Wspólnota
6 sierpnia, Warszawa, zaprzysiężenie prezydenta Karola Nawrockiego. Stoję z rodziną na skwerze przed Sejmem, gdzie odbywa się Zgromadzenie Narodowe. Nie wiem, ilu jest ludzi, bo jest tak gęsto, że trudno się ruszyć. Zapewne kilkadziesiąt tysięcy. Przypominają mi się związkowe protesty kilkanaście lat temu, gdy również tysiące pracowników protestowało przed Sejmem przeciw podniesieniu wieku emerytalnego. Wiele się od tamtego czasu wydarzyło, a jednak Karol Nawrocki jeszcze jako kandydat na prezydenta musiał (i chciał) zadeklarować, że jako głowa państwa nigdy podniesienia wieku emerytalnego nie zaakceptuje. To jedna z wielu spraw, których wciąż trzeba pilnować.
Teraz przed Sejmem stoi telebim, ale niewiele widać, bo nad tłumem powiewają setki biało-czerwonych flag, wiele z nich z napisem „Solidarność”. Niewiele słychać, bo nagłośnienie jest słabe. Ludzie próbują ratować się włączaniem transmisji w Internecie w telefonach komórkowych, ale to również na niewiele się zdaje, bo wszędzie wokół parlamentu jest wyłączony sygnał komórkowy.
Nikogo to jednak nie zraża, nikomu nie przeszkadza. Chodzi o to, żeby doświadczyć tej wyjątkowej chwili, poczuć wspólnotę, policzyć się, zobaczyć, że wbrew przekazowi „mainstreamu” Polacy nie wstydzą się biało-czerwonej flagi, wiary, patriotyzmu. Że chcą silnej Polski i polityków poważnie traktujących Polskę i Polaków. Pierwsze orędzie nowego prezydenta – jak się okaże, bardzo mocne, konkretne i zapowiadające styl tej prezydentury – odsłuchamy sobie później w domu. Gdy na telebimach ludzie zgromadzeni przed budynkiem Sejmu widzą prezydenta Nawrockiego składającego przysięgę, rozlegają się gromkie brawa. „Mamy to!” – słyszę wokół.
Kilkadziesiąt minut później nowa głowa państwa wychodzi przed budynek i wygłasza krótkie przemówienie do zgromadzonych sympatyków. Zanim to nastąpi, zebrani wspólnie odśpiewają „Te Deum”. Wzruszająca chwila. Okazuje się, że można w przestrzeni publicznej łączyć elementy religijne z politycznymi i społecznymi i świat się od tego nie zawali. Więcej – miałem wrażenie, że również dzięki temu wszyscy wracaliśmy z Warszawy wzmocnieni.
Prezydent podczas tego krótkiego wystąpienia podziękował za obecność. Podkreślił, że z takiej obecności, z kontaktu z Polakami czerpie siłę i energię do pracy, do służby. Patrząc na wydarzenia tego dnia, trudno się z tym nie zgodzić. I działa to chyba w obie strony.
Taki był cały 6 sierpnia w Warszawie. To było święto polskości, patriotyzmu, także święto polskiego państwa – jako wspólnoty, na której wszystkim nam powinno zależeć. Bo nikt i nic o nas tak dobrze nie zadba.
Oczywiście nie można mieć złudzeń. Pierwsze dni prezydentury to swoisty „miesiąc miodowy”. Za chwilę przyjdzie czas na pierwsze potknięcia i błędy, bo polityka jest chyba najtrudniejszą ze społecznych działalności. Zależy od tak wielu czynników, zarówno na polu krajowym, jak i międzynarodowym, że nikt w pełni nie może kontrolować sytuacji. Nie o to jednak chodzi – Karol Nawrocki pokazał, że nie boi się wyzwań. A jego pierwsze słowa i działania jako głowy państwa były świadomie wysłanym sygnałem, czego pozostali aktorzy polityczni i społeczeństwo mogą się spodziewać. To będzie prezydentura dynamiczna, aktywna, zdeterminowana, oparta na historii Polski, którą prezydent zna jak mało kto. Nie tylko zna, ale także z niej czerpie doświadczenie, lekcje porażek i sukcesów, inspirację, wreszcie horyzont wszelkich działań – Polska podmiotowa i ambitna.
Po pierwszych dniach można oceniać, że będzie to także prezydentura ludowa i obywatelska – prowadzona w stałej relacji ze społeczeństwem.
Jednym z elementów tego obywatelskiego charakteru będzie zapewne współpraca z „Solidarnością”, która mocno wsparła Karola Nawrockiego w wyborach, a potem towarzyszyła mu w okresie przejściowym i w dniu zaprzysiężenia. Dobrym sygnałem jest powołanie przez nowego prezydenta jako jednego ze swoich doradców Bogdana Kubiaka, byłego wieloletniego wiceprzewodniczącego NSZZ „Solidarność” odpowiedzialnego za struktury branżowe i dialog społeczny. To znak, że głowa państwa pamięta o wartościach i programie Związku, a także pragnie dotrzymać Umowy Programowej zawartej z „Solidarnością” w trakcie kampanii wyborczej. Dobra praktyka z okresu prezydentury Andrzeja Dudy będzie prawdopodobnie zachowana.
Charyzmatyczny styl objęcia urzędu sprawił, że Karol Nawrocki z miejsca stał się wśród polityków liderem zaufania Polaków. Na początku roku pisałem o nadziei, która wcale nie jest matką głupich, tylko mądrych. I to się sprawdziło. Trzeba mieć zatem nadzieję, że prezydentowi Nawrockiemu uda się odbudować i wzmocnić wspólnotę Polaków.
Adam Chmielecki