17 września 1939 r. Nóż wbity w plecy walczącym z Niemcami polskim żołnierzom

A potem tak jak zawsze – łuny i wybuchy
malowani chłopcy bezsenni dowódcy
plecaki pełne klęski rude pola chwały
krzepiąca wiedza że jesteśmy – sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
i da ci sążeń ziemi pod wierzbą – i spokój
by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu
najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win

(Zbigniew Herbert)

17 września 1939 roku wielkie siły Armii Czerwonej runęły na Polskę, walczącą – rozpaczliwie i w osamotnieniu – z Niemcami. Na mocy paktu Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku pomiędzy III Rzeszą Niemiecką i Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich, w zgodzie z jego tajnym protokołem, totalitarne państwa podzieliły swe stref wpływów, de facto decydując o rozbiorach i rozporządzeniu niepodległością Polski, Litwy, Łotwy i Estonii oraz ingerencji w Finlandii i w Rumunii.

W wyniku II wojny światowej utraciliśmy suwerenność na 50 lat, połowę terytorium państwa, a przede wszystkim 6 milionów obywateli. Straty w gospodarce, kulturze i sztuce niepowetowane.

Sowiecka nawałnica, ruszyła, gdy Stalin upewnił się, że na Linii Zygfryda panuje spokój i nie szykuje się francuski atak na Niemcy. Pogrzebała szanse przedłużenia naszego oporu w województwach wschodnich. Wojny sowietom polski rząd nie wypowiedział.

Nie udało się „senatorom” udaremnić rozbioru państwa, ani zapewnić pomocy wojskowej ze strony Francji i Wielkiej Brytanii. Polski żołnierz bił się dzielnie. Warszawa poddała się 28 września, Hel 2 października. Generał Franciszek Kleberg, jeden z wybitnych dowódców Września, nie przegrał żadnej potyczki ni bitwy, bił Niemców i Sowietów, nim poddał SGO Polesie pod Kockiem z braku amunicji 6 października.

Czy mieliśmy jakiekolwiek szanse? Czy dyplomacja wykonała należycie swe zadania? Dlaczego nie potrafiliśmy wykorzystać naszego wojennego potencjału?

Bohaterstwo żołnierzy i oficerów nie dowodzi kompetencji wodzów i najwyższych dowódców oraz przenikliwości i mądrości przywódców. W 1939 roku znaliśmy plany agresji i tylko naiwny badacz uważa, że umknęła wytrawnemu wywiadowi i sprawnej dyplomacji przygotowywana agresja dwóch milionowych armii. Dzisiaj musimy znać odpowiedź: co spowodowało dramatyczną, szybką i krytyczną klęskę? Nie bez powodu armia współczesnego Izraela analizuje wszelkie klęski, nawet te poniesione blisko trzy tysiące lat wstecz. Musimy, nie mamy innego wyjścia, znać przyczynę naszych klęsk, by nie popełniać tych samych błędów.

To nie może się powtórzyć!

Brak wojennej strategii, brak wystarczających kompetencji, rzeczywisty brak Sztabu Generalnego oraz planu wojny, w zestawieniu z zachowaniem jak gdyby na wschodzie było morze, a nie śmiertelny wróg, skutkowało fatalnym ustawieniem Wojska w 1939 r. Udział w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku, zamiast obrony status quo oraz opóźniona o pięć dni mobilizacja i niedoposażenie żołnierzy sprzętem zgromadzonym w składach broni i amunicji (vide Dęblin) spowodowały, że strategicznie byliśmy skazani na militarną klęskę.

Znakomity wojskowy strateg, generał Tadeusz Kutrzeba, zwolennik utworzenia zmotoryzowanych oddziałów przeciwpancernych ruchomych odwodów zaporowych, przewidział w 1938 r. przebieg wojny z Niemcami, a nawet atak z dwóch stron.

Klęską narodu stawało się nie to, że wojna była przegrana, bo inaczej być nie mogło, a to, że wojsko nie mogło się bić, tak jak tego nadzieje i ambicje narodu oczekiwały, a przeznaczenie i honor wojsk wymagały

– dowódca Armii „Kraków” gen. Antoni Szylling w „Moje dowodzenie w roku 1939”. 

Diabelski Pakt

Wiedza o współpracy militarnej i gospodarczej Rzeszy i sowietów nie była żadną tajemnicą. Trwała od układu z Rapallo z 1922 r. Adolf Hitler, pewien bezczynności naszych sojuszników, na tydzień przed atakiem zawarł pakt ze swoim – wydawało się – śmiertelnym, wrogiem bolszewikami i Stalinem.

Piękne było lato 1939 r., ale z dnia na dzień nieuchronnie zbliżał się kataklizm. Od co najmniej wiosny 1939 r. nasz wywiad ostrzegał, że Niemcy (do tego czasu traktowane przyjacielsko) prą ku wojnie. I że ta wojna będzie!

Koniec porządku wersalskiego

Zawarty 23 sierpnia 1939 r. pakt nazistowsko-sowiecki de facto w swej wymowie był antybrytyjski. Utworzył w Europie nową polityczną konfigurację. Został zawarty przeciwko głównym graczom na kontynencie Wielkiej Brytanii i Francji. Skończył się bowiem wersalski ład. Brytyjczycy musieli się z tym pogodzić lub „grać” na wojnę. Zbrodniczy pakt i wspólna niemiecko-sowiecka granica, sprawił, że o wojnę między III Rzeszą a ZSRS było łatwiej.

Wielka Brytania w obronie więdnącego imperium szła w 1938 r. na układy z Hitlerem, ale od wiosny 1939 r. parła ku wojnie, tyle, że sama nie miała zamiaru wyruszać na nią pierwsza. Wnet znalazł się „ochotnik”. Anglia (nam nieprzychylna od czasu krwawej rewolty Cromwella), postanowiła, dając nam gwarancje nie do spełnienia, dać sobie czas! Doprowadziła w efekcie do upadku naszej państwowości. Polacy uwierzyli, jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz, że „Anglia przez dobroć serca, przez sympatię dla nas, przez idealizm chciała nas ratować bezinteresownie.” 

Gwarancja angielska, dana nam 31 marca 1939 r. była manewrem dyplomatycznym w obronie własnych interesów. Francja i Wielka Brytania nie zaczęły ofensywy za linię Zygfryda. Po obu stronach granicy francusko-niemieckiej pojawiły się transparenty: „Nie będziemy strzelać!”.

Od września 1938 r. (konferencja w Monachium) realizował się scenariusz Hitlera, określony po konferencji monachijskiej przez lorda Admiralicji sir Winstona Churchilla: „Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak”. Na nasz sojusz z Czechosłowacją już nie było czasu i szans.

Dla Polaków wojna to coś w rodzaju pojedynku na pistolety dwóch ludzi honoru, otoczonych gromadką sekundantów w sztywnych kołnierzykach i przy udziale chirurga. Tak jak człowiek honoru nie powinien nic takiego zrobić, co by wskazywało, że boi się pojedynku, tak naród powinien ciągle demonstrować, że nie cofnie się przed wojną

– oceniał Cat-Mackiewicz w książce pt. „Zielone oczy” (z 1958 r.).

Wobec Polski Anglia prowadziła perfidną politykę, wpychając nas w wojnę. Polityka sanacji do wiosny 1939 r. była odmienna. Relacje z Niemcami były poprawne. Wzięliśmy, co było błędem, udział w podziale Czechosłowacji (choć moralnie, po kradzieży przez Czechosłowację Zaolzia w 1920 r., było to uzasadnione).

Dla Anglików wojna to obrona narodowych interesów, o ile to możliwe, za pomocą przelewania cudzej krwi, wystawianie na niebezpieczeństwo innych krajów. Right or wrong – my country. Dla Polaków polityka zagraniczna to scena obrotowa dla deklamacji Słowackiego i innych wieszczów. Zdarza się, że scena się obróci, reżyseria i gwiazdory wyjadą, jeśli nie na Berdyczów, to na Zaleszczyki, a dzieci, dziewczęta nieletnie z nieporównanym heroizmem pójdą w »bój bez broni«, będą rozstrzeliwane, masakrowane, mordowane

– trafnie podsumował ów pisarz, komentator, polityk.

Czyż może nas dziwić bezczelność i arogancja Anglików, którzy za przelaną polską krew m.in. w Bitwie o Anglię, za czyn zbrojny 151 polskich pilotów Dywizjonu 303 (zestrzelili 203 niemieckie samoloty) wystawili nam faktury?

Po wojnie rząd Jej Królewskiej Mości wystawił rachunek za „użyczenie Polakom paliwa, samolotów i lotnisk a fakturę opisali: „Całkowite koszty utrzymania Polskich Sił Powietrznych w latach 1939-1945”.

Wyasygnowane fundusze potraktowali jako kredyt (sic!) na samoloty, silniki, wyposażenie, materiały do lotów operacyjnych, na szkolenia wyżywienie, umundurowanie, zakwaterowanie, paliwo, światło, transport, pomoc medyczną, materiały do konserwacji samolotów, paliwo, bomby, amunicja, ładunki wybuchowe. Używanie instalacji lotniskowych, takich jak hangary, warsztaty, biura, itd. do 31 grudnia 1945 r. Razem gigantyczne 108 milionów ówczesnych funtów szterlingów. I wszystko zostało pokryte z rezerw polskiego złota zdeponowanego w Kanadzie!!! Ten haniebny dla Anglików utajniany fakt nagłośniły dopiero Narodowe Siły Zbrojne po emisji propagandowego brytyjskiego dokumentu „Bitwa o Anglię”.

Udzielona nam w 1939 r. bezwartościowa gwarancja angielska (bez konkretu na czym gwarancja miałaby polegać) przy jednoczesnej niechęci Francji do rządów sanacyjnych (relacje z Francją po maju 1926 r. uległy redukcji, nie bez powodu tam znalazła azyl antysanacyjna opozycja z gen. Sikorskim) niestety przekreśliła wszelkie inne koncepcje.

Propaganda zapewniała, a władze II RP uwierzyły, że jesteśmy mocarstwem. Powszechny stał się slogan „Silni Zwarci Gotowi”, a od 1936 roku na paradach i na falach radiowych wybrzmiewała piosenka: Nikt nam nie ruszy nic/Nikt nam nie zrobi nic/Bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz. Jej autor, tekściarz i kompozytor Adam Kowalski zmarł w 1947 roku w Edynburgu.

Ku wojnie

28 kwietnia 1939 r. kanclerz Adolf Hitler oświadczył, że układ angielsko-polski sprzeczny jest z układem niemiecko-polskim z 1934 r. i zerwał pakt o nieagresji z Polską (strona niemiecka traktowała ów pakt jako swoiste alibi do łamania traktatu pokojowego). Führer Niemiec i szef NSDAP, w przemówieniu tego dnia ani słowem nie zaatakował sowietów. Stanisław Cat-Mackiewicz zauważył, że „Hitler dla likwidacji Polski pójdzie razem z bolszewikami, obracając się potem przeciw Zachodowi zapewni sobie pokój na granicy bolszewickiej”.  

Nowy podział stref wpływów doprowadził do zniszczenia II Rzeczpospolitej. Ustanowienie niemiecko-sowieckiej granicy zbliżyło do siebie państwa, rządzone przez dyktatorów i przepojone poczuciem krzywdy doznanej po Wielkiej Wojnie i prące do światowej ekspansji. 

Tymczasem od wiosny 1939 r. podstawą polityki polskiej dyplomacji i wojskowych było błędne założenie, że angielskie gwarancje i odnowiony sojusz z Francją odstraszą Hitlera od rozpoczęcia wojny, a jeśli ona wybuchnie – wnet uderzy Francja na linię Zygfryda, a my pomaszerujemy do Berlina i Królewca (wg. wizji Józefa Becka, snutych jeszcze 3 września 1939 r.). Tymczasem, wepchnięci w wojnę, zostaliśmy pozostawieni sami sobie. Polska została wepchnięta niczym pod pędzącą ciężarówkę z gruzem.

Teatr wojny

Nie dało się trzymać teatru wojny dalej od Polski. A była to wojna jakiej dotychczas świat nie widział. Polska stała się pierwszą ofiarą, nie przygotowaną do metod jej prowadzenia. Wojska ustawione, wbrew sztuce wojennej, wąskim pasem z cienką strużką umocnień wzdłuż rozciągniętych granic z Niemcami i ich sprzymierzeńcami: od Prus Wschodnich po Karpaty (po rozbiorze Czechosłowacji). Było to dla nas samobójcze ustawienie i absurd operacyjny.

Zabrakło w 1939 r. kogoś miary gen. Tadeusza Jordan Rozwadowskiego, ale ten wybitny strateg został zgładzony po zamachu majowym, gen. Zagórskiego i gen. Hempela (postrzelonego na polowaniu w 1932 r., bo miał zbyt dużą wiedzę z Hauptkundschaftstelle). Gen. Józef Haller po zamachu stanu z maja 1926 r. był szykanowany przez piłsudczyków i odsunięty od spraw wojskowych, po wybuchu II wojny światowej przedostał się przez Rumunię do Francji i oddał się do dyspozycji rządu gen. Władysława Sikorskiego.

Naiwny i oparty na nierealnych założeniach teatrum wojny plan obrony „Zachód” został opracowany w błyskawicznym tempie dopiero wiosną 1939 r. Marszałek Śmigły-Rydz zatwierdził go w dwa tygodnie, nie przeprowadzając manewrów ani gier wojennych. Nie było żadnego planu alternatywnego. Do tego opóźnienie pod naciskiem Anglii i Francji mobilizacji, przyczyniło się do fiaska tzw. armii odwodowej. Od 1 września zapanował chaos nie do wyobrażenia, a co trzeci zmobilizowany żołnierz nie trafił do swego przydziału. Jak pisał nasz as lotnictwa Jan Zumbach w swoich wspomnieniach tylko chaos ewakuacji z Francji w 1940 roku można było porównać do tragicznego bałaganu, jakiego doświadczył w Polsce we wrześniu 1939 roku.

Żołnierze mobilizowani byli z opóźnieniem i niedoposażeni. Dopiero od 24 sierpnia 1939 r. prowadzono tajną mobilizację kartkową. Rankiem 1 września 1939 r. wojska lądowe zdołano zmobilizować w dwóch/ trzecich, a pełną koncentrację sił osiągnęła połowa naszych armii i związków taktycznych. Szans na skuteczną obronę, na wykonanie manewrów zaczepnych i na skuteczny kontratak nie było. Zabrakło umiejętności na wojnę manewrową i operację zaczepną. Pancerne zagony wroga przełamały wątłe linie, a niemieccy najeźdźcy, doposażeni m.in. w pozyskaną czeską broń, błyskawicznie wyszli na tyły naszych wojsk.

Centralna Składnica Uzbrojenia

Przykładem zapaści wojskowej logistyki i kwatermistrzostwa, błędów dowództwa i braku planu wojny było niewykorzystanie uzbrojenia (150 tys. sztuk nowych karabinów i karabinków, 3 tys. doskonałych ręcznych karabinów maszynowych Browning wz. 28 oraz 2,5 tys. ciężkich karabinów maszynowych, setek armat i haubic, tysięcy moździerzy) zgromadzonego w podziemiach i w magazynach Centralnej Składnicy Uzbrojenia w Stawach.

Uwaga! Celem wojsk gen. Kleberga SGO Polesie było dotarcie do magazynów wojskowych w Stawach i uzupełnienie zapasów broni oraz amunicji (te już były w części zniszczone na rozkaz Naczelnego Wodza). Żołnierze we wrześniu 1939 r. nie mieli wystarczająco amunicji i broni, ale dziesiątki tysięcy nowych karabinów maszynowych, setki armat oraz haubic, tysiące ton paliwa, trotylu i innych materiałów wybuchowych, granatów i pocisków do haubic zalegało pod Dęblinem, nim nie wpadły w ręce Niemców.

Kto ostatni trzyma karabin…

Marszałek Śmigły-Rysz i jego generałowie nie potrafili nawet zrozumieć i zrealizować przesłania ich patrona. Nie można pominąć, analizując klęskę wrześniową, Józefa Piłsudskiego, od 1926 roku do 1935 r., dyktatora, Naczelnika Państwa i architekta polityki obronnej i zagranicznej. Trafna była jego wskazówka: „polityka Polski to stosunek do sąsiadów, to jest do Niemiec i do Rosji, tylko ten stosunek jest istotny i ważny”. Nawet Józef Beck przed gwarancjami brytyjskimi z 1939 r. rozumował: „zdążamy do wojny i trzeba dołożyć wszelkich starań, aby Polska weszła do wojny nie pierwsza, lecz możliwie ostatnia”.

Namaszczeni przez Piłsudskiego legionowi spadkobiercy, zmieniając wektory polityczne po podszeptach angielskich, nie kierowali się wskazówką, że Polska powinna wejść do wojny możliwie późno, w myśl trafnego powiedzenia: „dobrze broni interesów nie ten kto pierwszy strzela, lecz ten kto ostatni ma karabin w garści”.

Czy można było zastosować sensowną koncepcję prowadzenia wojny obronnej, skoro dowodzenie nad armią od 1926 r. spoczywało w rękach „legunów”, którym brakowało wojskowego kunsztu i wojskowych szkół oraz doświadczenia dowodzenia w wielkich związkach taktycznych?

Tak! Jedną z nich opisał płk Marian Porwit, dowódca Odcinka Zachodniego Obrony Warszawy, odsunięty po 1926 r. od wpływu na dowodzenie. Zawierała założenie, że walczymy samotnie i należy zaplanować optymalne starcie, wielką bitwę, z zaangażowaniem niemałego przecież potencjału WP (w 1939 r. nie został on wykorzystany!). Wielka bitwa obronna miałaby być rozegrana w oparciu o rzeki Wisłę, Narew i San, o twierdzę Modlin i Warszawę oraz umocnienia twierdzy Osowiec.

Sowiety wkroczyły!

Wieczorem 16 września 1939 r. do oddziałów sowieckich w strefie przygranicznej z Polską dotarł tajny rozkaz nr 16634 marszałka Klimenta Woroszyłowa: „Uderzać o świcie siedemnastego!”. O świcie 17 września 1939 r. na bohatersko walczącą z nazistowskimi Niemcami, osamotnioną Polskę, runęła Armia Czerwona.

Polacy, którzy trwali  w przekonaniu, że mają wytrzymać dwa tygodnie nim Francuzi, wsparci brytyjskim lotnictwem, przekroczą granicę zachodnią Niemiec, przegrupować się, przy wsparciu odwodów jako armia odwodowa / rezerwowa, na wschód od linii Wisły i Sanu, mieli zadanie nie do wypełnienia: powstrzymania dwóch potężnych wrogów.

Oficjalny pretekst był zawarty w nocie dyplomatycznej, przekazanej ambasadorowi RP w Moskwie Grzybowskiemu o godz. 3 nad ranem 17 września 1939 przez tow. Potiomkina, zastępcę Ludowego Komisarza Spraw Zagranicznych. Zamieszczono w niej kłamliwe oświadczenie o rozpadzie państwa polskiego, konieczności ochrony mienia i życia Ukraińców i Białorusinów oraz „uwalnianiu ludu od wojny”. Związek Sowiecki uznał układy zawarte z Polską, w tym traktat ryski z 1921 r. i pakt o nieagresji z 1932 r., za nieobowiązujące, zawarte z nieistniejącym państwem.

Bez wypowiedzenia wojny oddziały agresora ruszyły ku linii Bugu i Narwi, gwarantowanej ZSRS przez pakt z III Rzeszą. Sowieckie siły pierwszego rzutu były potężne: 9 korpusów i 1 dywizja piechoty, 4 korpusy i 1 dywizja kawalerii, 2 korpusy i 12 brygad czołgów, czyli ok. 600 tys. żołnierzy, blisko 4,5 tys. czołgów i 3 tys. samolotów. Jednostki te posiadały więcej czołgów niż Wehrmacht, atakujący 1 września 1939 roku i więcej samolotów niż Luftwaffe na froncie.

Bez lojalności i bez litości

Mniejszości narodowe zamieszkujące II RP bez wyjątku okazały się nielojalne wobec Rzeczypospolitej – Niemcy na Pomorzu i w Wielkopolsce oraz na Śląsku utworzyli samoobronę i V kolumnę, Ukraińcy dezerterowali i dopuszczali się w 1939 r. napadów na urzędy i mordów na żołnierzach i urzędnikach, Żydzi poparli Sowiety, wstępowali do komunistycznej milicji, kolaborowali z bolszewikami, witając ich bramami triumfalnymi, Litwini (szaulisi) zrazu zduszeni przez bolszewików, od lata 1941 r. brali udział w eksterminacji polskich elit.

Armia Czerwona dokonała zbrodni wojennych na wziętych do niewoli oficerach wojska, policji, KOP, mordując jeńców i masakrując ludność polską. Wbrew konwencji genewskiej, której Sowiety nie podpisały, żołnierzom polskim odmówiono statusu jeńców wojennych.

Symboliczny był los Stanisława Ignacego Witkiewicza, znanego jako Witkacy, dramaturga, wizjonera, malarza i filozofa. Witkacy poznał barbarzyństwo bolszewików. Był jego świadkiem podczas krwawej rewolucji w Rosji. Na wieść o agresji sowieckiej rano 18 września 1939 r. wziął weronal i podciął sobie żyły oraz tętnicę szyjną. Wiedział, że z bolszewikami nadchodzi koniec świata, który zna. W PRL był zapis cenzorski na datę i okoliczności jego śmierci.

Obrona honoru

Wepchnięci w wojnę pustymi deklaracjami Anglików i obietnicami Francuzów, zostaliśmy pozostawieni z wąskim przesmykiem do Rumunii i Węgier. 

6 i 7 września 1939 r. stolicę opuścił – w pośpiechu i bez planów ewakuacji, sanacyjny rząd, Wódz Naczelny i inni dostojnicy. Rydz-Śmigły utracił realną możliwość dowodzenia, łączności i oceny sytuacji, gdy opuścił Warszawę 7 września 1939 r. tracąc możliwość dowodzenia, ale i wiarę w naszą armię szybciej, niż zrobili to tzw. sojusznicy.

Padła wątła koncepcja obrony na południowym wschodzie, na przedpolach Lwowa i koncept „armii rezerwowej”. Bronił się Hel i Kępa Oksywska, Trwał Lwów i Grodno, ale Górny Śląsk oddano bez walki. Próby śmiałego kontruderzenia i marszu w kierunku na słabo broniony Berlin były niemożliwe ze względu na chaos.

Polski żołnierz bił się wspaniale. Westerplatte, Hel, Bitwa nad Bzurą, Wizna, Kępa Oksywska, Warszawa, Wytyczne, Kock, Mokra, Grodno. Walczyli i ginęli najlepsi, pozostawieni sami sobie, opuszczeni przez naczelne dowództwo. Ginęli lub szli w niewolę oficerowie, generałowie, którym nie do wyobrażenia była rejterada z pola walki. A nawet – jeśli stchórzyli to starali się odkupić winę, jak gen. Juliusz Rómmel, który opuścił w panice Modlin, a potem sprawdził się w obronie Warszawy.

Inni – jak niejaki Stefan Dąb Biernacki (gen. dyw., zdegradowany i wyrzucony z WP), uciekali z pola bitwy. Sanacyjne państwo runęło. Hekatomba była straszliwa.

Dyrektywa: Z bolszewikami nie walczyć

Gdy 17 września 1939 r. rano do Naczelnego Wodza marszałka Śmigłego-Rydza dotarła informacja o wkroczeniu Armii Czerwonej wydał on dyrektywę ogólną, w której nakazywał wycofywanie się wojsk w kierunku na Węgry i Rumunię i unikania walk z sowieckim najeźdźcą (!).

Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadania Warszawy i miast które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii. 

Czy nasi oficerowie i żołnierze mieli negocjować z bolszewicką tłuszczą? Skutek: 21 tysięcy przestrzelonych czaszek, w Katyniu, Smoleńsku, Twerze, Ostaszkowie, Starobielsku, rozbitych kulami wystrzelonymi metodycznie na rozkaz Stalina i jego współtowarzyszy – w potylicę.

W ręce Niemców i Sowietów wpadły: większość Skarbu Narodowego, Centralny Okręg Przemysłowy, a nawet niemal pełne akta wywiadu i kontrwywiadu (!). „Mocarstwo” zawaliło się w 6 dni! Nie było nawet komu podpisać aktu kapitulacji…

Rejterada

Rząd i prezydent Ignacy Mościcki opuścili walczącą Polskę przed północą z 17 na 18 września 1939 r. Ucieczka trwała do 18 września, do godzin porannych. Z przejścia granicznego w Zaleszczykach, z mostów na Prucie i na Czeremoszu w Kutach nie popłynęły żadne rozkazy.

Wśród uciekających był odpowiedzialny za kształt polityki zagranicznej minister Józef Beck oraz odpowiedzialny za niefortunny plan wojny obronnej marszałek Śmigły-Rydz. Ten ostatni mógłby z honorem zginąć, przynajmniej wycofywać się – strzelając do wroga, walcząc z sowietami lub pozostać w konspiracji, wyznaczyć swego następcę… Cokolwiek innego. Wybrał ucieczką.

Żołnierze KOP, stojąc na moście w Kutach, wiodącym do granicy z Rumunią w Zaleszczykach, nie wierzyli, że Mościcki, prezydent RP, premier Sławoj Składkowski a przede wszystkim „hetman” Wódz Naczelny marszałek Rydz-Śmigły mogliby uciekać z walczącej Ojczyzny. Przejeżdżali przez most limuzynami wypełnionymi dobrem wszelakim.

Pułkownik Ludwik Bociański na granicznym moście zastąpił drogę limuzynie Edwarda Śmigłego-Rydza. Gdy marszałek, po wymianie zdań, go odepchnął, oficer wyjął broń i w rozpaczy targnął się na swe życie. I on nie zdołał go zatrzymać, mimo desperackiego strzału we własną klatkę piersiową na widok uciekającego z pola bitwy „hetmana”.

W wojnie z bolszewikami 1919-1921 gen. Edward Śmigły-Rydz (po wejściu w życie ustawy umożliwiającej uzupełnienie nazwiska o pseudonim Edward Rydz, który od 1912 r. używał pseudonimu „Śmigły”, zmienił nazwisko na Rydz-Śmigły) okazał się sprawnym dowódcą polowym i został kawalerem Krzyża Srebrnego Orderu „Virtuti Militari”. Zwalnianie z wojska znakomitych oficerów po 1926 r. i zbytnie hołubienie legionowych legend oraz ich nadzwyczaj wysokie uposażenie, a szczególnie błędny koncept wojenny (koncept, bo Polska nie miała planów wojny) oraz rejterada z walczącego Kraju zasługuje na określenia „kompromitacja” i „hańba”. Honoru własnego nie uratował. Jego postępek ociera się o zdradę.

W grudniu 1940 roku Rydz-Śmigły zbiegł brawurowo z internowania, przez Węgry w listopadzie 1941 r., powrócił do Kraju. Towarzyszył mu najbliższy współpracownik, szczególnie zasłużony dla sanacji, wicemarszałek Sejmu RP płk dypl. Zygmunt Wenda (brat budowniczego gdyńskiego portu, Tadeusza Wendy). W Warszawie traktowany nieufnie przez konspiratorów i samego Wodza Naczelnego (rząd londyński stał na stanowisku, iż jego powrót do kraju byłaby wysoce szkodliwa dla sprawy polskiej), najpewniej Rydz-Śmigły został zamordowany w grudniu 1941 r.

Jak zachowali się inni?

Król Norwegii Haakon VII, ukrył się w twierdzy i mimo braku poparcia części rodaków (Norwegowie w części – jak wiele innych narodów od Ukraińców po Amerykanów, popierali narodowy socjalizm) zarządził zbrojny opór wobec niemieckiej inwazji. Wraz z częścią lojalnego wojska ewakuował się do Wielkiej Brytanii i jest symbolem norweskiego oporu, mimo kolaboracji z Niemcami premiera Vidkuna Quislinga. Aleksandros Korizis, premier Grecji w 1941 r. w obliczu beznadziejnego oporu przeciwko inwazji Niemców popełnił samobójstwo. Kurt von Schuschnigg, kanclerz Austrii po aneksji w 1938 r. był więziony w obozie koncentracyjnym przez reżim Hitlera, podobnie jak były prezydent Francji Albert Lebrun oraz premierzy Édouard Daladier i Léon Blum.

Chwała Bohaterom, hańba dezerterom

Pozostają na zawsze w naszej pamięci major Henryk Dobrzański („Hubal”), kpt. Franciszek Dąbrowski, kpt. Władysław Raginis, generałowie Antoni Szylling, Franciszek Kleberg, Tadeusz Kutrzeba, Władysław Langner, pułkownicy Stanisław Maczek, Stanisław Dąbek i wielu innych, walecznych oficerów i żołnierzy Rzeczpospolitej, po których zostały nieśmiertelniki, karty poległych i jak na wojnie bywa – w szczerym polu krzyż.

Spory historyczne i polityczne o klęskę 1939 roku będą trwały. O ile w latach PRL trzeba było szukać przeciwwagi dla reżimowej historiografii i propagandy to dziś warto dopuścić opinie, nie tyle zbyt krytyczne, co uzasadnione. By nie powtarzać błędów.

W czasach konfliktów nie trzeba miłych słów. Polityka życzeniowa to zguba. Trzeba nam zdolnych dowódców, walecznych i przygotowanych do boju żołnierzy, sprawnych wywiadowców oraz mądrych dyplomatów.

W Teheranie w 1943 r. i w Jałcie w 1945 r. alianci zachodni bez oporu pozwolili, by na wschód od Łaby, po granice Grecji, zapadła żelazna kurtyna. Nie mieli zamiaru dotrzymać słowa danego nie tyle politykowi bez znaczenia Beckowi i Rydzowi-Śmigłemu, ale i generałowi Władysławowi Sikorskiemu. Kiedy będzie nam dane spojrzeć na śmierć generała Sikorskiego w Gibraltarze w zamachu z 4 lipca 1943 r. poprzez utajnienie na sto lat angielskie archiwa (o zgrozo! nawet archiwum naszego wywiadu zostało przejęte i utajnione przez Brytyjczyków)?

Ale im nie zależy skoro najpierw, podżegając do wojny, wydali nas Hitlerowi, współdziałali w zamachu na Wodza Naczelnego (działał na Giblartarze sowiecki agent Kim Philby), a potem, starając się zadowolić satrapę Stalina, wepchnęli nas w łapy Kremla na 45 lat.

Zachowania szefów państw-mocarstw wskazują, że poczyniono ustalenia co do podziału stref wpływów i obszarów zainteresowań, mając swą specjalną strefą safe place dyplomatycznych i międzywywiadwczych spotkań.

Historia jest nauczycielką życia, ale uczy tych, którzy ją znają i chcą się uczyć! Bez ulegania mitom i tzw. racjom moralnym, które znaczenia nie mają w ostatecznym rachunku. Liczy się interes i kalkulacja zysków i strat. Nie ma wiecznych sojuszy są interesy narodowe.

Artur S. Górski

(Tekst opublikowany został w 2023 r.)

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej