Potrzebna jest ogólnopolska kampania na temat stresu w pracy

Facebook >> otwórz stronę
Instagram >> otwórz stronę
Na temat stresu w miejscu pracy rozmawiamy z Grzegorzem Maślanką, przewodniczącym MOZ NSZZ „Solidarność” w FCA Poland w Bielsku-Białej

– Jak duża jest organizacja, którą kierujesz?
– Nasza organizacja międzyzakładowa obejmuje działaniem łącznie 17 firm i zrzesza około 1300 członków. Poziom uzwiązkowienia w poszczególnych zakładach jest różny, przy czym duży wpływ ma fakt, czy w zakładzie działa jedna organizacja związkowa, czy jest ich tam na przykład sześć. Przykładowo obejmujemy działaniem firmę Dalkia Polska Industry, w której mamy około 80 procent uzwiązkowienia, jednak są też spółki, w których tylko 30 procent załogi należy do „Solidarności”. Tam jednak oprócz naszego Związku działa jeszcze kilka organizacji związkowych.
– Jesteś młodym człowiekiem, a liderujesz tak dużej organizacji związkowej. Od kiedy jesteś w „Solidarności”?
– Jestem rocznik 1993, mam 33 lata – czyli tak zwany wiek chrystusowy. W „Solidarności” jestem od kilkunastu lat. Miałem 20 lat kiedy zatrudniłem się w ówczesnym Magneti Marelli, od razu przystąpiłem do Związku i włączyłem się w jego działalność. Ówczesna przewodnicząca „Solidarności” zaproponowała mi kandydowanie na społecznego inspektora pracy. Wybory wygrałem, zdobywając trzykrotnie więcej głosów niż moi konkurenci, chociaż mieli znacznie dłuższy staż pracy. Pracownicy wiedzieli, że będę upominać się o ich prawa, bo nie zgadzam się z różnego rodzaju dyskryminacją i łamaniem praw pracowniczych. Angażując się w działania SIP (czego potwierdzeniem było uzyskanie III nagrody w organizowanym przez Państwową Inspekcję Pracy konkursie na najaktywniejszego społecznego inspektora pracy w województwie śląskim), cały czas aktywnie działałem na rzecz rozwoju międzyzakładowej „Solidarności” w FCA Poland. Zostałem wybrany w skład Prezydium Komisji Międzyzakładowej, pełniąc funkcję sekretarza. W marcu 2025 roku, po przejściu dotychczasowej przewodniczącej na emeryturę, zostałem przewodniczącym naszej międzyzakładowej „Solidarności”.
– Reprezentujesz tak zwane pokolenie Z, które raczej niezbyt chętnie angażuje się w działalność w związkach zawodowych. Skąd u Ciebie chęć działania na rzecz innych?
– Wyniosłem to z domu rodzinnego. Moja mama pracowała w zakładach włókienniczych i działała w „Solidarności” wiele lat, również wtedy, gdy Związek był zdelegalizowany przez władze PRL, a uzyskaną po 1989 roku legitymację związkową, która wówczas była w formie książeczki, przechowuje do dzisiaj. Gdy rozpocząłem pracę, to właśnie mama mówiła mi, abym zapisał się do „Solidarności”.
– Jak oceniasz szkolenie na temat stresu i wypalenia zawodowego?
– Pod względem merytorycznym oceniam je wysoko, wszystkie informacje, jakie są tutaj przekazywane, są bardzo cenne. Brakuje mi trochę ćwiczeń, żebyśmy wiedzieli, jak zdobytą wiedzę stosować w praktyce.
– Rozmawiamy w pierwszym dniu szkolenia. Ćwiczenia praktyczne będą zapewne prowadzone w kolejnych dniach. Ale czy w swojej pracy związkowej spotykasz się z problemami związanymi z zagrożeniami psychospołecznymi?
– Wiedza na temat stresu w miejscu pracy i związanych z tym zagrożeń jest bardzo potrzebna. Niestety, świadomość pracowników na temat bezpiecznych i higienicznych warunków pracy jest obecnie niewielka. Mamy takie cykliczne spotkania z załogą w stołówce, w czasie których mówimy o tych sprawach. I widzimy, że dla wielu osób tematyka ta jest zupełnie obca. Nasze społeczeństwo ma bardzo znikomą wiedzę na temat własnych praw i obowiązków w miejscu pracy. Dotyczy to również takich spraw jak stres czy wypalenie zawodowe. W firmach należących do branży motoryzacyjnej jednym z takich częstych czynników, mających negatywny wpływ na psychikę, jest wykonywanie tej samej czynności przez wiele lat na jednym lub zbliżonym stanowisku, bez niezbędnej rotacji. Ta monotonia pracy po parunastu latach, mówiąc kolokwialnie, dopada pracownika, co skutkuje wypaleniem zawodowym.
– Czy są jakieś metody, aby przeciwdziałać temu negatywnemu zjawisku?
– W dużych zakładach pracy ten problem jest mniejszy, nawet sam pracodawca wskazuje, że co jakiś czas musi być rotacja stanowisk pracy, bo inaczej nastąpi obniżenie wydajności, pojawią się zwolnienia chorobowe albo inne nieplanowane nieobecności. Poza tym pracownik, który potrafi i może obsługiwać różne stanowiska, jest dla pracodawcy cenny. Gorzej, niestety, jest w małych zakładach, zatrudniających 100–200 pracowników, gdzie utrzymuje się jeden utarty schemat i praktycznie nie myśli się o żadnych rotacjach.
– Czy jako lider związkowy zetknąłeś się ze sprawami dotyczącymi problemów psychicznych pracowników?
– Tych spraw jest wiele. Niestety, w dwóch przypadkach sytuacja była tak poważna, że skończyły się samobójstwem pracowników.
– To rzeczywiście sytuacje ekstremalne, ale czy wpływ na nie miała sytuacja w pracy?
– W pierwszym przypadku przyczyny były finansowe. Pracownik wziął kredyt w obcej walucie i popadł w kłopoty, ale na to nałożyły się kłopoty w pracy. Popełnił błędy, wykonując swoje obowiązki, naraził tym samym pracodawcę na duże koszty. To zaś skutkowało odebraniem mu premii, co znowu pogarszało jego sytuację finansową. Pracował w soboty i niedziele, w tygodniu brał nadgodziny, oprócz tego miał dodatkową pracę. Jednak gdy rata kredytu kolejny raz wzrosła, a od kierownika usłyszał, że niech się cieszy, że tylko trzy miesiące będzie bez premii, bo on osobiście by go od razu wywalił z pracy, to się załamał. Po całym tragicznym zdarzeniu w zakładzie pojawił się prokurator, dyrekcja i kierownicy byli przesłuchiwani.
– Może trzeba było temu człowiekowi pomóc, a nie go jeszcze dołować?
– Trudna sytuacja powodowała, że był podatny na manipulacje. I zdarzało się, że przykładowo na 5 minut przed godziną 14 słyszał, że ma zostać do 18. No i zgadzał się, bo był zastraszony. Pracownik ten należał do innej organizacji związkowej, nie wiem, jak sprawa się skończyła.
– A drugi przypadek czego dotyczył?
– Drugi przypadek dotyczył pracownicy, która targnęła się na swoje życie. Tutaj była kwestia stosunków pomiędzy nią a koleżankami i kolegami. Współpracownicy nie chcieli z nią pracować, bo często przebywała na zwolnieniach lekarskich, a wówczas ktoś inny musiał wykonywać jej pracę. Ta zła atmosfera i generujące stres konflikty spowodowały między innymi, że pracownica popełniła samobójstwo.
– Dlatego musimy być uważni i wrażliwi na problemy innych ludzi. Na jednych nieprzychylna opinia innych ludzi nie zrobi wrażenia, ale innych, tych bardziej wrażliwych, może zniszczyć. Podsumowując naszą rozmowę, czy „Solidarność” powinna zająć się jakoś mocniej problemami związanymi z czynnikami psychospołecznymi w miejscu pracy?
– Tak. Uważam, że „Solidarność” powinna przeprowadzić ogólnokrajową kampanię dotyczącą tego tematu. Należy nagłośnić problem i wskazać na możliwości jego rozwiązań, także legislacyjnych. Powinniśmy tematem stresu i wypalenia zawodowego zainteresować parlament, może prezydenta. Należy też zaproponować odpowiednie zmiany obowiązującego prawa, które dawałyby większą możliwość zajęcia się tym tematem przez np. Państwową Inspekcję Pracy.
#FunduszeUE
#FunduszeEuropejskie
Biuro projektu znajduje się w budynku przystosowanym dla osób z niepełnosprawnościami. Budynek zaopatrzony jest w podjazd, windę z numerami pięter w alfabecie Braille’a oraz przystosowane pomieszczenie sanitarne.
Artykuł powstał w ramach projektu „Chcesz wpływać na poprawę warunków pracy? Podnieś swoje kompetencje!” w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021-2027 (FERS) współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego Plus.




