Księdza Popiełuszki Bolesne Tajemnice. Książka prokuratora Witkowskiego
Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy wobec niego na co dzień. Nie protestujemy wobec niego, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy
Bł. ks. Jerzy Popiełuszko
Warto w kalendarzu wydarzeń zaznaczyć datę: sobota 6 czerwca 2026 r. Na ten dzień w Bazylice pw. Św. Brygidy w Gdańsku zaplanowane jest spotkanie z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, śledczym zajmującym się wyjaśnieniem okoliczności mordu na Kapłanie, dwukrotnie odsuwanym od śledztwa, autorem książki pt. „Księdza Popiełuszki Bolesne Tajemnice”, która ukazała się w pierwszych dniach kwietnia.

– Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko dźwigał kapłański krzyż do ostatniego tchnienia. Poznanie w pełnym wymiarze ofiary życia, którą poniósł, pozostaje wyzwaniem dla jego potomnych (…). Nikt nigdy w ostatecznym rozrachunku z prawdą nie wygrał, nawet gdyby pozór chwilowej porażki przytłaczał ogromem mylących iluzji – to fragmenty ze wstępu do książki.
Andrzej Witkowski to prokurator w stanie spoczynku, który od lat bada historię śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. „Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy” Witkowskiego to książka podsumowująca ustalenia prokuratora badającego zbrodnię z 1984 r. Śledztwo prowadził on w latach 1990–1991 i 2002–2004. Prokurator sugeruje, że duchowny nie zginął 19 października 1984 r. i w książce pt. „Bolesne tajemnice księdza Popiełuszki. Śladami prawdy” rozwija tezę, że ksiądz Popiełuszko był przewieziony do bunkrów wojskowych w Kazuniu i tam – po kilku dniach tortur zmarł ok. 25 października 1984 roku. Zdaniem śledczego dopiero wtedy wrzucono jego zwłoki do Wisły.
Witkowski kwestionuje oficjalną wersję morderstwa z 1984 r., demaskując kulisy procesu toruńskiego jako scenariusz stworzony przez SB i wskazując na rozbieżności w dacie śmierci.
Prokurator wskazuje, że bunkry w Kazuniu były przygotowywane 10 października 1984 r. jako miejsce dla tajnych działań. W jego opinii istniały przesłanki, że mogły służyć do przetrzymywania księdza. Wnętrza i otoczenie bunkrów amunicyjnych w Kazuniu Polskim nie były poddane czynnościom procesowym, a to ważne tym bardziej, że są nowe metody identyfikacji śladów kryminalistycznych. Witkowski z inicjatywą w tym zakresie wystąpił do prokuratury IPN.
Witkowski twierdzi, że po porwaniu ks. Popiełuszko miał być umieszczony w innym samochodzie niż pojazd porywaczy. Prokurator powraca do wątku „trzeciego samochodu” oraz hipotezy o przejęciu księdza przez WSW oraz kwestionuje wersję „bagażnikową”, przywołując brak śladów krwi księdza w bagażniku samochodu porywaczy z SB.
Prokurator Witkowski wskazuje, że proces toruński był pokazowym procesem, mającym na celu ukrycie mocodawców zbrodni. To temat sporów, pole zaniechań i manipulacji oraz działania mechanizmu kłamstwa. W 2002 r. prok. Andrzej Witkowski powołał zespół trzech biegłych profesorów medycyny sądowej. Z ich opinii wynika, iż funkcje życiowe ks. Popiełuszki ustały kilka dni przed badaniem sekcyjnym, czyli 25 lub 26 października 1984 r. Są też zeznania świadków, którzy mieli widzieć, jak ciało księdza wrzucono do Wisły 25 października.
Hipotezy, pytania, dociekliwość
Publikacja jest efektem prokuratorskich czynności, ale też daje asumpt do dociekań i opinii. Przypomnijmy, że ważnym głosem o okolicznościach śmierci księdza Jerzego jest też książka „Ze szczególnym okrucieństwem” autorstwa dr. Tadeusza Jóźwika, eksperta medycyny sądowej, pracownika Zakładu Medycyny Sądowej AM w Białymstoku, który osobiście 31 października 1984 r. wykonywał sekcję zwłok zamordowanego kapłana.
Medyczny opis obrażeń jakich doznał ksiądz Popiełuszko oraz prawdopodobnych przyczyn zgonu, pokazuje z jakim okrucieństwem sprawcy potraktowali księdza. Były też poszlaki wskazujące na manipulacje wokół dokumentacji sekcji zwłok ks. Jerzego. 31 października 1984 r. biegli sporządzili „Protokół oględzin zewnętrznych i wewnętrznych zwłok Jerzego Popiełuszki” i wydali „Opinię tymczasową”. Dlaczego lekarze w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku prof. Maria Byrdy i dr Tadeusz Jóźwik nie określili czasu jego zgonu?
Trzeba szukać odpowiedzi, co naprawdę wydarzyło się w październiku 1984 roku?
Data 19 października stała się w Polsce datą graniczną i tę datę utrwalono jako „wersję oficjalną” w procesie toruńskim, w komunikatach państwowych, w publikacjach i w obiegu medialnym, w przedstawionej społeczeństwu wyreżyserowanej wersji wydarzeń.
Przypominamy!
Ksiądz Jerzy Popiełuszko został porwany 19 października 1984 r., późnym wieczorem, ok. 21.30. O godz. 22.05 milicja przyjęła zgłoszenie o uprowadzeniu; o godz. 22.45 funkcjonariusze MO byli na miejscu porwania. Odnaleźli m.in. pozostawiony tam orzełek z milicyjnej czapki (sic!). 20 października 1984 r. w Dzienniku Telewizyjnym TVP1 podano informację o uprowadzeniu księdza.
W niezliczonych miejscach Kraju modlono się za jego szczęśliwe uwolnienie i powrót. Oficjalnie z datą 30 października 1984 r. zmasakrowane ciało kapłana wyłowiono z Wisły w okolicach tamy we Włocławku.
Bezpośredni sprawcy zbrodni – inaczej niż w dziesiątkach innych przypadków, zostali wykryci i osądzeni. Ich proces był elementem brutalnej gry o wpływy miedzy służbami specjalnymi WSW i SB. W wyniku ujawnienia bezpośrednich sprawców wpływy w aparacie władzy utracił generał milicji Mirosław Milewski, który „karierę” rozpoczynał w 1944 r. od współpracy ze złowrogim sowieckim kontrwywiadem “Smiersz” (Spiecjalnyje Mietody Rozobłaczenija Szpionow) i od Obławy augustowskiej z 1945 r.
Nadzorujący WSW gen. Czesław Kiszczak, funkcjonariusz reżimu (także z czterdziestoletnim stażem w resorcie), triumfował, zyskując pełnię władzy nad resortem bezpieczeństwa oraz pozując na “umiarkowanego” szefa resortu siłowego (przyda mu się ta rola w procesie przemian od 1988 r.). Paradoksalnie zatem zbrodnia i proces posłużyły ekipie Jaruzelskiego i Kiszczaka do prezentowania się jako „skrzydło reformatorskie” w przeciwieństwie do „betonu”.
W trakcie obrad Biura Politycznego KC PZPR 27 listopada 1984 r. z ust Mieczysława Rakowskiego padła uwaga, że “trzeba będzie zasiąść do stołu z działaczami opozycji politycznej”, co zapowiadało zmianę strategii z konfrontacyjnej na bardziej pojednawczą.
Zbrodnia na księdzu Jerzym, choć jej bezpośredni sprawcy zostali skazani, została otoczona specjalną akcją dezinformacyjną.
Spotkanie z prokuratorem Witkowskim będzie więc okazją do zadania pytania: czy tak rzeczywiście było?
Wieczorem 19 października 1984 r. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala, Waldemar Chmielewski (pracę magisterską w Akademii MSW napisał o prymasie Wyszyńskim), przebrani w mundury milicjantów z Wydziału Ruchu Drogowego MO, poruszający się nieoznakowanym autem, zatrzymali golfa, którym powracał z Bydgoszczy, z parafii Świętych Polskich Braci Męczenników, do Warszawy ks. Jerzy Popiełuszko.
Waldemarowi Chrostowskiemu, kierowcy księdza, oprawcy założyli na ręce kajdanki i posadzili w służbowym fiacie 125p. Dzięki nieprawdopodobnemu szczęściu (?) i przeszkoleniu strażaka, „udało się” mu wyskoczyć z pędzącego auta. Eksperymenty procesowe wykazały, że skok taki zakończyłby się co najmniej złamaniami. To Chrostowski przekazał informację o uprowadzeniu. Ale dlaczego w ogóle się zatrzymał? Wszak po atakach “przebierańców” na drogach mógł nocą dojechać do najbliższego komisariatu MO i poinformować o próbie zatrzymania przez kogoś poruszającego się nieoznakowanym fiatem?
Działania „szwadronu śmierci” miał inspirować Adam Pietruszka, pułkownik Służby Bezpieczeństwa, zastępca dyrektora Departamentu IV MSW, który zajmował się walką z „antypaństwową” działalnością kościołów i związków wyznaniowych, prowadził wyselekcjonowaną agenturę wśród duchownych hierarchów oraz nadzorował ewidencjonowanie i dokumentowanie działalności księży. To on, według historyków IPN, był oficerem prowadzącym najbardziej wartościową agenturę wśród kleru.
To z Departamentem IV MSW wiąże się działalność zakonspirowanej Grupy D. Istnienie Grupy “D” (dezinformacja i dezintegracja) zostało objęte tajemnicą nawet wobec innych funkcjonariuszy SB. Jej działania były nielegalne w świetle prawa obowiązującego w PRL. To z działalnością tej grupy wiążą się akty terroru wobec opozycji i Kościoła. Działalność Grupy “D” nie została do dzisiaj wyjaśniona.
Członkom Grupy „D” przypisuje się zabójstwa księży Sylwestra Zycha, Romana Kotlarza, Stefana Niedzielaka, Antoniego Kija (zmarł w Gdyni w sierpniu 1984 r.), Stanisława Suchowolca, Honoriusza Stanisława Kowalczyka i Stanisława Palimąki (dokumenty w MSW zniszczono w perspektywie przemian). Niedoszłymi ich ofiarami byli księża Stanisław Małkowski (numer jeden na liście płk. Pietruszki) i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który przeżył tylko dlatego, że sprawcy założyli “niefachowo” pętlę samozaciskową i pobity kapłan wyczołgał się z mieszkania.
Czy proces toruński odsłonił cały przebieg dramatu? Bez odpowiedzi pozostają np. wątki udziału agentury, także tej wewnątrzkościelnej, nie tyle w zbrodni, co w przygotowywaniu gruntu oraz w osaczaniu kapłana czy udział wojskowych służb.
Nad ranem 30 listopada 1984 r. na szosie koło Białobrzegów zginęli w wypadku samochodowym dwaj funkcjonariusze Biura Śledczego MSW, prowadzący sprawę morderstwa ks. Jerzego – Stanisław Trafalski i Wiesław Piątek, którzy znali wiele szczegółów i zajmowali się akcją dezinformacyjną. Przypadek?
Dlaczego od sprawy został dwukrotnie odsunięty prokurator Andrzej Witkowski? Od 2006 roku nie pracuje już w Instytucie Pamięci Narodowej, a od 14 października 2004 r. został odsunięty od prowadzenia śledztwa dotyczącego kierowania wykonaniem zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki. Tezy stawiane przez Witkowskiego zostały zakwestionowane decyzją Prokuratury Okręgowej w Toruniu, która na wniosek prokuratora IPN w 2006 r. stwierdziła, iż „materiały zebrane w toku śledztwa nie uzasadniają podjęcia działań mających na celu zainicjowanie postępowania w przedmiocie wznowienia sprawy” z 1985 roku.
W protokole oględzin ciała kapłana zapisano m.in.:
Zwłoki ubrane w czarne spodnie zabrudzone ziemią na całej powierzchni, sutanna koloru czarnego podwinięta do pasa. Do obu nóg przywiązany jest worek jutowy, w którym znajdują się kamienie.
Artur S. Górski





