Krzysztof Dośla: „Solidarność” w czasie pandemii. Konieczne szybkie uruchomienie tarczy antykryzysowej

Rozmowa z Krzysztofem Doślą, przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”. Rozmawia Artur S. Górski

– Jesteśmy w kryzysowej sytuacji. W związku z pandemią wywołaną koronawirusem premier Morawiecki przedstawił założenia programu „tarczy antykryzysowej” dla gospodarki. Przedsiębiorcy są zawiedzeni. Chcą min. zawieszenia terminów procesowych, liberalizacji w zatrudnieniu cudzoziemców, uwolnienia kont VAT, zawieszenia części podatków, ulg w ZUS. Jak pan ocenia rządowe propozycje?  

– Przedsiębiorcy, jakaś ich część, będzie zawiedziona. Oni postulowali też pakiety ustaw i rozporządzeń na tę wyjątkową sytuację. Są branże szczególnie podatne na wyjątkową sytuację związaną z pandemią i z próbami jej zatrzymania. To na przykład turystyka, gastronomia, a przede wszystkim transport. Produkcja jest kontynuowana. W Europie rząd żadnego, oprócz polskiego, państwa nie przedstawił tak szerokiego planu wsparcia…

Donald Trump złożył propozycję wypłacenia Amerykanom po tysiąc dolarów na złagodzenie skutków epidemii i gospodarczy pakiet stymulacyjny o wartości aż biliona dolarów…

– Wspomniałem o Europie, w której my jesteśmy prekursorem w rozwiązaniach wspierających gospodarkę na czas pandemii. Będą więc i pewne niedociągnięcia. Zapowiedziane 212 miliardów złotych w pakiecie antykryzysowym to kwota ogromna. Na razie jest w sferze deklaracji, które powinny być jak najszybciej, w ciągu najbliższych dni, przekute na ustawy i rozporządzenia oraz wprowadzane w życie. Dla nas najważniejszym dobrem są miejsca pracy, ich utrzymanie.

– Założenie jest takie, że przedsiębiorcom, którym w związku z kwarantanną spadną obroty i odnotują stratę państwowy budżet pokryje 40 proc. wynagrodzenia pracowników, do wysokości średniego wynagrodzenia w gospodarce…

– Każda forma wsparcia jest potrzebna i będzie dla wielu konieczna. Z drugiej strony ktoś powie: dlaczego tego wsparcia udzielać. Ano dlatego, że likwidacja miejsca pracy przychodzi stosunkowo łatwo, o wiele trudniej i kosztowniej jest takie miejsce stworzyć, lub odtworzyć.  Premier zapowiedział, że i prowadzący własną działalność gospodarczą, samozatrudnieni, firmy „mikro” będą miały możliwość wzięcia mikropożyczki jednorazowej 5 tysięcy złotych, z możliwością jej umorzenia, że stworzona będzie możliwość dopłacenia do wynagrodzenia z umów zleceń i z umów o dzieło, proporcjonalnie do minimalnego wynagrodzenia.

– Będzie efekt?

– Sukces pakietu zależy od tempa jego wprowadzenia oraz odbiurokratyzowanego mechanizmu skorzystania z niego, by nie wypełniać stert papierów. Pomoc musi być udzielona w jak najmniej skomplikowany sposób, aby nie nastąpiły zatory płatnicze i zagrożenie płynności. Swoją rolę odegrają też banki oraz gwarancje kredytowe. Mam nadzieję, że projekt pomocowy nie będzie wykorzystywany w sposób patologiczny, że pieniądze nie będą marnowane. Zdarzą się i takie przypadki, oby to był promil z ogółu. Czekamy na szczegóły i stronę techniczną przekazywania pomocy. Z rezerwą przyjmuję jednak zwalnianie czy odraczanie należności składek na ZUS. Konieczne będzie uruchomienie instrumentów kontroli i przeciwdziałania spiętrzeniu się należności.

– Przy „tarczy antykryzysowej” mamy swoistą powtórkę z Paktu antykryzysowego z lat 2009-2011?

Pakt zawierał szereg ukłonów wobec przedsiębiorców. Było to działanie pozorowane i wykorzystane zostało do obniżenia kosztów działalności nie dlatego, że firma miała problemy, ale by wygenerować wyższe zyski. Ustawa z 2009 roku o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego, mająca charakter finansowy, była gestem w kierunku przedsiębiorców. Nie przyniosła założonych efektów. Ustawa m.in. umożliwiała pracodawcom przedłużenie okresu rozliczeniowego. Wówczas, szukając kompromisu, związki zawodowe i ówczesny rząd dogadały się co do dojścia w wysokości płacy minimalnej do połowy średniej płacy w gospodarce. Obietnica premiera Tuska zrealizowania ścieżki dojścia do tego pułapu pozostała w próżni. Obecnie zapowiadane rozwiązania mają trafić do osób wykonujących pracę niezależnie od formy zatrudnienia. Mam nadzieję, że konkrety wnet przekonają społeczeństwo, że nie są to tylko deklaracje. 
 

– Wydaje się, że znów ma znaczenie solidarność, że rodacy zachowują się odpowiedzialnie, są zdyscyplinowani i rozsądni. Jednak są i przykłady, jak je nazwał premier,żerowania na obecnej sytuacji”. To jak jest z tą naszą solidarnością?

Jestem zbudowany solidarną postawą Polaków. Wielu w Europie jest zaskoczonych, jak nam to „wychodzi”. Szczególnie jak widzi się obrazy z Italii, Francji, czy Hiszpanii, gdzie społeczności podchodziły nazbyt lekko do zagrożeń, a skala lekceważenia problemu dzisiaj, niestety, znajduje odbicie w liczbie zakażonych i, co tragiczne, zmarłych. Gdyby nie nieodpowiedzialne gesty i wypowiedzi kilku rodzimych polityków, uznałbym, że i klasa polityczna przeszła metamorfozę. W każdym kraju znajdzie się też grupa ludzi, czy firm, które chcą wykorzystać sytuację, zarobić na kryzysie. Nie waham się powiedzieć, że ci usiłujący na tragedii się wzbogacić to grupa przestępcza. Obserwujemy oferowanie środków zabezpieczenia medycznego za horrendalne ceny, spekulację środkami czystości. To podłość i małość oferentów. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta i inne instytucje, muszą nad tym rynkiem zapanować. Apeluję o uspokojenie nastrojów i realne pokazanie, że rząd i cała sfera publiczna panuje nad sytuacją. Godne podziwu są postawy ratowników medycznych, lekarzy, laborantów, diagnostów. Często ludzi, którzy dobijali się o godziwe wynagrodzenie, jak właśnie diagności, ratownicy, pracownicy Sanepidu. Pokazują swoją ofiarność i swoją rolę w obliczu społecznego dramatu.  

Tekst za: Wybrzeze24.pl/Gazeta Gdańska

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej