Żołnierze Niezłomni: ich pamięć świętuje Najjaśniejsza Rzeczpospolita. Walczyli na śmierć, nie na życie!
Zmrok zapadał szarosielankowy, z łąk skoszonych aromaty szły,
Wiatr coś szeptał, tuląc drzew korony, z dala we wsi ujadały psy.
Wtem słychać zgiełk i turkot wielu wozów, młodych głosów nawoływań moc,
To nadciąga partyzancki obóz, by zajmować kwatery na noc.
I był tam ktoś, tak bardzo zadumany, co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańcząc ze mną leśne tango, z cicha szeptał dziwne słowa te:Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka, niebezpieczna i zła.
Może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak…
(piosenka śpiewana w oddziałach partyzanckich Lubelszczyzny i Podlasia; szczególnie upodobana wśród podkomendnych zgrupowania poakowskich oddziałów podległych majorowi Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”)

1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, niezłomnych bojowników o niepodległą ojczyznę.
8 lutego 1951 roku, strzałem w tył głowy w katowni na Mokotowie zamordowano mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. “Łupaszka”, dowódcę 5 Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera Orderu Virtuti Militari. Wychodząc z celi śmierci pożegnał się z towarzyszami niedoli: “Z Bogiem Panowie!”. Odpowiedział mu chór głosów: “Z Bogiem, panie majorze!”.
Wraz z nim w piwnicy mokotowskiej katowni zamordowano ppłk Antoniego Olechnowicza ps. “Pohorecki”, ppor. Lucjana Minkiewicza ps. “Wiktor” i kpt. Henryka Borowego-Borowskiego ps. “Trzmiel”. Ginęli w kilkuminutowych odstępach.
Milczano o nich oficjalnie lub szkalowano ich imiona przez 40 lat. W oficjalnej propagandzie przedstawiano ich jako “bandytów” i “wrogów ludu”. Wbrew temu zabiegowi “właścicieli PRL” od lat 80 XX wieku młodzież sięgać zaczęła po ich historie. Jakże trudne (vide posatci takie, jak „Ogień” i „Bury”), poplątane i porażająco smutne. Przeżyli w zbiorowej pamięci.
Wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków
– czytamy w rozkazie z 1946 roku majora Zygmunta Szendzielarza, ps. „Łupaszka”, człowieka, który stał się symbolem niezłomnej walki z okupantami.
Wolność i Niezawisłość
Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, powojenny ruch oporu, określający się jako ruch „bez wojny i dywersji” powstał 2 września 1945 r., dziewięć miesięcy po rozwiązaniu Armii Krajowej rozkazem “Niedźwiadka”. Był to ostatni zorganizowany akt oporu przeciwko narzuconemu, przy bierności Zachodu, ustrojowi. Zrzeszenie WiN, po faktycznej likwidacji PSL w 1947 r. (21 października 1947 r. Stanisław Mikołajczyk, lider PSL, w obawie przed aresztowaniem potajemnie opuścił Polskę), znalazło swoją kontynuację w 1980 roku, w powstaniu NSZZ „Solidarność”, który rozciągnął parasol nad opozycją wobec ówczesnego reżimu.
A skąd data 1 marca? W październiku 1950 r., po ciężkim śledztwie i pokazowym procesie ostatniego faktycznego (!) IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość z płk. Łukaszem Cieplińskim na czele, siedmiu oficerów skazano na karę śmierci. Wyroki wykonano w piwnicy i za garażami więzienia mokotowskiego 1 marca 1951 r. Były to sceny niczym wzięte z “Procesu” Franza Kafki: egzekucja rozpoczęła się o godzinie 20. Skazani, z zakneblowanymi ustami, byli kolejno podprowadzani na miejsce kaźni – za garaże MBP. Kat strzelał w tył głowy. Zwłok nie wydano rodzinom. Pogrzebano ciała w nieoznaczonym miejscu.
Rozstrzelani zostali: podpułkownik Łukasz Ciepliński – prezes IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, major Adam Lazarowicz, kapitan Józef Batory, porucznik Karol Chmiel, porucznik Mieczysław Kawalec, porucznik Franciszek Błażej i podporucznik Józef Rzepka.
Wymodlony, wymarzony i kochany mój synku. Piszę do Ciebie po raz pierwszy i ostatni. W tych dniach bowiem mam być zamordowany. Chciałem być Tobie ojcem i przyjacielem. Bawić się z Tobą i służyć radą i doświadczeniem w kształtowaniu twego umysłu i charakteru. Niestety okrutny los zabiera mnie przedwcześnie a Ciebie zostawia sierotą
– pisał w grypsie do rodziny Łukasz Ciepliński „Pług”.
Dopala się ogień
Żołnierze Państwa Podziemnego walczyli z Niemcami i z sowietami oraz ich kolaborantami, a po 1945 r. – z funkcjonariuszami NKWD, UBP i KBW. Kierowała nimi determinacja i przeświadczenie, że nowe porządki są nie dla nich, że bezpieka, siły pomocnicze nowego okupanta, i tak im nie podaruje. Historia po latach szkalowania lub zamilczania przyznała im rację.

Honor nie ma ceny
Od czterdziestu lat mamy w Kraju, wśród młodych Polek i Polaków – można rzec – fenomen popularności Żołnierzy Wyklętych, określanych też mianem Niezłomnych. Na wojskowych cmentarzach, na symbolicznych mogiłach, w dziesiątkach świątyń 1 marca znów zapłoną znicze i świece pamięci, m.in. na grobach Danuty Siedzikówny „Inki” oraz Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Tysiące rodaków pobiegnie w ogólnopolskich biegach “Tropem Wilczym”, organizowanych od 13 lat.
Symbolicznie rozwiniemy sztandary, odpalimy race ku chwale tych, którzy niezłomnie trwali wierni złożonej przysiędze, świadomi, tego, że „Honor służby jest jak sztandar, z którym żołnierz rozstaje się wraz z życiem”.
Jesteśmy im winni prawdę oraz odnalezienie i upamiętnienie miejsca ostatniego spoczynku. W stolicy – na Powązkach oraz w wielu innych miejscach, mozolnie odszukiwane były i są szczątki bohaterów Państwa Podziemnego, potajemnie pogrzebanych.
Odnajdą się (mamy nadzieję) lub już zostali odnalezieni dzięki mozolnej pracy wolontariuszy, naukowców i pracowników IPN – jak mityczna armia cieni: szef Kedywu Komendy Głównej AK gen. August Emil Fieldorf „Nil” , przywódcy Zrzeszenia WiN m.in. ppłk Łukasz Ciepliński, żołnierz i dobrowolny więzień Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki, cichociemny mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin”, legendarny dowódca oddziałów partyzanckich AK i WiN na Lubelszczyźnie mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, komendant Wileńskiego Okręgu AK płk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, dowódca 5 Brygady Wileńskiej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, komendant XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Józef Kozłowski „Las”, Stanisław Sojczyński „Warszyc”, żołnierze z miast i wiosek Podlasia kpt. Kazimierz Kamieński “Huzar” i kpt. Władysław Łukasiuk “Młot” i wielu innych.
Polska jest im to winna. I Polska się o nich w końcu upomniała. Oni nie potrzebują zaszczytów. Nie upominali się o nie za życia, wybierając straceńczą misję. Nie chcieli bolszewickiej łaski.
Major Hieronim Dekutowski ps. „Zapora”, Cichociemny, bohater Lubelszczyzny powiedział do żołnierzy na wieść o ustawie amnestyjnej z 1947 roku: „Amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie”,
„Zapora”, mimo tortur w więzieniach w Lublinie i w Warszawie, nie załamał się. Wytrwał. Został zamordowany wraz ze swoimi sześcioma podkomendnymi. By ich upokorzyć na czas procesu ubrano naszych żołnierzy w mundury po żołnierzach Wehrmachtu. Gdy „Zapora” stanął przed „sądem” , posiwiały, z wybitymi w śledztwie zębami, połamanymi rękami i zerwanymi paznokciami – jego ostatnie słowa brzmiały: „Przyjdzie zwycięstwo! Jeszcze Polska nie zginęła!”. Jego podkomendny wspominał po latach:“poszliśmy na przepadłe”.
Pisarz “wyklęty”, a twórca znamienity Józef Mackiewicz skomentował ówczesny „akt łaski” reżimu:
Społeczeństwo, które strzela, nigdy nie da się zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazwać bohaterami.

Po latach historia przyznała rację „zaplutym karłom reakcji” (plakat propagandowy z 1945 r. pt. “Olbrzym i zapluty karzeł reakcji”), jak ich nazywali piewcy nowego ustroju. Przyznał rację żołnierzom z ryngrafami i biało-czerwonymi opaskami, którym w śledztwie łamano nosy, szczęki, palce, żebra i życiorysy.
Trudna była droga do odzyskania dobrego imienia. Zaczęła się od artykułu w studenckim tygodniku „Po prostu” pt. „Na spotkanie ludziom z AK”, autorstwa Walerego Namiotkiewicza, Jana Olszewskiego (premiera w 1992 r.) i Jerzego Ambroziewicza, opublikowanego 11 marca 1956 r., na początku “Odwilży”.
Cześć i chwała Bohaterom!
Jako, że żyli prawem wilka historia przez pół wieku o nich głucho milczała (jak opisał Zbigniew Herbert). Żyli w domowych legendach, niczym dawni wojowie. Przypomnijmy jednego z nich.
Nie obchodzą nas partie, lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny, czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię
– napisał w odezwie dowódca 6 Wileńskiej Brygady AK kpt. Władysław Łukasiuk ps. „Młot”, jeden z tych, którzy przekazali aliantom tajemnice niemieckich rakiet V-2.
Wcześniej, bo od 1942 r. Łukasiuk „Młot” był partyzantem Obwodu AK Bielsk Podlaski, należącym do Białostockiego Okręgu AK.
Trzy miesiące po tragicznym rozkazie “Niedźwiadka”, rozwiązującym AK, patrol „Młota” wspólnie z oddziałem pchor. Tadeusza Chomko „Gerwazego” (przerzucony na Zachód wrócił w ojczyste strony w 1990 r.) 18 marca 1945 r. rozbił grupę operacyjną NKWD na drodze Mężenin–Figały (gmina Platerów), odbijając kilkunastu aresztowanych rodaków.
Wkrótce potem grupa „Młota” weszła w skład partyzanckiego oddziału Armii Krajowej Obywatelskiej w Bielsku Podlaskim (AKO utworzona przez Komendanta Okręgu Białostockiego AK ppłk Władysława Liniarskiego “Mścisława”, mimo ogromnych represji organizacja stanowiła siłę na terenie województwa białostockiego), dowodzonego przez ppor. Teodora Śmiałowskiego „Szumnego”.
Po śmierci „Szumnego” w zasadzce pod Drohiczynem ”Młot” dołączył w sierpniu 1945 r. do 5 Brygady Wileńskiej. Walczył w 1. szwadronie por. Zygmunta Błażejewicza ps. „Zygmunt” (upozorował własną śmierć, przedostał się przez Francję do USA, na krótko wrócił do wolnego kraju, spotkał się z dowodzącym grupą operacyjną WP jak żołnierz z żołnierzem) w potyczkach z sowietami i KBW pod Sikorami, Zalesiem oraz 18 sierpnia 1945 r. w bitwie w Miodusach Pokrzywnych na Podlasiu.
Po demobilizacji 5 Brygady pozostał w polu wraz z ppor. Lucjanem Minkiewiczem „Wiktorem”, dowódcą 6 Brygady Wileńskiej, tocząc m.in. zwycięski bój z grupą operacyjną NKWD 30 listopada 1945 r. pod Łempicami. Lucjan Minkiewicz 8 lutego 1951 r. został zastrzelony w więzieniu, po odnalezieniu przez IPN pochowany 22 września 2019 r. na Powązkach w Panteonie Mauzoleum Wyklętych-Niezłomnych.
Partyzanci Podlasia byli zdecydowani na kontynuowanie zbrojnej walki (kpt. „Huzar” i por. „Brzask”).
Władysław Łukasiuk ,,Młot” zginął we wsi Czaje Wólka z ręki swego podkomendnego. Zwłoki „Młota” zostały wykopane z grobu przez funkcjonariuszy UB, a uczestnicy partyzanckiego pochówku zostali aresztowani i skazani na wyroki kilkuletniego więzienia. Miejsce ostatniego spoczynku “leśnego” z Podlasia pozostaje do dziś nieznane.
W szczerym polu…
„Ludowa” władza obawiała się, że groby „Wyklętych” będą miejscem pamięci polskiej sprawy. Zabitych i pomordowanych chowano więc w bezimiennych mogiłach, w dołach z wapnem. Miejsce pochówku wielu bohaterów jest nieznane. Ich oprawcy. Ich polityczni patroni i ich rozkazodawcy, mordercy zza sądowego stołu, uszli sprawiedliwości bezkarni.
Wbrew oczekiwaniom przy rozstrzygnięciu sprawy polskiej zwyciężyły nie zasady słuszności i zobowiązania międzynarodowe, lecz fakty dokonane i narzucone. Los Polaków nie będzie jednakowy. Jedni borykać się będą w kraju z okrutną rzeczywistością państwa policyjnego, inni zostaną w wolnym świecie, by stać się ustami niemych. Droga nasza jest trudna, lecz u jej kresu spełni się Polska naszych żarliwych pragnień, wolna i niepodległa
głosiła Odezwa Rządu RP w Londynie z 26.06.1945 r.
Pomorski szlak
Na Pomorze Armia Czerwona wkroczyła w lutym i marcu 1945 r. Członkowie narodowego Gryfa Pomorskiego zostali poddani „filtracji” przez NKWD m.in. w obozie na zamku w Bytowie. Tutaj miał swoją komórkę kontrwywiad wojskowy tzw. Smiersz (Spiecyjalnyje Mietody Rozobłaczanija Szpionaża). Wielu działaczy kaszubskich i niedobitki “narodowców” wywieziono na Workutę, na Kołymę, do Kraju Krasnojarskiego, zasiedlili Archipelag GUŁag.
Wiosną 1945 r. na Pomorzu nie zaprzestały działalności struktury podziemia narodowego. Narodowe Siły Zbrojne liczące ok. 200 osób, zostały rozbite w kwietniu 1946 r. Działalność konspiracyjną na ograniczoną skalę rozwinął wileński Okręg AK. Siatkę konspiracyjną tworzyło około stu osób.
W „polu” był oddział mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, niedobitki 5 Brygady Wileńskiej AK, w sile trzech szwadronów i dwóch patroli. Dokonali oni kilku spektakularnych akcji m.in. w gminie Sulęczyno, w Sztumie i w Kościerzynie. Szlak nieuchwytnych lotnych patroli, przemierzających dziennie dziesiątki kilometrów, znaczyło 30 rozbitych posterunków MO i placówek UB.

Obok niekwestionowanego autorytetu, czyli dowódcy 5 Brygady mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” tutaj zawiódł szlak bojowy Zdzisława Badochę „Żelaznego”, Henryka Wieliczkę „Lufę”, Leona Smoleńskiego „Zeusa”, Olgierda Christę „Leszka”, Feliksa Selmanowicza ”Zagończyka” i Józefa Bandzo ”Jastrzębia”.

Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK na kwaterze na Podlasiu (oznaczony 4 – “Żelazny”)
Żelazny
W 2019 r. powstał film o ppor. Zdzisławie Badosze „Żelaznym”, jednym z najbardziej rozpoznawalnych żołnierzy podziemia niepodległościowego.

Pogodny wizerunek “Żelaznego” zachowany został na kilku fotografiach.
W kwietniu 1945 r. jego oddział operował w rejonie Bielska Podlaskiego i Hajnówki. W maju 1945 r.. po koncentracji 1. i 4. szwadronu w Oleksinie (w gminie Brańsk), przeszedł na lewy brzeg Bugu, gdzie oddział działał do początku września 1945 r. na obszarze powiatu Sokołów Podlaski.
7 września 1945 r. w Stoczku, rozkazem Komendy Okręgu Białostockiego AK (jako jedyna – zgodnie z zasadami konspiracji, nie ujawniła się) pododziały 5 Brygady zostały zdemobilizowane. Kilkunastu żołnierzy przedostało się na Kociewie i Wybrzeże Gdańskie do mjr. Szendzielarza, który podporządkował się ppłk. Antoniemu Olechnowiczowi ps. „Pohorecki”, komendantowi Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK.
19 maja 1946 r. podkomendni „Żelaznego”, urządzili rajd ciężarówką po powiatach starogardzkim i kościerskim, rozbrajając posterunki MO w Kaliskach, Osiecznej, Osieku, Skórczu, Lubichowie, Zblewie i Starej Kiszewie. Milicjanci byli puszczeni wolno, zostali rozstrzelani czterej pracownicy UBP m.in. szef kościerskiego UB Jerzy Fajer (jego imię nosiła ulica w Kościerzynie do 1989 r., wiodącą z komendy MO ku kościołowi Zgromadzenia Księży Zmartwychwstańców) i sowiecki doradca UBP w Kościerzynie lejtnant NKWD Piotr Szyniedzin. 21 maja 1946 r. “Żelazny” wydał rozkaz rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy PUBP z Koszalina.
To ze szwadronem „Żelaznego” związała swe losy „Inka”, która wiosną 1946 r. nawiązała kontakt z pododdziałem. Do lipca 1946 r. służyła w szwadronie jako łączniczka i sanitariuszka.
25 maja 1946 r. w starciu z patrolem MO nieopodal wsi Podjazy w powiecie kartuskim zginął milicjant i funkcjonariusz UB (chor. Jan Szymczak, którego imię nosiła jedna z ulic w Kartuzach, przemianowana na ul. Jana Bielińskiego, wydawcy Gazety Kartuskiej i Pielgrzyma), a czterech milicjantów zostało rannych. To w tej potyczce sanitariuszką opatrującą też milicjanta była “Inka”.
Ppor. Badocha w pierwszych dniach czerwca 1946 r., wspólnie z podkomendnymi, prowadził akcje bojowe na posterunki MO w rejonie Dzierzgonia, Iławy i Sztumu. 10 czerwca 1946 roku w starciu z grupą operacyjną UB i MO zginęło dwóch funkcjonariuszy UB i 3 milicjantów, a trzech innych milicjantów zostało rannych. Szwadronowi – dzięki umiejętnemu dowodzeniu przez ppor. Olgierda Christę ps. „Leszek” (mieszkał po zwolnieniu z więzienia w wieżowcu w Oliwie), udało się ujść z pola starcia.
Ppor. Badocha został ranny. Przewieziono go na leczenie do majątku Czernin koło Sztumu, administrowanego przez przedwojennego działacza kaszubskiego Ottomara Zielke, który podjął współpracę z 5 Brygadą Wileńską.
