Jak mocno koronawirus zadziała na naszą gospodarkę?

Koronawirs (SARS-Cov-2 wywołującego chorobę COVID-19) i zagrożenia z nim związane to z jednej strony przerywanie łańcucha dostaw z tych państw, które mają problem z wirusem, a z drugiej strony to szansa.

– Polska gospodarka nie jest tak radykalnie uzależniona od gospodarki chińskiej, jak wiele europejskich gospodarek – powiedział w radiowym wywiadzie Artur Soboń, wiceminister aktywów państwowych.

Ale uwaga, Chińczycy są biznesowo aktywni w naszej gospodarce, także w portach Wybrzeża, wykupują nasze obligacje dłużne za miliardy USD, a wymiana z ChRL jest bardzo niesymetryczna na korzyść Chin jak 1:12.

– Spółki Skarbu Państwa nie są w trudnej sytuacji. One mają swoją specyficzną rolę. Staramy się używać tych aktywów drogą biznesową, by wspierać rząd w walce z koronawirusem. Dobrze, że te aktywa mamy – oznajmił wiceminister, który przyznał, że rozwój choroby nie sprzyja gospodarce.

Nasza gospodarka odczuje nie tylko negatywne konsekwencje rozprzestrzeniania się koronawirusa, lecz także recesji w Europie i za oceanem.  COVID 19, recesja w strefie euro i w USA – to zagrożenia dla polskiej gospodarki. Szybkie rozprzestrzenianie się wirusa w Europie będzie powodem wejścia strefy euro w recesję.  Konieczna będzie rewizja prognozy wzrostu PKB w Polsce na rok 2020 r. z 2,8 proc. przewidywanych dotąd do pesymistycznie nawet 1,6 proc.

Jeśli zblokujemy łańcuch dostaw, odczuwają to całe branże, które opierają się na przepływie usług czy towarów. Przypomnijmy zatem, że nasz eksport do Chin wyniósł w 2018 r., według danych GUS, 2,5 mld USD. Większe znaczenie pod tym względem miała np. Rumunia (5,37 mld USD polskiego eksportu w 2018 r.).

Z kolei import z Chin do Polski sięgnął w tym czasie 30,97 mld USD. ChRL znalazła się na drugim miejsce w zestawieniu największych importerów do Polski w 2018 r. Więcej towarów sprowadziliśmy tylko z Niemiec (59,96 mld USD). Import z Chin jeszcze w 2010 r. wynosił 16,7 mld USD.

Ryzyko ukształtowania się tempa wzrostu PKB w Polsce poniżej wcześniejszej projekcji wynika głównie z możliwego osłabienia koniunktury w gospodarce światowej.  

Mocniejszego spowolnienia gospodarczego spodziewają się m.in. eksperci Narodowego Banku Polskiego. Zgodnie z opublikowanym w poniedziałek najnowszym „Raportem o inflacji” polski PKB zwiększy się w 2020 r. o 3,2 proc., a w 2021 – o 3,1 proc. Tymczasem   w listopadzie 2019 r. prognozy NBP mówiły o szybszym wzroście – o o 3,6 i 3,3 proc.  

Według najnowszych prognoz inflacja wyniesie w 2020 r. 3,7 proc. (prognoza z ub.,r. zakładała 2,8 proc.).   

– Oczekiwane spowolnienie aktywności w coraz większym stopniu dotykałoby więc sektor przemysłowy ograniczając globalne zdolności produkcyjne. Dekoniunktura gospodarcza w Chinach mogłaby doprowadzić, zwłaszcza w warunkach nieuchronnego wzrostu niepewności na rynkach finansowych, do spadku zaufania inwestorów zagranicznych, silniejszego odpływu kapitału z Państwa Środka oraz presji na osłabienie juana. Konieczność przeciwdziałania deprecjacji waluty ograniczałaby przestrzeń do możliwego działania dla polityki pieniężnej banku centralnego Chin – analizują eksperci NBP, którzy też spodziewają się, że ceny będą rosły szybciej, niż wskazywał raport z listopada ub.r.

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej