Ostatnia szychta grudzień 1981 r. Wigilia pod ziemią

Wyjeżdżajcie już chłopcy od „Piasta”,
Pora, chłopcy, opuścić tę dziurę.
Baby płaczą, upiekły Wam ciasta,
Złota klatka wyniesie Was w górę.

Wyjeżdżajcie, już szychta skończona,
Pielęgniarki i lekarz są w szatni.
Porozwożą Was suki po domach,
Mają wszystkich. Wasz szyb jest ostatni.

Pan pułkownik wyciągnie sam rękę,
Gdzieś w kantorku bulgoce już czajnik.
Żona z „Wujka” ma czarną sukienkę,
A poza tym — jest wreszcie normalnie.

Śpijcie w domu spokojnie do rana,
Bo zapłacą Wam — cóż się targować?
Jutro druga na dół zjedzie zmiana;
Trza fedrować, fedrować, fedrować!

Tylko dwunastka nie wróci górników:
Czterech zniknie, trzech stanie przed sądem,
Trzech wieczorem oplują w Dzienniku,
Dwaj nie są stąd, a reszta jest z rządem.
(…)

Ballada w wykonaniu Jana Krzysztofa Kelusa; słowa Jan Zazula (Jakub Broniec), fizyk, alpinista, który zginął przed 20 laty na Mont Blanc

Wyjątkowo silny opór przeciwko rygorom stanu wojennego napotkał reżim WRON na Górnym Śląsku. Milicja użyła broni palnej pacyfikując strajki w KWK „Wujek” i KWK „Manifest Lipcowy”. Pod ziemią strajkowali górnicy kopani „Ziemowit” od 15 do 24 grudnia 1981 r. i KWK „Piast” od 14 do 28 grudnia. Na dole rozgrywały się sceny niczym z filmu „Perła w koronie”. W Wigilię Bożego Narodzenia 1981 roku KWK „Piast” był ostatnim strajkującym w kraju zakładem pracy.

Górnicy z „Piasta” zastrajkowali tak, jak ich koledzy w 25 innych śląskich kopalniach, przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Zdecydowali się na krok desperacki – na strajk na poziomie „650”, czyli ponad pół kilometra pod powierzchnią ziemi. Iskrą buntu była podana na porannej zmianie w poniedziałek 14 grudnia informacja, że Eugeniusz Szelągowski, wiceprzewodniczący NSZZ „S” w kopalni Piast, został zatrzymany przez milicję, a związkowi liderzy „Solidarności” w Przedsiębiorstwie Robót Górniczych Mysłowice zostali internowani.

Strajki na „Piaście” w Bieruniu i na „Ziemowicie” charakteryzował upór, determinacja i niebywała dyscyplina. Pod ziemią w obu kopalniach zostało przez pierwsze dni blisko cztery tysiące górników. Do końca wytrwał co drugi.

We wspomnieniach przewijają się przejmujące obrazy Wigilii pod ziemią, przy gasnących górniczych lampach. Na prowizorycznych „stołach”: chleb, woda i jabłka. Górnicy łamali się opłatkami, dostarczonymi przez księży.

Strajkujący nie mieli wieści o tym, co dzieje się na górze, jaki jest los ich rodzin. Był lęk, że kopalnie mogą zostać zalane. Jednak strajk trwał. Windami na dół przetransportowano w pierwszych dniach strajku koce i kurtki oraz grochówkę z kopalnianych stołówek. Z czasem ta droga kontaktu z powierzchnią została odcięta. Strajkiem na „Piaście” kierował wówczas Zbigniew Bogacz.

W pierwszym tygodniu strajku do strajkujących zjechało kilku księży z komunią św. a w Wigilię zjechał do nich ks. bp Janusz Zimniak, by obejść korytarze i wyrobiska, gdzie strajkowała brać górnicza.

W czasie świąt Bożego Narodzenia były próby złamania woli strajkujących. Pokazywane były w reżimowej TVP i w ówczesnych kronikach filmowych wyświetlanych w kinach, zdjęcia filmowe płaczących kobiet, żon i matek strajkujących górników, stojących na tle kopalnianych szybów, apelujących przez kopalniane mikrofony i telefony o wyjazd „z gruby” na powierzchnię. Kontrolowane przez reżim radio i telewizja oraz koncesjonowana prasa przekonywały, że strajk trwa tylko dlatego, że grupka „solidarnościowych ekstremistów” zmusza górników do pozostawania na dole.

Po drugiej strony barykady byli dyrektor kopalni „Ziemowit” Antoni Piszczek i komisarz WP płk Jerzy Szewełło. Byli po przeciwnej stronie, ale starali się zachować godnie. Poza zakładami pracy jednak zastraszano rodziny strajkujących, nachodząc ich w domach i w mieszkaniach w familokach, przekonując by namawiali górników do powrotu.

Ostatecznie wyjechali. Ostatni strajkujący górnik wyszedł z korytarzy kopalni w poniedziałek 28 grudnia 1981 r., po dwóch tygodniach spędzonych pod ziemią. Górnicy z „Piasta” wyjechali na powierzchnię, a wyjeżdżając śpiewali hymn. Pomodlili się przed ołtarzem św. Barbary, patronki górników. Wielu z wracających do domów było zatrzymywanych przez MO i SB. Stu górnikom nie pozwolono na powrót do pracy.  11 internowano, a 7 aresztowano. Prokurator wojskowy żądał dla nich od 10 lat do 15 lat więzienia. Ale – co było  niespodziewane w stanie wojennym – oskarżeni zostali uniewinnieni przez sąd wojskowy. Sąd umorzył też wobec wszystkich postępowanie karne. Jednak z aresztu oskarżeni trafili do ośrodków internowania.

Strajk grudniowy, niczym powstania śląskie, stał się elementem śląskiego etosu.

ASG

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej