Krzysztof Dośla: 10 maja 2024 r. manifestacja, a po niej – referendum. Zaczynamy poważną dyskusję o naszej przyszłości
– Trudno się nie zgodzić z celami zapisanymi w tzw. Zielonym Ładzie, czyli świeże powietrze, czysta woda, zdrowe gleby, energooszczędne budynki, zdrowa żywność, czystsza energia i przyszłościowe miejsca pracy. Dlaczego Związek wchodzi w spór z wysokimi unijnymi komisarzami, kreującymi i dyktującymi politykę klimatyczną?
– Nie mam pewności, czy to akurat unijni politycy i urzędnicy kreują politykę, czy też raczej ulegają dyktatowi swoistej ideologii. Jeśli urzędnik i polityk ma buzię pełną frazesów i szermuje szczytnymi hasłami, to budzi się w nas podejrzenie o jego intencje i czystość deklaracji. Mamy tymczasem w zestawie nomen omen czystą ideologię – „Pure ideology”. Za nią stoi próba przeprowadzenia gospodarczej transformacji, podjętej – niestety – nie w naszym interesie, przez wytrawnych polityków. W ślad za nimi kroczą pieniądze wielkich koncernów, grup interesów, naciski lobbystów i rojenia filozofów o szczęśliwym, ekologicznym ładzie…
– Ze „wspaniałego świata” Huxleya. Hasła ochrony przyrody z czasów kontrkultury lat 60. i 70. obrócone zostały w slogany. Multikorporacje postarały się o ekologiczny wizerunek i przybrały „zielone maski”, instytucje zajmujące się „ekologią” łudzą nas, że proces „zrównoważonego rozwoju” służy poprawie środowiska, gdy tymczasem rabunkowa eksploatacja zasobów naturalnych trwa.
– Nie domagamy się zaniechania działań proekologicznych, ochrony środowiska i troski o klimat. Domagamy się rozsądku i przewidywania konsekwencji. Te nie mogą przynosić szkód społeczeństwom. Mają być dla ludzi korzystne. Inaczej uderzą one w naszą gospodarkę, w przemysł, który przetrwał i ma szanse rozwojowe. W konsekwencji – w nas. Nasza gospodarka nie przetrwa wpychanych nam kolanem przez grupy nacisku idiotyzmów, pozornie w trosce o planetę i jej klimat. Korporacje transnarodowe, budując, a następnie wykorzystując swą siłę i moc takiej czy innej marki, w skali globalnej wspierają wzrost swoich przychodów i niwelują konkurencyjność. Są grupy interesów i megakoncerny, którym zależy na tym, aby społeczeństwa Europy przestawić na kolejny etap konsumpcji, a strumień pieniędzy przekierować na kolejne, nowe produkty. Im bardziej „ekologiczna” technologia, tym droższa. Niczym w kultowym filmie „Miś” .
– „Prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach”?
– Jest też scena z „Misia”, że „dostajemy za misia, jako konsultanci, 20 procent sumy kosztów – więc im on jest droższy, ten miś…”. Prosta recepta. Okazuje się, że obrazki sprzed pół wieku znajdują odbicie w obecnej rzeczywistości. My, związkowcy z „Solidarności”, protestujemy i wychodzimy na ulice, by kreatorzy i dysponenci ideologicznej, klimatycznej polityki nie robili z nas idiotów, a przy okazji, by nie zbijali fortun na „zielonych” inwestycjach. Jeśli im się powiedzie – nasza gospodarka straci całkowicie konkurencyjność. Jest ona, z rozmaitych względów, technologicznie odmienna, może nieco w tyle za „starą Unią”. Jeśli ją zwiniemy, to za 10 lat z utęsknieniem będziemy czekali na otwarcie prac sezonowych w Niemczech, we Francji, na „atrakcyjne” miejsce przy tzw. zmywaku w krajach Beneluksu lub w Wielkiej Brytanii. Nasze ambicje są dużo większe. Nasza gospodarka jest rosnąca. Stanowi zagrożenie dla gospodarek państw „starej Unii”, które rozwijają się wolniej. Średni PKB strefy euro wzrósł w ostatnim kwartale 2023 roku o 0,1 proc. (rok do roku – dop. red.). Dane Eurostatu pokazują, że panuje w niej stagnacja. Polska może pochwalić się 1,7 proc. wzrostu, czyli mniej więcej na tym pułapie co Belgia (1,6 proc.) i Hiszpania (wzrost na poziomie 2 proc.), nieco mniej niż Słowenia (2,6 proc.). Tempo wprowadzania Zielonego Ładu może zdusić naszą dynamikę i wyhamować gospodarczy rozwój.
– Czy Europejski Zielony Ład pomoże przekształcić Unię w nowoczesną, oszczędną i konkurencyjną gospodarkę, która w 2050 roku osiągnie zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych?
– Brzmi optymistycznie. Ale przypomnę sprawę Turowa, czyli próbę zamknięcia złoża i tamtejszej kopalni węgla brunatnego pod presją organizacji ekologicznych i tamtejszych samorządowców z Niemiec i Czech. Przecież „odkrywki” znajdują się i po stronie niemieckiej i po czeskiej, kilkadziesiąt kilometrów od naszych granic (w Czechach kopalnie zlokalizowane są na przedgórzu Rudaw; w Niemczech – w Nadrenii oraz w Saksonii, np. w rejonie Zittau, w powiecie Görlitz, kilka kilometrów od granicy z Polską i w Reichwalde – dop. red.). Po 2026 roku kopalnia w Turowie nie miałaby działać? Elektrownia Turów pokrywa 6 procent polskiego zapotrzebowania na energię elektryczną i jest dostawcą ciepła do okolicznych miejscowości, łączy nasz system elektroenergetyczny z systemami Czech i Niemiec. Na marginesie – w Niemczech działa coraz więcej kopalń i połowa energii jest produkowana z paliw kopalnych, w tym 20 proc. z węgla brunatnego. Nawet lewica i Zieloni w Niemczech nie protestują przeciwko wydobyciu węgla na terenie Niemiec. To pokazuje prawdziwe kierunki w energetyce i naszą smutną przyszłość, jeśli Zielony Ład zostanie wprowadzony w tempie, które zapowiedziano.
– Komisja Europejska przyjęła już w 2019 roku pakiet wniosków ustawodawczych mających dostosować do 2030 roku unijną politykę klimatyczną, energetyczną, transportową na potrzeby ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. w porównaniu z 1990 rokiem. Spóźniliśmy się z reakcją?
– Na reakcję, by odwrócić bieg rzeczy, nie jest za późno. Tymczasem jednak wmawia się Europejczykom, że czeka nas świat wolny od niedostatków, chorób i opresji, jeśli poddamy się dyktatowi owego Zielonego Ładu. Możemy jakoby uczynić nasz świat bardziej wolnym i szczęśliwszym niż kiedykolwiek. Przypomnę, że takie przekonanie stworzyło w XX wieku potencjał dla dwóch totalitarnych systemów.
– Może po prostu chodzi o interesy? Mamy być nowocześnie ekologiczni, ale potentatów z Azji i z USA ograniczenia emisyjne nie obowiązują. ChRL i USA emitują 45 proc. łącznej światowej emisji dwutlenku węgla. A 27 państw Unii Europejskiej łącznie uwalnia 7,5 proc. globalnej emisji. Dezindustrializacja Europy?
– Jeśli staniemy się skansenem, to jednak ktoś będzie nam dostarczał produkty do życia. Nasz przemysł jest energochłonny. Produkcja stali i wielki przemysł stoczniowy wyprowadziły się z Europy. Ostatnie wielkie zakłady metalurgiczne pracowały do 2022 roku na Ukrainie. Gigantycznym producentem stali są Chiny, a dalej – Indie, Japonia, USA i Rosja. Jesteśmy uzależnieni od Dalekiego Wschodu. W czasie pandemii też odczuliśmy, co oznacza oddanie niemal w całości rynku farmaceutycznego. U nas tylko prywatna Polpharma nie zrobiła błędu i pozostawiła zakład syntez.
– Jeden zakład oznacza, że uniezależniliśmy się od rynku azjatyckiego, od substancji farmaceutycznych, czynnych, stosowanych do produkcji na rynku farmaceutycznym?
– Nie, gdyż większość komponentów pochodzi – także w tej branży – głównie z Chin. Nawet maseczki musiały być sprowadzone, bo produkcja przeniesiona została na Daleki Wschód. Spójrzmy na stocznie, które mają szanse na wzrost produkcji, o ile nie zostaną „dobite” Zielonym Ładem. W branży samochodowej już odczuwamy skutki, to na przykład likwidacja zakładu produkującego samochody osobowe w Bielsku-Białej – do końca tego roku. Scania Słupsk poinformowała trzy miesiące temu o zmontowaniu ostatniego autobusu i o zamknięciu fabryki. Jako pracownicy – związkowcy – odczuwamy już teraz skutki polityki klimatycznej. Społeczeństwo, jak w kroplówce, otrzymuje kolejne obostrzenia. Wnet odczuje podnoszenie cen energii elektrycznej. Nakładane są daniny klimatyczne i środowiskowe, wchodzi dyrektywa o energooszczędności budynków.
– W marcu Parlament Europejski przyjął nowelizację dyrektywy EPBD, która wprowadza nowe wymogi efektywności energetycznej budynków. Od 2030 roku nowe budynki mają być zeroemisyjne, a te istniejące mają być zmodernizowane do 2050 roku. Damy radę?
– Nowe przepisy oznaczają wiele wyzwań i obowiązków dla państwa i dla nas – jego obywateli. Państwa Unii muszą do 2030 roku wyremontować co szósty z budynków niemieszkalnych, te o najgorszej charakterystyce energetycznej. Świadectwo energetyczne jest wymagane dla budynków i lokali przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem…
– O certyfikacie energetycznym zrobiło się głośno, gdy zaczął obwiązywać od 28 kwietnia 2023 roku. Na czterech stronicach trzeba dokonać autodenuncjacji…
– Nie wiem, czy większość współobywateli ma świadomość, że za tym idą duże pieniądze, które właściciele domów jednorodzinnych i domków ponad określony gabaryt, będą musieli zapłacić. Każda firma, niezależnie czym się zajmuje, złoży raport o energii potrzebnej do ogrzania, o emisji gazów, klimatyzacji, wentylacji, oświetleniu, źródle ciepłej wody. Każdy ma w świadectwie charakterystyki energetycznej wskazać źródła energii. Doprowadzi to do przymusowej modernizacji budynków, bo okaże się, że danej nieruchomości nie można zamieszkiwać lub jej sprzedać. Znikną kominki opalane węglem i drewnem. Będzie „ekologiczny piecyk”, jak latarka zasilany bateriami litowymi. Na każdym dachu, pod przymusem, pojawi się instalacja fotowoltaiczna.
– Wszystkie samochody produkowane po 2035 roku muszą być przystosowane do e-paliwa. Po 31 grudnia 2035 roku w produkcji pozostaną jedynie samochody elektryczne, wodorowe i na e-paliwo…
– Kupujemy samochody spalinowe bo są tańsze i dokonujemy racjonalnego wyboru. Do czasu. Samochód elektryczny nie jest ekologiczny z racji sposobów i materiałów ich produkcji i utylizacji. Co jednak po 2035roku? Samochodu spalinowego nikt nie kupi, a trzeba będzie wydać pieniądze na jego utylizację. To nonsens…
– Nie zaginął zdrowy rozsądek. Polscy chłopi, którzy „żywią i bronią”, się buntują i wskazują na nieracjonalne zarządzenia, na zagrożenia dla produkcji rolnej oraz dla hodowli stad. Od ponad roku trwają rolnicze protesty, w lutym przybrały na sile. Bunt rolników obudził społeczeństwo?
– Na pewno ma poparcie. Nie doszacowano faktu, że mimo migracji ze wsi do miast nadal spora rzesza mieszkańców wsi uważa się za rolników, za producentów żywności. Przywiązanie do własności, do ojcowizny, chęć uprawy własnej ziemi i dbanie o nasze zasoby, są w nas silne. Gdy wybuchły protesty, zaskoczyły decydentów, urzędników i uświadomiły realność zagrożeń. Przymusowe ugorowania, normy nawożenia, niekontrolowany napływ żywności spowodowały, że rolnicy sprzeciwiają się Zielonemu Ładowi, importowi produktów rolno-spożywczych z Ukrainy, ograniczaniu hodowli zwierząt. Chcą rekompensat, a przede wszystkim nieprzeszkadzania.
– Koń, krowa, nawet knur muszą mieć paszport…
– Po co paszport? Przecież to emitenci gazów, których trzeba wytłuc (sic!). Jeśli polska wieś zostanie sprowadzona do roli skansenu i wyplatania koszy z wikliny i łapci z łyka, ceny żywności poszybują. Ciągników nie będzie, bo są spalinowe. Koń też emituje. Rolnik ma sam się zaprząc do orki, jeśli chce uprawiać ziemię?
– 10 maja w stolicy podczas manifestacji wybrzmi związkowe żądanie – NIE dla Zielonego Ładu! Będzie wołanie o rozsądek, o dialog?
– Będzie gromkie wołanie o powrót do korzeni, do źródeł Unii i o porozumienie, o odwoływanie się do głosu społecznego, do ustalania biegu naszych spraw na drodze dialogu, w interesie naszych społeczności, a nie grup interesów i nacisku.
– Związkowcy z innych państw poprą „Solidarność”?
– Z wolna zmienia się filozofia związkowa w Europie. Do niedawna tzw. religia klimatyczna była obowiązująca. Niemal w każdym tekście europejskich struktur ona się przebijała. Właściwie tylko NSZZ „Solidarność” potrafił zajmować racjonalne, czyli odmienne, stanowisko, wskazując na zagrożenia dla gospodarki i dla wolności. Pozostałe związkowe centrale popierały kierunki zmian według Zielonego Ładu. „Solidarność” miała swoje zdanie – odrębne. 10 maja w stolicy Region Gdański będzie licznie uczestniczył w manifestacji. Postulaty dotyczą każdego z nas. Zwracam się do wszystkich organizacji o uczestnictwo w manifestacji. Chcemy rewizji założeń Zielonego Ładu. Upominamy się o prawo decydowania w dialogu o kwestiach żywo nas dotyczących. Nie możemy poddać się ponadnarodowym korporacjom.
– Rolnicy buntują się od Andaluzji, przez Bretanię, Niemcy. Polscy rolnicy prowadzą swój strajk…
– Protesty rolnicze trwają, bo nie ma zaufania. Bo próbuje się rolników zwieść. W oczekiwaniu, że odejdą do wiosennych prac polowych i protesty samoistnie wygasną.
– NSZZ „Solidarność” chce, by w sprawie tzw. Zielonego Ładu wypowiedziało się społeczeństwo?
– Związek złoży wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum. Pytania referendalne są na etapie ostatnich szlifów. Powtórzę, że za Zielonym Ładem idzie permanentna kontrola, inwigilacja, raportowanie wszystkiego, nawet jak i czym oddychamy. Ogródki, dachy, altany, nasze domy będą zewidencjonowane, a nasze ruchy będą śledzone. Niczym pod okiem Wielkiego Brata. Ziści się wizja Orwella. Chcemy więc dotrzeć z ideą referendum do ogółu społeczeństwa, bo sprawa dotyczy nas, jako pracowników, mieszkańców, rolników, związkowców. Zielony Ład to ograniczenie wolności i praw obywatelskich. Dlatego, kierując się troską o naszą przyszłość, 26 marca Komisja Krajowa NSZZ „S” przyjęła uchwały dotyczące złożenia wniosku o referendum krajowe w sprawie tzw. Zielonego Ładu oraz protestu 10 maja br. Zaczynamy poważną dyskusję o naszej przyszłości, aby chronić nasze miejsce w Europie.
Rozmawiał Artur S. Górski




