Wiceprzewodniczący przywrócony do pracy przez sąd

Po niespełna trzech latach Krzysztof Rzeszutek, wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Operze Bałtyckiej w Gdańsku wraca do pracy w operze. Wcześniej mówił, że rozważa różne scenariusze i bierze pod uwagę również możliwość zupełnie innego wyroku…

– Scenariusze były dwa; albo mnie przywrócą albo nie – mówi Krzysztof Rzeszutek. – Jak stwierdził mecenas Wiecki trzeba liczyć się i z jednym i drugim rozwiązaniem, chociaż ja bardziej spodziewałem się tego, że jednak nie zostanę przywrócony.

Dlaczego?

– Na podstawie znanych mi doświadczeń sądowych i tego, co wcześniej słyszałem byłem trochę sceptycznie nastawiony, ale wyrok, który zapadł, mile mnie zaskoczył.

– Poprzedni dyrektor placówki, ten, który pana zwolnił, wykorzystał formułę zwolnienia dyscyplinarnego. Jak to uzasadniał?

Przyczyną uzasadniającą rozwiązania obydwu umów – ponieważ pracowałem nie tylko jako artysta chóru, ale na część etatu również w bibliotece – było naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych. Konkretnie miało to polegać na naruszeniu porządku i dyscypliny pracy poprzez prowadzenie strajku głodowego w siedzibie Opery Bałtyckiej w Gdańsku bez wyczerpania procedury przewidzianej prawem i bez uprzedniego powiadomienia pracodawcy. Tylko że nie to był strajk, ale protest głodowy. W przypadku strajku prawdopodobnie nie podejmowałbym pracy, a ja pracowałem, po czym, już po godzinach pracy, poszedłem do pokoju związkowego, gdzie przebywałem przez kilka kolejnych dni. Na ten czas otrzymałem wypisane zwolnienie z pracy. Byłem w operze, ale w pomieszczeniu związkowym, gdzie miałem prawo przebywać. Zresztą skoro związkowcy mają klucze do tego pomieszczenie i pozwolenie na to, aby tam być, to dyrektor nie może stwierdzić, że akurat dzisiaj nie wolno wam tam przebywać….

Cała rozmowa już niebawem w marcowym wydaniu “Magazynu Solidarność”

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej