Marzec ’68: Bunt intelektualistów. Kościół w obronie szykanowanych studentów

Marzec’68 – studenckie protesty i antysemicka chucpa, stał się mitem założycielskim dla środowiska opozycji demokratycznej wobec systemu PRL, tej o rodowodzie trockistowskim i marksistowskim. Za rozgrywkę w łonie władzy tym razem zapłacili studenci. Wobec fali represji mocny głos zabrał Kościół katolicki. Prymas Wyszyński apelował do władz PRL: „Nie drogą nienawiści!” i „pałka gumowa nie jest argumentem dla wolnego społeczeństwa”.

Rozgrywka w aparacie władzy, echo Października 1956 roku i konfliktu frakcji partyjnych „Puławy” – „Natolin” dla setek studentów zakończyły się życiowym dramatem – relegowaniem ze studiów, wcieleniem do wojska, represjami i koniecznością emigracji.

Marzec ’68 to symboliczny moment narodzin opozycji wobec PRL, wywodzącej się z rewizjonizmu marksistowskiego. Na jej czele, jako główni animatorzy, stali: Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, Adam Michnik, Seweryn Blumsztajn.

Pokłosie Marca ’68 i tamto buntownicze pokolenie miało znaczący wpływ po 1989 roku na naszą scenę polityczną, w pierwszej, czteroletniej fazie jej budowy, a w sferze światopoglądowej dawne spory odbijają się echem po dziś dzień w Kraju i za granicą.

Kościół katolicki w obronie studentów

Według raportu Departamentu IV MSW z 10 marca 1968 r., w drugą niedzielę Wielkiego Postu, prymas Stefan Kardynał Wyszyński podczas kazania w kościele św. Augustyna stwierdził dobitnie: „bardziej sponiewiera się ten, który mu te razy zadaje, niż ten, który jest uderzony. Bo człowiek uderzony nie traci swej godności […] dlatego też, najmilsi, nie trzeba nigdy naśladować tych, którzy nas uderzają”.

21 marca 1968 r. w liście pasterskim ze 107. Konferencji Plenarnej Episkopatu biskupi zaprotestowali przeciwko „gwałtownym środkom represji policyjnych”. Podkreślali, że wystąpienia studenckie „uwypukliły zagadnienia wolności opinii”.

Biskupi skierowali do wiernych słowa, że rozumieją oburzenie młodzieży nieprawdą w „informacjach prasowych, której Kościół sam na sobie doświadcza od tylu już lat”. Stanowisko kapłanów miało niebagatelne znaczenie wobec akcji propagandowej reżimu. Oficjalnie Kościół zabrał głos w komunikacie „Słowo Episkopatu Polski”, napisanym przez ks. kardynała Karola Wojtyłę i odczytanym w kościołach 31 marca 1968 r. pt. “O bolesnych wydarzeniach”.

SB raportowała: „W wyniku zabezpieczenia stwierdzono, że list czytany był w zasadzie w większych ośrodkach miejskich (w tym w Warszawie i Łodzi), w ośrodkach duszpasterstwa akademickiego i w niektórych parafiach niezbyt odległych od siedzib kurii”.

11 kwietnia 1968 r., w Wielki Czwartek, Prymas Stefan Kardynał Wyszyński w katedrze św. Jana w Warszawie apelował: „Nie tą drogą! Nie drogą nienawiści!”.

Ja, biskup Stolicy, jakże boleśnie przeżywam to widowisko, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Cóż mi pozostaje? Chyba wam przypomnieć, najmilsze Dzieci, abyście wybrali własne serca, myśli i uczucia, przeciwko potwornej nienawiści i kłamstwu, które się dzieją na naszych oczach

– wołał prymas, a w liście do premiera Józefa Cyrankiewicza 21 marca 1968 r. biskupi postulowali by ten wpłynął na prasę „by informowała opinię publiczną zgodnie z rzeczywistością lub przynajmniej, by tendencyjnymi naświetleniami nie drażniła młodzieży i społeczeństwa”.

Biskupi napisali do szefa rządu PRL:

„Pałka gumowa nie jest argumentem dla wolnego społeczeństwa, budzi najgorsze skojarzenia i mobilizuje opinię przeciwko ustalonemu porządkowi. Władza państwowa nie może zastąpić rozsądku i sprawiedliwości pałką gumową”.

W Słowie Episkopatu Polski do wiernych z 21 marca 1968 r. czytamy:

“Stosowanie środków przemocy fizycznej nie prowadzi do prawdziwego rozwiązania napięć między ludźmi, ani pomiędzy grupami społecznymi. Brutalne użycie siły uwłacza godności ludzkiej”.

Podczas obchodów święta Matki Boskiej Królowej Polski 3 maja 1968 r. wierni w polskich kościołach usłyszeli nadal aktualne zdania zawarte w duszpasterskim liście:

Również i funkcja prasy oraz innych środków masowego przekazu wtedy jest prawidłowa, gdy każdy ma prawo wypowiedzieć swe słuszne przekonania i bronić ich. Jeśli natomiast prawowita swoboda wypowiadania przekonań zostaje stłumiona, funkcja ta staje się szkodliwa.

“Znak”

Jedynie posłowie koła „Znak”: Jerzy Zawieyski, Konstanty Łubieński, Tadeusz Mazowiecki, Stanisław Stomma i Janusz Zabłocki 11 marca 1968 r. okazali odwagę i złożyli w Sejmie PRL interpelację:

Co zamierza uczynić rząd, aby powściągnąć brutalna akcję milicji i ORMO wobec młodzieży akademickiej i ustalić odpowiedzialność za brutalne potraktowanie tej młodzieży? Co zamierza rząd uczynić, aby merytorycznie odpowiedzieć młodzieży na postawione przez nią palące pytania, które nurtują także szeroką opinię społeczną, a dotyczące swobód obywatelskich i polityki kulturalnej rządu.

Podczas sejmowej debaty atakom na garstkę posłów nie było końca. Stanisław Kociołek (I sekretarz KW PZPR w Gdańsku i późniejszy “kat Trójmiasta”) wołał, że „kierowała nimi zła, reakcyjna wola”.

Kardynał Wyszyński wsparł grupkę posłów „Znaku”.

– Twoje wystąpienie w Sejmie było czynem niemal reytanowskim na tle tańca martwych dusz – pisał prymas Polski do posła Jerzego Zawieyskiego, który w Sejmie odważył się zaprotestować przeciwko zamordyzmowi ekipy Gomułki.

Interpelacja Koła „Znak” przeszła do historii PRL, jako sporadyczny przykład przeciwstawienia się monopartii i jej satelickim stronnictwom.

Dyktatura ciemniaków”

Zawieyski publicznie wyraził oburzenie faktem pobicia Stefana Kisielewskiego „Kisiela”. Wieczorem, 11 marca 1968 r. ten wyśmienity felietonista został dotkliwie pobity przez „nieznanych sprawców”. Była to zemsta za wypowiedź “Kisiela” o „skandalicznej dyktaturze ciemniaków” 29 lutego 1968 r. na nadzwyczajnym zebraniu Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich po zdjęciu z repertuaru Teatru Narodowego “Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka.

– Opowiadam się za rezolucją kolegi Kijowskiego, która stawia sprawę całościowo na tle tej skandalicznej dyktatury ciemniaków w polskim życiu kulturalnym, jaką obserwujemy od dłuższego czasu – mówił wtedy “Kisiel”.

Władysław Gomułka poczuł się urażony tą wypowiedzią i w publicznym przemówieniu oskarżył Kisielewskiego o nielojalność.

– Te dotacje i subwencje powstają z pracy narodu, z pracy tych, których jaśnie oświecony wróg Polski Ludowej – Kisielewski, określił pogardliwie mianem ciemniaków – powiedział tow. “Wiesław” ten, który z poparciem półmilionowego tłumu przemawiał w październiku 1956 r. z balkonu na placu Defilad, ale nie był w stanie zapewnić modelu socjalizmu „z ludzką twarzą”.

Propagandzista Kazimierz Kłos, w paszkwilu opublikowanym na łamach „Życia Warszawy”, opisał Kisielewskiego jako „wojującego katolika”, prezentującego „wyniosłą pozę besserwissera”, “wspierającego działania niemieckich biskupów i dywersyjnych ośrodków emigracyjnych”.

„Dziady”, czyli o co poszło?

8 marca 1968 r. po ataku MO i ORMO w okolicach i na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego oraz brutalnym stłumieniu wiecu studentów, zwołanego przeciwko cenzurze i w obronie spektaklu „Dziady”, (zdjętego z desek Teatru Narodowego) studenci przyjęli rezolucję:

My studenci uczelni warszawskich, oświadczamy: Nie pozwolimy nikomu deptać Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Represjonowanie studentów, którzy protestowali przeciwko haniebnej decyzji zakazującej wystawienia »Dziadów« w Teatrze Narodowym, stanowi jawne pogwałcenie art. 71 Konstytucji. Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do obrony demokratycznych i niepodległościowych tradycji Narodu Polskiego. Nie umilkniemy wobec represji.

Gdy już nie można było utrzymać w tajemnicy tego, co stało się 8 i 9 marca 1968 r. na warszawskich uczelniach w KC PZPR zapadła decyzja o wykorzystaniu studenckiego i literackiego “fermentu” do rozgrywki wewnątrzpartyjnej. Protest studentów zszedł na plan dalszy, stając się tłem do akcji propagandowej przeciw tzw. elementom rewizjonistycznym i osobom pochodzenia żydowskiego w łonie aparatu władzy oraz pozostających jeszcze w aparacie represji i w Wojsku Polskim. Co wywołało wymuszoną emigrację ok. 14 tysięcy Żydów obywateli polskich. Efektem propagandowych akcji oraz emigracji było niesprawiedliwe obarczanie przez zachodnich publicystów odpowiedzialnością społeczeństwa polskiego i pojawienie się na lata obwiniania o antysemityzm.

Episkopat Polski wydarzenia z jednej strony traktował jako przejaw walki o władzę w aparacie partyjno-państwowym, Z drugiej strony Kościół dostrzegał zryw wolnościowy – głównie inteligencji, upomnienie się o prawa do życia w wolności, do swobodnego wyrażania poglądów i wolnego od cenzury prewencyjnej rozwoju kultury.

Młody Gdańsk się buntuje

Centrum wydarzeń wiosną 1968 roku było w stolicy. Gdańsk, Lublin, Wrocław nie były widownią tak spektakularnych akcji milicji, ORMO i aktywu robotniczego, jak Warszawa. Ale i w tych miastach można było dostać milicyjną pałką, otrzymać cios pięścią w twarz od ORMO-wca.

Wiec na Politechnice Gdańskiej z 12 marca 1968 r., to jeden z mniej znanych, a znaczących epizodów Marca’68. Studenckie wiece odbyły się także w Wyższej Szkole Pedagogicznej.

Dzień wcześniej 11 marca w akademikach Politechniki Gdańskiej odbyły się zebrania studentów. W klubie studenckim „Koga” gościli świadkowie zajść w Warszawie z 8 marca. Podjęło decyzję o zorganizowaniu wiecu. Władze uczelni wyraziły zgodę na organizację tzw. masówki. 12 marca 1968 r. dwa tysiące studentów zebrało się w auli i na holu Politechniki Gdańskiej.

I sekretarz KW PZPR Stanisław Kociołek chciał przekazać partyjną „wykładnię” na temat „chuligańskich wybryków” i zagranicznych podżegaczy. Jego przemówienie przerywane było gwizdaniem i okrzykami „Prasa kłamie!”. Kociołek opuścił politechnikę, a studenci uchwalili rezolucję, w której napisali:

Uważamy, że najwyższy czas by nie traktować naszych wystąpień jako wybryków bananowych  i awanturujących się studentów i chuliganów, lecz jako wystąpienie ludzi, których pierwszym celem jest sprawa socjalizmu i demokracji.

15 marca 1968 r. w rejonie budynków Politechniki Gdańskiej, konsulatu ChRL i Opery Bałtyckiej we Wrzeszczu zebrała się spora grupa młodych ludzi. Starcia z milicją trwały do godzin wieczornych. Zniszczono kilkanaście milicyjnych samochodów. MO zatrzymała 301 manifestantów (w większości byli to nie studenci, a robotnicy). Zatrzymanych bito na ulicach i w komisariatach. Co najmniej 150 osób odniosło poważniejsze obrażenia.

Można ocenić, że tego dnia w ulicznych zajściach w Gdańsku uczestniczyło 10 tysięcy osób. Była to zatem największa nielegalna demonstracja polityczna w latach 60, większa niż ta marcowa w Warszawie i w Nowej Hucie z 1960 r. Oczywiście o wiele liczniejsze, bo liczone w setki tysięcy, były religijne zgromadzenia w Milenium Chrztu Polski w 1966 r.

Od 16 marca do 5 kwietnia 1968 r. na Politechnice odbywały się wiece (jeden z udziałem nawet trzech tysięcy studentów). Żądano uwolnienia zatrzymanych wcześniej koleżanek i kolegów.

W procesach „marcowych” najwyższy wyrok otrzymał gdańszczanin Jakub Szadaj, który został skazany na 10 lat więzienia za zorganizowanie i przewodzenie „Gdańskiej Młodzieżowej Grupie Wywiadowczej”. Był to najwyższy wyrok w procesach Marca’68. Szadaj odsiedział ponad połowę wyroku m.in. w więzieniu w Potulicach. W celu namierzenia grupy do końca 1968 r. kontynuowano sprawę obiektową z 1967 r. o kryptonimie „Agresja”. Jej celem była dezintegracja i neutralizacji środowisk żydowskich na Wybrzeżu po tzw. wojnie sześciodniowej, stoczonej w czerwcu 1967 r. między Izraelem a Egiptem, Jordanią i Syrią.

W Marcu’68 za druk i rozpowszechnianie ulotek został aresztowany Bogdan Borusewicz, skazany na trzy lata więzienia, z których odsiedział połowę wyroku. Po wyjściu na wolność rozpoczął on studia historyczne na KUL i napisał pracę magisterską pod kierunkiem dr. hab. Ryszarda Bendera.

O władzę nad umysłami

Wrzenie na uczelniach, po rozpędzeniu 8 marca 1968 r. wiecu na Uniwersytecie Warszawskim,  postanowiła wykorzystać do rozgrywki z wewnętrzpartyjną opcją, określaną jako „Żydy”, partyjna frakcja „Partyzantów”, której trzon tworzyli Mieczysław Moczar, Walery Namiotkiewicz, Zenon Duszyński, Franciszek Szlachcic.

Pięć lat wcześniej, po usunięciu z MSW Antoniego Alstera, „Partyzanci” zaczęli przejmować bezpiekę, kluczowe agendy kontroli i dezinformacji. Zaczęła się antysemicka czystka. W jej efekcie m.in. do końca 1968 r. z uniwersytetów musieli odejść zdeklarowani marksiści, jak Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko, Zygmunt Bauman, Stefan Morawski. Udali się na emigrację do Europy Zachodniej, a spora grupa – do Izraela. Był to ostatni etap odzyskiwania wpływów politycznych przez ludzi określanych w 1956 r. mianem „Natolina” lub “Chamów”. Dawni członkowie frakcji PZPR określanej jako „Puławianie” lub “Żydy”, czyli Antoni Schaff, Jerzy Albrecht, Stefan Staszewski, związani z aparatem bezpieczeństwa przed 1956 r. (MBP i MSW) utracili w 1968 r. wszelkie wpływy.

Wielu z późniejszych opozycjonistów, „rewizjonistów” i „ofiar systemu PRL” brało udział wcześniej, szczególnie po 1947 r. do 1956 r., w kampanii antykościelnej, w nagonce na – jakże nielicznych, przedwojennych profesorów. Szydziło z tradycji i usiłowało wymazać z pamięci całe fragmenty naszej historii. Odpowiadają oni za usunięcie z uczelni, tyle, że dwadzieścia lat wcześniej, profesorów Ludwika Jaxy Bykowskiego, Władysława Tatarkiewicza, Stefana Bystronia, Romana Ingardena, Marii i Stanisława Ossowskich. W 1968 r. to ich z kolei wyrzuciła własna partia, której przez dwie dekady wiernie służyli, budując socjalizm na sowiecki model. W latach 60. XX w. partyjny “beton” był zaniepokojony, gdyż podważali oni dogmaty komunistów – wyznawców teorii Uljanowa “Lenina”, posługując się retoryką Lwa Trockiego, bolszewickiego zbrodniarza, który czmychnął przed Stalinem w latach 20 na Zachód. Tym samym “rewizjoniści” zaatakowali religijne wręcz kryterium bolszewickiej i leninowskiej “prawdy” o dyktaturze proletariatu i realnego socjalizmu w wydaniu sowieckim.

Intelektualiści i dysydenci

Marzec’68 był buntem inteligencji, wychowanej w PRL przez tych, którzy zajęli miejsce elity wyniszczonej w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej lub zmuszonej do emigracji. Rodząca się młoda opozycja, czyli „Komandosi”, dzięki zaistnieniu w propagandzie PRL weszli do legendy Marca’68. Adam Michnik, Henryk Szlajfer, Jan Lityński, Józef Dajczgewand, Natan Tannenbaum, Seweryn Blumsztajn zostali wykreowani na studenckich przywódców. Wbrew woli tow. “Wiesława” i „wierchuszki” PZPR, a dzięki marcowej propagandzie, ich nazwiska w połączeniu z nazwiskami Baumana, Bromberga, Baumrittera i Staszewskiego uzasadniać miały propagandową tezę o spisku „syjonistów” i „rewizjonistów” przeciwko państwu.

W Marcu’68 twórca “czerwonego harcerstwa” i drużyn “Walterowskich” Jacek Kuroń, trockista i syndykalista Karol Modzelewski, „rewizjonista” i znakomity filozof, który z bolszewika przeżył przemianę w katolika – Leszek Kołakowski (autor m.in. “Głównych nurtów marksizmu”) wyrośli na czołowych kontestatorów i „rozbijaczy” PRL.

W Marcu’68 propaganda partyjna odniosła sukces. Studenci pozostali w faktycznej izolacji. Dopiero 10 lat później zaczęły działać Studenckie Komitety Solidarności, Towarzystwo Kusów Naukowych i Ruch Młodej Polski.

Zdjęcie z okna akademika we Wrzeszczu 15 marca 1968 r

Zdjęcia z Archiwum Biura “C” MSW, przekazane do Archiwum IPN (Politechnika Gdańska marzec 1968)

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej