Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” 18 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Wejherowie

Cywile w wojsku

Niskie wynagrodzenia, na które wpływ ma jedynie Ministerstwo Obrony Narodowej, są największą bolączką związkowców z 18 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Wejherowie reprezentujących pracowników cywilnych wojska. Ich zarobki minimalnie przekraczają najniższe krajowe wynagrodzenie. Problem dotyczy nie tylko cywilów z wejherowskiej jednostki, ale 44 tysięcy osób pracujących na terenie całej Polski.

Dariusz Mankiewicz i Jan Dettlaff.

Dwa lata temu rozpoczęła działalność Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” w 18 Wojskowym Oddziale Gospodarczym w Wejherowie. Kilka miesięcy wcześniej, w październiku 2016 roku, powstała Komisja Tymczasowa. Na jej czele stanął Jan Dettlaff, który do dzisiaj przewodniczy związkowcom w organizacji. WOG jest jednostką logistyczną w składzie 1 Regionalnej Bazy Logistycznej w Wałczu. Od września 2014 roku przejął odpowiedzialność za zabezpieczenie finansowo-logistyczne jednostek będących w dotychczasowym rejonie zaopatrywania Centrum Wsparcia Teleinformatycznego i Dowodzenia Marynarki Wojennej. Do jego zadań należy między innymi utrzymanie gotowości bojowej i mobilizacyjnej, zabezpieczenie materiałowe, techniczne, medyczne, finansowe oraz sprzętu łączności i informatyki, a także ochrona i obrona obiektów oraz obsługa administracyjno-biurowa.

Obecnie do organizacji związkowej należy 50 członków, są to głównie osoby pracujące w Wejherowie i Siemirowicach.

– Do niedawna było nas 70, ale niektórzy odeszli na emerytury, inni zrezygnowali z pracy. Rotacja pracowników jest bardzo duża. Taka, jakiej nigdy nie było. Przyczyną są bardzo niskie zarobki. Przychodzi do nas młody człowiek, otrzymuje pierwszą, drugą wypłatę w wysokości 1500–1600 zł i odchodzi. Nikt za takie pieniądze nie chce pracować. Obcokrajowców nie możemy zatrudniać. Dlatego u nas pracuje sporo emerytów albo osoby z różnego rodzaju dodatkami. I tak jest w całej Polsce, a jest nas 44 tysiące. Niewiele możemy wywalczyć. Nie mamy prawa do strajku. Nikt o nas nic nie wie, bo chociaż jesteśmy pracownikami cywilnymi, to pracujemy w wojsku. Podstawa mojej pensji z wieloletnią wysługą wynosi 2550 zł brutto – mówi Jan Dettlaff, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” 18 Wojskowego Oddziału Gospodarczego w Wejherowie.

Decyzja należy do MON

– Od listopada 2018 r. mamy nowego komendanta. Rozumiem, że pensji nam nie podniesie, bo nie ma z czego. Nie powiększy budżetu. My jako jednostka nie mamy pieniędzy. Zarobki gwarantuje nam ministerstwo. O podwyżkach rozmawiamy za pośrednictwem Krajowej Sekcji Pracowników Cywilnych MON NSZZ „Solidarność”. Po długich rozmowach z komendantem dowiedzieliśmy się, że chce wyrównać nasze dysproporcje płacowe, bo występują ogromne różnice. To pozytywne myślenie – kontynuuje Jan Dettlaff.

Podczas lutowego spotkania przedstawicieli siedmiu organizacji związkowych funkcjonujących w resorcie obrony (Krajowa Sekcja Pracowników Cywilnych MON NSZZ „Solidarność”, NSZZ Pracowników Wojska, Związek Zawodowy Poligrafów, Związek Pracowników Wojska „Tarcza”, Związek Zawodowy Militaria, Związek Zawodowy Sektora Obronnego, NSZZ „Solidarność” 80) z kierownictwem MON, na którym rozmawiano o podwyżkach płac dla pracowników cywilnych wojska, nie doszło do porozumienia. Ministerialni urzędnicy zaproponowali 300 zł brutto od 1 stycznia 2019 r. „Solidarność” chciała 600 zł brutto, ale wyrażając dobrą wolę zeszła do 550 zł. Pozostałe związki poparły tę propozycję. Związkowcy czekają na ruch ministerstwa. Nie chcą dalej rozmawiać, bo uważają, że te rozmowy nie przynoszą żadnego efektu. 

Urzędnicy gwarantowali też utrzymanie tych podwyżek w przyszłym roku. Ponadto na Święto Wojska Polskiego wszyscy pracownicy cywilni mieliby otrzymać jednorazowo 1000 zł premii. Ministerstwo rozważa również podwyższenie płac w 2020 r. o kolejne 200 zł brutto. Jednocześnie zaproponowało, że dalsze rozmowy związków z MON miałyby mieć charakter indywidualny, czyli z przedstawicielami każdego związku osobno.

Związkowcy są temu przeciwni. Pomimo reprezentowania różnych organizacji związkowych, w kwestii wynagrodzeń mają wspólne zdanie. Uważają, że rozmowy indywidualne są sposobem na rozbicie jedności związków zawodowych, które od początku  reprezentują wspólne stanowisko. Domagają się też, aby w kolejnych rozmowach uczestniczył przedstawiciel Ministerstwa Finansów. Wydali nawet wspólne oświadczenie: „Prowadzone dotychczas rozmowy w sprawie wzrostu płac pracowników resortu obrony narodowej jednoznacznie wskazują, że Kierownictwu Ministerstwa Obrony Narodowej nie zależy na zdecydowanej poprawie obecnego stanu obszaru wynagradzania powstałego od 1990 r. na tle pozostałych grup zawodowych sfery budżetowej w państwie, w drodze znacznego podwyższenia poziomu pracowniczych wynagrodzeń i zlikwidowania znacznych, sięgających kilkuset złotych, dysproporcji płac pracowników zajmujących tożsame stanowiska pracy”.

– Nasze żądania nie są zbyt wygórowane. Chcemy podwyżek, ale też, aby była jasna ścieżka awansu pracownika cywilnego. Dzisiaj taki pracownik nie ma możliwości awansowania. Na przykład, jeśli chodzi o stanowisko referenta, to powinien to być młodszy referent, starszy, specjalista. W praktyce jest jednak tak, że od początku do emerytury jest się po prostu referentem. Nie ma żadnej gradacji. Nie ma drogi awansu, możliwości awansowania, gdy zdobędzie się doświadczenie zawodowe. Technik do emerytury będzie tylko technikiem – dodaje Jan Dettlaff.

Dyskretna służba

– Nasza praca to dyskretna służba. Jesteśmy jednostką na czas pokoju, czyli zaopatrujemy poszczególne jednostki bojowe w odzież, części zamienne, paliwo, żywność. Ja jestem mechanikiem. Z wojskiem związany jestem od lat. W 1988 r. mechanik wojskowy zarabiał tyle co sierżant. Dzisiaj chcielibyśmy mieć pensję szeregowca. Wielu z nas zarabia połowę tego, co zarabiają nauczyciele. Kolega skończył 63 lata, inny 59 lat, kolejny 45 lat. W takim wieku jesteśmy mechanikami, młodych prawie nie ma. Dawniej mechanicy mieli pensje na poziomie sierżantów, bosmanów. Mówi się, że średnia pensja cywila w wojsku wynosi 3200 zł brutto, ale to nieprawda. U nas nikt takiej pensji nie ma. Moja podstawa z wysługą wynosi 2660 zł brutto – mówi Dariusz Mankiewicz, przewodniczący Komisji Rewizyjnej wejherowskiej organizacji związkowej.

Na stanowisku samodzielnego referenta, również z wieloletnim stażem pracy, pensja jest o 100 zł niższa, a średnie wynagrodzenie żołnierza wynosi 5500 zł. Członkowie „Solidarności” są pracownikami biura, warsztatów (mechanicy), kuchni, są też kierowcami, magazynierami… Największą grupę stanowią osoby z wykształceniem średnim, ale sporo osób posiada wykształcenie zawodowe, a także wyższe. Dużą grupę stanowią kobiety.

„Solidarność” wynegocjowała w wejherowskiej jednostce zakładowy regulamin pracy. Obowiązuje tam również ponadzakładowy układ zbiorowy pracy. Członkowie komisji chcą wypracować, wspólnie z komendantem, stanowisko dotyczące dysproporcji wynagrodzeń na tym samym stanowisku.

Zabytkowe budynki

Związkowcy twierdzą, że gdyby nie problemy finansowe, w wejherowskiej jednostce pracowałoby się bardzo dobrze. W pomieszczeniach biurowych, niedawno wyremontowanych, jest nawet klimatyzacja.

– Mimo że pracujemy w starych budynkach, wzniesionych w latach 1870–1880, to warunki pracy są dobre. Były one budowane z przeznaczeniem na szpital psychiatryczny. W 1933 r. lecznicę zlikwidowano. Ciekawostką jest to, że w latach 1923–1932 funkcjonował tu również obóz kwarantanny (obóz emigracyjny) dla tych, którzy chcieli wyemigrować do Ameryki. Przed wyjazdem sprawdzano stan zdrowia ludzi, przechodzili oni dezynfekcję. Nazywano to etapem emigracyjnym przed wejściem na statek. Teren ten był oddzielony murem od pozostałych budynków. Miał własne ujęcie wody, a nawet własny cmentarz – opowiada Jan Dettlaff.

W 1933 r. pięć budynków przeznaczono na zakwaterowanie dla żołnierzy Batalionu Morskiego (przemianowanego w 1937 r. na 1 Morski Batalion Strzelców). W jednym z gmachów znajdowała się Szkoła Podstawowa dla Głuchoniemych. W kolejnym mieścił się Zakład Wychowawczy Dzieci Syberyjskich. W latach trzydziestych XX wieku obie te instytucje przemianowano na Krajowy Zakład Opieki Społecznej. Od listopada 1939 r. w części budynków stacjonowały dwa oddziały Wehrmachtu, a także 62 oddział artylerii. W dwóch budynkach niezagospodarowanych przez wojsko umieszczono placówkę wychowawczą dla polskich i niemieckich chłopców od 4 do 21 roku życia.

Obecnie cały kompleks został podzielony na Szkołę Podstawową Specjalną, Zespół Szkół dla Dzieci Niedosłyszących, Niepubliczne Przedszkole Specjalne i dwie jednostki wojskowe, w których przebywają żołnierze czynni, a także pracownicy cywilni.

Maria Giedz

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej