Wspomnienie początków „Solidarności” Oświaty
Nowe materiały na stronie internetowej Międzyregionalnej Sekcji Oświaty: relacja Zofii Kuropatwińskiej z Gdańska
Na podstronie internetowej „Historia oświatowej „Solidarności” Międzyregionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” z siedzibą w Gdańsku zamieściliśmy nowy tekst autorstwa Zofii Kuropatwińskiej – wieloletniej działaczki „Solidarności” oświatowej w Gdańsku.
Zofia Kuropatwińska wspomina między innymi: Romana Lewtaka, Bronisława Sarzyńskiego, Krystynę Pieńkowską, Krystynę Rzewuską, Zofię Madej.
Wspomnienie to jest ważnym elementem opisu historii „Solidarności” oświatowej, stąd zachęcamy do zapoznania się.
Kiedyś jadąc autobusem usłyszałam zdanie wypowiedziane przez młodą dziewczynę rozmawiającą przez telefon komórkowy. „Zagłoba, a kto to jest Zagłoba? A, to ten z Pana Tadeusza czy Krzyżaków”. Chyba to bardzo smutne, ale zacznę moje wspomnienie od dwóch sytuacji z tych czasów wywołujących uśmiech. Był człowiek o którym wiedziano, że jest partyjny a takich do żadnych władz solidarnościowych nie wybierano. Miał jednak poczucie, że może coś dobrego zrobić i wie trochę więcej niż inni ale ciągle mu nie ufano. Co zrobił: wskoczył na krzesło, wyciągnął 2 palce w kierunku krzyża i krzyknął „Jam nie Kmicic, jam Babinicz”.

Tablica strajkowa z 1981 roku. Źródło: Kalendarium 40-lecia Komisji Zakładowej / Międzyzakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w Gdańsku
Dzisiaj o naszych początkach chcę powiedzieć nietypowo przez wspomnienie osób, które nie były na pierwszych stronach gazet ale często one przyczyniały się do zwycięstwa tego co dobre.
Stąd druga sytuacja wywołująca uśmiech: Danuta Witowska – skromna pracowniczka administracji z przedszkola, urodzona na Żmudzi, czyli czująca i rozumiejąca nadzieje pokładane w Solidarności. We wszystkich negocjacjach finansowych była świetna. Rodzina, 2 dorastających dzieci a ona codziennie po wszystkich rozmowach, negocjacjach wraca do domu późnym wieczorem. Mąż nie wytrzymał i któregoś wieczoru zostawił Jej kartkę „Albo związek małżeński, albo związek zawodowy”. Usłyszeliśmy od niej „skreśliłam małżeński l poszłam spać.” Na zapytanie i co dalej odpowiedziała „więcej mi już takich kartek nie zostawiał”. Była uczestnikiem strajku oświatowego i sygnatariuszem porozumień 17 listopada 1980 r.
Następną osobę, którą chciałabym wspomnieć był fizyk z Akademii Medycznej Pan Jędrzej Smulkowski. On to razem z moim Ojcem po grudniu 1970 roku relacjonował w Klubie Inteligencji Warszawskiej tragiczne wydarzenia w Gdańsku. Z Jego inicjatywy po podpisaniu umów w sierpniu 1980 roku zorganizował spotkanie przedstawicieli trójmiejskich uczelni mobilizując ich do konieczności realizacji tych umów czyli zakładania wolnych związków zawodowych. Znał mnie i stąd znalazłam się w tym gronie jako jedyna przedstawicielka ze szkoły średniej i to przez niego czułam się zobowiązana do włączenia się w tę pracę. Był również twórcą apelu mobilizującego inne kraje bloku wschodniego do zrzucenia komunistycznego jarzma.
Na spotkaniu przedstawicieli uczelni zapamiętałam też Pana Mikołaja Kosteckiego, wykładowcy w sierpniu 80r. techniki cyfrowej i podstaw automatyki w Wyższej Szkole Morskiej. przewodniczący Komisji Zakładowej, wybrany na rektora tejże uczelni a w czerwcu 82 roku zwolniony represyjnie z pracy. Publikuje artykuły w prasie niezależnej i emigracyjnej. Występuje w audycjach Wolnej Europy pod pseudonimem Piotr Ponard. Od 89 r. członek Krajowego Komitetu Obywatelskiego. W 90 r. wraca do pracy w WSM. Od kwietnia 91 r. wybrany do Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”. W 92 r. został powołany przez premiera Jana Olszewskiego na stanowisku doradcy Prezesa Rady Ministrów.
Zanim przejdę do ludzi z oświaty wspomnę jeszcze Eugeniusza Szumiejkę astronoma z Wrocławia, który był repatriantem z terenów wschodnich. Był jedynym z Komisji Krajowej, który nie dal się złapać po wkroczeniu ZOMO na teren Stoczni po ogłoszeniu stanu wojennego. Szepnął Lechowi „znikam” i po przepłynięciu łódką na drugą stronę kanału portowego był ukrywany przez mieszkańców Gdańska. Zdarzyło się, że uciekał przed służbą bezpieczeństwa zjeżdżając po piorunochronie z jednej ze swoich kryjówek. Opłacił swoją działalność chorobą żony a sam ostatecznie wrócił do Wrocławia przemycony pod koniec lat 80-tych przez kolejarzy w ich stroju.
Największe osiągnięcie oświatowej „Solidarności” to podpisanie porozumienia po listopadowym strajku z 1980 r. Tutaj największa zasługa jest Pana Romana Lewtaka absolwenta polonistyki KULu. To był czas, w którym miał urlop na obronę swego doktoratu. Jego mądrość, odwaga i determinacja wsparte przez ludzi, których wokół siebie zgromadził doprowadziły do zwycięstwa.
- nie zgodził się na negocjacje wspólne z ZNP,
- rozumiał, że oświata jest stale spychana na margines i tylko 3 % dochodu narodowego jest przeznaczana na potrzeby oświaty (np. w Norwegii 11%),
- nauczyciel zarabiał dużo mniej od przeciętnej krajowej (głodnemu człowiekowi chleba się nie odmawia),
- liczba godzin w etacie szczególnie dla polonisty był przekraczający jego możliwości.
Mniej znaczących postulatów nagromadziło się dużo powyżej setki.
R. Lewtak umiera na białaczkę w latach 80-tych pisząc stale swoje rozważania ku naprawie Rzeczypospolitej do naszych podziemnych Kontaktów.
Jego najbliższy współpracownik to Bronisław Sarzyński, który jak tylko zobaczył światełko możliwości zrzucenia jarzma komunistycznego reżimu całym sercem włączył się w „Solidarność”.
On najlepiej czuł zło tego systemu, szkolony jako młody chłopak przez współwięźniów, siedząc za WIN w Rawiczu. Jego niezwykła żona decyduje się na ślub wtedy gdy był jeszcze więźniem. W momencie ogłoszenia stanu wojennego idzie do stoczni i włącza się w pracę Komisji Krajowej. Ukrywając się buduje schron z drukarnią drukującą materiały głównie dla młodzieży. To on podnosił ducha gdy pod koniec lat 80-tych czasami nam brakowało wzmacniając wiarę w zwycięstwo. Wyjeżdża do córki do Kanady i tam zostaje mistrzem techniki, ale sercem jest w Polsce i tu kończy swoje życie.
Krystyna Pieńkowska, jak mawiała, wilnianka, mieszkanka Gdańska, była jedyną internowaną osobą z oświaty z Trójmiasta. Bano się jej wpływu na młodzież. To ona jeździła z gdańskimi uczniami na Śląsk organizując spektakle krytykujące panujący system. Po powrocie z internowania redaguje Kontakty, zbiera pieniądze dla ratowania zwolnionych z pracy nauczycieli. Wydaje świąteczne kartki, zostają wydane tomiki wierszy naszej młodzieży. Policja zatrzymuje ją z walizką pełną ulotek: „ Co Pani tam ma? Wyprawę na ślub córki”. Pomogli przy wsiadaniu do tramwaju.
Krystyna Rzewuska również wilnianka. Jako 15 latka przeżyła zesłanie i dopiero po powrocie do Polski skończyła historię. Była jedyną osobą, która mimo swoich przeżyć służyła bardzo ofiarnie sprawie solidarności. Zwolniona z pracy w Technikum Mechaniczno-Elektrycznym za dzielenie się opłatkiem z uczniami przed Świętami Bożego Narodzenia pracuje w Technikum Ogrodniczym. To ona głównie wraz z mężem swoim samochodem rozwozi niezależną prasę.
Pierwsze dni powstającej Solidarności to wielka zasługa Zofii Madej. To dzięki Jej mocnym wymaganiom potrafiła wywalczyć siedzibę i środki na naszą działalność. Zdobyła te cechy na skutek wcześniejszych represji. Była dla władzy komunistycznej za religijna i za pracowita i tego też wymagała od innych.
Nie mogę nie wspomnieć niesłychanie ofiarnej pracy Gdańskiego Ośrodka Adopcji z jej dyrektorką Panią Renatą Wojtasiewicz i głównym psychologiem Panią Lidią Janca, które nie tylko w czasie najintensywniejszej działalności potrafiły znaleźć rodziny średnio dla 2 dzieci tygodniowo, często niepełnosprawnych, wpływać na poprawę ustawodawstwa polskiego poprawiającego opiekę nad dziećmi sierocymi i dzięki międzynarodowym kontaktom zaopatrywać w żywność i ubrania placówki opiekuńcze, domy rodzinne czy sierocińce. Wszystko to odbywało się dzięki ich pracy w Komisji Krajowej w dziale opieki nad dzieckiem.
Na zakończenie przytoczę słowa tego, który obudził naród do szukania wolności podczas pierwszej pielgrzymki do Polski. Z przemówienia do młodzieży na wzgórzu Lecha Jan Paweł II mówił:
„Kultura polska jest dobrem, na którym opiera się życie duchowe Polaków. Ona wyodrębnia nas jako naród. …Stanowi bardziej niż siła materialna… Bardziej nawet niż granice polityczne… Kultura polska od początku nosi bardzo wyraźne znamiona chrześcijańskie….Kultura polska stale płynie szerokim nurtem natchnień, mających swoje źródło w Ewangelii. To przyczynia się… do gruntownie humanistycznego charakteru tej kultury – to czyni ją tak głęboko, tak autentycznie ludzką, „(…) albowiem – jak pisze Mickiewicz w księgach pielgrzymstwa polskiego – cywilizacja, prawdziwie godna człowieka, musi być chrześcijańska”.
W dziejach kultury polskiej odzwierciedla się dusza narodu. Jest ona nieustającą szkołą rzetelnego i uczciwego patriotyzmu. Właśnie dlatego też umie stawiać wymagania i umie podtrzymywać ideały, bez których trudno człowiekowi uwierzyć w swoją godność i siebie samego wychować.
Zofia Kuropatwińska, KM Gdańsk
2025 r.