Magazyn Ekologiczny nr 27. Ekoenergia

Eksploatacja odnawialnych źródeł energii (OZE) to jedno z najbardziej znanych zagadnień, a jednocześnie najbardziej powszechnych zachowań z zakresu ochrony środowiska i ekologii. Czy jednak w pełni wykorzystujemy, także w Polsce, potencjał OZE? Niestety, to pytanie retoryczne. Aby zobrazować potęgę i przyszłość tego potencjału, wystarczy przywołać tylko jeden przykład. Otóż w ciągu godziny Słońce dostarcza na Ziemię więcej energii niż wynosi… roczne zapotrzebowanie energetyczne całej ludzkości! Tymczasem udział energii słonecznej w ogólnoświatowym miksie energetycznym wynosi zaledwie jeden procent…

Elektrownia wodna w Rutkach z 1910 roku. Fot. Maria Giedz

Odnawialne źródła energii to takie, które są niewyczerpywalne lub odnawiają się w bardzo krótkim czasie. W największym skrócie, wiążą się one z wykorzystaniem żywiołów przyrody (woda, wiatr, promieniowanie słoneczne, biomasa, biogaz, geotermia, a nawet pływy i prądy morskie), a ich przeciwieństwem są tradycyjne nieodnawialne źródła energii, oparte na wykorzystywaniu ograniczonych zasobów paliw kopalnych – przede wszystkim ropy naftowej, węgla, gazu ziemnego. W polskim ustawodawstwie (w ustawie Prawo energetyczne) do odnawialnych źródeł energii zalicza się źródła wykorzystujące w procesie przetwarzania energię wiatru, promieniowania słonecznego, geotermalną, fal, prądów i pływów morskich, spadku rzek oraz energię pozyskiwaną z biomasy, biogazu wysypiskowego, a także z biogazu powstałego w procesach odprowadzania lub oczyszczania ścieków albo rozkładu składowanych szczątków roślinnych i zwierzęcych.

OZE są OK!

Odnawialne źródła energii w porównaniu ze spalaniem paliw kopalnych mają dodatkową zaletę – są bezpieczne dla środowiska naturalnego, tzw. produkcja energii z ich wykorzystaniem nie wiąże się (lub wiąże się w niewielkim stopniu) z wytwarzaniem zanieczyszczeń. To „czysta” energia.

Według różnych statystyk OZE stanowią od 10 do nawet 18 procent energii wytwarzanej na świecie. Również w Polsce udział OZE w tzw. miksie energetycznym systematycznie i dynamicznie rośnie. O ile w 2005 roku było to tylko 3,4 proc., o tyle w 2011 roku przekroczono barierę 10 proc., a w 2015 roku było to już 17,74 proc. (dane Urzędu Regulacji Energetyki na podstawie deklaracji producentów energii – świadectw pochodzenia energii). Symbolem wagi, jaką coraz więcej państw przykłada do wykorzystania OZE, jest powołanie w 2009 r. Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej (IRENA – International Renewable Energy Agency). Agencja ma siedzibę w Abu Zabi, należy do niej 148 państw, w tym Polska jako jedno z 75 państw członkowskich założycieli.

Przywołane statystyki mogą być jednak mylące i nazbyt optymistyczne, ponieważ wlicza się do nich także tradycyjne techniki wytwarzania energii cieplnej w państwach i regionach uboższych – wykorzystanie drewna i biomasy. W takich przypadkach, formalnie zaliczanych do OZE, nie jest to świadome i wykorzystujące nowoczesne technologie działanie proekologiczne, a jedynie wynik niższego poziomu rozwoju społeczno-gospodarczego. Dlatego można założyć, że mimo deklaracji i statystyk przyjęty przez Unię Europejską cel strategiczny – osiągnięcie do 2030 roku 15-procentowego udziału odnawialnych źródeł energii w całości produkcji energii – wciąż nie został osiągnięty ani przez Polskę, ani przez większość pozostałych członków UE.

Zdecydowanie najbardziej popularnym odnawialnym źródłem energii w Polsce jest energia wodna (69 proc.), co wiąże się z wielowiekową wręcz popularnością i obecnością na ziemiach polskich niewielkich hydroelektrowni. Zaskakiwać może aż 15-procentowy udział w OZE biogazu (głównie w rolnictwie) oraz 12-procentowy udział biomasy. Powszechnie kojarzone z OZE energia wiatrowa (elektrownie i farmy wiatrowe) i słoneczna (głównie w budownictwie jednorodzinnym: fotowoltaika wytwarzająca energię elektryczną lub kolektory słoneczne wytwarzające energię cieplną) stanowią odpowiednio tylko 1 i 3 procent odnawialnych źródeł energii w Polsce.

Zarobić na ekologii

Podstawy do nowych możliwości rozwoju OZE w Polsce dało przyjęcie w 2015 roku ustawy o odnawialnych źródłach energii. Zgodnie z jej przepisami każdy z nas – nie tylko przedsiębiorcy, ale również osoby fizyczne (gospodarstwa domowe) będące dotychczas jedynie „konsumentami” energii – może stać się producentem energii z OZE. Stosuje się wówczas termin „prosument”, oznaczający jednocześnie producenta i konsumenta. Co to oznacza w praktyce? Jeśli dana osoba lub firma posiada odnawialne źródło energii (np. panele fotowoltaiczne, małą hydroelektrownię, źródła geotermalne), z którego produkuje więcej energii elektrycznej lub cieplnej niż jest w stanie wykorzystać, jej nadmiar może sprzedać, wprowadzając do powszechnego systemu dystrybucyjnego energii (poprzez to samo przyłącze, przez które wcześniej odbierała energię z sieci). Co więcej, największe firmy produkujące i dystrybuujące energię, muszą taką energię przyjąć (kupić), jako tzw. sprzedawcy zobowiązani.

Chociaż od wprowadzenia nowych regulacji minęło dopiero kilka lat, według danych z 2018 r. już blisko 700 małych producentów energii w Polsce połączyło przyjemne (zysk) z pożytecznym (pełne wykorzystanie wyprodukowanej energii, niższe zanieczyszczenie środowiska) i wprowadziło do sieci przesyłowej 150 tys. MWh, pochodzącej przede wszystkim z hydroenergetyki (100 tys. MWh). Chociaż stanowiło to tylko 0,6 proc. krajowej produkcji energii, jest to dobry sygnał wskazujący jeden z pozytywnych kierunków rozwoju polskiej energetyki.

Na koniec warto przypomnieć jeszcze o jednym. Zgodnie powtarzaną przez nas jak mantra maksymą, że lepiej zapobiegać niż leczyć, pamiętajmy o oszczędzaniu energii elektrycznej i cieplnej. Im mniej zużywamy, tym mniej musimy produkować.

Ekoenergia od ENERGI

Również pomorski gigant energetyczny, czyli Grupa Energa, inwestuje w odnawialne proekologiczne źródła energii. W październiku 2019 r. koncern rozpoczął montaż turbin wiatrowych na farmie wiatrowej w gminie Przykona w Wielkopolsce. Farma ma rozpocząć działalność w pierwszej połowie 2020 r. i produkować rocznie 75 GWh energii. Ekologiczny wymiar tej inwestycji powiększa fakt, ze farma powstaje na terenie 250 hektarów obszarów zrekultywowanych po zakończonej działalności kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Adamów.


Wademekum ekologicznego turysty

Kim właściwie jest taka osoba? Myśląc o ekoturystyce, warto zwrócić uwagę na to, co w praktyce robi, a czego unika ekoturysta.

Ekoturystyka nie kończy się na dbaniu o to, by nie zostawiać za sobą góry śmieci. Podczas każdego wyjazdu, nie tylko długich wakacji, może przejawiać się także w wielu drobnych nawykach, które razem przyniosą efekt. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, promując świadomość ekologiczną u mieszkańców Pomorza, a także osób odwiedzających nadmorskie tereny wskazuje na drobne czynności, które mają znaczenie dla stanu środowiska. Na początek wystarczy odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

Czy zakręcasz wodę podczas mycia zębów, czy może leci ona cały czas? Czy odruchowo gasisz światło wychodząc z pomieszczenia, w którym już nikogo nie ma, czy je pozostawiasz? Czy po naładowaniu telefonu, komputera albo innego urządzenia elektrycznego wyjmujesz ładowarkę z kontaktu, czy może ma ona swoje stałe miejsce w gniazdku? Czy wyłączasz urządzenia, z których aktualnie nie korzystasz, jak np. telewizor albo radio? Czy korzystasz z energooszczędnych żarówek, czy wciąż posiadasz stare? Czy tankując na stacji paliw decydujesz się na paliwo możliwie najlepszej jakości?

Nasze ekowyjazdy mogą, ale nie muszą być związane z agroturystyką. Pamiętajmy bowiem, że ta forma wypoczynku jest ściśle związana z odpoczynkiem na wsi i terenach gospodarstw rolnych. Tymczasem każdy ekowyjazd oznacza, że zawsze zachowujemy się w sposób sprzyjający naturze, niezależnie od miejsca, w którym przebywamy. Ekoturysta cieszy się różnymi atrakcjami wspierającymi ochronę natury, także w mieście. W ten sposób chroni środowisko, w którym wszyscy żyjemy.

Wybierając się nad Bałtyk, warto zwrócić uwagę, czy ryby lub owoce morza pochodzą z tzw. zrównoważonych połowów oraz hodowli. – W tym roku już 9 lipca obchodziliśmy tzw. Europejski Dzień Zależności od Ryb. Dzień ten symbolicznie wskazuje moment, od którego mieszkańcy Unii Europejskiej muszą polegać na imporcie ryb i owoców morza, aby zaspokoić swoje zapotrzebowanie – tłumaczy Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku. W Polsce nasze zasoby na ten rok wykorzystaliśmy 14 lipca, więc zmianę można zacząć od tego, aby najzwyczajniej zapytać sprzedawcę, skąd jest ryba, a pracownika restauracji, czy firma posiada certyfikaty gwarantujące pochodzenie ze zrównoważonych źródeł.

Niezależnie od miejsca pobytu, czy zostaniemy na Pomorzu, czy pojedziemy w inny region Polski, musimy robić zakupy. Warto wziąć ze sobą torbę z materiału, zamiast liczyć na plastikową siatkę, którą otrzymamy w sklepie. O ile jedna nie będzie problemem, to wyobraźmy sobie, że pomyślą w ten sposób tysiące osób i każda z nich codziennie weźmie „tylko” jeden woreczek ze sklepu.

Podczas zakupów kupujmy świeże, a nie przetworzone owoce. To nie tylko zdrowsze dla nas, ale i lepsze dla natury. – Czasem warto zatrzymać się i docenić to, co jest tu i teraz, tę różnorodność, która jest tylko nasza. Zatem, na przekór modzie, owsiankę zjedz z siemieniem lnianym, nad rzeką spróbuj wypatrzeć zimorodka, a kupując ryby miej na uwadze certyfikaty połowów służące także morświnom – przekonuje Centrum Informacji i Edukacji Ekologicznej w Gdańsku, które co roku organizuje piknik „Bioróżnorodność – poznaj, by zachować”.

Tomasz Modzelewski

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej