Edward Szwajkiewicz – wspomnienie strajku 1988 roku w Stoczni Gdańskiej

Edward Szwajkiewicz, współorganizator strajku w maju 1988 r. i wiceprzewodniczący komitetu strajkowego w sierpniu 1988 r. w Stoczni Gdańskiej)

Wracając pamięcią do okresu poprzedzającego dni strajków w maju i sierpniu 1988 roku należałoby przypomnieć panującą wówczas atmosferę i sytuację zarówno w kraju jak i w stoczni. Dla uświadomienia faktów posłużę się metaforą oddającą realia lat 80. Dekada lat 70 była okresem „siewu”. Władza PRL-u działaniem represyjnym powodowała, że w wielu ośrodkach w kraju zaczęły tworzyć się różne organizacje kontestujące sposób sprawowania władzy i krytykując panujący wówczas system. Lata 1980/81 były czasem, w którym „ziarno” lat 70 wydało obfity plon. Niestety przedwczesne żniwa 13 grudnia 1981 roku nie pozwoliły dojrzeć młodej demokracji. Kilkuletnie „młócenie” spowodowało zniszczenie i zmarnotrawienie pierwszych sukcesów i osiągnięć Solidarności. Na szczęście dla nas, dla ówczesnej władzy, po skończonym młóceniu zostały tylko plewy. Nowe „ziarno”, któremu udało się uniknąć zniszczenia zaczęło kiełkować na nowo w miejscach, z których wcześniej było wyrwane. Tą metaforą chcę pokazać, że w roku 1988 w Solidarności odezwał się głos ludzi, którzy z pełną świadomością konsekwencji i zagrożeń podjęli walkę o odzyskanie swojej godności. Godności, którą gwarantowała nam Solidarność. Obydwa strajki w roku 1988 dość dobrze są udokumentowane, dlatego też nie będą ich tu opisywał. Chciałbym skupić się na przedstawieniu kilku faktów i zdarzeń z tamtego okresu.

W obydwu strajkach byłem członkiem komitetów strajkowych. Ponosiłem więc odpowiedzialność za organizację i prowadzenie akcji strajkowych. Pomimo niewielkiego udziału pracowników stoczni w strajku w maju, nie opuszczało mnie przekonanie o słuszności podjętej walki. Niewątpliwie wpływ na taką postawę miała obecność Lecha Wałęsy na terenie stoczni. Nie mniej jednak decyzję o rozpoczęciu strajku w sierpniu 1988r. podjęliśmy mając w pamięci „samotność” strajku majowego i ryzyka konfrontacji z ówczesną władzą. Pomimo przygotowania się do zorganizowania strajku, jego rozpoczęcie nie było łatwe. Zarząd stoczni także przygotował się do mającej nastąpić konfrontacji. Pierwszą rzeczą, którą należało zrobić, to nakłonić pracowników do nie podejmowania pracy i zgromadzenie się przy bramie nr 2. Moim zadaniem było zorganizowanie pracowników wydziału W-3, którego byłem pracownikiem. O godzinie 6.00 obszedłem większość brygad informując stoczniowców o rozpoczęciu strajku i zbiórce pod bramą nr 2. Na wydziale pracowało wówczas ponad 400 pracowników. Na udział w strajku zdecydowało się kilkanaście osób. Podobnie było na innych wydziałach. W sumie na kilkunastotysięczną załogę stoczni udało nam się zebrać kilkuset ludzi. Drugim „krokiem organizacyjnym” było przejęcie stołówki i opanowanie bram. Mimo przygotowania się dyrekcji stoczni i zwiększenia liczby strażników na bramach, udało się przejąć kontrolę i zająć stołówkę. Po pierwszych sukcesach przystąpiliśmy do organizacji przebiegu samego strajku na terenie stoczni. Dokonaliśmy podział zadań pomiędzy członków komitetu strajkowego.

Patrząc na to z perspektywy czasu i tego co się udało osiągnąć, było to niewątpliwie sukcesem. Jeżeli dzisiaj ktoś mówi, że należało strajkować dłużej i nie iść na żadne kompromisy z władzą, to pytam się, gdzie byłeś wtedy w maju i sierpniu 1988r. Ile dni i nocy spędziłeś z nami w czasie strajku. W pewnym momencie prowadzonego strajku należy zastanowić się po analizie sytuacji co dalej. Czy trwanie dalej „na pozycjach” ma sens. Czy zakończenie w danym momencie okaże się dobrym posunięciem. To był dylemat, który wymagał od Komitetu strajkowego podjęcia decyzji. Wiem, że nie wszyscy strajkujący chcieli przerwać strajk. Pamiętam atmosferę „tamtej nocy”, kiedy musieliśmy tłumaczyć dlaczego należało zakończyć. Nie było łatwo. Wychodziliśmy ze stoczni z poczuciem nie wygranej i z obawą co będzie jutro. Przemarsz ze stoczni do kościoła św. Brygidy przekonał nas, że „jutro będzie nasze”.

Przeprowadzone strajki były próbą odzyskania Solidarności. Zanim do nich doszło, wcześniej podjęto działania na drodze prawnej. W kwietniu 1988r. został złożony wniosek do sądu o zarejestrowanie NSZZ Solidarność Pracowników Stoczni Gdańskiej. W lipcu wraz z kilkoma kolegami (członkami Komitetu Organizacyjnego) i mecenasem Jackiem Taylorem pojechaliśmy do Warszawy na rozprawę rejestracyjną. Niestety sąd oddalił wniosek nie rejestrując związku. Nie mniej jednak te działania pozwoliły nam na otwarte działanie w Stoczni Gdańskiej. Dopóki sprawa była rozpatrywana przez sąd dopóty nic nam nie groziło. Łatwiej też było przekonywać stoczniowców do poparcia naszych działań.

Po strajku sierpniowym powołany został Międzyzakładowy Komitet Organizacyjny NSZZ Solidarność (MKO), wokół którego zaczęliśmy tworzyć nowe struktury organizacyjne Solidarności w innych zakładach pracy. Biuro MKO mieściło się na terenie plebanii kościoła św. Brygidy. Tam też odbywały się wszystkie spotkania związkowe. Rozbudowujący się MKO NSZZ Solidarność stworzył strukturę równoległą do istniejącej Regionalnej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność. MKO pod przewodnictwem Jacka Merkla skupiał nowopowstałe Komitety Organizacyjne NSZZ Solidarności w zakładach regionu gdańskiego. Celem MKO było zalegalizowanie działań związku. Starły się wówczas dwie koncepcje reaktywacji Solidarności. Jedna (MKO) mówiąca o zarejestrowaniu NSZZ Solidarność w nowej formule, ale z istniejącym statutem. Druga (RKK), to wymuszenie na władzy przywrócenie do działalności zdelegalizowanego związku. Pierwsza koncepcja zakładała budowę nowych struktur i złożenie wniosku o rejestrację. Druga zakładała podejmowanie bardziej radykalnych działań (strajki, manifestacje) aż do skutku.

Świadomość siły jaką dysponowaliśmy w roku 1988 nie dawała złudzeń, że można na drodze konfrontacji odzyskać Solidarność. Z 10 milionów członków związku z 1981r, udało się zorganizować ok. 2miliony. Wielu działaczy szczebla krajowego i regionalnego nie powróciło do organizacji. Należało szukać nowych leaderów i od nowa tworzyć więzi między zakładami. W regionie gdańskim RKK nie tworzyła struktur. To MKO organizował zebrania organizacyjne. Mimo pozornej dwuwładzy, większość z nas uważała, że związek powinien być reprezentowany przez statutowe organy władzy. Jesienią 1988r. podjęto rozmowy pomiędzy kierownictwem MKO a kierownictwem RKK. Ze strony MKO udział brali: Jacek Merkel, Edward Szwajkiewicz, Bogusław Gołąb, ze strony RKK: Bogdan Lis, Krzysztof Dowgiałło, Bogdan Borusewicz i Lech Kaczyński. W trakcie kilku spotkań wypracowano formułę połączenia obu „ciał” w Tymczasowy Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność. Skład TZR-u uwzględniał parytety istniejącego układu „sił”. Od roku 1989 TZR formalnie reprezentował związek w regionie przejmując kompetencje MKO. 16 stycznia 1989 roku powołano Tymczasowy Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność w składzie: Lech Wałęsa – przewodniczący, Bogdan Borusewicz, Krztsztof Dowgiałło, Lech Kaczyński, Bogdan Lis, Maciej Łopiński, Jacek Merkel, Edward Szwajkiewicz, Bogusław Gołąb, Jan Hałas. W późniejszym okresie był rozszerzany o przedstawicieli innych zakładów pracy.

Ujednolicenie ośrodka decyzyjnego w regionie nie zniwelowało różnicy zdań co do sposobu dochodzenia do legalizacji działalności Solidarności. Ostatecznie wygrała koncepcja budowy nowych organizacji zakładowych i przygotowanie związku w regionie do przeprowadzenia wyborów nowych władz statutowych.

Kolejne lata pokazały, że podjęta wówczas decyzja była słuszna. Mniejsza liczba członków związku (w szczytowym okresie ok. 2,5 miliona) nie wynikała ze sposobu reaktywacji NSZZ Solidarność, tylko ze skutków represyjnej i destrukcyjnej działalności władzy w latach 80-tych. Solidarność od 1989 roku była tą samą Solidarnością, ale nie taką samą. Była inna, bo inni ludzie podjęli jej sztandar. Inni, ale obecni w niej od początku jej powstania w 1980r.

I choć jak to w życiu bywa, gdy nic dwa razy tak samo się nie powtarza, to gdyby trzeba było wybrałbym tę samą drogę raz jeszcze.

Pisząc to wszystko mam świadomość dużej ogólności sformułowań i myśli. Nie sposób w krótkim tekście zawrzeć szczegóły i dokonać wnikliwej analizy. Tutaj chciałem tylko zwrócić uwagę na wielowątkowość zdarzeń, problemów i sytuacji roku 1988. To o czym piszę ma swoje potwierdzenie w licznych dokumentach i wydawnictwach tamtego okresu.

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej