Pandemia dialog i banery

Szczepienia szczepieniami, a trzecia fala pandemii przyspiesza. Miesiąc temu pisałem w tym miejscu z troską o sześciu tysiącach zakażeń dziennie, teraz – to piętnaście tysięcy. Dodatkowo minister zdrowia ocenił, że w dwóch województwach sytuacja jest krytyczna – niestety, w tym kontekście wymienił także nasze.

Sytuacja przedziwna, bo wydawać by się mogło, że przy tylu już zaszczepionych i tylu, którzy przechorowali (a więc są w jakiejś mierze odporni) epidemia powinna zwolnić. A tu nic z tego! Czy to „wina” brytyjskiej, bardziej zaraźliwej, odmiany, czy też naszego lekceważenia tzw. reżimu sanitarnego? Zapewne wszystkiego po trochę, choć widok osób lekceważących choćby prawidłowe zasłanianie ust i nosa to chleb powszedni. Często są to ci sami ludzie, którzy wzywają rząd do luzowania obostrzeń i pełnego otwarcia gospodarki. Nie zdają sobie sprawy, że wchodzą w błędne koło – im więcej zachorowań, tym mniejsze szanse na pełne otwarcie i powrót do normalności. Swoją drogą trudno też zrozumieć opóźnienia w dostawie szczepionek, bo przecież w kłopoty produkcyjne poszczególnych firm zdaje się mało kto wierzy. Może więc „ktoś” wyjaśniłby, jak na szczeblu szacownej Komisji Europejskiej były podpisywane umowy na grube miliardy bez gwarancji dostaw, bez kar umownych za ich niezrealizowanie, etc.? Tak samo, jak wyjaśnienia wymaga suma dotacji z pieniędzy publicznych na badania i produkcję szczepionek. Jeżeli bowiem takie dotacje miały miejsce, to stosowne patenty powinny stać się także własnością publiczną i być udostępniane firmom, które są w stanie takie szczepionki u siebie produkować. Co rusz pojawia się też informacja o rodzimych produktach antycovidowych – wiosną miały to być tanie i niezawodne polskie testy na koronawirusa. Nawet minister Gowin zwołał specjalną konferencję. I co dalej? O polskich testach nie słychać. Czy będziemy mieli polską szczepionkę? Może i tak, pytanie kiedy? I choć rzeczywiście rok 2020 udało się przejść w miarę suchą nogą, to 2021 może tak różowo nie wyglądać.

Niewątpliwie COVID-19 wpłynął też na dialog i sytuację pracowników. Piszemy o tym obszernie w innym miejscu „Magazynu”. Ale warto raz jeszcze podkreślić, że w sytuacji kryzysowej dialog jest koniecznością. Tylko w ten sposób można uzgodnić konieczne wyrzeczenia, które prowadzą do wyjścia na prostą.

Ostatnie dni przyniosły także skandaliczną decyzję miejskiej firmy o nałożeniu kary ok. 50 tysięcy zł na Komisję Krajową NSZZ „Solidarność” za umieszczenie na budynku „S” w 40 rocznicę powstania Związku dwóch okolicznościowych banerów. Banery zostały potraktowane jak reklamy, choć w miejskiej uchwale wyraźnie rozróżnione są reklamy i banery promujące konkretne wydarzenia. Dziwnym trafem miejskim urzędnikom nie przeszkadzały wywieszone w tym samym czasie przez miasto „reklamy” promujące to samo wydarzenie. Przypomnijmy, że miasto Gdańsk w 2020 roku postanowiło zorganizować własne obchody strajków sierpniowych AD 1980 bez udziału „Solidarności”. Zleciło nawet opracowanie własnego logo i to właśnie ono było na miejskich banerach. Nasuwa się więc proste przypuszczenie, że to odwet na Związku miasta, które promuje się jako miasto „wolności i solidarności”. Po raz kolejny okazuje się, że to wolność dla wybranych i solidarność z niektórymi. Być może miejscy włodarze – zgodnie z tradycją rodem z Warszawy – uważają, że Gdańsk jest ich miastem, i basta.

Jacek Rybicki

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej