Strzały do Ojca Świętego. Ocalenie przyszło przez Maryję

13 maja 1981 roku, jak co tydzień, na Placu św. Piotra w Watykanie, odbywała się audiencja generalna. Jan Paweł II pozdrawiał wiernych.

Mehmet Ali Agca, 23-letni Turek, czekał na dogodny do oddania strzału moment, ukryty w tłumie. Obserwował. Nie przewidział, że papież pochyli się by utulić w ramionach dziewczynkę, Sarę Bartoli. Ten gest uratował Ojca Świętego. Na moment Agca stracił cel z oczu. Chwilę później, o godzinie 17:19, w pogodny majowy wieczór na Placu św. Piotra padły dwa strzały. Przerażającą ciszę jaka po nich zapadła przerwały krzyki, nawoływania, warkot pędzącego białego terenowego Fiata Campagnola. Spłoszone rzymskie gołębie poderwały się do lotu. Płacz zszkowanych uczestników audiencji generalnej mieszał się ze słowami modlitwy tysięcy zgromadzonych na placu ludzi. “Biskup w bieli upadł”.

Do dzisiaj pozostają bez odpowiedzi pytania Kto dał zamachowcowi broń automatyczny browning 9 mm? Kto namówił do targnięcia się na życie duchowego przewodnika chrześcijan? Ktoś zlecił zgładzenie Jana Pawła II? Co robił w Bułgarii. Skąd Turek brał pieniądze na wojaże po Bliskim Wschodzie i Europie? Czy w Turcji Agca rzeczywiście działał w organizacjach skrajnie prawicowych Szare Wilki? Kto wyciągnął go z więzienia w Istambule i zaopatrzył w fundusze? Kto dostarczył mu wojskowy mundur do silnie strzeżonego tureckiego więzienia, gdzie oczekiwał na wyrok za zastrzelenie wydawcy liberalnego dziennika? Kto pilotował Agcę, poszukiwanego zabójcę w latach 1979-81 po Europie Zachodniej? W końcu gdzie, kiedy i kto nauczył go celować dwoma rękami w ruchomy cel, ponad głowami tłumu?

Agca chybił o milimetr najważniejsze organy życiowe papieża. Jeśli ktoś uważa, że było to zadanie wykonalne dla nieszkolonego specjalistycznie strzelca – myli się.

Przesłuchujący go po zamachu karabinierzy zwrócili uwagę na jego wytrzymałość i opanowanie. Ani jedno słowo podczas procesów Agcy nie wskazuje, że był on fanatykiem. Na miejscu zbrodni został ujęty dzięki siostrze franciszkance z Bergamo.

– To nie ja! To nie ja! – krzyczał Ali Agca, samotnik i indywidualista, student literatury, historii, “Szary Wilk”, poszukiwany międzynarodowym listem gończym morderca redaktora naczelnego lewicowego dziennika…

Siostra Letycja kurczowo chwyciła go za rękę. – To ty byłeś – wołała siostra zakonna.

Nakaz aresztowania Mehmeta Ali Agcy wystawiony przez prokuratora Italii Achille Galluciego mówił o zamachu na głowę państwa w porozumieniu z innymi nieznanymi osobami. Później wiele zrobiono by ustalenie wszystkich szczegółów okazało się niemożliwe, by materiał dowodowy utknął na wątku “śladu bułgarskiego”, by i samego Agcę zdyskredytować i przedstawić jako notorycznego kłamcę lub człowieka niespełna rozumu.

Na Placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17:19, Jan Paweł II został postrzelony nie przez islamskiego fanatyka, ale pionka w grze o najwyższe stawki. Podczas porannej mszy św. dla szwajcarskich gwardzistów powiedział: “Módlmy się, by Pan trzymał gwałt i fanatyzm z dala od murów Watykanu”.

Ranny, blady jak kreda, papież osunął się w ramiona stojącego za nim sekretarza ks. Dziwisza. Ranne od kul, które przeszyły ciało papieża, zostały też dwie uczestniczki audiencji.

Ochrona przewiozła Jana Pawła II do kliniki Gemelli, gdzie poddano papieża sześciogodzinnej operacji. Papież wierzył, że swoje ocalenie wyraził słowami: Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę.

13 mają 1917 roku w Fatimie o tej samej porze wieczornej porze po raz pierwszy objawiła się Matka Boska. Tuż po godz. 17 troje dzieci-pasterzy: Francisco Marto, Jacinta Marto oraz Lucia Santos zobaczyło Matkę Boską. Od tej pory objawienia były częstsze, a samym dzieciom zostały przekazane trzy tajemnice fatimskie.
Wiele innych zbiegów okoliczności towarzyszyło zdarzeniom tego dnia. Dotyczy to osób, jak i ciągu zdarzeń.

Po przyniesieniu papieża do karetki rozpoczął się dramatyczny wyścig z czasem.Karetka stojąca koło kolumnady Berniniego nie posiadała stosownego wyposażenia. Ranny papież został przeniesiony do “R” ofiarowanej podczas poprzedniej audiencji przez rzymskich lekarzy. Mimo, że trasa przez zakorkowane ulice Rzymu do polikliniki Agostino Gemelli zajmowała do pół godziny, a karetce nie towarzyszyła żadna eskorta, przejazd zajął załodze tylko osiem. O 17.55 zamknęły się drzwi sali operacyjnej. O 18.47 lekarze oficjalnie informują, że żaden z niezbędnych dla życia organów nie został uszkodzony, ale stan rannego jest bardzo poważny. O godz. 23.25 szef Polikliniki Gemelli prof. Castiglioni, powiedział dziennikarzom, że lekarze zrobili wszystko, co było możliwe i pozostaje już tylko czekać. I nie ma żadnej pewności, co będzie dalej.

Po zakończeniu operacji przeprowadzający ją chirurg prof. Crucitti stwierdził, że dziewięciomilimetrowa kula przeszła przez ciało papieża nieprawdopodobnym torem, omijając wszystkie istotne dla życia organy, tak, jakby prowadziła ją jakaś niewidzialna ręka. Zaledwie o kilka milimetrów minęła tętnicę główną, której uszkodzenie to natychmiastowa śmierć. Oszczędziła rdzeń kręgowy i inne ważne dla życia narządy.

Tymczasem na placu św. Piotra wciąż pozostawały tłumy. Podobnie w każdym polskim mieście i wsi na kolanach, w modlitwie, trwały rzesze wiernych, czekając na komunikaty o tym, co dzieje się w klinice.

17 maja 1981 r., odmawiając ze szpitalnego łóżka transmitowaną przez Radio Watykańskie modlitwę Anioł Pański, Jan Paweł II powiedział: Modlę się za brata, który mnie zranił i któremu szczerze przebaczyłem.

23 maja lekarze podpisali komunikat, że życiu Ojca Świętego nie grozi już niebezpieczeństwo.

15 sierpnia 1981 r. Papież powiedział: “Stałem się na nowo dłużnikiem Najświętszej Dziewicy i wszystkich świętych Patronów. Czyż mogę zapomnieć, że wydarzenie na placu św. Piotra miało miejsce w tym dniu i o tej godzinie, kiedy od sześćdziesięciu z górą lat wspomina się w portugalskiej Fatimie pierwsze pojawienie się Matki Chrystusa ubogim wiejskim dzieciom? Wszak we wszystkim, co mnie w tym właśnie dniu spotkało, odczułem ową niezwykłą macierzyńską troskę i opiekę, która okazała się mocniejsza od śmiercionośnej kuli”.

W rok po zamachu Jan Paweł II przybył do Fatimy i złożył na ołtarzu pocisk, który go trafił. Kulę wprawiono w koronę Matki Boskiej Fatimskiej. Zakrwawiony pas od sutanny Papież przekazał w darze Matce Boskiej Częstochowskiej.

Jan Paweł II na Boże Narodzenie 1983 roku odwiedził zamachowca w więzieniu. Pół roku wcześnije, w Częstochowie 19 czerwca 1983 r. podczas Apelu Jasnogórskiego, modlił się:

“W dniu 13 maja minęło dwa lata od tego popołudnia, kiedy ocaliłaś mi życie. Było to na placu św. Piotra. Tam, w czasie audiencji generalnej, został wymierzony do mnie strzał, który miał mnie pozbawić życia. Zeszłego roku 13 maja byłem w Fatimie, aby podziękować i zawierzać. Dziś pragnę tu, na Jasnej Górze, pozostawić jako wotum widomy znak tego wydarzenia, przestrzelony pas sutanny. Wielki Twój czciciel kardynał Hlond, prymas Polski, na łożu śmierci wypowiedział słowa: “Zwycięstwo – gdy przyjdzie przyjdzie przez Maryję”. Totus Tuus!”

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej