Budżet w cieniu koronawirusa

Bez specjalnego echa przeszedł pierwszy w historii III/IV RP zrównoważony budżet. Wprawdzie Senat próbował namieszać, lecz zapewne niewiele z tego wyjdzie. Zresztą trudno się specjalnie dziwić – wszak Senat z izby pogłębionej refleksji stał się pałką do okładania rządzących. Dla zwykłych zjadaczy chleba ów budżet ma tysiąckrotnie większe znaczenie niż wszystkie gesty posłanek i posłów, którymi media komercyjne tak ochoczo zajmowały się ostatnimi czasy. Warto więc przypatrzyć się kilku budżetowym liczbom i zastanowić, czy chcemy, żeby było tak jak było. Oto rzeczywiste wpływy budżetowe jeszcze dekadę temu, w 2010 roku, wyniosły około 250 mld złotych polskich. W pięć lat później, w 2015, było to nieco ponad 289 mld zł. Wpływy w tym czasie wzrosły więc o ok. 15 procent. Nic dziwnego, że aż czterokrotnie w tym okresie deficyt przekroczył próg ostrożnościowy wynoszący 3 procent. Powyżej tego progu Komisja Europejska ma prawo wszcząć tzw. procedurę nadmiernego deficytu. Innymi słowy zadłużaliśmy się na potęgę, czego mieszkańcy kraju nad Wisłą specjalnie w swoich portfelach nie odczuwali. Następna pięciolatka przedstawia się diametralnie inaczej. Oto – według założeń przyjętego budżetu – w 2020 roku do państwowej kasy ma wpłynąć 435 mld zł. Jeżeli tak się stanie, będzie to oznaczać wzrost w stosunku do roku 2015 aż o 50 procent. To właśnie pozwala na ową równowagę budżetową, czyli przyjęcie poziomu wydatków równego wpływom. To pozwala również na utrzymanie, a nawet poszerzenie programów socjalnych czy też skokowe podniesienie płacy minimalnej.

W dyskusji budżetowej gorącym tematem były też środki przeznaczane na ochronę zdrowia. I tu – poza oczywistymi emocjami – trzeba przytoczyć kilka liczb. Oto w 2015 r. tzw. bieżące wydatki publiczne na ochronę zdrowia zamknęły się kwotą blisko 80 mld zł. W planach budżetowych na rok 2020 na ten cel przeznaczono blisko 108 mld zł. W tym okresie nakłady wzrosły więc o blisko 50 procent i przekroczą 5 procent PKB. Czy to oznacza, że jest dobrze? Oczywiście nie. Można byłoby zastanawiać się, dlaczego wobec niezłej sytuacji budżetowej rząd nie zdecydował się jednak na niewielki deficyt, choćby po to, żeby w kluczowych dziedzinach, takich jak oświata czy ochrona zdrowia, poprawić znacząco sytuację. Przyczyn zapewne było kilka. Niewątpliwie rządzący chcieli symbolicznie pokazać, że można, mimo znaczącego wzrostu wydatków, zbilansować budżet i nie zadłużać się na koszt przyszłych pokoleń. Zapewne biorą też pod uwagę fakt pewnego ochłodzenia gospodarki na świecie i możliwy wpływ na osłabienie wzrostu gospodarczego w Polsce. W takiej sytuacji trudno byłoby utrzymać wydatki na podobnym poziomie w latach następnych. Jakiś wpływ na takie decyzje mają również tzw. wpływy jednorazowe w roku 2020, a więc takie, których w latach następnych na pewno nie będzie (np. sprzedaż licencji 5G). Zrównoważony budżet to wreszcie wzmocnienie pozycji Polski na rynkach globalnych, wszelkiego typu rankingach, to także możliwość lepszej sprzedaży polskich obligacji czy pozyskania tańszego pieniądza. Niezależnie od tego wszystkiego pięćdziesięcioprocentowy wzrost wpływów do państwowej kasy w ciągu kilku ostatnich lat powinien nas cieszyć, bo jest nie tylko oznaką rozwoju Polski i polskiej gospodarki, ale także wpływa na zasobność naszych portfeli, bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, a pośrednio także na możliwości inwestycyjne, choćby w infrastrukturę.

Czy na tę sytuację będzie miał wpływ koronawirus z Wuhan. Na razie komputer podkreśla ten wyraz na czerwono, sygnalizując, że nie ma go w słowniku. A przecież od miesiąca to bodaj najczęściej wymieniane słowo na świecie. Wydaje się, niestety, że również potencjalna epidemia będzie rozgrywana politycznie. Niektóre wypowiedzi co bardziej zagorzałych przedstawicieli opozycji sugerują, że marzy im się, by rząd poległ w tym starciu. Niezależnie jednak od wszystkiego, odsuwając na bok spory, państwo musi stanąć na wysokości zadania i z tej wysokości nie spaść. To jest właśnie sytuacja, która weryfikuje, czy państwo jest teoretyczne, czy nie. Bo dopiero warunki frontowe pokazują rzeczywistą sprawność każdej armii.

Jacek Rybicki

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej