Praca w czasie koronawirusa. Biedronka zadbała o obroty, ale o pracowników później

Piotr Adamczak, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Jeronimo Martins Polska (sieć „Biedronka”) komentuje 

Po naszej interwencji i apelu do Zarządu spółki Jeronimo Martins Polska uruchomiono w trybie pilnym doposażenie pracowników w środki dezynfekujące, bakteriobójcze i odzież ochronną oraz maseczki. Ta akcja jeszcze nie do wszystkich sklepów dotarła. Nie wszyscy pracownicy mają nawet taką ochronę. Środki dezynfekujące i maseczki dojeżdżają. Deklaracja zarządu była taka, że zadziałają szybko. Jednak jeszcze w ubiegłym tydzień chwalono się dezynfekcją wózków i koszyków, a o pracownikach i środkach dezynfekujących nie pomyślano. Przecież obroty firmy znacznie wzrosły a pracownicy zostali sami sobie, bez zapieczeń, procedur, ograniczenia liczby klientów.

Po tym co widzimy w mediach, medialnych wypowiedziach fachowców, lekarzy specjalistów, epidemiologów, ministra zdrowia Szumowskiego i premiera Morawieckiego ludzie ruszyli do sklepów. To był ich zrozumiały odruch. W efekcie sklepy były oblegane. Obsługa kas stykała się z tysiącami klientów bez odpowiadającej dramatowi sytuacji ochrony.

Teraz wprowadzono skrócony czas pracy placówek handlowych o co apelowała „Solidarność”. Pracujemy od 8 do 20. Mają być limity osób na terenie placówek handlowych.   Sieć apeluje do klientów, by też dbali o bezpieczeństwo podczas zakupów. Te zmiany będą wdrażane stopniowo, prawdopodobnie nie później niż do poniedziałku 23 marca. To jest ruch w dobrą stronę, ale wykonany pod pewną presją związkową. 

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej