Węgierski “Głos Polonii” o narodzinach NSZZ “Solidarność”

W ostatnim numerze „Głosu Polonii” z zeszłego roku ukazał się artykuł autorstwa dr hab. Imre Molnára, dyrektora Instytutu Węgierskiego w Bratysławie, napisany z okazji 45. rocznicy powstania NSZZ „Solidarność”. Odbyło się na Węgrzech kilka imprez upamiętniających tę rocznicę.  

Imre Molnár, historyk, filolog węgierski i niemiecki, był attaché kulturalnym i prasowym ambasady węgierskiej w Warszawie oraz sekretarzem w tejże ambasadzie. 

Imre Molnár (w środku) podczas wizyty w siedzibie Regionu Gdańskiego NSZZ “Solidarność” w 2025 r.

Poniżej fragmenty tekstu:

W upalne lato 1980 roku, nawet znając wcześniejsze wydarzenia, wiadomość o zamknięciu stoczni w Gdańsku, a następnie kolejnych dużych zakładów przemysłowych na polskim Wybrzeżu: w Gdyni, Sopocie, Szczecinie, Elblągu wywarła na nas ogromne wrażenie.

Ówczesna węgierska propaganda socjalistyczna robiła wszystko, aby zdyskredytować i oczernić pełne nadziei wiadomości płynące z Polski. Nie pozostało nam nic innego, jak wyruszyć w podróż, aby na własne oczy i uszy zobaczyć i usłyszeć rzeczywistość.

Naszą gorączkę podróżniczą jeszcze bardziej podsyciły wiadomości, że po pracownikach stoczni i doków nasi koledzy, polscy studenci, również paraliżują szereg polskich uczelni wyższych strajkami okupacyjnymi. To nas, ówczesnych studentów węgierskich, bezpośrednio interesowało i dotyczyło, więc uznaliśmy, że nie ma co czekać.

Spakowaliśmy plecaki i wyruszyliśmy do Polski, do „Ukrzyżowanego Chrystusa”, gdzie wolność Europy Środkowo-Wschodniej właśnie wtedy odradzała się z popiołów. Stojąc na betonie nieznanych polskich miast i dworców kolejowych, marznąc w jesiennym chłodzie, wyciągaliśmy z głębi kieszeni kartki z zapisanymi adresami i pytaliśmy o nasze cele podróży: „Proszę powiedzieć… przepraszam bardzo, gdzie jest Politechnika, gdzie jest akademik, gdzie stocznia…?”.

Nasze pytania można by uznać za pierwsze lekcje z podręcznika języka polskiego, ponieważ wielu z nas właśnie od tego zaczęło naukę tego języka, między innymi po to, aby zrozumieć, co naprawdę dzieje się z naszymi polskimi przyjaciółmi, a poprzez nich – z nami. Na nasze nieśmiałe pytania otrzymywaliśmy bardzo przyjazne wskazówki na ulicach zimnych, szarych i zniszczonych polskich miast, zwłaszcza gdy okazywało się, że jesteśmy Węgrami.

Następnym razem zaczynaliśmy naszą rozmowę tak: „My Węgrzy, gdzie strajk?” Fakt, że można było śmiało zadawać takie pytania przechodniom na ulicy, dobrze pokazuje, że społeczeństwo polskie stało po stronie strajkujących, czyli po stronie wolności. I chociaż kłamliwa propaganda Kádára głosiła, że Polacy strajkują, ponieważ nie lubią pracować i dlatego ich sklepy są puste, to mimo wszystko w Polsce wtedy i od tamtej pory do dziś dobrze jest być Węgrem…

Nie mogliśmy się nacieszyć tym, co tam zobaczyliśmy i przeżyliśmy, ponieważ przed naszymi oczami rozciągał się nowy, nieznany świat. Świat wolności. Śladami pierwszych odkrywców za wolnością do Polski wyruszyli w podróż węgierscy pielgrzymi. Wśród przystanków polskiej pielgrzymki znalazły się: Politechnika Warszawska i Łódzka, krzyż ofiar gdańskich i gdyńskich zamieszek robotniczych z lat 70., okolice stoczni im. Lenina, parafia kościoła św. Brygidy, fabryka traktorów Ursus w Warszawie (na której kominie rozpięty był ogromny transparent „Solidarności”, widoczny i do sfotografowania z okna pociągu jeszcze przed przyjazdem do Warszawy), biuro „Solidarności” na Mazowszu (w okolicy której nawet w czasach nielegalności można było spotkać poszukiwanych przywódców „Solidarności”).

W czasie stanu wojennego do tych miejsc dołączyły oczywiście: krzyż ofiar kopalni „Wujek” w Katowicach, parafia ks. Popiełuszki na Żoliborzu, a następnie jego grób, grupa protestujących i strajkujących głodowo, niemal nieustannie, przy kościele św. Anny w Warszawie, piesze pielgrzymki do Częstochowy, nie zapominając o granicy węgiersko-słowackiej i czechosłowacko-polskiej, na której wielu naszych towarzyszy zostało zatrzymanych lub pozbawionych posiadanych nielegalnych publikacji. Wszystko, co tam i wtedy przeżyliśmy, stało się nieusuwalną częścią naszego życia – a wraz z nim oczywiście historii XX wieku.

Ale czym właściwie był ten ruch, w który tak wielu z nas pokładało nadzieję i który wstrząsnął fundamentami opartego na ideologicznej dyktaturze systemu społecznego naszego regionu? 45 lat temu ruch „Solidarność” stanowił w tym regionie zarówno wzór etyczny, jak i taktykę działania. W pierwszym przypadku chodziło o niemal niepodważalną wewnętrzną siłę moralną, w drugim o bezprecedensową atrakcyjność i gwałtowne rozprzestrzenianie się ruchu. Ludzie wyczuli, że chodzi tu o coś więcej niż tylko o dołączenie do ruchu w celu wywalczenia dla siebie lepszych warunków pracy i wyższych zarobków.

Ruch „Solidarność” sprzed lat był z jednej strony inicjatywą głęboko zakorzenioną w historii Polski, z drugiej zaś opierał się na chrześcijańskim systemie wartości, pokazując i potwierdzając jego siłę w zakresie organizacji i integracji społeczeństwa. Sama idea „bądź solidarny ze swoim bliźnim!” to nic innego jak nowa interpretacja chrześcijańskiego przykazania miłości: „Noście brzemiona jedni drugich!”. „Solidarność” zawdzięczała swoją początkową niesamowitą popularność i sukces częściowo temu, że widziała przyszłość w poszukiwaniu partnerów (osób i grup gotowych do współpracy) zamiast wrogów. Nie przesłaniało to oczywiście zdecydowanie antykomunistycznego charakteru ruchu.

Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Polski w czasie stanu wojennego tak wyraził podstawową wartość ruchu: „Solidarność” oznacza, że jeden człowiek jest z drugim człowiekiem, a nie że jeden człowiek jest wrogiem drugiego człowieka”. Ten oparty na podstawowych wartościach chrześcijańskich program moralny w mgnieniu oka zmiótł z powierzchni ziemi leninowską ideologię społeczną, która postrzegała historię, a wraz z nią rozwój ludzkości, jako nieustanną walkę klas. „Solidarność” nie ogłaszała żadnej fizycznej walki z komunistyczną władzą – chyba że w rozumieniu hasła bł. ks. Popiełuszki zaczerpniętego od św. Pawła: „Zło dobrem zwyciężajcie!”.

Głosząc program „cywilizacji miłości” wyjaśniała, że „nie ma walki silniejszej niż solidarność”, w trakcie której „nie wolno nawet wybić okna”. Postulaty związku zawodowego „Solidarność” – słynne 21 punktów – miały na celu zasadniczo odnowę etyczno-moralną całego społeczeństwa, a także zagwarantowanie swobody wyznania. Dlatego też w kręgach przywódców partii, nazywających siebie reprezentantami klasy robotniczej, panowała niepewność – niepewność nie tylko w skali kraju, lecz całej Europy Wschodniej – wobec postawy oraz systemu postulatów niezależnego związku zawodowego robotników w Gdańsku. „Solidarność” dała „szansę” w sensie duchowym, otwierając furtkę tym, którzy dotychczas byli członkami partii komunistycznej lub zwolennikami systemu, a teraz mogli niezauważenie, tylnymi drzwiami, ale bez hańby opuścić szeregi PZPR.  

(…) Z legendarnej stoczni w Gdańsku zachowała się jedynie duża brama wejściowa i dawna sala obrad, która obecnie pełni funkcję muzeum. Tu 45 lat temu przedstawiciele rządu komunistycznego i strajkujących podpisali 21-punktowy postulat robotników.  

(…) Warto wciąż przypominać, że wartości, za które walczyli ówcześni robotnicy w Polsce nie są wyłącznie polskie, są wspólne dla nas wszystkich. Dlatego jesteśmy jednakowo odpowiedzialni za ich zachowanie. O tym wspólnym obowiązku przypominają nam słowa polskiego patrioty, hrabiego Stanisława Worcella (współpracującego z Kossuthem i László Telekim), który zmuszony do emigracji do Paryża, rozważając wspólny los obu narodów, napisał między innymi: „Nie jest to puste, przypadkowe poczucie pokrewieństwa, ale osiem wieków historii łączy Polaków i Węgrów: wspólne porażki i zwycięstwa, pamięć o wielkości i wspólnym, choć nie równoczesnym upokorzeniu, długa wspólnota europejskiej misji łączy ich. Oba narody mają wspólnych przyjaciół i wrogów, co wynika z ich mentalności i położenia geograficznego. Razem się wznosiły, razem kwitły, razem upadały, dlatego też razem odrodzą się i zakwitną, bujniej niż kiedykolwiek wcześniej”.

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej