Przyspieszenie strategii migracyjnej państwa: konieczność, obawy, zalety, skutki
Wojewódzka Rada Dialogu Społecznego w Gdańsku przygotowała stanowisko w sprawie przyspieszenia realizacji polityki i strategii migracyjnej naszego państwa. Współbrzmi ono z racjami podnoszonymi przez pracodawców. Ma to być odpowiedź na braki kadrowe, z którymi mierzą się pomorskie firmy, zwłaszcza w sektorach transportowym, przemysłowym i budowlanym. Co jeszcze niesie ze sobą i jaka jest ocena związkowców?
15 października 2024 r., Rada Ministrów przyjęła dokument „Odzyskać kontrolę. Zapewnić bezpieczeństwo. Kompleksowa i odpowiedzialna strategia migracyjna Polski na lata 2025–2030”.
Remedium na brak fachowców?
Niedobory wykwalifikowanych pracowników oraz optymalizacja kosztów, w sytuacji niekorzystnych zmian demograficznych, zatrudnianie obcokrajowców staje się dla wielu firm jedynym wyjściem. Oby nie stało się też przyczyną stagnacji płacowej. Pracownik z Azji, Ameryki czy z Afryki jest i będzie tańszy, o ile nie będzie podlegał takim samym wymogom jak my i nasi rodacy. Cudzoziemcy z innych kręgów kulturowych to także szereg obowiązków po stronie pracodawcy: legalne powierzenie pracy, rzetelne przestrzeganie procedur zezwoleń na pracę i pobyt oraz monitorowanie.
Pomorska WRDS opracowała więc uchwałę wzywającą rząd do przyspieszenia prac nad de facto ułatwieniami w zatrudnianiu cudzoziemców. Tym razem nie chodzi o uciekinierów z Ukrainy, ale o pracowników z Ameryki Łacińskiej oraz z Azji, w tym z Indii, Bangladeszu, Wietnamu oraz z Gruzji.
WRDS, mając na uwadze pogłębiający się deficyt pracowników w kluczowych sektorach gospodarki regionu oraz rosnącą zależność wielu branż od pracy cudzoziemców, podkreśla że stabilna i przewidywalna polityka migracyjna jest niezbędna dla umożliwienia przedsiębiorcom legalnego, sprawnego i bezpiecznego zatrudniania cudzoziemców
– piszę autorzy stanowiska, podpisanego przez wojewodę Beatę Rutkiewicz, przewodniczącą WRDS.
Trudno się nie zgodzić. Następny passus zawiera ostrzeżenie:
Jednocześnie WRDS z niepokojem obserwując narastające w przestrzeni publicznej zjawiska dezinformacji i narracje wymierzone w cudzoziemców, podkreśla, że napływ migrantów powinien być ściśle powiązany z aktywnym i spójnym systemem integracji.
Stanowisko WRDS przyjmowane jest większością głosów jej członków. W przypadku uchwały wymagana jest zgoda wszystkich przedstawicieli stron Rady.
Rynek pracy
Liczba pozwoleń na pracę wydawanych cudzoziemcom znacząco rośnie od 2014 r. Musimy zaakceptować fakt, że obcokrajowcy pracują i będą w polskich firmach pracować. W rejestrach ZUS zapisano już 1,29 mln cudzoziemców pracujących w Polsce. To 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Przybyło Ukraińców, ale i pracowników z dalszych części świata.

W porównaniu z poprzednim rokiem – podaje dziennik „Rzeczpospolita”, liczba legalnie pracujących w Polsce cudzoziemców zwiększyła się o 96 tys. osób, mimo pogorszenia wskaźników rynku pracy. W 2025 r. liczba pracujących w sektorze przedsiębiorstw zmalała o 46 tys., bezrobocie rejestrowane wzrosło do 6 proc. Pomimo to liczba pracowników z zagranicy zwiększyła się.
Najwięcej cudzoziemców znajduje zatrudnienie w transporcie, logistyce, gastronomii i w przemyśle spożywczym.
Najliczniejszą grupą narodową na polskim rynku pracy pozostają Ukraińcy, których było 857,1 tys., a kolejne miejsca zajmowali Białorusini – 138,7 tys. Pozostałe narodowości to: gruzińska – 26,0 tys., indyjska – 25,1 tys., kolumbijska – 19,5 tys., filipińska – 15,5 tys., mołdawska – 14,0 tys., nepalska – 13,1 tys., wietnamska – 12,2 tys. i rosyjska – 12 tys. Bardzo wyraźny wzrost odnotowano w przypadku pracowników z Nepalu, których liczba zwiększyła się w 2025 r. o 37 proc.
Jednocześnie pod koniec stycznia ub.r. w urzędach pracy zarejestrowanych było 934,8 tys. bezrobotnych. Stopa bezrobocia rejestrowanego sięgnęła 6 proc. (wyższa była ostatnio latem 2021 r., gdy rynek pracy był pod wpływem pandemicznych restrykcji) – wynika z szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Zbliżamy się do miliona osób zarejestrowanych w PUP.
Wyzwanie przed związkowcami
Pracodawcy korzystają z pośrednictwa różnego rodzaju agencji, które płacą cudzoziemcom mniej, niż polskim pracownikom. Ale to już części pracodawców nie interesuje. Warunkiem koniecznym, by zatrudnienie odbywało się na sprawiedliwych zasadach jest: „Ta sama praca, ta sama płaca”. Dodatkowo zatrudnianie cudzoziemców nie powinno wpływać na wyhamowanie presji płacowej, czyli powodować zduszenie wzrostu płac przy rosnącej wydajności i stopniu inflacji.

Rosnąca liczba pracowników z zagranicy na polskim rynku pracy jest więc wyzwaniem dla związków zawodowych. Celem związku jest ochrona ich praw pracowniczych, co ma zapobiegać dumpingowi socjalnemu i traktowaniu ich jako tańszej siły roboczej. Działania te wpisują się w politykę związku, która stawia na priorytet pracy nad kapitałem i ochronę praw pracowniczych wszystkich zatrudnionych.
Temat obcokrajowców na polskim rynku pracy był też przedmiotem dyskusji podczas grudniowych i styczniowych obrad ZRG NSZZ „S”.
I tak Karol Guzikiewicz, związkowy lider NSZZ „S” ze Stoczni Gdańskiej (Grupa Przemysłowa Baltic) alarmował o zagrożeniu spowodowanym brakiem wykwalifikowanych kadr (spawaczy i monterów). To wprost jest pokłosie upadku szkolnictwa zawodowego. Stąd plany pracodawców, by sięgnąć po pracowników z Wietnamu, Tajlandii, Malezji oraz z Ameryki Łacińskiej (Kolumbia). Tej luki nie zapełniają agencje pracy tymczasowej, bo potrzebni są fachowcy do produkcji konstrukcji dla sektora energetyki wiatrowej i projektów offshore i onshore. Kto jednak zagwarantuje, że będą to zweryfikowani fachowcy, a nie “turyści migracyjni”, mający za cel przeniesienie się do Europy Zachodniej?
Na braki doświadczonej i profesjonalnej kadry na Wybrzeżu po zapaści przed 30 laty szkolnictwa zawodowego zwracał też uwagę Janusz Wiśniewski z NSZZ “Solidarność” w Mostostalu Chojnice.
– Borykamy się z brakiem wykwalifikowanych pracowników. Mieliśmy i mamy zamówienia. Umiejętności pracowników zatrudnionych poprzez agencję pracy tymczasowej są jednak marnej jakości. Musimy po nich nieraz poprawiać. Musi być wykwalifikowana załoga, żeby zamówione konstrukcje stalowe wykonać. Skąd jednak brać fachowców? Nasi doświadczeni, starsi pracownicy, albo się zwalniają, albo odchodzą na emerytury. Nie ma spawaczy, nie ma monterów, nie ma inżynierów. Pracodawca obiecuje nawet gratyfikację, jeśli znajdziemy pracownika – alarmuje związkowiec z Chojnic, opisując „łowienie” fachowców.
Ale uwaga: bez założenia “bezpieczników” i przejrzystych oraz uczciwych procedur uznawania kwalifikacji zawodowych i dyplomów zagranicznych narażamy się na społeczny dumping oraz napływ osób, które za cel mają nie pracę, a przedostanie się do lepszego ekonomicznie i socjalnie regionu.
Lewiatan: uprościć i przyśpieszyć!
Stanowisko WRDS powstało m.in. za sprawą Konfederacji Lewiatan, która podnosi, że dla pracodawców ważna jest możliwość szybszej rekrutacji pracowników z zagranicy oraz uproszczenie zasad powierzenia pracy i legalizacji pobytu.
Konfederacja Lewiatan stawia sprawę jasno: obowiązek zatrudniania cudzoziemców wyłącznie na podstawie umowy o pracę (zamiast umów cywilnoprawnych) jest uznawany za szkodliwy, zmniejszający atrakcyjność rynku pracy i zwiększający koszty. Lewiatan chce uproszczenia procedur, np. zniesienia konieczności zgłaszania przerw w zatrudnieniu. Przedsiębiorcy, zatrudniający cudzoziemców oczekują „jasnych przepisów” o legalizacji pobytu i zatrudniania obcokrajowców. Chodzi im więc o przyspieszenie procesu wydawania wiz. Pracodawcy podkreślają, że na nasze przepisy ma wpływ realizowanie unijnej polityki wizowej. Państwa Unii Europejskiej mają jednak pewną elastyczność w zakresie przybywania cudzoziemców.
Szansą na szybszą legalizację pobytu cudzoziemca byłoby rozporządzenie o zawodach deficytowych. Kluczowe jest też sprawowanie kontroli, kto, w jakim celu i na jak długo może do Polski wjechać. O otwarciu granic, tak jak w pierwszej połowie 2022 r. wobec Ukrainy, mowy być nie może.
Społeczeństwa równoległe
Zjawisko asymilacji – lub raczej jej braku – muzułmanów w Europe Zachodniej jest jednym z problemów demokracji zachodnich. Mniejszości te funkcjonują równolegle do miejscowych społeczeństw. Klany tureckie, albańskie, kurdyjskie, czeczeńskie tworzą zamknięte społeczności, czyli “społeczeństwa równoległe”, które nie uznają państwowego systemu prawnego.
Zaczął się ten proces od ściągania po II wojnie światowej tanich pracowników (także z kolonii oraz z krajów wybijających się na niepodległość) do Francji i Belgii, a od lat 60 XX wieku – do NRF. Rząd belgijski np. podpisał 60 lat temu umowy o pracownikach-gościach z Marokiem, Turcją, Tunezją i Algierią. Początkowo prawo do przyjazdu uzyskiwali potrzebni fachowcy. Kiedy w latach siedemdziesiątych XX w. nastąpił kryzys, nie wrócili do swoich krajów. Za to dołączyli, dzięki prawu do łączenia rodzin, ich krewni i kuzyni, niewykwalifikowani robotnicy, często analfabeci.
Dzisiaj w Niemczech w szkołach, gdzie większość stanowią uczniowie z rodzin muzułmańskich, uczniowie o wyznaniu chrześcijańskim lub bezwyznaniowcy mają problem z jedzeniem posiłków, ubieraniem się niezgodnie z nakazami religii, nawet z lekcjami śpiewu. W berlińskich podstawówkach w dzielnicach Mitte, Neukölln i Kreuzberg odsetek dzieci z innym niż niemiecki językiem domowym sięga 48 proc., a są szkoły, w których niemieckojęzyczni uczniowie to rzadkość. W 26 berlińskich szkołach podstawowych odsetek tzw. ndH-quote (nie mówiący w domu po niemiecku) przekracza 90 proc.
Problemy francuskich przedmieść to nic nowego. W miastach i na przedmieściach do tańszych i gorzej zlokalizowanych blokowisk trafiali biedniejsi, imigranci z Afryki, głównie z Maghrebu. Osiedla zmieniły w getta skupiające wykluczonych społecznie imigrantów. Przynajmniej od czterech dekad temat jest obecny w debacie publicznej, w kinematografii i serwisach informacyjnych (redagowanych z zalecaną “poprawnością”).
Z „Małego Maghrebu” czyli Molenbeek–Saint–Jean, jednej z gmin regionu stołecznego Brukseli, do siedziby europejskich instytucji można przejść spacerem w pół godziny! Ale lepiej nie zapuszczać się do niej wieczorem, mimo, że „Małe Maroko” kusi tureckim bazarem i marokańskimi kawiarniami. Wyznawcy Allaha w Molenbeek stworzyli tam świat oparty na wewnętrznych prawach. W szkołach nie ma uczniów o flamandzkim czy walońskim pochodzeniu.
Reasumując: niedobory na rynku pracy można uzupełniać napływem cudzoziemców, ale też trzeba wystrzegać się procesów i problemów, jakie są dziś udziałem społeczeństw Europy Zachodniej.
Artur S. Górski
Komentuje Aleksander Kozicki, sekretarz Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, przedstawiciel strony pracowników w Wojewódzkiej Radzie Dialogu Społecznego w Gdańsku

Przyśpieszenie prac nad strategią migracyjną Polski na lata 2025–2030, którą jesienią 2024 r. przyjęła Rada Ministrów, będzie skutkowało prywatyzacją zysków i upublicznieniem kosztów. Pracodawcy chcą pozyskać ludzi do pracy. NSZZ „Solidarność” zawsze stawiał sprawę równego traktowania, obowiązywania tych samych reguł, ale trzeba zdawać sprawę, że praca nawet na tych samych warunkach finansowych, przy napływie pracowników z zagranicy, doprowadzi, jeżeli nie do stagnacji płac, to do spowolnienia ich wzrostu.
Przybywający z innych kręgów cywilizacyjnych, powodują trwałe zmiany w obliczu Polski. Mamy katastrofalny, ujemny przyrost naturalny. Przybywający mają liczne rodziny. Funkcjonuje w ich społeczeństwach nie tyle struktura rodzinna, co klanowa. Odróżnia ich inny sposób wychowania, inna mentalność, łącząc silnymi więzami lojalności i tradycji, co czyni je trudnymi do kontroli. Panuje w nich układ hierarchiczny, z wybieralnym lub dziedzicznym szefem. To widać na przykładzie albańskich klanów w Europie Zachodniej. Z tym wiąże się kwestia bezpieczeństwa publicznego.
Czy mamy doprowadzić z własnej woli do tworzenia, przy istniejących różnicach cywilizacyjnych, zamkniętych enklaw, w których będą obszary wyłączone z praworządności w jej europejskim pojęciu, pod pretekstem wielokulturowości?
Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego stwierdził podczas obrad WRDS, że mowa o asymilacji jest niedopuszczalna. To oznacza, że mamy próbę zrealizowania scenariusza wielokulturowości. Z takimi mrzonkami i ich skutkami nasze pokolenie zetknęło się w byłej republice federacyjnej Jugosławii, którą dotknęła wojna domowa w latach 90. XX w. W okresie pokoju przykładem niech będą monoetniczne i monoreligijne dzielnice starych europejskich miast.
(wysłuchał asg)




