Polska przyjmuje więcej imigrantów niż USA

Fot. Paweł Glanert

Polska jest głównym krajem przyjmującym tymczasowych pracowników zagranicznych wśród państw OECD. Przyjmujemy więcej przybyszów zza granicy niż Stany Zjednoczone. W pierwszej połowie 2019 r. wydano 764 759 oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcom, w zdecydowanej większości z Ukrainy.

Na to, na pozór zaskakujące zjawisko, wpływa otwarcie rynku pracy na zatrudnienie pracowników z Ukrainy oraz w coraz większym stopniu zatrudnienie pracowników z Azji. Polska nie była postrzegana jako atrakcyjne miejsce do emigracji. Nie było silnego popytu na pracę cudzoziemców, panowały u nas stosunkowo niskie płace, a dostęp do usług publicznych i niski poziom świadczeń społecznych nie przyciągały obcokrajowców.

Czynnikiem sprzyjającym ruchowi migracyjnemu stał się mechanizm podejmowania pracy nakierowany na obywateli Ukrainy (i w mniejszym stopniu, choć na tych samych zasadach, Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji).

W 2018 r. wydano w Polsce 1 446 304 oświadczeń o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy, a tylko w pierwszej połowie br. wydano ich 764 759.

Wszystkie kraje członkowskie OECD przyjęły w 2018 roku 5,3 miliona stałych pracowników zagranicznych (o 200 tys. więcej niż w 2017 r.) oraz 4,9 miliona pracowników tymczasowych (o pół miliona więcej niż w 2017 r.).

Jednak tu uwaga. Najwięcej stałych migrantów decyduje się na wyjazd do RFN i USA, a w przypadku tymczasowego pobytu Polska, w porównaniu do innych państw, jest liderem. W 2017 roku w Polsce pracowało ponad 1,2 mln tymczasowych pracowników zagranicznych.

Ten boom zaczął się przed pięciu laty. Liczba kart pobytu wydawanych od 2013 do 2017 r.   zwiększyła się trzykrotnie i wynosiła w 2017 r. 325 tysięcy.

Polska przez bardzo długi czas nie była postrzegana jako atrakcyjne miejsce do emigracji. Z jednej strony polski rynek pracy nie generował silnego popytu na pracę cudzoziemców. Z drugiej, relatywnie niskie płace, poziom życia, dostęp do usług publicznych czy niski poziom świadczeń społecznych nie przyciągały obcokrajowców. Sytuacja zmieniła się po 2014 roku, po „Majdanie” i po wybuchu konfliktu zbrojnego we wschodniej Ukrainie oraz otwarciu rynku pracy.

Szkoda, że nie przebywają do nas wykształcone kadry np. zawodów medycznych. Kolejki do wielu specjalistów są w Polsce coraz dłuższe (za wyjątkiem kilku specjalizacji, w tym podawanej przez rząd za przykład operowalności jaskry i endoprotetyki).  Na0 rekrutację medyków spoza Unii Europejskiej nie można liczyć. Ci, podobnie jak pielęgniarki, wybierają inne kraje.

Lekarzy mamy w Polsce ok. 130 tys., a powinno ich być o około 40 tys. więcej. Na dodatek więcej lekarzy wyjeżdża z Polski do pracy za granicą, niż przyjeżdża do nas pracować z zagranicy (w 2017 r. wyemigrowało 600 lekarzy, przybyło z zagranicy 174). Mamy jeden z najgorszych wskaźników liczby lekarzy przypadających na 10 tys. pacjentów w UE.

I jeszcze jedno. Szacuje się, że liczba Polaków przebywających za granicą sięga 2,5 miliona.

ASG

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej