Żołnierze Niezłomni – poszli „na przepadłe”. Walczyli w obronie wolności – na śmierć, nie na życie

Zmrok zapadał szarosielankowy, z łąk skoszonych aromaty szły,
Wiatr coś szeptał, tuląc drzew korony, z dala we wsi ujadały psy.
Wtem słychać zgiełk i turkot wielu wozów, młodych głosów nawoływań moc,
To nadciąga partyzancki obóz, by zajmować kwatery na noc.
I był tam ktoś, tak bardzo zadumany,
co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańcząc ze mną leśne tango,
z cicha szeptał dziwne słowa te:
Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka, niebezpieczna i zła.
Może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak…

(piosenka śpiewana w oddziałach partyzanckich Lubelszczyzny i Podlasia. Szczególnie popularna wśród podkomendnych zgrupowania poakowskich oddziałów podległych Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”)

5 Brygada Wileńska w marszu


1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, niezłomnych bojowników o niepodległą ojczyznę.
– Wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków – czytamy w rozkazie z 1946 roku majora Zygmunta Szendzielarza, ps. „Łupaszka”, człowieka, który mimo zabiegów wrogów stał się symbolem niezłomnej walki z okupantami.

Wychodząc z ubeckiej celi na Mokotowie w swoją ostatnią drogę pożegnał pozostałych uwięzionych: Z Bogiem, panowie! Odpowiedział mu chór głosów: Z Bogiem, panie majorze!

Wolność i Niezawisłość

Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, czyli powojenny ruch oporu, określający się jako ruch „bez wojny i dywersji” powstał 2 września 1945 r., czyli dziewięć miesięcy po rozwiązaniu Armii Krajowej. Był ostatnim aktem oporu przeciwko narzuconemu Polsce, przy bierności Zachodu, ustrojowi. Zrzeszenie WiN, po faktycznej w 1947 r. likwidacji PSL pod prezesurą Stanisława Mikołajczyka, znalazło swoją kontynuację dopiero w 1980 roku w NSZZ „Solidarność”.

W październiku 1950 r., po ciężkim śledztwie i pokazowym procesie ostatniego faktycznego IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość z płk. Cieplińskim na czele siedmiu oficerów skazano na karę śmierci. Wyroki wykonano w piwnicy i za garażami więzienia mokotowskiego 1 marca 1951 r. Egzekucja rozpoczęła się o godzinie 20. Skazani, z zakneblowanymi ustami, byli kolejno podprowadzani na miejsce kaźni. Kat strzelał w tył głowy. Zwłok nie wydano rodzinom. Pogrzebano ciała ofiar w nieoznaczonym miejscu.

Rozstrzelani zostali: podpułkownik Łukasz Ciepliński – prezes IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, major Adam Lazarowicz, kapitan Józef Batory, porucznik Karol Chmiel, porucznik Mieczysław Kawalec, porucznik Franciszek Błażej i podporucznik Józef Rzepka.
– Wymodlony, wymarzony i kochany mój synku. Piszę do Ciebie po raz pierwszy i ostatni. W tych dniach bowiem mam być zamordowany. Chciałem być Tobie ojcem i przyjacielem. Bawić się z Tobą i służyć radą i doświadczeniem w kształtowaniu twego umysłu i charakteru. Niestety okrutny los zabiera mnie przedwcześnie a Ciebie zostawia sierotą – pisał w grypsie do rodziny Łukasz Ciepliński „Pług”.

Dopala się ogień

Żołnierze Państwa Podziemnego walczyli z dwoma wrogami z nazistowskimi Niemcami i sowietami oraz ich kolaborantami, a po 1945 r. – z funkcjonariuszami NKWD, UBP i KBW. Kierowała nimi determinacja i przeświadczenie, że nowe porządki są nie dla nich, a bezpieka, czyli siły pomocnicze nowego okupanta, i tak im nie podaruje. Historia po latach przyznała im rację.

Zdrada aliantów zachodnich w 1943 r. i potwierdzona w 1945 r. wepchnęła Polskę w łapska kremlowskiego satrapy


Honor nie ma ceny
Od kilku lat mamy w naszym kraju wśród młodych Polek i Polaków – można rzec – fenomen popularności Żołnierzy Wyklętych, Niezłomnych. Na wojskowych cmentarzach, na symbolicznych mogiłach, w dziesiątkach świątyń zapłoną znicze i świece pamięci, m.in. na grobach w Gdańsku Danuty Siedzikówny „Inki” oraz Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” na Cmentarzu Garnizonowym.
W tym roku, pod presją czasów nieco inaczej, ale przynajmniej w pamięci i symbolicznie rozwiniemy sztandary, odpalimy race – ku chwale tych, którzy niezłomnie trwali wierni złożonej przysiędze, świadomi, tego, że „Honor służby jest jak sztandar, z którym żołnierz rozstaje się wraz z życiem”
Jesteśmy im winni prawdę oraz odnalezienie i upamiętnienie miejsca ostatniego spoczynku. W stolicy – na Powązkach mozolnie odszukiwane były i są nadal szczątki bohaterów Państwa Podziemnego, potajemnie pogrzebanych przez zbrodniarzy i ich pomocników. Odnajdą się (mamy nadzieję) lub już zostali odnalezieni dzięki mozolnej pracy – jak mityczna armia cieni, szef Kedywu Komendy Głównej AK gen. August Emil Fieldorf „Nil” , przywódcy Zrzeszenia WiN m.in. ppłk Łukasz Ciepliński, żołnierz i dobrowolny więzień Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki, cichociemny mjr Bolesław Kontrym „Żmudzin”, legendarny dowódca oddziałów partyzanckich AK i WiN na Lubelszczyźnie mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, komendant Wileńskiego Okręgu AK płk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, dowódca 5. Brygady Wileńskiej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, komendant XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Józef Kozłowski „Las”, Stanisław Sojczyński „Warszyc” i wielu innych.
Polska jest im to winna. I Polska się o nich w końcu upomniała.
Oni nie potrzebują zaszczytów. Nie upominali się o nie także za życia wybierając straceńczą misję. Nie chcieli łaski.
Major Hieronim Dekutowski ps. „Zapora”, cichociemny, bohater Lubelszczyzny powiedział do żołnierzy na wieść o ustawie amnestyjnej z 1947 roku:
„Amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie”,
„Zapora” mimo tortur w więzieniach Lublina i Warszawy nie załamał się. Wytrwał. Został zamordowany ze swoimi sześcioma podkomendnymi. By bardziej upokorzyć, na czas procesu ubrano ich w mundury Wehrmachtu. Gdy „Zapora” stanął przed „sądem” , posiwiały, z wybitymi w śledztwie zębami, połamanymi rękami i zerwanymi paznokciami jego ostatnie słowa brzmiały: „Przyjdzie zwycięstwo! Jeszcze Polska nie zginęła!”. Jego podkomendny wspominał: “poszliśmy na przepadłe”.
Pisarz Józef Mackiewicz skomentował ówczesny „akt łaski”:
„Społeczeństwo, które strzela, nigdy nie da się zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazwać bohaterami.”


Po latach historia przyznała rację „zaplutym karłom reakcji”, jak ich nazywali piewcy nowego ustroju, żołnierzom z ryngrafami i biało-czerwonymi opaskami, którym w śledztwie łamano nosy, szczęki, palce, żebra… i życiorysy.
Trudna ich była droga do odzyskania dobrego imienia. Zaczęła się od pewnego artykułu w tygodniku „Po prostu” pt. „Na spotkanie ludziom z AK”, autorstwa Walerego Namiotkiewicza, Jana Olszewskiego (premiera z 1992 r.) i Jerzego Ambroziewicza, opublikowany 11 marca 1956 r.

Cześć i chwała Bohaterom!
Jako, że żyli prawem wilka historia przez pół wieku o nich głucho milczała. Żyli w domowych legendach, niczym dawni wojowie.
Przypomnijmy jednego z nich.
– Nie obchodzą nas partie, lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny, czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię – napisał w odezwie jeden z niezłomnych, dowódca 6. Wileńskiej Brygady AK kpt. Władysław Łukasiuk – „Młot”, jeden z tych, którzy przekazali aliantom tajemnice niemieckich rakiet V-2. Wcześniej, bo od 1942 roku jako plutonowy „Młot” był partyzantem z Obwodu Bielsk Podlaski, należącym do Białostockiego Okręgu AK.
18 marca 1945 r. patrol „Młota” wspólnie z oddziałem T. Chomko „Gerwazego” rozbił grupę operacyjną NKWD na drodze Mężenin – Figały, odbijając kilkunastu aresztowanych. Wkrótce potem grupa „Młota” weszła w skład oddziału partyzanckiego AK-AKO Bielsk Podlaski dowodzonego przez ppor. Teodora Śmiałowskiego „Szumnego”. Po śmierci ppor. „Szumnego” ”Młot” dołączył w sierpniu 1945 r. do 5. Brygady Wileńskiej i walczył wraz ze szwadronem por. „Zygmunta” pod Sikorami, Zalesiem i w Miodusach Pokrzywnych.
Po demobilizacji 5. Brygady pozostał z ppor. Lucjanem Minkiewiczem „Wiktorem” w polu, tocząc m.in. zwycięski bój z grupą operacyjną NKWD 30 listopada 1945 r. pod Łempicami.
Pod jego wpływem byli najlepsi partyzanci Podlasia, zdecydowani na kontynuowanie zbrojnej walki o niepodległość kpt. „Huzar” i por. „Brzask”.
Jeden z „ostatnich leśnych” Władysław Łukasiuk ,,Młot” zginął we wsi Czaje Wólka z ręki swego podkomendnego. Zwłoki „Młota” zostały wykopane przez funkcjonariuszy UB, a uczestnicy pochówku zostali aresztowani i skazani na wyroki kilkuletniego więzienia. Miejsce ostatniego spoczynku partyzanta z Podlasia pozostaje nieznane.

W szczerym polu…
„Wbrew oczekiwaniom przy rozstrzygnięciu sprawy polskiej zwyciężyły nie zasady słuszności i zobowiązania międzynarodowe, lecz fakty dokonane i narzucone. Los Polaków nie będzie jednakowy. Jedni borykać się będą w kraju z okrutną rzeczywistością państwa policyjnego, inni zostaną w wolnym świecie, by stać się ustami niemych. Droga nasza jest trudna, lecz u jej kresu spełni się Polska naszych żarliwych pragnień, wolna i niepodległa” – fragment odezwy rządu RP w Londynie z 26.06.1945.
„Ludowa” władza obawiała się, że groby „Wyklętych” będą miejscem pamięci polskiej sprawy. Zabitych i pomordowanych chowano więc w bezimiennych mogiłach, w dołach z wapnem. Miejsce pochówku wielu bohaterów jest nieznane. Ich oprawcy. Ich polityczni patroni i ich rozkazodawcy, mordercy zza sądowego stołu, uszli sprawiedliwości bezkarni.

Pomorski szlak
Na Pomorzu także działali i walczyli partyzanci antykomunistycznego podziemia. Armia Czerwona wkroczyła tutaj w marcu 1945 roku. Członkowie narodowego Gryfa Pomorskiego zostali poddani „filtracji” przez NKWD m.in. w obozie na zamku w Bytowie. Tutaj też miał swoją komórkę kontrwywiad wojskowy tzw. Smiersz (Spiecyjalnyje Mietody Rozobłaczanija Szpionaża). Część represjonowanych, m.in. działaczy kaszubskich, wywieziono na Syberię.
Wiosną 1945 r. na Pomorzu nie zaprzestały działalności struktury podziemia narodowego. Jednak Narodowe Siły Zbrojne liczące ok. 200 osób zostały rozbite w kwietniu 1946 r. Działalność konspiracyjną na ograniczoną skalę rozwinął wileński Okręg AK. Siatkę konspiracyjną tworzyło około stu osób.

W „polu” był oddział mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, czyli niedobitki 5 Brygady Wileńskiej, w sile trzech szwadronów i dwóch patroli. Dokonali kilku spektakularnych akcji m.in. w gminie Sulęczyno i w Kościerzynie. Szlak nieuchwytnych lotnych patroli, przemierzających dziennie dziesiątki kilometrów znaczyło ponad 30 rozbitych posterunków MO i placówek UB.

Obok niekwestionowanego autorytetu, czyli dowódcy 5 Brygady mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” tutaj wiódł szlak bojowy Zdzisława Badochy „Żelaznego„, Henryka Wieliczko „Lufy„, Leona Smoleńskiego „Zeusa”, Olgierda Christy „Leszka”, Feliksa Selmanowicza ”Zagończyka” i Józefa Bandzo ”Jastrzębia”.

Żelazny

Całkiem niedawno (2019 r.) powstał film o ppor. Zdzisławie Badosze „Żelaznym”, jednym z najbardziej rozpoznawalnych żołnierzy podziemia niepodległościowego po 1944 r. Jego pogodny wizerunek zachowany jest na kilkunastu fotografiach.

W kwietniu 1945 r. jego oddział operował w rejonie Bielska Podlaskiego i Hajnówki. W maju 1945 r. po koncentracji 1. i 4. szwadronu w Oleksinie (w gminie Brańsk) przeszedł na lewy brzeg Bugu, gdzie oddział działał do początku września głównie na obszarze powiatu Sokołów Podlaski.

7 września 1945 r. w Stoczku rozkazem Komendy Okręgu Białostockiego AK oddziały 5. Brygady zostały zdemobilizowane. Kilkunastu żołnierzy przedostało się na Kociewie i Wybrzeże Gdańskie do mjr. Szendzielarza, który podporządkował się ppłk. Antoniemu Olechnowiczowi ps. „Pohorecki”, komendantowi Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK.

 19 maja 1946 r. podkomendni „Żelaznego” urządzają rajd samochodem ciężarowym po powiatach starogardzkim i kościerskim, rozbrajając posterunki MO w Kaliskach, Osiecznej, Osieku, Skórczu, Lubichowie, Zblewie i Starej Kiszewie. Milicjanci byli puszczeni wolno, a zostali rozstrzelani czterej pracownicy UBP m.in. szef kościerskiego UB Jerzy Fajer (miał ulicę swego imienia w Kościerzynie do 1989 r., wiodącą z komendy MO ku kościołowi, dzisiaj ul. Zgromadzenia Księży Zmartwychwstańców) i doradca UBP w Kościerzynie lejtnant NKWD Piotr Szyniedzin.  21 maja 1946 r. “Żelazny” wydał rozkaz rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy PUBP z Koszalina.

25 maja 1946 r. w starciu z patrolem MO koło wsi Podjazy w powiecie kartuskim zginął milicjant i funkcjonariusz UB (chor. Jan Szymczak, którego imię nosiła jedna z ulic w Kartuzach, przemianowana na ul. Jana Bielińskiego, wydawcy Gazety Kartuskiej i Pielgrzyma), a 4 milicjantów zostało rannych.

Ppor. Badocha w pierwszych dniach czerwca 1946 r. wspólnie z żołnierzami 5. Brygady prowadził akcje bojowe na posterunki MO w rejonie Dzierzgonia, Iławy i Sztumu.

10 czerwca 1946 roku w starciu z grupą operacyjną UB i MO zginęło dwóch funkcjonariuszy UB i 3 milicjantów, a trzech innych milicjantów zostało rannych. Szwadronowi – dzięki umiejętnemu dowodzeniu przez ppor. Olgierda Christę ps. „Leszek” (mieszkał po zwolnieniu z więzienia w wieżowcu w Oliwie), udało się ujść z pola starcia.

Ppor. Badocha został ranny. Przewieziono go na leczenie do majątku Czernin koło Sztumu, administrowanego przez przedwojennego działacza kaszubskiego Ottomara Zielke, który na początku 1946 podjął współpracę z 5. Brygadą.

Badocha został jednak wkrótce zadenuncjowany przez aresztowaną wcześniej przez UB łączniczkę ps. „Regina”, która była w oddziale jeszcze na Wileńszczyźnie, a po wojnie poszła na współpracę z „bezpieką.

28 czerwca 1946 r. kilkunastoosobowa grupa operacyjna UB i MO z Malborka otoczyła majątek. Badocha próbował wydostać się z okrążenia. Zginął trafiony odłamkiem granatu. Miejsce jego pochówku jest nieznane.

To ze szwadronem „Żelaznego” związała swe losy „Inka”, która wiosną 1946 r. nawiązała kontakt z pododdziałem. Do lipca 1946 r. służyła w szwadronie jako łączniczka i sanitariuszka.

Zdrada czy realizm

W 1946 r. powołany został specjalny Państwowy Komitet Bezpieczeństwa z marszałkiem Michałem “Rolą” Żymierskim na czele, a w akcjach na terenie województwa gdańskiego brały udział kilku lub kilkunastoosobowe grupy funkcjonariuszy MBP i blisko 20 tys. żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Okręg Pomorski AK został rozbity latem 1948 r. w operacji „X”. Po zdradzie aliantów przyszła nie mniej bolesna zdrada towarzyszki broni. Sukces aparatowi represji przyniosła zdrada m.in. łączniczki 5 Brygady o imieniu Regina, odważnego w czasie wojny żołnierza, łączniczki w oddziale por. Burzyńskiego „Kmicica” i w 5. Wileńskiej Brygadzie AK, w 1944 roku odznaczonej Krzyżem Walecznych – od 1946 roku cennej agentki UB. Jej działalność sprowadziła represje na kilkudziesięciu towarzyszy broni. Zmarła „na marginesie życia” w wieku 46 lat w PRL, w Szczecinie. Wpadają, dzięki donosom mjr. Szendzielarz w Zakopanem (stracony w 1951 roku), Antoni Rymsza „Maks” (wywieziony do łagru na Kołymę), Janina Wasiłojć-Smoleńska „Jachna” (skazana na karę śmierci, zamienioną na 15 lat więzienia), sanitariuszka Lidia Lwow-Eberle „Lala” (skazana na karę dożywotniego więzienia), Jerzy Lejkowski „Szpagat” (skazany na karę śmierci, zamienioną na 15 lat więzienia).

Od wiosny 1948 r. organizacja WiN znajdowała się pod kontrolą tzw. V Komendy Głównej zorganizowanej przez UBP w ramach prowokacyjnej operacji „Cezary”. Większość struktur Zrzeszenia zostało rozpracowanych, fundusze w tym złoto i waluta przejęte przez UBP, siatka łączności zlikwidowana. Już w listopadzie 1945 r. po aresztowaniu członków I Zarządu Głównego WiN z prezesem Janem Rzepeckim bezpieka rozbiła sieć łączności zagranicznej WiN. Niestety płk Jan Rzepecki, dowódca Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj Rzepecki “sypał” za wątpliwą gwarancję bezpieczeństwa dla siebie i swoich ludzi.

W opisie gen. Stanisława Tatara z Komendy Głównej AK i PSZ w Londynie, który Powrócił do Polski w 1947 r. też pojawia się wątek co najmniej współpracy z reżimem a nawet prowokacyjnego parcia do powstania w ramach akcji Burza, bez szans na zwycięstwo. Otwartym pozostaje pytanie, czy robił to na rozkaz sowietów. Po wojnie przekazał, podobnie jak Rzepecki, bezpiece fundusze gromadzone na potrzeby konspiracji. Mimo to w 1951 r. był sądzony w procesie pokazowym, sfingowanym przez Informacją Wojskową. Zapadały wysokie wyroki, dwudziestu stracono. Gen. Tatar wyszedł w 1956 r. Także w przypadku wybitnego dowódcy AK płk. Jana Mazurkiewicza “Radosława” pojawiają się pytania czy można określić jego postawę jako zdradę po 1945 r. Apelował o ujawnienie się, mimowolnie doprowadził do dekonspiracji wielu osób, ale np. kierowana przez niego Komisja Likwidacyjna Armii Krajowej zwróciła się do władz sowieckich w sprawie ofiar obławy augustowskiej i dokonała szeregu ekshumacji i niosła pomoc humanitarną.

Szczególne emocje od lat budzi Bolesław Piasecki, przedwojenny szef ONR Falanga, po wojnie prezes PAX. On sam i jego paxowskie otoczenie tłumaczyło współpracę z władzami koniecznością sytuacji politycznej i polityczną grą.

Nie chcemy osądzać tych postaci. Sytuacje w jakich się znaleźli były ekstremalne.
Epilog
8 lutego 1951 roku, strzałem w tył głowy zamordowano mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. “Łupaszka”, dowódcę 5. Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera Orderu Virtuti Militari. Wraz z nim w piwnicy mokotowskiej katowni zamordowano ppłk Antoniego Olechnowicza ps. “Pohorecki”, ppor. Lucjana Minkiewicza ps. “Wiktor” i kpt. Henryka Borowego – Borowskiego ps. “Trzmiel”. Ginęli w kilkuminutowych odstępach.

A że milczano o nich tyle lat powoduje, że państwo polskie, poszukując idei, sięga i po ich historie. Jakże trudne (vide „Ogień”, „Bury”), poplątane i porażająco smutne.

Jesteśmy im winni prawdę, pamięć oraz odnalezienie i upamiętnienie miejsca ostatniego spoczynku. Na Powązkach i wielu innych miejscach, od Przemyśla po Nysę, od Białegostoku po Kielce i Lublin, ostatnio na Wołyniu i w Galicji, mozolnie odszukiwane są szczątki bohaterów Państwa Podziemnego i ofiar cywilnych.

Cześć ich pamięci!

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej