreszcie pamiętać, że wygrana pretendenta do Pałacu Prezydenckiego oznacza permanentną, co najmniej trzyletnią, wojnę na górze, co może oznaczać paraliż państwa. Mobilizacja przed drugą turą jest więc koniecznością. Przy urnach 12 lipca naprawdę będziemy decydowali o przyszłości. To także nasza przyszłość. Nie pozwólmy, żeby zadecydowali o niej inni.

Jacek Rybicki

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej