Pogodzić strony konfliktu

O prowadzeniu mediacji w sporach zbiorowych pomiędzy pracodawcami i związkami zawodowymi rozmawiamy ze Stefanem Gawrońskim, skarbnikiem Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, mediatorem z listy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Stefan Gawroński

– 21 października będziemy obchodzić Międzynarodowy Dzień Mediacji. Pan mediacjami między organizacjami pracowników i pracodawcami zajmuje się już wile lat. Jak zostaje się mediatorem?

– Na ministerialną listę mediatorów zostałem zgłoszony przez „Solidarność” w 2001 roku. Na tej liście było kilkaset osób, ale niedawno była ona weryfikowana i obecnie jest zaledwie kilkadziesiąt osób.

– Jakie trzeba mieć kwalifikacje, żeby być mediatorem?

– Na listę typują organizacje reprezentujące pracowników i pracodawców. Oni przedstawiają swoich kandydatów na listę mediatorów, których następnie akceptuje  Rada Dialogu Społecznego. Oczywiście każdy musi wypełnić ankietę, jakie ma wykształcenie, czym się zajmuje. Nie ma formalnych wymogów, że musi to być np. prawnik, ale osoba ta musi być np. działaczem związkowym, zajmować się dialogiem społecznym. Na pewno trzeba mieć odpowiednie umiejętności rozmawiania i słuchania. Doprecyzujmy, mówimy o mediatorach prawa pracy, którzy uczestniczą w sporach zbiorowych pomiędzy związkami zawodowymi a pracodawcami. Są też mediatorzy w indywidualnych sprawach pracowniczych, mediatorzy sądowi, którzy mediują w sporach rodzinnych, mediatorzy biorący udział w mediacjach dotyczących spraw gospodarczych. Ja jestem mediatorem prawa pracy i dialogu społecznego. Uczestniczę w rozwiązywaniu sporów zbiorowych w dialogu społecznym pomiędzy związkami zawodowymi a pracodawcą.

– A w ilu mediacjach brał Pan  do tej pory udział?

– Przez te lata było to około 30 mediacji.

– Kto o taką mediację występuje?

– Mediator wchodzi do gry kiedy występuje spór zbiorowy, pomiędzy pracodawcą i związkami zawodowymi i strony nie osiągną w swoich rozmowach porozumienia. Podpisywany jest wówczas  protokół rozbieżności, prowadzone są  potem jeszcze rokowania, a jeśli się strony się nie dogadają, to wtedy z urzędu – w sensie takim, że muszą się odbyć mediacje – wchodzi mediator. Natomiast kto występuje o mediatora, to jest różnie. Może być tak, że jedna strona zgłosi mediatora, a druga strona go zaakceptuje. A jeśli tak się nie stanie, to wtedy jedna ze stron, z reguły pracodawca, występuje do ministra pracy i wtedy minister wyznacza mediatora.

– To rozumiem, że Pana przeważnie zgłaszały związki zawodowe.

– Zdarzało się, że zgłaszały, ale nie zawsze pracodawca zgadzał się na te mediacje, i wtedy strony występowały do ministra. Ale zdarzało się też tak, że jeśli związek mnie zgłaszał i pracodawca akceptował, to przy kolejnych sporach często już było tak, że pracodawca się do mnie zgłaszał, czy mógłbym poprowadzić taki spór zbiorowy.

– Jaka jest rola mediatora w rozwiązywaniu konfliktu?

– Trzeba rozumieć dialog społeczny. Mediator nie jest stroną, musi słuchać tego, co strony mówią, czasem podpowiadać rozwiązania, oczywiście za akceptacją stron. To partnerzy społeczni decydują o tym, jakie zastosować realia. Często strony zgłaszają swoje żądania, z reguły związki żądają jakiejś kwoty podwyżki, a pracodawca np. nie zgadza się na to. W trakcie tych mediacji trzeba wypracować jakieś pośrednie rozwiązania, żeby strony były skłonne to przyjąć. No, ale nie zawsze się to udaje.

– To jaka jest skuteczność mediacji?

– Można powiedzieć, że około 50 procent. Jeśli mediacje kończą się porozumieniem, strony spisują protokół porozumienia, i mediacje oraz spór zbiorowy są zakończone. Jeśli natomiast strony się nie dogadają, sporządzają protokół rozbieżności i spór dalej trwa. I tu są dwie możliwości, obie leżą po stronie związkowej: związki mogą przeprowadzić strajk, ustawa już im na to zezwala, związki też mogą zgłosić arbitraż sądowy. I wtedy zgłasza się to do sądu okręgowego i prowadzi to zawodowy sędzia, a strony wyznaczają po trzech swoich przedstawicieli.

– Wracając do mediacji, jedną z zasad jest poufność. Nie może Pan więc konkretnie opowiedzieć o  sprawach, ale bez wchodzenia w szczegóły może Pan podać jakieś przykłady mediacji z ostatniego okresu?

– W okresie covidowym miałem dwie mediacje, z których jedna zakończyła się protokołem porozumienia, a druga – rozbieżności. Obie dotyczyły podwyżek płac. W jednym przypadku strona związkowa obniżyła swoje oczekiwania, pracodawca do tego się przychylił i zostało podpisane porozumienie. W drugim przypadku żądania strony związkowej nie zostały zaakceptowane przez pracodawcę, który złożył swoją propozycję, a ta z kolei nie została zaakceptowana przez związkowców. Podpisano protokół rozbieżności. Strona związkowa stwierdziła, że przeprowadzi referendum i jeśli większość będzie za strajkiem, to strajk przeprowadzą. Do tej pory nie słyszałem, żeby tam był strajk, więc pewnie się dogadali.

Czy uważa Pan , że w Polsce mediacja jest często wykorzystywana? Wydaje się, że to bardzo dobra forma rozwiązywania problemów.

– Jeśli strony są w sporze zbiorowym i się nie dogadają, to mediacja jest obligatoryjną sprawą. Jeśli związki z pracodawcą potrafią się dogadywać, to nie dochodzi do sporów zbiorowych i wtedy sprawa się kończy porozumieniem już przed sporem, natomiast w przypadku sporów mediacje są obowiązkowe. To tylko od tego zależy liczba mediacji. Podsumowując, jeśli strona związkowa wystąpi ze sporem zbiorowym, to zaczynają się rokowania. Jeżeli one zakończą się protokołem rozbieżności wtedy z urzędu wchodzi mediator.

Rozmawiała Małgorzata Kuźma

Region Gdański NSZZ „Solidarność”

Projekt otrzymał dofinansowanie z Norwegii poprzez Fundusze Norweskie 2014-2021, w ramach programu „Dialog społeczny – godna praca”

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej