PK z wnioskiem o areszt dla kontrolerów ze Smoleńska: działali umyślnie

Zespół śledczy Prokuraturze Krajowej wystąpił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotów z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie trzech kontrolerów lotów pełniących 10 kwietnia 2010 r. służbę na lotnisku w Smoleńsku Północ (Siewiernyj) – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Ten podjęty po 10 latach od tragedii krok może być wstępem do wydania międzynarodowego listu gończego za trzema oficerami. Po ewentualnym wydaniu przez sąd postanowienia o tymczasowym aresztowaniu kontrolerów, śledczy mogą podjąć dalsze działania celem ich zatrzymania.

– Zarzuty, które postawiono kontrolerom dotyczą umyślnego spowodowania katastrofy w ruchu powietrznym, skutkującego śmiercią wielu osób – poinformowała prok. Ewa Bialik, rzecznik Prokuratury Krajowej.

Jednymi słowy prokuratura postanowiła o zmianie zarzutów stawianych kontrolerom lotów ze Smoleńska i Tweru – z nieumyślnego spowodowania katastrofy na działanie umyślne. Prokuratorzy przyjęli, że podejrzani – zezwalając na zniżanie się samolotu i warunkowe, próbne podejście do lądowania – przewidywali, iż może dojść do katastrofy i się na nią godzili.  

Już w kwietniu 2015 roku biegli prokuratury wojskowej uznali, że trzech rosyjskich kontrolerów jest winnych tragedii w Smoleńsku. Oprócz kontrolerów lotu Witora Ryżenki i Pawła Plusnina, biegli uznali, że do katastrofy przyczynić się miał ich dowódca Nikołaj Krasnokutski. Zdaniem biegłych Wiktor Ryżenko, kierownik strefy lądowania przyczynił się do katastrofy źle naprowadzając samolot, podawał błędne dane załodze samolotu, utwierdzał załogę, że ta jest na kursie i ścieżce. Drugim błędem Ryżenki, zdaniem biegłych, było zbyt późne wydanie komendy o odejściu na drugi krąg.

Ppłk Paweł Plusnin miał z kolei przyczynić się do katastrofy nie zamykając lotniska w Smoleńsku, a nakazywały mu to rosyjskie przepisy lotnicze. Biegli, wskazali też, że za katastrofę należy obwinić dowódcę wieży na lotnisku Siewiernyj, czyli płk. Nikołaja Krasnokuckiego. Miał on się przyczynić do wypadku akceptując łamanie procedur. Ostatecznie do sporządzenia aktu oskarżenia nie doszło a wydano postanowienie o umorzeniu śledztwa prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie w sprawie „nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym” z uwagi na brak danych uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu. Potrzeba było kolejnych pięciu lat, by prokuratura poczyniła kolejny krok.  

Fragment zapisu: 10:39:30,1   KONTR  „8  Na kursie i ścieżce” 10:39:49,9   KONTR   „Podchodzicie do dalszej, na kursie i ścieżce, odległość 6.” (Rzeczywista odległość: 6450m, rzeczywista wysokość: co najmniej 100 m ponad ścieżką) 10:40:13,5   KONTR   „4 Na kursie i ścieżce” Rzeczywista odległość: 4540m, rzeczywista wysokość: ponad ścieżką 10:40:26,6   KONTR   „3 Na kursie i ścieżce” (Rzeczywista odległość: 3500m) 10:40:38,7   KONTR   „2 Na kursie i ścieżce” (Rzeczywista odległość: 2530m, wysokość: pod ścieżką)

Rosja najpewniej nie wyda własnych obywateli. Nie ma możliwości zaocznego prowadzenia procesu w Polsce bez obecności oskarżonych. W takim przypadku postępowanie w Polsce wobec nich musiałoby być umorzone wobec trwałej przeszkody uniemożliwiającej ich sądzenie. I jeszcze jedno: kluczowi świadkowie, których zeznania mogły dowieść, że kontrolerzy są współwinni katastrofy, nie żyją.

Na marginesie tragedii, trudno powstrzymać się od smutnego porównania, jak badano przyczyny katastrof lotniczych w PRL z 1980 i 1987 r. i tej z 2010 r., gdy śledztwo skwapliwie oddano stronie rosyjskiej. Władze i technicy PRL potrafili się sowietom postawić. Władze państwa NATO i UE – nie.  Po katastrofach Ił62M z 1980 i 1987 roku to oficjalny komunikat podawał, iż przyczyną pęknięcia były wady materiałowe i technologiczne konstrukcyjno-wykonawcze wału silnika. Tak było po tragedii „Mikołaja Kopernika” z 13 marca 1980 r. i lotu nr 5055 z 9 maja 1987 roku. Sowieci bardzo niechętnie przyjęli dopiero ustalenia polskiej komisji z 1987 r. i chcieli dowieść za wszelką cenę, że winni byli piloci, ludzie nie ich technika. Katastrofy pasażerskich samolotów w Polsce miały zaś trzy wspólne cechy: sowiecką maszynę, zrzucanie odpowiedzialności na pilotów i karygodny bałagan organizacyjny po naszej stronie.  

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej