Tomasz Terlikowski w Tysol.pl: Końca religii nie będzie. Ona trwa w najlepsze

Koniec historii nie nastąpił, ani w dziedzinie polityki, ani cywilizacji, ani tym bardziej religii. „Wieczny pokój” Immanuela Kanta to mrzonka (fakt, że piękna, ale nierealna), a przekonanie, że laicyzacja jest nieuchronnym procesem, który wygasi spory religijne jest nieustannie weryfikowana negatywnie.
Religia bowiem nie tylko żyje, ale i ma się świetnie. Europa z jej laicyzacją jest wyjątkiem od reguły, a nie regułą, bowiem nawet w miejscach, gdzie laicyzację wprowadzono siłą, i gdzie stała się ona ideologią państwową, wcale nie jest tak, że jest ona zadekretowana na zawsze. Religijność jest wpisana w człowieka, w jego kulturę i w cywilizację i dlatego nawet po wielu latach może ona powrócić.

Doskonałym tego przykładem pozostaje Turcja. Ojciec nowoczesnej tureckiej tożsamości, prywatnie agnostyk i liberał, zwolennik radykalnej, w modelu francuskim, laicyzacji Mustafa Kemal Atatürk narzucił stworzonemu przez siebie nowemu państwu niezwykle ostre, antyreligijne normy. I wielu wydawało się, że dzięki temu uda się stworzyć państwo rzeczywiście świeckie, i że – być może po raz pierwszy w historii – uda się stworzyć niereligijną tożsamość w narodach, które przyjęły wcześniej islam. Od tego momentu minął niemal wiek, ale nic takiego się nie stało. I nawet armia, strażnik laicyzacji, nic nie była i nie jest w stanie na to poradzić. Islam ma się w Turcji świetnie, a obecnie w nowej, mocno nacjonalistycznej i populistycznej wersji przeżywa odrodzenie. Chrześcijanie są nadal dyskryminowani (tak samo zresztą było w czasach laickich, tyle, że wtedy prześladowano ich jako Greków i Ormian, a nie jako wyznawców Jezusa Chrystusa), islam przeżywa niezwykłe odrodzenie, a laicyzacji jest w odwrocie.

Najnowszym, smutnym tego dowodem, jest ponowna zmiana statusu Hagia Sophia z muzeum na meczet. Miejsce to jest najważniejszą świątynią dla naszych prawosławnych braci, ale jest także miejscem ważnym dla wszystkich wyznawców Chrystusa, bo to jedna z najpiękniejszych bazylik chrześcijaństwa. Tysiąc lat służyła ona kultowi Bożemu, sprawowano w nim Świętą Liturgię, a później – po zajęciu Konstantynopola przez muzułmanów – została przekształcona na meczet. Pięćset lat później Mustafa Kemal Atatürk nakazał zmienę jej statusu na muzeum, i tak było przez niemal wiek. Teraz Recep Tayyip Erdoğan ponownie zmienił status świątyni z muzeum na meczet. Żal z tego powodu wyraził już Ojciec święty Franciszek, a także wielu liderów chrześcijaństwa.

Ten akt zmiany statusu pokazuje niezmiernie mocno, że jeśli ktoś wierzył, że dialog międzyreligijny, nieustanne gesty wykonywane wobec wyznawców islamu cokolwiek zmieniły to jest w błędzie. Konflikt cywilizacji, spór religii nie dobiegł i nie dobiegnie końca, a powód jest oczywisty. Islam i chrześcijaństwo – obie tak samo – są religiami uniwersalnymi i misyjnymi, obie uznają, że zawiera się w nich pełnia prawdy (a zawarte w nich doktryny są do pewnego stopnia sprzeczne, i to w kluczowych kwestiach – by wymienić tylko bóstwo Chrystusa, czy nawet Jego śmierć na krzyżu), i obie zawierają w sobie silny impuls misyjny, pragnienie, by prawda ta dotarła do wszystkich. Starcie jest więc nieunikniony, i żaden dialog tego nie zmieni. Jako chrześcijanin nie mogę nie uważać, że nie jest wszystko jedno, kto w tej walce, w tym starciu zwycięży. Uczciwie rzecz ujmując z perspektywy Europy czy zachodniego chrześcijaństwa też nie jest też wszystko jedno, kto zwycięży w tym sporze. Wielu islamskich teologów, prawników, polityków wprost deklaruje, że nie tylko Hagia Sophia, ale i Bazylika św. Piotra powinna być meczetem. I jeśli ktoś sądzi, że to nie jest możliwe, że nie ma takiej możliwości, to delikatnie rzecz ujmując jest naiwny. Warto o tym pamiętać.

Tomasz Terlikowski

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej