Podatek handlowy odmrożony po pięciu latach

W lutym br. największe sieci handlowe zaczną płacić podatek handlowy – jak już informowaliśmy stanie się tak po pięciu latach od ustawowej próby jego wprowadzenia. Nie wszystkie, ale te wiodące tak. Chyba, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zamrozi ów podatek. Co raczej się nie zdarzy.

Czy zatem kupieccy potentaci odbiją sobie podatek przez wyższe ceny na półkach, albo ograniczą promocje? Czas pokaże.

Dotychczas wielkie sieci handlowe unikały podatków lub płaciły w niewielkiej skali, uciekając w rebranding, transfer zysków, w działania inwestycyjne i ulgi.

Podatek cukrowy obowiązuje od 1 stycznia br., a w lutym wraca po pięciu latach temat: podatek handlowy. Ministerstwo Finansów jest gotowe na przyjmowanie płatności. Termin podatkowy za styczeń br. upływa 25 lutego br. Minister finansów Tadeusz Kościński obwieścił, że resort nie będzie czekał na rozstrzygnięcie sporu z Komisją Europejską.

Chodzi o dziesiątki milionów złotych od sieci handlowych oraz sieci meblowych. I tak np. portugalski właściciel sieci „Biedronka” Jeronimo Martins będzie musiał płacić ponad 50 mln zł miesięcznie podatku handlowego i kolejne kilka milionów złotych za sieć drogerii Hebe. Niemieckie Lidl około 20 mln zł każdego miesiąca, a Rossmann 12 mln zł. Sklepy rodzimego kapitału Euro RTV AGD zapłacą około 8 mln zł co miesiąc.
Podatek od usług handlowych posiadać ma dwie stawki: 0,8 proc. od przychodu między 17 mln złotych a 170 mln złotych miesięcznie i 1,4 proc. od przychodu powyżej 170 mln złotych miesięcznie.

Kupiec, który miesięcznie osiągnie przychód np. w wysokości np. 250 mln zł, zapłaci podatek według stawki 0,8 proc. od przychodu do wysokości 170 mln zł i według stawki 1,4 proc. od kwoty 80 mln zł.
W 2021 r. podatek, który miał być wprowadzony już pięć lat temu, zapłaci około 200 firm. Do budżetu z tego tytułu trafi od 1,6 mld do 2 mld zł.
Na liście podatników nie będzie PKN Orlen, PGNiG, PGE. Podatek handlowy nie dotyka bowiem firm sprzedających energię, paliwa, leki oraz handlujących w sieci, w tym amerykańskich gigantów.

Rząd pierwotnie zaplanował opodatkowanie amerykańskich gigantów cyfrowych Facebook, Google, Amazon czy Apple. Sytuacja zmieniła się po wizycie wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a. Podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Andrzejem Dudą Mike Pence powiedział, że USA “z głęboką wdzięcznością przyjęły odrzucenie projektu podatku cyfrowego” (sic!).
Rząd nie będzie domagał się rekompensaty od Komisji Europejskiej za zamrożenia na pięć lat tego podatku, z tytułu uszczuplenia dochodów budżetowych. Zwłoka wynikała z innej interpretacji przepisów przez Komisję Europejską w 2016 r. Wypowiedzi rzecznika generalnego TSUE wskazują, że ten przyzna rację Polsce i oddali odwołanie KE od wyroku z 16 maja 2019 r. Wtedy to po raz pierwszy TSUE przyznał rację stronie polskiej. Pierwsze deklaracje podatkowe firmy złożą w lutym br. i do 25 lutego przedsiębiorstwa będą musiały przelać pieniądze na konto urzędów skarbowych.
Na podatek jedyny wpływ ma przychód przedsiębiorcy. Polskie małe i średnie sieci handlowe oraz sklepy najczęściej podatku unikną lub zapłacą o wiele mniej.

Czy ceny wzrosną przez opodatkowanie obrotów? Natychmiastowego przełożenia na ceny najprawdopodobniej nie będzie, tak jak stało się to w przypadku opłaty cukrowej. Rynek handlu detalicznego jest nasycony, podniesienie cen przez jednego przedsiębiorcę czy operatora spowodowałby odpływ klientów do innego. Najpewniej sieci handlowe zechcą jednak negocjować ceny, po których kupują produkty.

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej