Region Gdański upomina się o demokrację bezpośrednią. Polacy chcą decydować

20 maja br. związkowcy z Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” podjęli trud udziału w manifestacji w Warszawie. Nie chcą bowiem i nie mogą być bierni. Popierają demokrację bezpośrednią, czyli ideę referendum.
„Solidarność” po raz kolejny stanęła w obronie polskich interesów, wyręczając partie polityczne. Jednym z głównych celów manifestacji z 20 maja br. w Warszawie było upomnienie się o prawo do demokracji bezpośredniej, czyli o referendum ogólnokrajowe.
Region Gdański był widoczny
Z Regionu Gdańskiego wyruszyło do stolicy 20 autokarów, w których wszystkie miejsca zajęli związkowcy z „Solidarności”. Także pociągami przemieszczali się do stolicy związkowcy m.in. kolejarze.
Region Gdański był widoczni w rzeszy związkowców i sympatyków NSZZ „Solidarność” przechodzących Traktem Królewskim. Tego dnia Warszawa była świadkiem największej od trzech lat manifestacji.
Współcześnie NSZZ „Solidarność” jest centralą związkową realizującą cele statutowe to idea angażowania obywateli w decydowanie o losach kraju pozostaje aktualna w jej programie i praktyce. Związek opowiada się więc za większym, oprócz przedstawicielskiego, udziałem społeczeństwa w procesie rządzenia.
Suweren ma prawo wypowiedzieć w sprawach, które go dotyczą! Stąd warszawska manifestacja była poparciem dla wniosku prezydenta Karola Nawrockiego, złożonego do Senatu, o przeprowadzenie referendum o unijnej polityki klimatycznej. Było to efektem umowy programowej, którą ten zawarł w Gdańsku jako kandydat na prezydenta, z Komisją Krajową NSZZ “Solidarność”. Przeciw wyrażeniu zgody na zarządzenie referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej zagłosowało 62 senatorów obozu rządzącego.
Dlaczego Senat?
Zgodnie z Konstytucją RP (art. 125 ust. 2) prezydent RP może zarządzić referendum ogólnokrajowe tylko za zgodą izby wyższej parlamentu, czyli Senatu. Taka zgoda musi zostać wyrażona bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Tego dnia do przyjęcia prezydenckiego wniosku potrzebne było 48 głosów.
Dlaczego Sejm?
Referendum ma prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub prezydent za zgodą Senatu, wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.
Sejm może postanowić o poddaniu pod referendum określonej sprawy także na wniosek rządu lub grupy 500 tys. obywateli uprawnionych do udziału w referendum. Co istotne we wniosku o zarządzenie referendum powinny znaleźć się propozycje pytań lub wariantów rozwiązania w sprawie poddanej pod referendum.
Demokracja bezpośrednia
Manifestacja „Razem dla Polski i Polaków” była wyrazem upomnienia się o prawo do wolnego i suwerennego decydowania o własnym losie, aby to obywatele, a nie tylko partie, decydowali, w którą stronę idą sprawy państwa.
Dlaczego NSZZ „Solidarność” za ważną uznaje demokrację bezpośrednią?
W latach 1980–1981 „Solidarność” funkcjonowała w oparciu o głębokie elementy demokracji bezpośredniej. Decyzje często podejmowano na masowych zebraniach i strajkach w drodze zgody powszechnej, zanim ukształtowały się jej struktury przedstawicielskie.
W Sierpniu 1980 r. strajkujące na Wybrzeżu zakłady pracy były zarządzane kolektywnie, w ramach MKS w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, co tworzyło wspólnotę decyzji w demokracji bezpośredniej i samorządności pracowniczej. Z tej idei wyrosły też komitety obywatelskie wywodzące się z „Solidarności”.
Nic dziwnego, że mający takie tradycje Związek popiera i postuluje rozpisanie referendów w kluczowych kwestiach społeczno-gospodarczych, by dać wyraz woli całego społeczeństwa, a nie oddawać wszelkie decyzje w ręce partii, które łącznie skupiają ok. 1 procent dorosłych Polaków (największa z nich może się poszczycić 90 tys. członków) i polityków, bywa oderwanych od realnych problemów i dbających li tylko o dobrostan swojej kamaryli.
Referenda
Referendum to apolityczny i demokratyczny akt wyrażający wolę narodu. Polacy szli do urn m.in. podczas referendum uwłaszczeniowego. Zarządzone zostało przez prezydenta RP Lecha Wałęsę za zgodą Senatu RP. Zadano jedno pytanie: „Czy jesteś za przeprowadzeniem powszechnego uwłaszczenia obywateli?”. 96,15 proc. uczestniczących odpowiedziało „tak”. Frekwencja nie przekroczyła 33 proc., co oznaczało, że wyniki tego referendum nie były wiążące (musiałaby być 50 proc.).
Drugie referendum w tym samym dniu – prywatyzacyjne – odbyło się na mocy uchwały Sejmu z 21 grudnia 1995 r. Frekwencja w nim była podobna jak w referendum uwłaszczeniowym.
Po 1989 r. Polacy wypowiadali się w tylko dwóch (spośród siedmiu) referendach krajowych, które okazały się wiążące: w sprawie przyjęcia Konstytucji RP i wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Referendum ogólnokrajowe w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa jest ważne, tzn. jego wynik jest wiążący, jeżeli wzięła w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania.
Referendum konstytucyjne odbyło się 25 maja 1997 r. Zarządził je ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski. W referendum konstytucyjnym nie ma wymogu co najmniej 50-procentowej frekwencji. Liczy się zwykła większość głosów. Zatem to referendum było rozstrzygające, wzięło w nim udział 42,86 proc. uprawnionych. Za przyjęciem konstytucji opowiedziało się 52,71 proc. głosujących, przeciwko było 45,89 proc.
W czerwcu 2003 r. Polacy decydowali, czy chcą, aby Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Formalnie było to referendum w sprawie wyrażania zgody na ratyfikację unijnego traktatu dotyczącego wejście Polski do Unii (traktat został podpisany w kwietniu 2003 roku w Atenach). Frekwencja wyniosła 58,85 proc.; referendum było wiążące. Za wejściem Polski do UE opowiedziało się 77,45 proc. głosujących, przeciwko było 22,55 proc.
Przypomnijmy, co ciekawe, że na 2005 r. było planowane referendum w sprawie przyjęcia Konstytucji Unii Europejskiej, ale w związku z odrzuceniem projektu traktatu w referendach we Francji i Holandii nie zapadła decyzja o jego przeprowadzeniu.
Referenda lokalne, jak w Krakowie
Organizowane są referenda lokalne w sprawach dotyczących jednostek administracyjnych. Ich przedmiotem jest najczęściej odwołanie władz gminnych. Referendum lokalne jest ważne, jeśli wzięło w nim udział co najmniej 30 procent uprawnionych do głosowania, a w przypadku referendum mającego na celu odwołanie organu jednostki samorządu terytorialnego pochodzącego z wyborów bezpośrednich, jest ważne, gdy w nim uczestniczy nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborach tego organu.
W najbliższą niedzielę 24 maja br. będziemy spoglądać z Trójmiasta na Kraków, gdzie odbędzie się referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego i rady miasta. Na prezydencie Miszalskim nie ciążą zarzuty prawne, nie jest zamieszany w afery korupcyjną lub obyczajową. Przyczyny próby odwołania prezydenta to brak audytu po przejęciu władzy, rosnące zadłużenie miasta o 2 mld zł od początku kadencji, zatrudnianie kolegów oraz „niegodny styl” sprawowania władzy. W Krakowie spodziewana jest frekwencja w okolicach progu wymaganego do ważności referendum.
O tym, czy jakiekolwiek referendum okaże się ważne decyduje przede wszystkim mobilizacja obywateli.
(asg)