Książka o Obwodzie Łuck AK i GUŁ-agu pt. “Wschodnie piętno najnowszej historii Polski”; spotkanie 11 lutego br.
Dyrektor Oddziału IPN w Gdańsku dr Marek Szymaniak ma zaszczyt zaprosić na promocję książki dr Joanny Karbarz-Wilińskiej “Wschodnie piętno najnowszej historii Polski. Relacja komendanta Obwodu Łuck AK krypt. „Łan” Józefa Wójcika (1939–1956)”.

11 lutego 2026 r. (środa) godz. 17.00
Oblackie Centrum Edukacji i Kultury
Gdańsk, ul. Elżbietańska 9 (sala wielofunkcyjna)
Kryptonim „Łan” nosił Obwód Łuck AK, obejmujący Wołyń w latach 1942-44. Józef Wójcik (1939–1956), był jego komendantem Walczył o wolność Polski z okupantem sowieckim oraz brał udział w spóźnionej i nieskutecznej obronie polskiej ludności cywilnej, brutalnie mordowanej w latach czterdziestych XX w. na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA. Po wkroczeniu sowietów w 1944 r. został zesłany do obozów pracy przymusowej w głębi ZSRS.
Okręg Wołyński 27 maja 1942 r. podporządkowany został bezpośrednio Komendzie Głównej AK.
Gdy w nocy z 3 na 4 stycznia 1944 r. Armia Czerwona przekroczyła na Wołyniu granicę polsko-sowiecką nieliczne na tym terenie oddziały AK przystąpiły do wsparcia sowietów w ramach realizacji akcji „Burza”, która na tym terenie trwała do lipca 1944 r. Główny ciężar walk z Niemcami i Ukraińcami spoczął na powstałej dopiero na początku 1944 r. 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, która liczyła 7 tys. żołnierzy. Okazało się wówczas, że jednak broń była i powinna być użyta już pół roku wcześniej w obronie bezbronnej ludności polskiej. Taki jest (powinien być) bowiem główny cel partyzancki: chronić ludność, jej dobytek, likwidować wroga – gdy jest to konieczne (bo grozi srogi odwet) i jego kolaborantów.
W swoich wspomnieniach Józef Wójcik przedstawia działalność polskiej konspiracji na południowo-wschodnich terenach II Rzeczypospolitej a także bezwzględne realia sowieckiego GUŁ-agu. Opisuje dramatyczną walkę o przetrwanie na „nieludzkiej ziemi” i problemy, z jakimi borykali się zesłańcy, którym udało się wyjść z niej zwycięsko.
9 lutego 2026 r. przypada 83 rocznica zbrodni dokonanej na bezbronnych Polakach przez ukraińskich nacjonalistów we wsi Parośla (powiat Sarny). Sotnia morderców, upojona rozbiciem nocą posterunku żandarmerii, najechała spokojną polską wieś. Podstępnie zarżnęli i zarąbali jej 173 mieszkańców, którzy wcześniej ugościli upowców. Banderowcy ścieli też toporem głowy pojmanym sześciu kozakom dońskim. Masakra mieszkańców Parośli to symboliczny początek tzw. rzezi wołyńskiej, mającej swe apogeum w lipcu 1943 r. Od lutego 1943 r. do żniw w 1944 r. na terenie Wołynia i na obszarach kresów południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej (Podole i Galicja) doszło do potwornych zbrodni, Genocidium atrox (tł. ludobójstwo okrutne, pojęcie prof. Ryszarda Szawłowskiego).
Przez kilkanaście krwawych miesięcy polskie wsie w Galicji Wschodniej i na Wołyniu umierały w dymach pożarów i w krzyku naszych rodaków, bestialsko mordowanych przez bandytów z UPA, walczących z polskimi kobietami i dziećmi oraz przez owładniętą szałem miejscową tłuszczę. Polskie wsie, roztopione w żywiole ukraińskim (w woj. wołyńskim 18 proc. stanowili Polacy-katolicy), pozbawione wywiezionych, aresztowanych, zabitych lub zaginionych na froncie – zdolnych do stawiania oporu mężczyzn, stały się łatwym łupem “walczących” o Ukrainę „czystą jak szklanka wody”.
Na miejscu polskich wsi na Wołyniu i Podolu rośnie dziś sosnowy las, kryjący straszne zbrodnie i zapomniana, stepowa łąka. Po wsiach, domostwach, szkołach, kapliczkach, warsztatach, gajówkach i kościołach śladu nie ma.