Badocha został zadenuncjowany przez przewerbowaną przez UB łączniczkę ps. „Regina”, która była w oddziale jeszcze na Wileńszczyźnie, waleczna dziewczyna, ale po wojnie poszła na współpracę z „bezpieką”. 28 czerwca 1946 r. kilkunastoosobowa grupa operacyjna UB i MO z Malborka otoczyła majątek. Badocha próbował wydostać się z okrążenia. Zginął trafiony odłamkiem granatu. Miejsce jego pochówku jest nieznane.
Zdrada czy realizm
W 1946 r. powołany został Państwowy Komitet Bezpieczeństwa na rozkaz marszałka Michała “Roli” Żymierskiego (po akcji “czyszczenia” lasów na Podlasiu). W akcjach przeciwko partyzantom na terenie województwa gdańskiego brały udział kilku lub kilkunastoosobowe grupy funkcjonariuszy MBP i blisko 20 tys. żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Okręg Pomorski AK został rozbity ostatecznie latem 1948 r. w operacji krypt. „X”.
Po zdradzie aliantów przyszła nie mniej bolesna zdrada towarzyszki broni. Sukces aparatowi represji ułatwiła zdrada łączniczki 5 Brygady o imieniu Regina, odważnego w czasie wojny żołnierza, łączniczki w oddziale por. Burzyńskiego „Kmicica” i w 5 Wileńskiej Brygadzie AK, w 1944 r. odznaczonej Krzyżem Walecznych, ale od 1945 roku cennej agentki UBP.
Jej agenturalna działalność sprowadziła represje na kilkudziesięciu towarzyszy broni. Zmarła „na marginesie życia” w wieku 46 lat w PRL, w Szczecinie. Wpadli, przez donosy m.in. major Szendzielarz w Zakopanem (stracony w 1951 r.), Antoni Rymsza „Maks” (wywieziony do łagru na Kołymę), Janina Wasiłojć-Smoleńska „Jachna” (karę śmierci zamieniono na 15 lat więzienia), sanitariuszka Lidia Lwow-Eberle „Lala” (wnuczka rosyjskich arystokratów, skazana na karę dożywotniego więzienia), Jerzy Lejkowski „Szpagat” (skazany na karę śmierci, zamienioną na 15 lat więzienia).
W listopadzie 1945 r. po aresztowaniu członków I Zarządu Głównego WiN z prezesem Janem Rzepeckim, bezpieka rozbiła sieć łączności zagranicznej WiN. Niestety płk Jan Rzepecki, dowódca Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj Rzepecki “sypał” za wątpliwą gwarancję bezpieczeństwa dla siebie i swoich ludzi.
Od wiosny 1948 r. organizacja WiN znajdowała się pod kontrolą tzw. V Komendy Głównej WiN. Uwaga! zorganizowanej przez UBP w ramach prowokacyjnej operacji bezpieki kryptonim „Cezary”. Większość struktur Zrzeszenia zostało rozpracowanych, fundusze w tym złoto i waluta przejęte przez UBP, a siatka łączności zlikwidowana.
W opisie gen. Stanisława Tatara, oficera Komendy Głównej AK i PSZ w Londynie, który powrócił do Polski w 1947 r., pojawia się wątek współpracy z reżimem, a nawet prowokacyjnego parcia do wywołania Powstania Warszawskiego w ramach akcji “Burza” (akcji poprowadzonej bez szans na zwycięstwo i bez porozumienia z aliantami, o sowietach nie wspominając). Otwartym pozostaje pytanie: czy robił to na polecenie sowietów, czy z niewiedzy i naiwności (co w warunkach wojny jest zbrodnią)? Po wojnie Tatar przekazał UBP, podobnie jak płk. Rzepecki, fundusze gromadzone na potrzeby powojennej konspiracji. Mimo tej wiarołomnej postawy w 1951 r. był sądzony w procesie pokazowym, sfingowanym przez Informacją Wojskową. Sowieci nie ufali bowiem własnym kolaborantom, zgodnie z zasadą CzeKa: “raz zdrajca, zawsze zdrajca” (wypowiadaną bardziej dosadnie i wulgarnie). Zapadały wtedy wysokie wyroki więzienia, dwudziestu oficerów stracono. Sam gen. Tatar wyszedł z więzienia w 1956 r.
Także i w przypadku wybitnego dowódcy AK płk. Jana Mazurkiewicza “Radosława” pojawiają się pytania o powody jego apelu o ujawnianie się i zdanie broni przed UBP. Uwierzył, że komunistyczna władza pozwoli im na bezpieczne życie? To on, apelując o ujawnienie się Podziemia, mimowolnie doprowadził do dekonspiracji wielu osób, katowanych potem na piętrach skrwawionego X Pawilonu więzienia na Mokotowie. Zawierzył “słowu” kanalii z MBP. Ma też powojenną zasługę, bo kierowana przez niego Komisja Likwidacyjna Armii Krajowej zwróciła się do władz sowieckich w sprawie Obławy augustowskiej i dokonała szeregu ekshumacji oraz niosła pomoc humanitarną. Byli, nie sposób zaprzeczyć, liczni tacy AK-owcy, którzy odnaleźli się w nowym systemie i reżimowi zawdzięczali awanse, mieszkania – nawet w zburzonej stolicy, kariery. Ba! skazywali kolegów z konspiracji…
Niejednoznaczne opinie i różne emocje budzi działalność i postawa Bolesława Piaseckiego, narodowca, przedwojennego szefa ONR Falanga, po wojnie prezesa Stowarzyszenia PAX. On sam i jego paxowskie otoczenie, tłumaczyło współpracę z nowymi władzami po 1945 r. (aż do końca PRL), koniecznością ratowania substancji narodowej, wymogami sytuacji politycznej i polityczną grą oraz koniecznością ocalenia ludzi: dosłownie i przez zapewnienie pracy. Nie można zaprzeczyć współpracy, podobnie jak nie można nie docenić m.in. dorobku Wydawnictwa PAX i stworzenia wąskiej niszy względnej swobody od ciśnienia reżimu. Piasecki tworzył enklawę, opartą o socjalizm narodowy. Nie on jeden zresztą. Po 1989 r. w decydujących latach przemian, górę wzięła rewizjonistyczna, o korzeniach trockistowskich, lewicowa opcja anty PRL-owska (Michnik, Kuroń i ROAD/UD), oportuniści (KLD) oraz przeniesieni z “Kapitału” do kapitału “pragmatycy” (SLD).
Nie chcemy tutaj oceniać, czy osądzać tych postaci. Sytuacje w jakich się znaleźli były nieraz ekstremalne. Jednak pamiętajmy: wielu z ich podkomendnych wytrwało, zapłaciło cenę życia za wierność, nie dostali willi i mieszkań od nowej władzy, ale ciemnice i cele 2×4 m dzielone z kilkoma towarzyszami niedoli.
Jesteśmy Żołnierzom Niezłomnym winni prawdę, pamięć, a jeśli polegli w polu lub zostali skrytobójczo zamordowani i tajnie pochowani: odnalezienie i upamiętnienie miejsc ich spoczywania. Na Powązkach i wielu innych miejscach, od Przemyśla po Nysę, od Białegostoku po Lublin i Kraków… Miejmy nadzieję, że wnet będzie to możliwe na Wołyniu, Podolu i w Galicji wschodniej. Mozolnie będą odszukiwane szczątki bohaterów Państwa Podziemnego i nazbyt licznych bezbronnych ofiar – kobiet i dzieci. Z ofiary ich życia powstała wolna i niepodległa Najjaśniejsza Rzeczpospolita.
Cześć ich pamięci! Chwała Bohaterom! Hańba katom, ich mordercom!





