Stan pandemii nie wyklucza prowadzenia dialogu. Dialog jest wartością samą w sobie

Rozmowa z Krzysztofem Doślą, przewodniczącym ZRG NSZZ „Solidarność”

Rozmawia Artur S. Górski

– Dialog społeczny jest odmieniany przez różne przypadki. Różne też miał etapy. Tym, którzy  z nadania obywateli sprawują władzę godzi się przypomnieć zapis wskazujący dialog między partnerami społecznymi jako jeden z fundamentów ustroju gospodarczego, artykuł 20 Konstytucji RP, iż społeczna gospodarka rynkowa oparta jest m.in. na solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych. Jak pan ocenia stan dialogu społecznego, relacje z pracodawcami, samorządem, ze stroną rządową, szczególnie w tak trudnym czasie?   

Dialog społeczny stanowi jedną z podstaw ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej, czyli społecznej gospodarki rynkowej. Nie jest wymysłem. Jest podstawą kształtowania relacji w gospodarce. Dialog jest więc wartością samą w sobie. Jest on prowadzony, lecz momentami   szwankuje. Nie za każdym razem wina leży po stronie rządowej. Pojawiają się jednak z tej strony sygnały: „My wiemy lepiej”, „My mamy mandat do działania i decydowania”. Chęć do chodzenia na skróty była widoczna przy projektach ustaw stanowiących wsparcie gospodarki na czas pandemii, tzw. tarczy antykryzysowych. A przecież stan pandemii nie wyklucza prowadzenia dialogu.

– Można go   przenieść na płaszczyznę elektroniczną?

Warto, przy wsparciu technologii, po ten instrument sięgać by uniknąć chaosu. Mamy przecież świadomość ze sytuacja jest nadzwyczajna, że trzeba szybko podejmować decyzje. Szczególnie w sytuacji ograniczeń związanych z COVID-19.

– Dialog społeczny nie jest uprawnieniem lecz obowiązkiem władzy publicznej?

Kierując się poglądami na gospodarkę lub aktualną sytuacją, nie powinno się omijać opinii partnerów społecznych. Owszem, jest pewne uzależnienie miejsca instytucji dialogu od bieżącej polityki, ale trzeba, i warto, zapytać stronę społeczną o opinie przy konstruowaniu ważnych rozwiązań. Przy tarczach antykryzysowych trzeba było interwencji naszego związku. Szkoda, że np. projekt tzw. tarczy 2.0 nie został konsultowany. NSZZ „Solidarność” wyraził stanowczy protest, że tak ważny projekt ustawy nie został przekazany do konsultacji partnerom społecznym. Przekonaliśmy stronę rządową do zapisania obligatoryjnych porozumień ze związkami zawodowymi. Poskutkowało i tarcze antykryzysowe w minimalnym stopniu negatywnie dotknęły prawo pracy. Interwencje okazały się skuteczne, ale przecież można było ich  uniknąć. Zabrakło po stronie rządu chwili refleksji i w efekcie konsultacji. Była to co prawda sytuacja nadzwyczajna, ale i w sytuacjach nadzwyczajnych warto sięgnąć po instrument dialogu, choćby po to, aby nie pojawił się chaos informacyjny i wiadomości odległe od rzeczywistości. A tak wkradł się niepokój na skutek ograniczenia dialogu, na tamtym etapie, niemal do zera. Mam nadzieje, że wyciągniemy wnioski z trudnego czasu zagrożenia koronawirusem. Jak jest dobrze dialog ma funkcje pomocnicze. W sytuacji kryzysowej staje się instrumentem sprawiającym, że nawet nadzwyczajne środki mogą znaleźć zrozumienie, ale wymagają konsultacji i wymiany informacji.

  – „Rozmawialiśmy tak, jak Polacy ze sobą powinni rozmawiać. Jak rozmawia Polak z Polakiem” – mówił reprezentant władz Mieczysław Jagielski 31 sierpnia 1980 roku przy podpisywaniu Porozumień Sierpniowych. Lech Wałęsa, szef MKS w Stoczni Gdańskiej, też nie miał wątpliwości: „Rzeczywiście, dogadaliśmy się jak Polak z Polakiem”.   U podstaw tamtego porozumienia leżał dialog. Był nieszczery?

– Naiwnością w 1980 i 1981 roku było myśleć i mieć nadzieję, że przedstawiciele tamtej władzy mówili i działali szczerze. Nie takie były ich zadania i cele. Już we wrześniu 1980 roku ruszyły przygotowania do stanu wyjątkowego, do zdławienia robotniczego ruchu i wyrosłego na nim NSZZ „Solidarność”. Niestety złe wzorce upowszechniają się najszybciej. Paradoksalnie pojawiało się echo tamtych wydarzeń. Były próby wznowienia i prowadzenia dialogu, ale też były lata całe, gdy nie prowadziliśmy go po to, by dość do kompromisu, do  wspólnego stanowiska, ale  by grać na czas…

– Dialog był fikcją?

– Była taka chęć, niestety też praktyka, że wykorzystywano dialog by drugą stronę wprowadzić w błąd, aby zyskać na czasie, lub kogoś ograć, a potem i tak robić swoje. Szczególnie było to widoczne przy Komisji Trójstronnej, którą w końcu opuściliśmy.

Dlatego dialog społeczny zamarł w latach 2013-15, mimo, że były już wcześniej  instrumenty dialogu. To atrapy?

– Trudno uznać, że instytucji nie było. Rządzący dialog instytucjonalny z nami prowadzili. Formalnie, czyli pozornie.Były spotkania, był Pakt dla Przedsiębiorstw, były wnioski partnerów społecznych na Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych. Podpisywali porozumienia związkowcy i pracodawcy. I trafiało to do kosza W końcu ówczesny przewodniczący Komisji Trójstronnej Waldemar Pawlak powiedział, że on już nie będzie dawał twarzy do niepoważnych działań. Spotkania komisji, jak i ona sama, stały się fasadą, zbudowaną z zamiarem nierealizowania wypracowanych ustaleń. Pamięć o tamtych smutnych doświadczeniach pozostaje, a to rodzi pewną nieufność do strony rządowej.

Rządzi od pięciu lat zupełnie inna ekipa.

– Dlatego strona rządowa, szczególnie w sytuacji kryzysowej, więcej wysiłku powinna włożyć by udowodnić, że działa z dobrą intencją. Przecież kształtowanie stosunków gospodarczych i relacji między pracownikami, pracodawcami, a  rządem powinno być oparte na rzeczywistym dialogu, o ile nie na pełnym zaufaniu.

Kłania się przy tym pozycja prezydenta RP, jego rola mediatora. Jesteśmy świeżo po wyborach. Jak ocenia pan pięć lat dialogu, gdy po kampanii pył bitewny opada? Andrzej Duda powinien włączyć się aktywniej w dialog?

–Trudno wkrótkiej rozmowie ocenić pięć lat, ale pokuszę się przynajmniej o podsumowanie. Prezydent Andrzej Duda dawał nieraz do zrumienia, że jest rzeczywistym opiekunem instytucjonalnego dialogu społecznego. Różnie z tym dialogiem w przeszłości bywało. Dobrze się stało, że prezydent włączył się w proces dialogu. Zwracaliśmy uwagę i apelowaliśmy o interwencję podczas prac nad ustawami „wokół COVID-19”, wobec próby ingerowania rządu w dialog. Prosiliśmy prezydenta o zawetowanie fragmentu ustawy antykryzysowej, która była groźna dla Rady Dialogu Społecznego, umożliwiając premierowi ingerencję w jej skład, odwoływanie jej członków. W naszej ocenie te zapisy nadmiernie wkraczały w dialog. Prezydent Duda skierował ten passus do Trybunału Konstytucyjnego. Jako patron rady pokazał, że jego patronat jest aktywny.

Zadziałał jak bezpiecznik?

– Działał tak, jak należało tego oczekiwać od prezydenta i patrona dialogu społecznego.  Deklaracja w kampanii wyborczej o chęci stworzenia koalicji dla Polski jest polityczną ofertą skierowaną na współpracę ponad podziałem.  

Andrzej Duda wyszedł pod koniec kampanii do Koalicji Polskiej i Konfederacji z propozycją zawiązania Koalicji Spraw Polskich, której zadaniami byłaby współpraca w ochronie tradycyjnych wartości. Trochę późno. Jednak ma swe prerogatywy, czyli obronność i politykę zagraniczną, które powinny być realizowane ponad podziałami?

– Warto do tych prerogatyw dopisać dbałość o pomyślność obywateli. Mam nadzieję, że głównym siłom politycznym zależy na tym, aby nasze państwo i jego obywatele stawali się zamożniejsi oraz aby stanowione przez parlament reguły i prawo, w tym prawo pracy, były przestrzegane. To jest ważne dla całego państwa, dla naszego regionu, a może – w perspektywie polityki zagranicznej, o wiele szersze.

Wojewódzka Rada Dialogu Społecznego, której był pan przewodniczącym, ma załatwiać problemy regionu. Czy WRDS ma realny wpływ na bieg spraw na Pomorzu? 

– Mimo wkładu naszej pracy w radę pozostaje dyskomfort. Oceniając z zewnątrz WRDS zauważymy i dojdziemy do wniosku, że ona funkcjonuje bardzo dobrze. Jest bowiem wiele spotkań. Ba! więcej niż przy innych radach w kraju. Jest pokaźny pakiet stanowisk i opinii. Tyle, że nie sposób wskazać na konkretne uzyski. Poza licznymi oświadczeniami i  stanowiskami, chciałbym by rada miała na koncie konkrety. Tutaj kłania się legislacyjna słabość umocowania rady. Naszym zamiarem było takie jej posadowienie, aby ta instytucja dialogu była zdolna do zawierania porozumień, które powinny przybierać np. formę układów zbiorowych pracy, branżowych i ponadzakładowych. Niestety, ta rola umknęła, nie dopilnowano jej przy legislacji. Opinie WRDS, nawet najbardziej trafne, to mało. Na dodatek stała się ona recenzentem rządu. Nie temu ma służyć dialog społeczny na szczeblu wojewódzkim, na którym trzeba rozmawiać o problemach lokalnych, o pomorskich relacjach,  specyficznych dla regionu.

– Polityka w skali makro, ta centralna przeszkadza?

– Nie pomaga w dialogu na poziomie WRDS. Pomorski dialog ma dotyczyć tego, na co mamy wpływ w naszym województwie. Są na Wybrzeżu wyjątkowe branże, na tyle, by dialog miał być prowadzony zgodnie z ich specyfiką. WRDS, zamiast spisywać  postulaty kierowane w stronę rządu, powinna raczej skierować się na problemy branż w regionie pomorskim, być forum dialogu, nie zaś dyskusji z władzą centralną, z rządem. Warto tu przypomnieć, że układy zbiorowe pracy  to porozumienia pomiędzy pracodawcami, lub organizacjami pracodawców, a związkami zawodowymi.

– Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Związek Rzemiosła Polskiego i Business Centre Club to znaczące organizacje…

– Czas by mówiły jako reprezentanci branż, reprezentanci szerokiego gremium z odpowiednim mandatem. Zauważmy, to związki zawodowe pozostają największą formułą społecznej aktywności. Nasza liczebność, liczebność „Solidarności” przekracza kilkakroć członkostwo we wszystkich partiach politycznych. Mimo to brak zapisów ustawowych, aby w kwestiach prawa pracy, ustaw o związkach zawodowych i o organizacjach pracodawców Sejm nie zmieniał przepisów bez stanowiska Rady Dialogu Społecznego.   

 Sztuka osiągania kompromisu nabrała znaczenia po zmianach ustrojowych?

– Dialog, w założeniu, gwarantuje rozwój, ma zapobiegać konfliktom i sprzyjać zachowaniu pokoju społecznego. Tego sobie życzymy, 40 lat po Porozumieniach Sierpniowych.   

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej