Pensje naszych dziadków i pradziadków. Wynagrodzenia w II RP

Pracownicy sfery budżetowej, opłacani z daniny publicznej, czekają na należne im podwyżki. Ich pensje nazbyt odstają od wynagrodzeń w gospodarce narodowej (o wynagrodzeniach napiszemy we wrześniowym „Magazynie Solidarność”). Budżet jest przecież w niezłym stanie. Na co więc czeka rząd?

Tymczasem odpowiemy na pytanie czy w dwudziestoleciu międzywojennym, do którego często odwołuje się część współczesnej „klasy” politycznej, pracujący „dla państwa” zarabiali dobrze, czy może nie mogli dociągnąć do „pierwszego”?

Obecnie w przedsiębiorstwach, powyżej 9 zatrudnionych, przeciętna płaca wynosi ok. 5,5 tys. zł brutto, czyli ok. 4 tys. zł na rękę. Gdy Główny Urząd Statystyczny co miesiąc podaje informację o przeciętnym wynagrodzeniu, budzi się irytacja. Większość zatrudnionych, przepracowujących pełny wymiar etatu, czuje się jak bohater filmu „Dzień świra”, nauczyciel, polonista Adam Miauczyński, w chwili odebrania „poborów”…

Podanie płac nominalnych to jedno, a możliwości utrzymania się z pracy oraz stosunek zarobków do kosztów utrzymania rodziny to drugie. Jak to było z płacami w Polsce międzywojennej? Rozmaicie… Tylko w 1938 r. odbyły się 502 akcje strajkowe o wynagrodzenia. Fala protestów przeszła zaś w 1937 r. Odbyło się 2 tys. strajków, z udziałem 600 tys. pracowników.

Reforma Grabskiego

Władysław Grabski, bankowiec, finansista, premier, endek

W dwudziestoleciu międzywojennym na wahania pensji wpływ miała powojenna, hiper inflacja, która istniała do reformy monetarnej premiera Władysława Grabskiego, polityka narodowej demokracji. Pierwszym etapem reformy było ustabilizowanie kursu marki polskiej i zdławienie hiperinflacji. Grabski w 1924 r. zwiększył dochody poprzez waloryzację podatków. Od reformy podatki były liczone według miernika opartego o indeks cen. W praktyce wyliczono je we frankach szwajcarskich, co przesądzało o parytecie polskiej waluty.

Po interwencji giełdowej w 1924 r. nastąpiła stabilizacja kursu marki (9 mln za 1 dolara) oraz wzrost zaufania obywateli do państwa. W Polskiej Krajowej Kasie Pożyczkowej (PKKP) obywatele złożyli swe zasoby w walutach, co powiększyło wartość dewiz. Zdecydowano o wprowadzeniu złotego. I co z tego, skoro „pułkownicy”, byli legioniści, dokonali w 1926 roku krwawego przewrotu. Z kolei Wielki Kryzys (1929–1934) wydrenował kieszenie z co trzeciej złotówki.

Po wypłatę

W latach 20. poseł otrzymywał do 1500 zł, senator do 1800 zł, wojewoda 1500 zł, członek rządu 2000 zł, a premier 3000 zł. Najwyższy dochód był zarezerwowany dla prezydenta (5000 zł). Przed Wielkim Kryzysem i po 1935 r. robotnik bez kwalifikacji zarabiał średnio 96 zł miesięcznie (równowartość 20 ówczesnych dolarów). Na spore zarobki można było liczyć w hutnictwie – średnio 128 zł.

Lepiej wynagradzani byli pracownicy umysłowi – średnio po 280 zł. Nauczyciel gimnazjum państwowego zarabiał od 300 zł do 635 zł w wielkich miastach. Pracownicy naukowi osiągali dochody rzędu tysiąca zł.

W policji wynagrodzenie zasadnicze wahało się od 150 zł dla posterunkowego i przodownika (180 zł), przez 335 zł dla komisarza, po 700 zł dla inspektora.

Wynagrodzenia zawodowych wojskowych były zależne od… stanu cywilnego. Samotny pułkownik dostawał uposażenie 632 zł, ale ten z rodziną – 713 zł. Kapral stanu wolnego otrzymywał 137 zł, a żonaty 167 zł. Marszałkowie (Piłsudski i Rydz-Śmigły) otrzymywali po 3 tys. zł, generałowie zaś od tysiąca do 2 tys. zł.

Administracja cywilna mogła więc liczyć na wynagrodzenia od 120 do 3 tys. zł (premier).

Grupy i dodatki

W budżecie na 1939 r. przewidziano 62 640 etatów urzędniczych i 89 131 etatów nauczycielskich, podzielonych na grupy. Grupa I to jeden etat prezydenta RP. W najniższej grupie XII były 3503 etaty. Nauczyciele w zbiorowości urzędników państwowych byli sytuowani w grupach od IV (566 etatów po 1000 zł) do XI (12 452 etaty po 130 zł). W II RP sędziowie i prokuratorzy (3645 etatów w odrębnych grupach od I do IV) cieszyli się pensją od 425 do 1100 zł.

Były i dodatki funkcyjne. Dla przykładu: rektor uniwersytetu: 500 zł, dyrektor szkoły średniej: 100–150 zł, kierownik szkoły podstawowej: 5–50 zł.

W 1938 r. średnia zapłata dla służących (ok. 700 tys. osób!) to nieco ponad 20 zł za miesiąc (plus wikt i opierunek, często „służbówka”), dla robotnika – 2-4 zł/dzień.

Co trzecia pracująca kobieta była pomocą domową, zajmowała się opieką nad dziećmi, szczególnie w bogatych żydowskich domach.

Największym pracodawcą były Polskie Koleje Państwowe, które zatrudniały w 1939 r. 150 tys. osób (dziś w PKP pracuje ok. 40 tys.). Wynagrodzenia kolejarzy i obsługi na kolei zaczynały się od 100 zł i sięgały do tysiąca złotych. Ów tysiąc zgarniało jednak jedynie 11 osób z dyrekcji PKP (skąd my to dzisiaj znamy?).

Na drugim biegunie płac byli dozorcy, którzy formalnie nie otrzymywali pensji (!), ale mieli prawo do służbowego mieszkania i pobierania opłat od lokatorów, m.in. za otwieranie bramy (tak, tak!). Budżet domowy ratowały ich żony, dorabiając praniem i sprzątaniem.

Ceny

Według „Małego rocznika statystycznego na 1939 rok” za kilogram mięsa wołowego i wieprzowego trzeba było zapłacić 1,50– 1,56 zł (obecne 18-19 zł), a za kilogram ziemniaków – 10 groszy (dziś 1-4 zł). Litr mleka kosztował 27 groszy, a kilogram cukru złotówkę (w latach 1936–38).

Wiosną 1939 r. wykwalifikowany robotnik za pensję mógł kupić 317 kilogramowych bochenków chleba po 30 groszy, 211 kilogramów mąki (średnia cena 45 gr). Za złotówkę można było zjeść „drugie” danie, a za niecałe dwa złote – w knajpie dobry obiad.

Auta były luksusem. Za popularnego fiata 508 trzeba było w 1938 r. zapłacić 5,4 tys. zł (dziś to byłoby 60 tys. zł). Z kolei klasyczny, kultowy motocykl „Sokół 600” kosztował 2,7 tys. zł (dzisiaj to byłoby 29 tys. zł).

Kurs dolara (USD o innej sile nabywczej), z marca 1939: 1 USD – 5,31 zł (przy obecnym 3,99 zł).

Sanacyjny resentyment

Odwoływanie się z sentymentem do przykładu rządów po zamachu Piłsudskiego, sanacji oraz czasów międzywojnia wymaga od nas refleksji. Polska rosła dynamicznie po 1921 r. Lata 30. przyniosły jej gospodarczy marazm, aż do decyzji o budowie COP (1937–1939). Na terenie COP zaczęto intensywnie budować zakłady zbrojeniowe. Jednak Okręgu nie ukończono do wybuchu wojny. Z wysiłku włożonego przy jego wznoszeniu skorzystali więc Niemcy po klęsce wrześniowej. Koszty były ogromne, a zakłady zbrojeniowe COP w niewielkim stopniu przyczyniły się do lepszego wyposażenia armii do września 1939, ponieważ pełne uruchomienie produkcji nowo wybudowanych zakładów miało nastąpić w 1941 r. Armia polska nie otrzymała z COP wiele – produkcję z zakładów rozbudowywanych w Zagłębiu Staropolskim. Budowa COP-u pochłonęła większość środków na inwestycje w innych rejonach kraju. Zainwestowano w fabryki, ale nie w dywizje pancerne i w ich wyposażenie (zamiast budować COP można było wystawić i wyposażyć sześć nowoczesnych dywizji pancernych, zamiast tysięcy koni w kawalerii, co w perspektywie zbliżającej się nieuchronnie wojny, o czym „dwójka” wiedziała, miałoby wielkie znaczenie).  Na dodatek praktycznie cały liczący się przemysł hutniczy (przed zakończeniem budowy Zakładów Południowych i Zakładów Ostrowieckich), zlokalizowany był na Górnym Śląsku, a ten oddaliśmy we Wrześniu bez walki.

Gospodarkę II RP dusiła przepaść cywilizacyjna między regionami (Wielkopolska a błota Polesia), wojna celna z Niemcami, światowy kryzys lat 30 i problemy z eksportem przez Gdańsk.

Mimo przeciwności w pierwszej dekadzie niepodległości gospodarka odbudowywała się. Od 1920 r. do 1929 r. przeciętny dochód „per capita” wzrósł z 678 do 2117 dolarów USD rocznie (wg siły nabywczej USD z 1990 r.). To wynik imponujący. Inflacji wtedy nie było, przeciwnie – była deflacja. Do 1929 r. przegoniliśmy poziomem gospodarczym wiele krajów Europy, sięgając poziomu Skandynawii, a prześcigając np. pogrążoną w konfliktach 1934-39 Hiszpanię.

II RP miała liczne wady, ale i odniosła sukcesy, łącząc ziemie, które były zarządzane przez trzy różne mocarstwa z innymi systemami prawnymi i monetarnymi, tworząc i wychowując społeczeństwo żyjące i pracujące dla niej, a po 1939 roku potrafiące walczyć wbrew nawet realnym szansom na zwycięstwo. Od kultu przeszłości i legend powinniśmy jednak oddzielić politykę realną, czyli rzeczywistość i fakty, by błędów nie popełniać. Zbyt wiele ich było w naszej historii od z górą trzech stuleci.

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej