Karol Nawrocki: Na Westerplatte zapanuje potrzebna refleksja wokół wspólnej narodowej historii

dr Karol Nawrocki

Rozmowa z dr. Karolem Nawrockim, dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej, b. naczelnikiem Okręgowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku.

Rozmawia Artur S. Górski

– Czy jesteśmy w stanie skutecznie przeciwdziałać, gdy Rosjanie, odbudowując mocarstwowe tradycje, sięgają do caratu, a nawet do chwały będącej jakoby udziałem Stalina, Niemcy stawiają się w roli ofiar, a Anglosasi nie zauważający naszego wkładu w II wojnie światowej, próbują pisać swoją wersję historii?  

Nie jesteśmy wobec tej sytuacji bezradni, co pokazują ostatnie lata skuteczności polskiej polityki pamięci. Jako naród jesteśmy w tej szczęśliwej, a jednocześnie tragicznej w kontekście historycznym sytuacji, że aby przekonywać świat o naszych racjach powinniśmy mówić czystą prawdę. Skuteczna prawda, determinacja polskich mężów stanu w podkreślaniu walki i cierpienia Polaków w czasie II wojny światowej oraz inicjatywy budowy kolejnych imponujących muzeów, odwiedzanych przez miliony osób z Polski i za granicy, to dobra praktyka międzynarodowych polemik z rosyjskim kłamstwem, niemiecką skutecznością konsekwentnej polityki historycznej czy anglosaską, momentami egocentryczną, perspektywą II wojny światowej. 

– Czy nie nazbyt dużo mówimy o martyrologii i przegranych bitwach? Ton męczeński i pochwała wątpliwego z punktu widzenia politycznego i militarnego bohaterstwa nie uczą rozwagi, mądrości pola bitwy i waleczności, vide dysputa o Powstaniu warszawskim toczona na emigracji od 1944 r.? W wojnie obronnej 1939 r. mieliśmy Wiznę, obronę rejonu Sarny, odnosiliśmy militarne zwycięstwa podczas bitwy nad Bzurą, pod Mokrą, rozbicie pułku SS Germania, Wielkopolska Brygada Kawalerii generała Abraham zaatakowała terytorium III Rzeszy, Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew” gen. Młot-Fijałkowskiego wdarła się kilka kilometrów w głąb Rzeszy. Te fakty są mało znane. Dlaczego? 

W moim uznaniu odpowiednio dużo mówimy o martyrologii – był to bowiem czas przede wszystkim niezasłużonego, hiobowego wręcz cierpienia narodu polskiego. Przegrania wojna obronna roku 1939, mimo braku formalnej kapitulacji i zachowania ciągłości państwa polskiego na uchodźstwie, skończyła się przecież 50 latami niewoli. Zwróciłbym uwagę na fakt, że współczesne epatowanie wojennym cierpieniem, martyrologiczna narracja – jak nazwał ją Pan redaktor, nie oznacza braku skuteczności w recepcji narodowej narracji na świecie, czego najlepszym przykładem jest państwo Izrael. Postępujemy podobnie jak tam, bo obowiązkiem żyjących jest nie zapomnieć o rodakach, których zamordowano tylko dlatego że byli Polakami lub Żydami i bohaterach, którzy narażali się dla wspólnego dobra. Nie oznacza to oczywiście, że w morzu cierpienia nie powinniśmy poszukiwać tych bohaterów, wydarzeń, zwycięstw, które stanowią o sile woli, determinacji i polskim umiłowaniu wolności. Dopiero ten balans, złożoność emocji i ludzkich postaw pokazuje jak dzielnym i żywotnym jesteśmy narodem, nawet w obliczu starcia z dwoma systemami totalitarnymi.   

– Jak pan, jako historyk, patrzy na spory organizacyjne (czy tylko?) wokół rocznicy wybuchu walk w obronie Westerplatte, której uczczenie w tym roku zorganizuje MON?

– Zawsze z niedowierzaniem przyglądałem się reakcji gdańskiego samorządu na podkreślanie polskości symbolu Westerplatte. Szczęśliwie w tym roku wygląda na to, że na Westerplatte zapanuje potrzebna refleksja wokół wspólnej narodowej historii. Refleksja pozbawiona analogii politycznych i niepotrzebnych insynuacji. Westerplatte ma szansę połączyć wszystkich Polaków, tych z Gdańska, Sanoka, Zielonej Góry i Szczecina. To pierwszy krok do uroczystego pogrzebu Bohaterów i do wzniesienia Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 roku. 

– Jak doszło do tego, że dopiero teraz wydobywane są z jam śmierci szczątki żołnierzy WP, obrońców Westerplatte, przez lata więcej dla upamiętnienia chwały oręża zrobiła PRL (oczywiście kierując się własnymi rachubami) i społecznicy, jak Stowarzyszenie Godność, niż Państwo Polskie?

– Dzięki stworzonym rozwiązaniom legislacyjnym (specjalna ustawa dot. Westerplatte) i determinacji pracowników naszego Muzeum oraz pomorskich polityków, w tym ministra Jarosława Sellina, posła Kazimierza Smolińskiego, czy wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, udało się przywrócić Westerplatte państwu polskiemu – wrócić do tradycji z 1919 roku, kiedy w imieniu rządu RP w Gdańsku, w tym na Westerplatte swoją działalność rozpoczął Mieczysław Jałowiecki. Od kilku lat, niestety wbrew stanowisku Miasta Gdańska, z uporem prowadziliśmy badania archeologiczne, które przyniosły efekt w postaci odnalezienia dziewięciu szczątków naszych żołnierzy. Czekamy na ich identyfikację. A z pytaniem Pana redaktora czemu to się stało dopiero w trzydziestym roku istnienia III Rzeczpospolitej musiałbym odesłać do kolejnych rządów Rzeczpospolitej i gdańskiego samorządu. My czasu nie marnowaliśmy i nie zamierzamy marnować – z czystym sercem zameldujemy Rzeczpospolitej wykonanie zadania dopiero jak pochowany naszych Bohaterów i wybudujemy nasze wspólne muzeum na Westerplatte.  

Tekst za Gazetą Gdańską z 27 sierpnia br.

fot.karolnawrocki.pl

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej