NSZZ „Solidarność” w UMG. Rozmowa to motor napędowy promocji związkowej

Międzyzakładowa Organizacja NSZZ „Solidarność” w Urzędzie Miasta Gdyni

Rozmowa z Damianem Rabczukiem, informatykiem z Gdyńskiego Centrum Informatyki, przewodniczącym Międzyzakładowej Organizacji NSZZ „Solidarność” w Urzędzie Miasta Gdyni 

– Czy zna Pan dobrze gdyński urząd, z natury dość skomplikowany, i jego pracowników? Znajomość specyfiki zakładu pracy to jeden z warunków rozwoju organizacji związkowej.

– Pracuję w jednostce budżetowej Urzędu Miasta Gdyni w dziale wsparcia Gdyńskiego Centrum Informatyki. Świadczymy wszelkie usługi IT dla urzędu i jednostek mu podległych. Specyfika mojej pracy polega na chodzeniu do użytkowników systemu informatycznego, bezpośrednim kontakcie. Nie obsługuję stanowisk pracy zdalnie. Mam więc kontakt osobiście, twarzą w twarz. Każdy, z kim pracuję, jest mi znany. Nie jest tylko podpisem pod pocztą e-mail. To mi ułatwia rozmowę o związku zawodowym. Rozwiązuję problem, a w tym czasie, mając do wykonania rutynowe czynności, wymieniamy opinie. To jest motor napędowy promocji związkowej.

– Czyli jest związkowy impet?

– Problemy są po to, by je rozwiązywać. Przewodnictwo organizacji przejąłem w wyniku wyborów uzupełniających. W trudnej sytuacji i atmosferze stagnacji, a nawet rozpadu. Zabrakło w pewnym momencie decyzyjności i siły działania. To się zmienia. Ale trzeba chcieć. Za efekty ręczymy wszak własną twarzą. Zamykanie się w pokoju i udawanie, że się działa prowadzi do obumarcia struktury i pytań w rodzaju: co te związki zawodowe robią, czy one w ogóle u nas są? Otóż są. A przecież ciekawa rozmowa twarzą w twarz nieraz wystarczy, jest metodą skutecznej rekrutacji. Ulotka czy nawet broszura nie zastąpią rozmowy. Nie na wszystkie pytania będą w nich odpowiedzi. Wiele zależy od lidera, czyli osoby, której naprawdę na związku zależy.

– Jest Pan młodym człowiekiem, z pasją…

– Mam 34 lata. Zapisałem się do „Solidarności”, ponieważ uważam, że związki zawodowe są potrzebne w miejscu pracy. Muszą dbać o pracowników, o przestrzeganie ustaleń, a władza się zmienia. Mam nadzieję, że będzie utrzymana kadencyjność władz samorządowych. Inaczej tworzą się scementowane układy w urzędach. To zaś nie jest zdrowe. Kadencyjność daje szansę  przewietrzenia pokojów i biurek zarządów. Urzędom i samorządom niezbędny jest powiew świeżości. Oczywiście, że co kadencję, wraz ze zmianą władz, nie powinny być wymieniane zespoły profesjonalnych urzędników. O ile są rzeczywiście profesjonalne.

– Profesjonalny, czyli dobrze przygotowany, powinien być też związkowy działacz.

Dlatego są szkolenia oraz – obok praktycznych umiejętności – wiedza teoretyczna. Sam się o związkach zawodowych najpierw dowiedziałem z publikacji, z gazet, i uznałem, że w miejscu pracy najlepiej mi pasuje „Solidarność”. Jak jest potrzebna wiem, bo pochodzę z Mazur, jest problem bezrobocia. Stąd szara strefa, praca dla młodych ludzi tylko w gastronomii i turystyce, sporo ustala się „na gębę” i wymaga pracy na śmieciówkach. Związki zawodowe takie jak NSZZ „Solidarność” są od lat zorganizowane i liczniejsze niż największe partie polityczne.

– Co od listopada 2025 roku dało się wynegocjować, przeforsować?

– Od listopada ubiegłego roku udało nam się nie pozwolić na duże, a nie do końca przemyślane, zmiany w samym Urzędzie Miasta, w polityce kadrowej. W Centrum Usług dla Przedszkoli i Szkół przeforsowaliśmy godne podwyżki płac. To są pracownicy administracji i obsługi placówek oświatowych. Trzeba było pilnie zająć się pracowniczym postulatem podniesienia zasadniczego wynagrodzenia pracowników.  Dochodzi do paradoksu, że po studiach w jednostkach urzędu zarabia się dużo mniej, niż zarabiają specjaliści od rachunkowości po maturze, ale w prywatnych firmach. A przecież przykładowo praca księgowej szkoły jest skomplikowana i nie mniej odpowiedzialna. Wsparliśmy więc inicjatywę pracowników, którzy odważnie do tego problemu podeszli, nie obawiali się. Ich racje zostały przyjęte, a związek im pomógł.  

– Stąd i wzrost uzwiązkowienia, przyznam, że imponujący…

– Tak, mamy obecnie 260 związkowców. To czterokrotny wzrost od listopada 2025 roku. Do organizacji międzyzakładowej „Solidarności” należą pracownicy magistratu oraz instytucji mu podległych, czyli: Zarządu Dróg Miejskich w Gdyni, Gdyńskiego Centrum Informatyki, Centrum Usług dla Przedszkoli i Szkół, Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego, Powiatowego Urzędu Pracy, Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych. Do „Solidarności” przychodzą kolejne osoby. Mamy deklarację od ludzi prezydent Gdyni, że chcą z nami rozmawiać, że dialog będzie prowadzony. Są liczne kwestie do omówienia. Nie jesteśmy przeciwnikami i nie chcemy być przeszkodą dla urzędu, gdyż mamy wspólne cele. Powinniśmy się dogadywać. Chcemy pomóc, zatrzymać rotację pracowników. Urząd samorządowy nie powinien być jak platforma szkoleniowa dla prywatnych pracodawców. Nie jesteśmy grupą ludzi „na służbie”, ale pracownikami, którzy powinni być docenieni i mieć warunki zatrudnienia konkurencyjne na rynku pracy.

 Rozmawiał Artur S. Górski

Rozmowa ukazała się w lipcowo-sierpniowym “Magazynie Solidarność”.

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej