Marek Markiewicz: Misją sędziego nie jest polityka

Rozmowa z mec. Markiem Markiewiczem, delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, za działalność opozycyjną zwolnionym w 1981 r.  z pracy w TVP, następnie wiceprezesem Komitetu ds. Radia i Telewizji, posłem 1991–93, pierwszym przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (do marca 1994).

Rozmawia Artur S. Górski

Marek Markiewicz (fot. Wikimedia)

– W Gdańsku przed sądem stanęła europosłanka Magdalena Adamowicz, wdowa po tragicznie zmarłym prezydencie miasta Pawle Adamowiczu obwiniona o matactwa podatkowe i zatajanie majątku. Większość mediów zwróciła uwagę na moment, w którym pani sędzia Julia Kuciel z X Wydziału Karnego Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe raczyła przerwać wywód oskarżonej, pouczając, że sala rozpraw nie jest miejscem na politykę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale pani sędzia, i inni sędziowie z tego wydziału, uczestniczyła w protestach przed sądami przeciwko tzw. reformie wymiaru sprawiedliwości, a na tych samych wiecach przemawiał mąż podsądnej, także – do czasu – oskarżony, prezydent Gdańska. Są przepisy kpk, znane są procedury, ale czy jest to sytuacja dla przebiegu procesu zdrowa?

– Słyszałem, że sędzia przerywając polityczną tyradę pani Magdaleny Adamowicz, zrobiła na relacjonujących, na dziennikarzach i komentatorach wrażenie. Nic złego w odcięciu od politycznych występów. Jednak sama pani sędzia przewodnicząca gdańskiego sądu nie jest wolna od politycznego temperamentu. Dowiadujemy się, że ona sama uczestniczyła w publicznych wystąpieniach i pikietach przeciwko decyzjom czy to ministra, czy większości sejmowej. Odmówiła prezesowi Sądu Apelacyjnego podania, do którego stowarzyszenia sędziowskiego należy. Kopia jej oświadczenia publikuje portal Wpolityce.pl. Pani sędzia powołuje się przy tym na ochronę informacji dotyczących jego osoby oraz na zapisy konstytucyjne, iż władze publiczne nie mogą pozyskiwać informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym. Zna też moc konstytucyjnego artykułu o zapewnieniu wolności sumienia, wolności zrzeszania się. Pięknie to wygląda, lecz tak piękne nie jest w przypadku sędzi, angażującej się w działalność polityczną. Takie gesty nie biorą się z powietrza.

Od oceny zgodności ustaw z Konstytucją powinien być Trybunał Konstytucyjny, który o oświadczeniach sędziów co do stowarzyszeń nie orzekał. Manifestowanie przed gmachem Sądu Okręgowego w Gdańsku, wspólnie z politykami, w tym i z klientem wymiaru sprawiedliwości, dziś już – niestety – śp. Pawłem Adamowiczem, może rzucać cień na przekonanie o bezstronności sędziego. Wspólne wystąpienia sędziego z podsądnym to gorzej niż towarzyski obiad zjedzony przez sędziego z prezesem partii rządzącej.

Od dawna dopytuję, czy publiczne wystąpienie nie powinno być podstawą do wniosku o wyłączenie sędziego ze składu. Widząc sędziów na rozmaitych protestach w Warszawie, a potem widząc ich jako sędziów w sprawie, poważnie zastanawiam się, czy nie mamy występować o wyłączenie takiego sędziego ze składu. Do tej pory w prowadzonych sprawach bezpośrednio nie natknąłem się na taki przypadek, ale publicznie ten temat postawiłem. Zaangażowanie publiczne tego rodzaju nie gwarantuje bezstronności.

– Podejrzenie o brak bezstronności i sprzeniewierzenie niezawisłości rodzi się niezależnie od przekonań i stron konfliktu…

– Tak, bez względu na to, w którą stronę owe zaangażowanie by szło. Podjęcie politycznej działalności jest sprzeczne ze statusem sędziego i powinno być powodem postawienia wniosku o wyłączenie ze składu orzekającego.

– Mamy z jednej strony: byłego przewodniczącego KRS Leszka Mazura, czy sędziów Macieja Miterę, Łukasza Piebiaka,  z Izby Dyscyplinarnej Piotra Schaba, Przemysława Radzika, a z drugiej sędziów Dorotę Zabłudowską, Julię Kuciel, Joannę Jurkiewicz,  Igora Tuleyę, Pawła Juszczuszyna i Olimpię Barańską-Małuszek, wypowiadających się na temat ustaw i prac parlamentu. Jak się w tym czuje osoba, która stała się ofiarą zabiegów prawnych, nazwanych „falandyzacją prawa”, od nazwiska profesora Lecha Falandysza z kancelarii prezydenta Wałęsy?

Nie tyle byłem tyle ofiarą, co ode mnie to pojęcie się zaczęło (śmiech). Termin stworzyła redaktor Ewa Milewicz na gruncie odwołania mnie z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przez pana prezydenta Wałęsę. Profesor utrzymywał, że prezydent miał prawo odwołać. W ustawie zapisano, że prezydent powołuje członków rady, ale nie napisano, że i odwołuje. Prawo nie przewidywało możliwości odwołania, jednocześnie tegoż nie zakazując. Trybunał Konstytucyjny pogląd profesora odrzucał. Gdyby ustawodawca chciał, to możliwość odwołania by zapisał, a jeśli nie zapisał, to sprawa jest oczywista. Z konstytucyjnej zasady legalności wynika, że w przypadku, gdy normy prawne nie przewidują kompetencji organu państwowego, kompetencji nie wolno domniemywać.

– Czyli prerogatyw, kompetencji dowolnie rozszerzać. Co warto i dzisiaj przypomnieć. Tak władzy, jak i kontestującym jej poczynania…

Młodsi, pełni emocji, mogą czasem błąd popełnić, ale jest nie do pojęcia, by ktoś manifestował ze świeczką swoje przekonania pod Sądem Najwyższym, by przemawiał, że  doświadcza zamachu na niezawisłość sędziowską, a za kilkanaście godzin ubierał togę, łańcuch i orzekał np. w sądzie rejonowym. To jest konflikt, który prowadzi ku anarchii. Czy sędziowie zakładają, że władza wycofa się z reform, do których zyskała mandat w wyborach. Zaangażowanie się sędziego w sprawy polityczne i publiczne wprost grozi zachwianiem ich wiarygodność na sali rozpraw. Wcześniej chyba nikomu do głowy nie przyszło, żeby sędziowie ze świeczkami manifestowali na ulicy.

– W sporze prawniczym doszłoby do kompromisu, ale jest podjęta próba przemodelowania wymiaru sprawiedliwości. Mamy uchwałę trzech izb Sądu Najwyższego, mamy wyrok TSUE, że Sąd Najwyższy ma zbadać niezależność Izby Dyscyplinarnej, by ustalić, czy może ona orzekać, ma być brany pod uwagę sposób wyboru KRS oraz to, jak KRS stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. W reformowaniu rządzący zabrnęli do punktu, który dla nich samych stał się problemem?

– I mamy wystąpienie pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Manowskiej do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie, czy ustalenie przez sąd istnienia lub nieistnienia stosunku służbowego sędziego powołanego przez Prezydenta RP na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa jest niezgodne z konstytucyjną zasadą nieusuwalności sędziów, czyli o zbadanie konstytucyjności stosowania artykułu 189 kpc z ustawą o Sądzie Najwyższym i z prawem o ustroju sądów powszechnych. To kwestia prawidłowości powołania sędziów oraz był wniosek premiera o zbadanie kwestionowania powołania sędziego, gdzie Trybunał odmówił rozpoznania sprawy. Co do wyłączenia sędziego z powodu innego zaangażowania nie mieliśmy takich wniosków.

– Misja sądzenia jest powierzona sędziemu na czas nieoznaczony. Mamy sytuację zaangażowania się sędziów po jednej ze stron, czy inaczej po stronie „ancien regime”, a z drugiej strony rewolucyjne ruchy powodowane chęcią przemodelowania wymiaru sprawiedliwości. Obywatel musi mieć ten minimalny komfort, że za stołem sędziowskim siedzi osoba bezstronna, nie zważająca wyrokując na poglądy podsądnego. 

– Absolutnie się zgadzam. Trzeba być raz przynajmniej w życiu w sądzie by sądy reformować (śmiech). Mam na myśli oczywiście sferę praktyki orzecznictwa i delikatność materii sprawy. Także w wypowiedziach medialnych warto ważyć słowa, ale też nie tłumić w sobie własnych poglądów. Nawet jeśli ktoś musi „dać gardło” za to, że reforma toczy się powoli lub nie przynosi sukcesów na miarę wyzwań.   

– W Gdańsku wyzwaniem jest sprawa, w której przed sądem stanęła żona prezydenta miasta, który odszedł w tragicznych okolicznościach po 20 latach sprawowania rządów.  Sędzia uczestniczyła w demonstracji wspólnie z prezydentem Adamowiczem, dziś sądzi jego małżonkę, która mówi o sobie jako o  pokrzywdzonej, że to forma szykan. Jest szansa na rozstrzygnięcie nie budzące wątpliwości?

Proces toczy się  według wypracowanych reguł. Strony mają swoje prawa. Poczekałbym do rozstrzygnięcia. Nie szedłbym na konflikt z sędzią. Sprawa pani sędzi z gdańska nie jest jednoznaczna. Nie zarzucam jej braku niezawisłości.Zaangażowanie publiczne budzi wątpliwości.A tych na salisądowej nie powinno być nigdy, w trosce o bezstronność sądu. Przechył w jakąkolwiek stronę nie jest dobry dla sprawy. Fakt, że do procesu doszło jest sam w sobie interesujący.

–  Mieliśmy przykłady, gdy sądy stawały się narzędziem represji oraz zapewnienia ludziom władzy bezkarności…

 – I to nie tylko w sprawach politycznych. Sędziowie po 1980 roku zachowywali się bardzo różnie. Dzisiaj wśród nich, jak i wśród radców i adwokatów, zwolennicy zmian, przynajmniej w stolicy, stanowią zdecydowaną mniejszość. Dla pozostałych próby zmian to wręcz faszyzm.

– Zmiany nie mogą polegać na zasadzie „kadry są najważniejsze” lub „kadry decydują o wszystkim”. Przekonanie, że treść i sposób uchwalenia zmian budzą poważne wątpliwości, prowadzi do demolowania wymiaru sprawiedliwości. O przewlekłości postępowań nie wspomniawszy. Sprawa państwa Adamowiczów, nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych włodarza, zaczęła się w roku 2013, gdy rządy sprawował Donald Tusk, na czele CBA stał inspektor Paweł Wojtunik…   

– Obywatel musi czuć się bezpiecznym, a jego prawa nie zostają naruszone. Z własnej praktyki przytoczyć mogę szereg przykładów, że tak się nie dzieje. Ma to swój wymiar

procesowy oraz perspektywę odszkodowań. Pytanie, czy w ogólnym odbiorze – przewlekle, musi trwać postępowania, stawiam nie tylko w tej sprawie. Dopytuję chociażby co się dzieje z moim dawnym kolegą, niegdyś bardzo aktywnym, marszałkiem Stefanem Niesiołowskim, będącym oskarżonym o łapówkarstwo w szczególnej postaci? (śmiech) Myślę, że niestety nie uporamy się z bolączkami wymiaru sprawiedliwości. Wszystkie próby skończyły się fiaskiem. Miałem ostatnio rozmowę ze znanym adwokatem, który dopytywał, czy zmieniłem wreszcie poglądy i porzuciłem kolegów. Odpowiedziałem, że rządzą na szczęście nie jego koledzy, skoro on krytykuje otwarcie władzę i nie spotykają go szykany, a on sam nie znalazł się pod podłogą, w piwnicy, to jednak jest demokracja (śmiech).

 – Rozmawiamy w rocznicę mordu sądowego na generale Fieldorfie „Nilu”, w przededniu 40 rocznicy zgładzenia IV komendantury Zrzeszenia WiN. Odpowiedzialni za zbrodnie sądowe prokurator Wajsblech, sędzia Gurowska, pułkownik Wolińska, major Widaj, sędzia Roman Kryże pracowali przez lata jako sędziowie i dożyli w spokoju. Igor Andrejew, sędzia ze składu w sprawie „Nila”, zrobił karierę, był profesorem prawa, współautorem Kodeksu karnego, pisał artykuły o etyce…

Trzeba szukać pierwotnej skazy na wymiarze sprawiedliwości. Można ją pośrednio odczuć spacerując przez cmentarz na Powązkach ku owej, odkrytej przez zespół profesora Szwagrzyka, „Łączki”, mijając po drodze aleję co bardziej zasłużonych teoretyków prawa karnego z drugiego półwiecza XX wieku i sędziów Sądu Najwyższego, choćby z Izby Wojskowej.

(tekst rozmowy za Gazeta Gdańska z dn. 25 lutego br.)

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej