Odyseja polityczna 2001. 20 lat temu powstała Platforma Obywatelska

Mija dwadzieścia lat od dnia, w którym Maciej Płażyński, wówczas z AWS, dyplomata od lat 70 Andrzej Olechowski i Donald Tusk, secesjonista z Unii Wolności, na konferencji prasowej w warszawskim hotelu „Sheraton” ogłosili powołanie nowej formacji, mówiąc o „szerokiej platformie”. Stłumiony przez „partyjniactwo, korupcję i niekompetencję”, a wyzwolony jakoby przez Platformę Obywatelską, duch demokracji posłużył jednemu z jej liderów do spektakularnej europejskiej kariery.

W styczniu 2001 r. na spektakularną porażkę, kończącą czteroletni czas rządów, pracuje AWS (częściowo w koalicji z UW), Unia Wolności pod przewodnictwem Leszka Balcerowicza dobiega swych dni, ale nie opuszcza jej jeszcze Andrzej Duda, dzisiejszy prezydent RP. Lewica pod przewodnictwem Leszka Millera szykuje się do spektakularnego triumfu w wyborach do Sejmu i Senatu (41,04 proc. głosów w wyborach do Sejmu i 75 mandatów senatorskich). Lech i Jarosław Kaczyńscy za kilka miesięcy, pod koniec maja 2001, otworzą swój polityczny projekt na bazie chadeckiego wówczas Porozumienia Centrum – Prawo i Sprawiedliwość. W 2000 r. Marian Krzaklewski, lider AWS, przegrał wybory prezydenckie nie tylko z Aleksandrem Kwaśniewskim, ale i z Andrzejem Olechowskim. Ten trzeci ujawnił swój polityczny potencjał „światowca”.

19 stycznia 2001 roku Maciej Płażyński konserwatysta z AWS, wytrwany gracz Andrzej Olechowski i liberał Donald Tusk z Unii Wolności zapowiadają powstanie Platformy Obywatelskiej. Inicjatorów ugrupowania od razu zaczęto określać jako „Trzech tenorów”.

– By odsłonić talenty, które tkwią w każdym z nas konieczny jest przede wszystkim, wysiłek na rzecz rozwoju edukacji. By odkryć możliwości naszej gospodarki, potrzebne jest   zniesienie przepisów utrudniających rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, wprowadzenie podatku liniowego, zmiana kodeksu pracy, ułatwiająca zatrudnianie pracowników – deklarowali.

Chcą uwolnić “stłumiony przez partyjniactwo, korupcję i niekompetencję” potencjał demokracji. Proponują zatem bezpośrednie wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, likwidację listy krajowej w wyborach parlamentarnych, a nawet wybory według ordynacji większościowej, ograniczenie partyjnej nomenklatury do poziomu wiceministrów i wojewodów, zmniejszenie liczby radnych, nabór pracowników administracji na drodze konkursów. Priorytety to rozwój edukacji, zmniejszenie bezrobocia, wzrost szans edukacyjnych, ułatwienia działalności małego i dużego biznesu, spadek bezrobocia.

Jak miło jest wspomnieć dźwięk tamtych uwodzicielskich słów… 

– Polityka to nie konkurs piękności i z całą pewnością nie będzie się liczyła jędrność pośladków, chociaż pierwszy odruch jest taki, że ci trzej panowie Płażyński, Olechowski i Tusk budzą sympatię – komentował zaczepnie jeden z ówczesnych liderów Unii Wolności Władysław Frasyniuk.  

Kilka dni trzeba było, by ową jędrność pośladków sprawdzić i 24 stycznia w gdańskiej hali “Olivia” spotykało się ponad cztery tysiące sympatyków Platformy i bacznych jej obserwatorów, wśród nich i my. Podpisano deklarację Platformy Obywatelskiej.

– Pewna wielka i mądra gazeta napisała kilka dni temu, że jest trzech tenorów na platformie, a orkiestry nie widać. Droga gazeto! To jest największa orkiestra dzisiaj na Pomorzu – mówił   Donald Tusk.

– Powstaje siła, której nikt w Polsce nie może lekceważyć – skomentował prezydent Aleksander Kwaśniewski.

I miał rację.

Projekt okazał się skrojonym na „każdą kieszeń”. Na Platformie wnet znalazło się miejsce dla ludzi z PZPR, KPN, ZChN i dawnych związkowców, banitów z „Solidarności”, jak jeden z głównych rozgrywających „kontaktowy” Jacek Merkel, a nawet Marian Krzaklewski, kandydat z jej listy do Sejmu w 2009 r.

Donald Tusk na konwencji wyborczej PO w gdańsko-sopockiej hali w 2011 roku zwrócił się do Michała Kamińskiego, wtedy już byłego polityka NOP (Narodowe Odrodzenie Polski), ZChN, PiS i PJN:

„Nie martw się chłopie, tutaj każdy skądś przyszedł i każdy znalazł swoje miejsce”, czyniąc z narodowo-chrześcijańskiego Kamińskiego lidera listy Platformy w Lublinie.  

Osiem lat Platformy Obywatelskiej (2007-2015) to droga od budowania politycznego image na sprzeciwie wobec politycznego układu i wyłomu w Unii Wolności, od  konserwatywno-liberalnej opozycji do partii pragmatyków.

Była to pierwsza partia, która budowała swe struktury zaprzeczając, że partią jest. Kreowała się na społeczną „platformę”. Oponenci wypominali, że milicja też była „obywatelska”.  Ale ich ironia nie wystarczała by wygrać przeciwko PO siedem kolejnych wyborów.

Co prawda inicjatorów nowego ugrupowania zwykło się określać mianem „trzech tenorów” partia miała i innych ojców chrzestnych. Do ich grona zgłosił akces gen. Gromosław Czempiński, bohater USA za wspólną akcję z CIA 1990 r., w trakcie wojny o Kuwejt (za co USA umorzyły nam kilka miliardów USD długu), a wcześniej generał SB, aktywny co nie bez znaczenia na odcinku brukselskim i amerykańskim,  w 2009 r. opowiedział publicznie, że miał w tym swój udział, gdyż „odbył wtedy olbrzymią liczbę rozmów, a przede wszystkim musiał przekonać Olechowskiego i Piskorskiego (późniejszego sekretarza PO, tego od seryjnych wygranych w ruletkę w Sopocie – dop. red.) do pewnej koncepcji”.

Nie było to trudne. Generał znał dobrze Olechowskiego z Genewy, z lat 70.  Teraz byli znów razem w myśl hasła, że „Polska zasługuje na cud gospodarczy”.

– Dobra polityka pozostaje w służbie człowieka, nie zaś jakiejkolwiek doktryny lub interesu. Polityka łączy się z moralnością tylko tam, gdzie pielęgnowane są cnoty obywatelskie, gdzie patriotyzm stawiany jest ponad walkę o partyjne interesy, gdzie autorytet państwa wymusza bezwzględne przestrzeganie prawa, także przez rządzących – czytamy w deklaracji Platformy z  czerwca 2004 r. Wtedy już partii, bo 5 marca 2002 roku zarejestrowano partię Platforma Obywatelska Rzeczypospolitej Polskiej.

– To było jak skok do basenu bez pewności, czy jest w nim woda – wspominał w rozmowie z nami początki PO Sławomir Nowak, niegdysiejszy jej lider w woj. pomorskim, który w 2001 r. wyprowadził z Unii Wolności młodzieżówkę Stowarzyszenie „Młodzi Demokraci”. Dziś bohater kronik kryminalnych i komunikatów CBA.

Na szczęście dla niego i innych działaczy Platformy – woda w basenie była.  Dla przypomnienia: „dorosła” kariera Nowaka zaczęła się od kierowania sztabem Andrzeja Olechowskiego w wyborach prezydenckich w 2000 r.  Zakończyła się „pożyczonym” zegarkiem, niewychylnym „pendolino” i ukraińską drogą do aresztu. Ale, że „na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje” – złote dziecko PO zostawiamy na marginesie.

Podobnie czynią obecni działacze PO. Niechętnie mówią o „spółdzielni” ministra Grabarczyka, nie wracają do tematu grup interesów w aferze hazardowej i poziomu znajomości języka niemieckiego jej byłego członka Jacka Protasiewicza, zaczerpniętego z „Czterech pancernych i psa” oraz o inwestorach z Kataru dla polskich stoczni. Piętnują obecną władzę. I takie jest jej, czyli opozycji, prawo.

Godzi się jednak przypomnieć, iż u genezy powołania PO było wewnętrzne pęknięcie w partii „ludzi rozumnych” – w UW, tych wywodzących się z KSS KOR, prowokatorów–radykałów z czasu „Solidarności” lat 1980-81, przepoczwarzonych w rzeczników porozumienia z generałami WRON, idących przez ROAD i Unii Demokratycznej ku Unii Wolności. PO powstała, gdyż grupa skupiona wokół Tuska, liberałowie, wspierani przez konserwatystów, została całkowicie zmarginalizowana podczas jesiennego kongresu UW w 2000 r. przez środowisko Bronisława Geremka i Tadeusza Mazowieckiego. Rywalizację między Bronisławem Geremkiem a Donaldem Tuskiem wygrał ten pierwszy. Ludzie ze „zwycięskiej” grupy tworzyli po latach zaplecze polityczne prezydenta RP Bronisława Komorowskiego (nota bene w 1989 r. kontestującego Okrągły Stół, w ramach służby niepodległości).

W 2001 roku wzmacnianiu PO sprzyjał napływ polityków z UW i tych, dla których nie było miejsca w zdominowanej przez związkowców AWS. Przysłużyło się jej nawiązanie współpracy ze Stronnictwem Konserwatywno–Ludowym. W PO znaleźli się opozycjoniści z lat PRL: Arkadiusz Rybicki, Bronisław Komorowski, Andrzej Czuma i Stefan Niesiołowski. Od początku członkami PO byli działacze KLD: Donald Tusk, Janusz Lewandowski, Grzegorz Schetyna. Z byłej Unii Demokratycznej przypłynęli Adam Szejnfeld i Iwona Śledzińska-Katarasińska, a z SKL – Paweł Graś, Paweł Adamowicz, Jacek Karnowski i Aleksander Grad. W Ruchu Społecznym AWS działali Marek Biernacki i Jerzy Buzek. Doszlusowali ludzie kojarzeni z lewicą, np. nawrócony na wolny rynek Dariusz Rosati,  przez ćwierć wieku w PZPR, były sekretarz Komitetu Uczelnianego PZPR na SGPiS i członek Rady Nadzorczej FOZZ.

W PO znalazło się nawet miejsce dla „piłsudczyka” ze Starogardu Gdańskiego Sławomira Neumanna, który przyszedł z Konfederacji Polski Niepodległej, partii Leszka Moczulskiego.

W 2011 roku niektórzy ze zdziwieniem powitali obecną na konwencji w ERGO Arenie późniejszą szefową MEN Joannę Kluzik–Rostkowską, która z dumą zasiadła w czerwonej garsonce w pierwszym rzędzie, była dziennikarka i minister pracy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, w 2010 r. szefowa sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego

Dla porządku, przypomnijmy, że kiedy 27 października 2002 r. po raz pierwszy Polacy głosowali na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w wyborach bezpośrednich PO zawarła porozumienie wyborcze z PiS (!). Koalicja PO-PiS uzyskała 16 proc. głosów wyborców – to tyle co lepperowska Samoobrona. To był próg krytyczny, od którego PO zaczęła drogę w górę.

Tymczasem Maciej Płażyński coraz bardziej oddalał się od projektu, który firmował, by w końcu opuścić PO w maju 2003 r. Rok później PO wygrała po raz pierwszy wybory – do Parlamentu Europejskiego, pozyskując 24 proc. wyborców.

W maju 2005 r. Zyta Gilowska, którą Tusk nazywał „siostrą”, zrezygnowała z członkostwa w PO, by rozpocząć mariaż z PiS, a w 2006 r. były prezydent Warszawy Paweł Piskorski został wykluczony z partii w związku z oskarżeniami o niejasne pochodzenie majątku. Kolejny „tenor”, Andrzej Olechowski opuścił platformerską scenę latem 2009 r. W polityczny niebyt trafił też Jan Maria Rokita, „premier z Krakowa”. Dziś funkcjonuje jako „publicysta”.

Po odejściu Macieja Płażyńskiego i wycięciu Andrzeja Olechowskiego to Tusk stał się strażnikiem „partyjnej pieczęci”. Dyscyplinował i namaszczał wywodzących się z różnych politycznie środowisk ludzi Platformy. Kto dziś pamięta kim byli: Andrzej Wyrobiec, Mirosław Drzewiecki, Zbigniew Chlebowski, Michał Boni, Janusz Palikot?

Platforma Obywatelska swój sukces zawdzięczała głównie miernej kondycji opozycji, jak i lotnym hasłom. Platforma opowiadała się za umiarkowanym liberalizmem w kwestiach gospodarczych to wzrost fiskalizmu m.in. podatku VAT, czy zawłaszczanie pieniędzy obywateli (OFE) przeczyły tym deklaracjom. Opozycja wobec propozycji PiS dziś potrzebuje nowego otwarcia.  

Platforma narodziła się w specyficznym dla polskiej polityki czasie. Rozpadał się dawny obóz solidarnościowy, a postkomunistyczna lewica rosła w siłę. Notowania rządu Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności spadały. Sojusz Lewicy Demokratycznej szedł pewnie po władzę. Matecznikiem PO było jakoby Pomorze. Jednak ów ruch nadziei na Polskę nowoczesną i na prymat idei obywatelskości – zawiódł. Ostatnią redutą PO są samorządy terytorialne. PiS o tym dobrze wie.  

Powstanie Prawa i Sprawiedliwości, inaczej niż Platformy Obywatelskiej, nie wiąże się z żadnym spektakularnym wydarzeniem. Po prostu rodacy mieli dość chwiejnej, uwikłanej koalicyjnie, AWS (realizującej mozolnie cztery reformy: edukacji, administracyjną, zdrowotną i emerytalną oraz odejścia częściowego od kopalni węgla kamiennego), chcieli silnego państwa, egzekwowania prawa i odwołania się do tradycji niepodległościowej (efekt wyborczy dla PiS przyszedł w 2005 r.). Lech Kaczyński („Prawy Lech”, jak o nim pisała jedna z gazet)  został w lipcu 2000 r. odwołany z ministra sprawiedliwości. Dla PiS, partii kadrowej, tworzonej w oparciu o wąski krąg wtajemniczonych, „życie” zaczęło się od społecznych komitetów poparcia dla Lecha Kaczyńskiego…

Artur S. Górski / tekst za: Wybrzeze24.pl   

(fot.Youtube)  

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej