Referendum – bezpośrednia demokracja w wydaniu skandynawskim
Jak ważne są dobrze przygotowane i przeprowadzone referenda, zawierające pytania o realne problemy teraźniejszości i nieodległej przyszłości świadczy np. przykład Konfederacji Szwajcarskiej, Norwegii i Islandii, gdzie ważne kwestie są od lat rozstrzygane w drodze referendum.
Wraz z wyborami do Sejmu i Senatu 15 października br. odbędzie się referendum, w którym obywatele RP będą mogli odpowiedzieć na cztery pytania.
Referendum jest podstawą demokracji bezpośredniej. Jak się ono miewa w państwach innych niż Polska?
I tak np. Norwegia dwukrotnie przeprowadziła referendum w kwestii swego członkostwa w Unii Europejskiej (w 1972 r. i w 1994 r.) i jako jedyny kraj (także dwukrotnie) odrzuciła propozycję integracji europejskiej. Kiedy 28 listopada 1994 r. Norwegowie po raz drugi zagłosowali w referendum dotyczącym przystąpienia do Unii Europejskiej – odrzucając propozycję, na lata ukształtowali Norwegię i jej polityczne oblicze. Wygrała grupa przeciwników – o wyniku referendum zadecydowało kilka punktów procentowych.
Podczas pierwszego głosowania przy 80 proc. frekwencji za wejściem do Unii opowiedziało się 46,5 proc., na „nie” było 53,5 proc. mieszkańców. W latach 90. różnica była mniejsza i było 52,2 proc. głosów sprzeciwu. Frekwencja wyniosła 89 proc.
Największe poparcie dla wejścia do Unii Europejskiej odnotowano w okręgach Oslo i Akershus – na „tak” było 66,6 proc. i 63,8 proc. mieszkańców. Po drugiej stronie referendalnej szali znalazła się północ Norwegii – za przystąpieniem do Wspólnoty na północ od Bergen opowiedziało się niespełna 30 proc. głosujących.




Północna Norwegia (archiwum prywatne ASG)
Jednym z najistotniejszych powodów wygranej przeciwników Unii są kwestie finansowe – Norwegowie obawiali się przede wszystkim nałożenia odgórnych restrykcji związanych z branżą naftową oraz rybołówstwem, które już od lat są głównymi gałęziami norweskiego przemysłu. Ze względu na wysokie PKB Norwegia byłaby zobowiązana do dokładania do unijnego budżetu wyższych kwot niż zyski, jakie czerpałaby z członkostwa.
Norwegia jest silnie związana z Unią za sprawą umowy o krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). Dzięki temu obywatele Unii – w tym Polacy – mogą też bez problemów mieszkać, uczyć się i pracować w Norwegii. To samo tyczy się też samych Norwegów, którzy bez ograniczeń mogą przemieszczać się po Europie.
W myśl konstytucji norweskiej z 1814 r. parlament (Storting) jest uprawniony do podejmowania zasadniczych dla państwa decyzji. Konstytucja nie przewiduje wprost referendum. Parlamentarzyści każdorazowo mogą odwołać się do opinii wyborców, aczkolwiek jego wyniki nie są prawnie wiążące, a mają w Norwegii charakter konsultacyjny.
Z kolei ogólnokrajowe referendum w sprawie wyrażenia zgody na ratyfikację przystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej (tzw. referendum europejskie, akcesyjne) trwało u nas dwa dni – 7 i 8 czerwca 2003 r. Polacy odpowiadali na pytanie: „Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”. Przy frekwencji 58,9 proc. na „tak” udzieliliśmy 77,45 proc. odpowiedzi. Najwięcej (36,75 proc.) odpowiedzi „nie” padło w woj. lubelskim.
Tak ważny dokument, jakim jest Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską (Traktat lizboński), wprowadzający reformę instytucji Unii Europejskiej, podpisany 13 grudnia 2007 r. w Lizbonie nie był w Polsce – inaczej niż np. we Francji, Holandii i Irlandii, poddany decyzji obywateli w drodze referendum (z obawy przed jego odrzuceniem). Proces ratyfikacji traktatu lizbońskiego odbył się w trybie ustawy o ratyfikacji Traktatu z Lizbony. 9 kwietnia 2008 r. została ona podpisana przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Projekt otrzymał dofinansowanie z Norwegii poprzez Fundusze Norweskie 2014-2021, w ramach programu „Dialog społeczny – godna praca”.





