Komisja Oddziałowa NSZZ „Solidarność” w Auchan Rumia

Nie wszyscy wiedzą, jakie są warunki pracy w Auchan

Osiem lat działalności komisji „Solidarności” w rumskim Auchan to… osiem lat walki o prawa pracownicze. – Zmieniliśmy dużo rzeczy – mówi Katarzyna Tyszkiewicz, przewodnicząca Komisji Oddziałowej NSZZ „Solidarność” i członek Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Auchan Polska, choć ma świadomość, że o wiele kolejnych zmian dalej trzeba będzie się starać.

Z pracownikami Auchan najczęściej mamy styczność przy kasie hipermarketu, a jak ta praca wygląda od drugiej strony? – Według założeń firmy w ciągu każdej godziny przez kasę powinno przejść 38 klientów, co jest nierealne do wykonania – przyznaje Katarzyna Tyszkiewicz. – W przypadku niewielkich koszy da się to zrobić, ale są także duże, wypełnione produktami, których łączna wartość to kilkaset złotych. Nie jesteśmy w stanie tego przerobić w założonych normach, a m.in. od tego uzależniona jest premia. Drugim warunkiem jest obrót sklepu. Ale co robić w sytuacji, gdy nie ma pracowników na dziale, którzy mogą wyłożyć towar?

– Takie osoby czasami nie są w stanie udostępnić towaru, bo fizycznie nie ma go w sklepie – dodaje Monika Meger z Komisji Oddziałowej. – Zdarza się, że ktoś nie zamówi towaru, albo ten przyjdzie, gdy gazetka promocyjna jest już nieaktualna i to w takiej ilości, że nie wiadomo, co z tym zrobić.  Nie mamy wpływu na zamówienia, ponieważ te są narzucane z centrali.

Tak się zaczęło

Komisja Oddziałowa NSZZ „Solidarność” w Auchan Rumia została założona pod koniec 2011 roku, a pierwsze wybory odbyły się już w styczniu 2012 roku (istotne zmiany personalne nastąpiły w roku 2018). W tym czasie, dzięki staraniom członków „Solidarności”, udało się wprowadzić w życie zmiany, z których korzystają obecnie wszyscy pracownicy.

Na przykład przez pierwsze kilka lat funkcjonowania Auchan kasjer miał przerwę dopiero po przepracowaniu 6 godzin i 30 minut. Czas udało się skrócić do 5 godzin i 45 minut. Wcześniej osoba, która rozpoczynała pracę o godzinie 8.00,  już dokładnie w tym czasie musiała być na kasie. To oznaczało, że pieniądze trzeba było pobrać i policzyć właściwie przed pracą (i tak samo wszystkie inne czynności należało wykonać już po godzinach pracy). Teraz pracownicy mają na to kwadrans przed wejściem na kasę i kwadrans po zejściu z kasy.

– Zmieniliśmy dużo – cieszy się Katarzyna Tyszkiewicz. – Pracodawca był i nadal jest antyzwiązkowy, ale obecnie musi się już z nami liczyć.

Jako przykład podaje także sposób funkcjonowania funduszu socjalnego, który był – można powiedzieć – rozdawany w bardzo luźny sposób.  – Zostałam włączona do komisji z biegu – opowiada przewodnicząca. – Powiedziano mi: „Chodź, będziesz przedstawicielem kas”. Doskonale wiedziałam, jak były wydawane pieniądze i gdy udowodniłam, że odbywało się to w sposób nieprawidłowy, część tych środków pracodawca musiał zwrócić. Teraz fundusz działa znacznie lepiej, i to zarówno pod względem wczasów pod gruszą, jak i zapomóg oraz pożyczek. Oprócz tego w sytuacjach losowych współdziałamy wspólnie z innymi sklepami.

Podsumowując można powiedzieć, że w czasie działania „Solidarności” sytuacja w Auchan się poprawiła, podobnie warunki BHP, ale… – Dyrekcja zmienia coś dopiero wtedy, gdy sprawa staje na ostrzu noża – przyznaje przewodnicząca.

Zdarzają się też wypadki w pracy, a osoby, które brały w nich udział, nie są traktowane jednakowo. –  W tym roku były już trzy takie zdarzenia – mówi Katarzyna Tyszkiewicz. – Były sytuacje, że w magazynie spadały palety z cukrem, uszkadzały się telewizory i mimo strat idących w tysiące złotych wobec osób, które do tego doprowadziły, nie wyciągano konsekwencji. Z kolei, gdy pracownikowi, członkowi „Solidarności”, przechylił się kangur (urządzenie mechaniczne, do którego obsługi trzeba mieć uprawnienia), co spowodowało straty w wysokości około 130 zł, firma wykorzystała okazję do wypowiedzenia umowy o pracę. Jako przyczynę wskazano rażące naruszenie przepisów BHP. Niezwiązkowiec, który spowoduje stratę, nie dostaje nawet nagany, a związkowiec, który przez lata był dobrym pracownikiem, nie miał nawet żadnego upomnienia, za 130 złotych wylatuje z pracy.

Kolejny problem to utrudnianie związkowcom możliwości rozmowy z innymi pracownikami. – Jeśli piszemy wniosek w sprawie oddelegowania na doraźne spotkanie, a więc o skończenie w praktyce pracy o dwie godziny szybciej, to notorycznie nie otrzymujemy zgody – opowiada Katarzyna Tyszkiewicz. – W naszym obrębie są trzy sklepy i przykładowo dyrektor z Gdyni Redłowa zaprasza nas na comiesięczne spotkanie, a dyrektor z Rumi nie wyraża na to zgody. Gdy jedziemy do Warszawy, na pierwszy dzień mamy zgodę, na drugi już nie. A pani dyrektor twierdzi jednocześnie, że nie utrudnia nam pracy związkowej.

Ciężka praca kasjerów

Pracownicy hipermarketu muszą przemieszczać dziennie tony różnych produktów, tymczasem bywa tak, że sprzęt jest nieprzystosowany bądź wręcz uszkodzony. Jak opowiadają związkowcy, zdarzyło się, że elektryczny paleciak potrafił sam ruszyć do przodu, co mogło spowodować zagrożenie dla pracowników i klientów.

– Drobny sprzęt, jak skanery czy komputery też pozostawia wiele do życzenia. Nikt z tym nic nie robi, ponieważ nie ma na to bezpośrednio wpływu. Trzeba przebić się przez hierarchiczną strukturę, aby cokolwiek się zmieniło – dodaje Monika Meger.

Zwraca uwagę także na ciągłe występowanie bisfenolu A w rolkach kasowych (choć dyrekcja Auchan twierdzi, że są już inne rolki i nie ma w tym przypadku żadnych nadużyć).

– Przebadaliśmy osiem losowych sieci handlowych. Wyniki są zatrważające. Bisfenol A jest stosowany przez niemal wszystkie. Tylko jedna z tych przebadanych przez nas nie stosuje tej substancji na paragonach fiskalnych – poinformował na zwołanej w października konferencji prasowej Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”.

Bisfenol A, jak informował wówczas „Tygodnik Solidarność”, jest powszechnie obecnym związkiem endokrynnie czynnym, który ma właściwości naśladowania żeńskich hormonów płciowych – estrogenów. Stałe narażenie na tę substancję może zwiększać ryzyko chorób cywilizacyjnych, takich jak niepłodność, otyłość, zaburzenia metaboliczne, zaburzenia rozwoju płodu czy nowotwory: rak piersi, rak prostaty. Jest powszechnie wykorzystywany w opakowaniach do żywności, butelkach, opakowaniach do płyt CD i DVD, sprzęcie elektronicznym, plombach dentystycznych czy soczewkach kontaktowych. Najbardziej narażeni na kontakt z bisfenolem są pracownicy sklepów. Stężenie tej substancji na paragonach jest bowiem nawet 250–1000 razy większe niż w żywności, a jego przenikalność przez skórę wynosi aż 46 procent.

– Obecnie bisfenol cieszy się niezwykłą popularnością w przemyśle, chociażby właśnie przy drukowaniu paragonów. Jesteśmy więc narażeni na działanie tej substancji. Każdy z nas, klienci i pracownicy sklepów, jest narażony na działanie bisfenolu. Może on przedostać się do organizmu doustnie, wziewnie i doskórnie – stwierdziła na październikowej konferencji dr Aleksandra Rutkowska, autorka stanowiska Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego dotyczącego narażenia ludzi na substancje endokrynnie czynne, prezes DetoxED.

Jesienna akcja

22 października klienci, którzy przyszli zrobić zakupy w Auchan, otrzymywali ulotki i informacje o łamaniu praw pracowniczych. Akcja „Stop wyzyskowi!” dotyczyła warunków pracy, szczególnie przeciążenia pracowników nadmiarem zadań. Wielu klientów w rozmowach ze związkowcami popierało tę akcję.

– W Auchan przybywa klientów, pracownikom przybywa pracy, ale nie przybywa im pieniędzy, a system premiowy jest z definicji uznaniowy. Na dodatek działalność związkowa jest utrudniana. Nasza akcja informacyjna ma doprowadzić do zaprzestania łamania praw pracowniczych. Dyrekcja powinna wiedzieć, że dobre praktyki w pracy przekładają się na lepszą obsługę klientów – argumentowała wówczas Katarzyna Tyszkiewicz.

Petycja zawierająca żądania związkowców została przekazana dyrekcji, a kwestia praw pracowniczych w tej sieci była też przedstawiona Europejskiej Radzie Zakładowej w Auchan. 

„Solidarność” pozytywnie ocenia skutki akcji. – Klienci byli za nami, z kolei mój przełożony powiedział, że nie był świadomy, iż występują takie problemy – mówi Monika Meger. – Jeśli więc nie pokażemy palcem, gdzie jest problem, to nie jest on dostrzegany.

Akcja „Stop wyzyskowi!” pokazała więc, jak bardzo potrzebne są takie przedsięwzięcia.

Tomasz Modzelewski

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej