Strajk dokerów gdańskich. Był smutny sierpień w 1946 roku
Strajk dokerów, wywołany dramatyczną sytuacją życiową, w gdańskim Nowym Porcie trwał od 10 do 13 sierpnia 1946 roku. Był to jeden z pierwszych dużych, robotniczych protestów socjalnych przeciwko narzuconej władzy komunistycznej. Został brutalnie stłumiony, a na strajkujących spadły represje.

W niedzielę 9 sierpnia br. o godz. 12.00 zostanie odprawiona msza święta w Morskim Kościele Misyjnym przy ul. Oliwskiej 2 w Gdańsku, ok. godz. 13.00 złożenie kwiatów pod tablicą na gmachu Zarządu Morskiego Portu Gdańsk.
W 1946 roku w Nowym Porcie wśród robotników portowych wrzało. Władza obiecywała robotnikom lepsze życie. Robotnicy stali się rzekomo “klasą rządzącą”.
10 sierpnia 1946 r. rano na placu przy pośredniaku (Państwowy Urząd Zatrudnienia) zebrał się tłum. Złe warunki pracy, wysiedlenia, a także plotki o aresztowaniu trzech robotników za kradzież zboża spowodowały rozgoryczenie i w efekcie strajk w porcie.
Tłum, blisko tysiąc mężczyzn, zaczął wykrzykiwać żądanie podwyższenia wynagrodzenia, wywiązywania się z obowiązku wydawania deputatów żywnościowych i odzieży roboczej, ulg na bilety tramwajowe do pracy i równego wynagradzania. Zażądano wstrzymania wysiedleń z dzielnicy. Szef gdańskiego UBP, pułkownik Mrozek żądał wysiedleń z Wybrzeża „niepożądanego elementu”, a miał na myśli – obok owych szabrowników, ludzi z mikołajczykowskiego PSL.
Atmosfera uległa eskalacji, gdy dokerzy zauważyli trzech UB–eków w garniturach, którzy próbowali spisywać robotników. Jeden z “bezpieczniaków” nie wytrzymał nerwowo, wyjął z kieszeni pistolet i oddał kilka strzałów. Zranił robotnika. Gniew eksplodował. Ludzie wołali: “Bić ubeków! Bić bandytów!”. Uciekający UB–ecy nie zostali wpuszczeni do sowieckiej komendantury w porcie. Złapani przez robotników zostali pobici sztachetami i kamieniami. Jeden z nich zginął.
Ówczesna władza zdecydowała się użyć siły. Interweniował wyjątkowy „plażowicz” – bawiący w Sopocie na urlopie minister bezpieczeństwa publicznego gen. Stanisław Radkiewicz.
10 sierpnia po godz. 15. przybyły do Nowego Portu samochody UBP z funkcjonariuszami z bronią maszynową, a ze Słupska kompania ze szkoły milicyjnej. Pododdziały 16 dywizji piechoty otoczyły Nowy Port. Wprowadzono godzinę milicyjną. Wieczorem rozpoczęły się aresztowania, w sumie ok. 250 osób.
Większość zatrzymanych została wnet wypuszczona, ale represje trwały.Śledztwo obejmuje kilkadziesiąt osób, przeciwko sześciu przygotowano oskarżenia o podburzanie do linczu i o zabicie funkcjonariusza UB. Czterej (nie przyznali się do winy), dostają surowe wyroki: dożywocie, piętnaście i dziesięć lat więzienia.
Kilka osób zostało potem skazanych w pokazowym procesi. Zapadł jeden wyrok śmierci, ale w drodze amnestii zamieniony na dożywocie, a następnie na 15 lat więzienia. Wielu robotników skreślono z listy zatrudnionych, wysiedlono z miejsca zamieszkania wraz z rodzinami z pasa granicznego. Szczególnie uznanych za element „wysoce szkodliwy dla odbudowy państwa”. Decydowała Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym przy Krajowej Radzie Narodowej.
Przypomnijmy, że ówczesny Gdańsk i port to były miejsca, w które zjeżdżali ludzie szukający pracy, nowego dla siebie miejsca, chcący zgubić wojenną przeszłość, byli partyzanci. Wyrzuceni z domów na Kresach, ludzie zza Buga, „bose Antki” z Kielecczyzny, zdemobilizowani wracający z Zachodu i ci z łagrów. Ale też szabrownicy i rozmaici spekulanci. Żywność jest tam deficytowa, zdarza się robotnikom dzień bez posiłku. Rodziny głodują. Ludzie więc kradną, przede wszystkim żywność: kawę, herbatę, puszki z mięsem oraz odzież z UNRRA.
W czasie strajku dokerów represje wobec podziemia trwały: na wykonanie wyroku śmierci w gdańskim areszcie przy ul. Kurkowej oczekiwali “Inka” i “Zagończyk”.
Robotniczy protest z 1946 r. wpisał się w najnowsze dzieje Gdańska i odcisnął się piętnem na dzielnicy Nowy Port nie tylko w nazwie ulic.
Wyryty na tablicy w Nowym Porcie napis głosi:
W hołdzie gdańskim portowcom którzy w latach 1946, 1970, 1980 – 1989 walczyli o godne warunki pracy i życia, strajkowali i demonstrowali przeciw komunistycznemu reżimowi. Wierni Bogu i ojczyźnie, kierując się nauką papieża św. Jana Pawła II, przywrócili krzyż mogiłom żołnierzy obrońców Westerplatte. Budowali siłę Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, w stanie wojennym utrzymali podziemne struktury związku. Doznając represji i ponosząc ofiary odnieśli zwycięstwo w walce o wolną i demokratyczną Polskę.