Sprawa dewastacji pomnika prałata Jankowskiego: Nie ma pokrzywdzonych – nie ma winy i kary?

Czy w Gdańsku można obalić dowolny pomnik? Wraca na wokandę sprawa przeciwko osobom, które obaliły pomnik ks. Henryka Jankowskiego. Zbierający i wykładający pieniądze na jego wystawienie, ani parafia pw. św. Brygidy nie są dla Sądu Rejonowego Gdańsk – Południe stronami w sprawie. Brak pokrzywdzonego w konsekwencji skutkować może uniewinnieniem oskarżonych od zarzucanych im czynu zniszczenia pomnika.

Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe uznał, że ani przedstawiciele społecznego komitetu budowy pomnika prałata Jankowskiego, ani parafia św. Brygidy nie są stronami w sprawie dewastacji monumentu. Postanowienie sądu dotarło do ks. kanonika Ludwika Kowalskiego, proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku i znanego gdańskiego rzemieślnika Grzegorza Pellowskiego ze społecznego komitetu budowy pomnika. Zdaniem sądu, mimo, że wcześniej przyznał on stronom status oskarżycieli posiłkowych (i zdanie zmienił) – parafia oraz społeczny komitet budowy pomnika miały prawo jedynie do sprzątania okolic pomnika i dbania o jego schludność, ale nie mogą być stroną w procesie, mimo, że wcześniej występowali w roli oskarżycieli posiłkowych.

Proces trzech mężczyzn, którzy 21 lutego 2019 roku obalili pomnik, miał ruszyć latem, ale wyznaczona na 18 sierpnia br. pierwsza rozprawa została odwołana. We wtorek 19 stycznia br. wraca na wokandę. Sprawcy zostali zatrzymani, przyznali się do winy. To mieszkańcy Warszawy.  Pojawiły się przy tym wątpliwości czy można liczyć na sprawiedliwy wyrok za znieważenie pomnika i uszkodzenie mienia, jeżeli sąd już wypowiedział się merytorycznie w sprawie? 

– Sąd, w moim przekonaniu, zmierza do uniewinnienia oskarżonych, nie uznając za strony parafii świętej Brygidy, w której przez blisko cztery dekady sprawował posługę ksiądz Henryk Jankowski, jako jej proboszcz, odbudowując tę ważną dla historii świątynię, ani osób, które złożyły się na wystawienie pomnika, reprezentowane przez społeczny komitet jego budowy. Na sali rozpraw nie będzie pokrzywdzonego więc nie będzie czynu zabronionego. A przecież doszło do zniszczenia pomnika, który stanął zgodnie z prawem, jak każdy inny pomnik, budynek. W imię racji kilku panów został on obalony. Sprawcy swój czyn traktują jako manifest. Był to akt wymierzony przeciwko ludziom, którzy ich racji i przesłania nie podzielają, którzy mimo rozmaitych kontrowersji mają zdanie odmienne, a nawet jak oni by chcieli, miałby to być proces nad nieżyjącym prałatem. Tymczasem to ofiarodawcy czują się pokrzywdzeni i zlekceważeni. Nie chcę przypuszczać, że do akceptacji bezprawia zechce przyłożyć rękę sąd. Precedensowe rozstrzygnięcie może ośmielić innych. Czy mamy mieć przyzwolenie, aby lekceważyć znaki drogowe, bo się nam nie podobają lub dewastować symbole, które nam nie odpowiadają  – zastanawia się Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „Solidarność”.

Sąd koresponduje z parafią św. Brygidy i z Grzegorzem Pellowskim, członkiem społecznego komitetu, przyznając pośrednio, że są to osoby, inaczej strony, zainteresowane sprawą. Przepisy stanowią bowiem, iż stroną jest  pokrzywdzony – oskarżyciel posiłkowy. W sprawie zarówno parafia św. Brygidy, jak i komitet społeczny zostali wszak uznani przez sąd jako oskarżyciele posiłkowi w sprawie.

– Sąd Rejonowy w Gdańsku odrzucił nas jako stronę w sprawie. Mimo, że to my, jako komitet i parafia, złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury, tyczące zdewastowania pomnika. My ten pomnik zbudowaliśmy, on był naszą własnością, opiekowaliśmy się pomnikiem. Sąd chce orzec, że nie ma właściciela pomnika więc sprawa nadaje się do umorzenia z braku pokrzywdzonego. Zobaczymy czy to będzie skuteczne. Faktem jest, że jesteśmy pokrzywdzeni, że zebraliśmy pieniądze na ten pomnik, że były wszelkie zgody, że doszło do dewastacji, a sprawcy są znani. Inny wyrok niż skazujący będzie ośmielał i zachęcał do dalszych dewastacji – uważa Grzegorz Pellowski. 

Pokrzywdzonym w myśl Kodeksu postępowania karnego jest osoba fizyczna lub prawna, której dobro prawne zostało bezpośrednio naruszone lub zagrożone przez przestępstwo.

Przypomnijmy, że pomnik u zbiegu ulic Mniszki, Katarzynki i Stolarskiej został przewrócony o godz. 3 w nocy 21 lutego 2019 r. Po godz. 4 nagranie z „akcji” pojawiło się na facebooku red. Tomasza Sekielskiego.

Nim to się stało w grudniu 2018 w „Dużym Formacie”, dodatku do „Gazety Wyborczej”, ukazał się reportaż, który rozpalił społeczny dyskurs nad osobą nieżyjącego od ośmiu lat prałata. Zaczęły się apele o usunięcie pomnika. Na tej fali pomnik został przewrócony przez trzech mężczyzn, określonych przez liberalne media jako „sprawcy obywatelskiego nieposłuszeństwa”. Wniosek prokuratury o zastosowanie dozoru policyjnego i nałożenia kaucji został, po zaskarżeniu przez obronę, oddalony przez sąd.

23 lutego posąg prałata wrócił  na cokół. Jednak na sesji Rady Miasta Gdańska 7 marca 2019 roku radni zdecydowali o pozbawieniu prałata  Honorowego Obywatela Miasta Gdańska (20 głosów za, 1 przeciw, radni PiS nie głosowali), o rozbiórce pomnika i o zmianie nazwy skweru, Księdza Henryka Jankowskiego. 8 marca 2019 r. pomnik zdemontowali sami fundatorzy, by nie dawać powodu do eskalacji konfliktu. Cokół, na którym stała figura pozostał.

Trzy miesiące po wpłynięciu aktu oskarżenia przeciwko osobom, które obaliły pomnik ks. Henryka Jankowskiego na posiedzeniu Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe w Gdańsku 2 marca sędzia Małgorzata Uszacka postanowiła zwrócić sprawę Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Śródmieście „w celu uzupełnienia istotnych braków dochodzenia”.

Zdaniem sądu prokuratura nie przedstawiła dowodów dotyczących wysokości szkody powstałej na skutek działania oskarżonych. I to mimo, że w sprawie zeznawali świadkowie, załączony został kosztorys i faktury za usługę naprawy pomnika. Dodatkowo sąd zakwestionował prawidłowość w określeniu pokrzywdzonego przestępstwem zarzuconym oskarżonym.  W postanowieniu o zwrocie akt do prokuratury czytamy: „Parafia pw. św. Brygidy została zobowiązana przez Społeczny Komitet Budowy Pomnika ks. Henryka Jankowskiego wyłącznie do dbania o czystość i konserwację pomnika. Nie przysługują jej żadne prawa związane z pomnikiem”.

Postanowienie zaskarżył Prokurator Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Śródmieście, którego zdaniem przyjęte przez sąd stanowisko zostało wydane z naruszeniem przepisów prawa. Sąd Okręgowy w Gdańsku podzielił argumentację prokuratury, uchylając wydane postanowienie i przekazując sprawę do dalszego procedowania Sądowi Rejonowemu Gdańsk-Południe. Co ciekawe, sprawa trafiła na biurko tej samej sędzi, która wydawała oddalone przez sąd II instancji postanowienie. Z kolei sąd z urzędu orzekł, że ani parafii, ani komitetowi nie przysługuje przymiot strony w postępowaniu przed sądem. I to mimo wcześniejszego dopuszczenia ich jako oskarżycieli posiłkowych.

– Zawierucha wokół pomnika i osoby wieloletniego proboszcza parafii św. Brygidy jest elementem gry, której skutkiem jest dokonanie zmian w polskim społeczeństwie, sposobu jego zachowań, tradycji, religii i autorytetów na wzór zmian, które zaszły w Irlandii, Australii, Hiszpanii, Francji, w Niemczech. Warto nad tym się zastanowić, by nie zagrać roli bezwolnych instrumentów – komentował Krzysztof Dośla, przewodniczący gdańskiej „Solidarności” wydarzenia z lutego ub.r.  

W sierpniu ub.r. przestrzegaliśmy, iż mnożą się akty wandalizmu lewackich środowisk skierowane przeciwko symbolom, przede wszystkim pomnikom, ważnym dla tożsamości narodowej. W październiku i listopadzie ub.r. podczas tzw. Strajku Kobiet w kilkunastu miejscach doszło do ataku na świątynie lub wtargnięcia do kościołów w trakcie nabożeństw.

Jedną z przyczyn wzrostu tych agresywnych zachowań wobec miejsc kultu jest brak zdecydowanej reakcji ze strony wymiaru sprawiedliwości. Sztandar domniemanej „postępowości” powoduje, ze sprawcy zwykłych przestępstw są traktowani w szczególny sposób przez niektórych przedstawicieli Temidy. Przykładem jest właśnie  postępowanie przed Sądem Rejonowym Gdańsk-Południe w Gdańsku wobec sprawców zniszczenia pomnika ks. Henryka Jankowskiego, proboszcza bazyliki św. Brygidy w latach 1970-2009. To dzięki jego staraniom i zabiegom, głównie w RFN, po kilku latach kościół św. Brygidy odzyskał dach i z ruiny zmienił się na powrót w świątynię. 

Przypomnijmy – toutes proportions gardées, że niedaleko nieistniejącego już pomnika prałata Jankowskiego stoi pomnik Pamięci Ofiar Eksterminacji Ludności Polskiej na Wołyniu, który dwukrotnie stał się obiektem ataku.   Na niewielkim obelisku ku pamięci dziesiątków tysięcy Polaków, mieszkańców Wołynia i Kresów południowo-wschodnich Rzeczpospolitej Polskiej, których ocalić z rzezi lat 1943-1944 nie było nam dane, czyjeś ręce przed trzema laty wysmarowały „wilcze haki”, znak ukraińskich nacjonalistów, odwołujących się do “idei nacji” (znak runiczny niezbyt bitnej,  niderlandziej 4 Freiwilligen-Waffen Grenadier Division der SS “Landstrom Nederland”). Stoi on nieopodal bazyliki św. Brygidy u zbiegu ulic Katarzynki i Stolarskiej.  

Czy można w Gdańsku dowolny pomnik obalić, zdewastować, pokryć napisami? Nie podoba się ksiądz Jankowski – zrzucamy z cokołu, nie cenimy Piłsudskiego – chwytamy za liny i zrzucamy go z cokołu. Przecież takie rozumowanie doprowadzi do dewastacji nie tylko przestrzeni publicznej, ale życia publicznego.   

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej