Historia. Sierpniowa walka o niezależny związek

21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej było najważniejszym elementem i faktycznym programem Sierpnia ’80. Postulaty zostały sformułowane w Gdańsku, ale znała je cała Polska. O nie toczyła się ta wielka gra. Strona komunistyczna robiła wszystko, aby z tej gry wyeliminować pierwszy postulat mówiący o powołaniu niezależnych związków zawodowych lub przynajmniej zminimalizować jego znaczenie. Ale strajkujący robotnicy postawili na swoim.

Wszystkie 21 sierpniowych postulatów było ważnych. Po ich przyjęciu w ramach porozumień z władzami PRL stały się podstawą późniejszego programu NSZZ „Solidarność”, a po 1989 roku pozostają punktem odniesienia dla wszystkich osób i środowisk, dla których ważna jest wolna Polska oparta na solidarnościowym dziedzictwie. Widać to chociażby w debacie publicznej. Zawsze, gdy pojawiają się kwestie podniesienia wieku emerytalnego, wolnych sobót czy niedziele, padają odniesienia do sierpniowych postulatów. Dla wielu sprawa jest oczywista – jeśli jakaś kwestia była zawarta w 21 postulatach i Porozumieniach Sierpniowych, powinna być nienaruszalna.

Po pierwsze – wolne związki zawodowe!

Większość postulatów miała charakter ekonomiczny i społeczny. Najważniejsze znaczenie z perspektywy zasadniczej zmiany sytuacji w PRL miały cztery pierwsze postulaty o charakterze wolnościowym i politycznym, a zwłaszcza  postulat pierwszy, mówiący o akceptacji niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, co wynikało z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy, dotyczącej wolności związków zawodowych. Kolejne postulaty zawierały żądania m.in. zagwarantowania prawa do strajku, przestrzegania zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku, publikacji, nierepresjonowania niezależnych wydawnictw, udostępnienia środków masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań, zwolnienia więźniów politycznych oraz zniesienia represji za przekonania. Jak widać, były to żądania znaczącego poszerzenia obszaru wolności w totalitarnym systemie, jakim był wówczas PRL.

Pojawienia się tych postulatów, zwłaszcza powstania niezależnych związków zawodowych, „dopilnowali” działacze Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, które powstały zaledwie dwa lata wcześniej, ale nie były ani powszechną, ani legalnie działającą organizacją pracowniczą. Działacze WZZ Wybrzeża przygotowali, wywołali i zorganizowali strajk w stoczni. A postulat utworzenia wolnych związków zawodowych pojawił się najszybciej podczas strajku w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, kierowanego przez Andrzeja Kołodzieja właśnie z WZZ Wybrzeża. Również obecni w Stoczni Gdańskiej działacze Ruchu Praw Człowieka i Obywatela oraz Ruchu Młodej Polski (m.in. Tadeusz Szczudłowski, Dariusz Kobzdej, Arkadiusz i Mirosław Rybiccy, Piotr Dyk) przekonywali strajkujących, że do postulatów pracowniczych i ekonomicznych muszą dołączyć te o charakterze wolnościowym. „Nie ma chleba bez wolności” – przekonywał Dariusz Kobzdej.

Oczywiście sami stoczniowcy również mieli świadomość, o co toczy się gra, tym bardziej że wielu z nich jeszcze przed sierpniem miało kontakt z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża i ich działaniami samokształceniowymi. Zresztą hasła utworzenia wolnych związków zawodowych pojawiały się już w trakcie protestów robotniczych w grudniu 1970 r., zarówno w Trójmieście, jak i w Szczecinie.

Wielka gra

Strona komunistyczna – czyli zarówno władze PRL, jak PZPR i bezpieka – była zaskoczona nie tyle pojawieniem się postulatu utworzenia wolnych związków zawodowych, co podstawą prawną, na którą powoływali się strajkujący. Nie była to bowiem PRL-owska ustawa o związkach zawodowych, która i tak podporządkowywała związki władzom państwowym, ale Konwencja MOP nr 87, według której pracownicy mieli prawo zrzeszać się w swoje organizacje niezależnie od porządku prawnego w danym państwie i zgody władz politycznych. Przy takiej podstawie prawnej trudno było znaleźć argumenty przeciwko realizacji pierwszego postulatu.

Oczywiście władze PRL podjęły akcję propagandową, nazywając pierwsze postulaty „politycznymi” i „podrzucanymi” klasie robotniczej przez opozycję polityczną (czyli tymi złymi), w przeciwieństwie do postulatów ekonomicznych (np. podwyżki wynagrodzeń), które można było ostatecznie negocjować. Paradoksalnie władze miały rację, bo pierwsze żądania strajkujących w razie ich spełnienia realnie wpływałyby na zasadniczą zmianę sytuacji społeczno-politycznej w państwie. Dzisiaj wielu badaczy historii PRL uznaje podpisanie Porozumień Sierpniowych za moment, w którym państwo zmieniło swój charakter z totalitarnego na autorytarny. Potem była oczywiście jeszcze próba obrony reżimu przez wprowadzenie stanu wojennego.

Ale wróćmy do sierpnia 1980 roku. Służba Bezpieczeństwa podjęła działania mające ograniczyć wpływ na przebieg akcji strajkowej działaczy WZZ Wybrzeża, ale ich rola była już za duża i było ich za wielu (np. w Prezydium MKS), aby były to cele realne dla bezpieki.

Nie udała się także swoista misja rozłamowa, którą miał być przyjazd do Gdańska wicepremiera Tadeusza Pyki 19 sierpnia. Podjął on rozmowy z delegacjami strajkujących około dwudziestu zakładów. Miało to na celu rozbicie jedności strajkujących i pokazanie rzekomego radykalnego charakteru MKS Stoczni Gdańskiej. Pyka nie chciał oczywiście rozmawiać o pierwszym postulacie, negocjował tylko sprawy ekonomiczne. Ale jego misja okazała się klęską już pierwszego dnia. Jego umocowania polityczne były słabe, umiejętności negocjacyjne także. Delegaci zerwali rozmowy, a Pyka wrócił do Warszawy. Gdy po kilku dniach do Stoczni Gdańskiej przyjechała na rozmowy nowa delegacja rządowa na czele z wicepremierem Mieczysławem Jagielskim, było już wiadomo, że kwestii powołania niezależnych związków zawodowych nie uda się pominąć.

„MKS nie zrezygnuje z postulatu utworzeniu WZZ”

23 sierpnia w Stoczni Gdańskiej pojawili się przedstawiciele inteligencji związani najczęściej ze środowiskami katolickimi, m.in. Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Bohdan Cywiński, Jadwiga Staniszkis, Andrzej Wielowieyski. Mieli oni być „głosem rozsądku i umiaru”. Doradcy starali się ograniczać oczekiwania strajkujących, uznając wiele z nich za zbyt daleko idące i niemożliwe do spełnienia. Jedynie Jadwiga Staniszkis i związany z WZZ Wybrzeża Lech Kaczyński w pełni popierali żądanie niezależnych związków zawodowych. Staniszkis pisała wówczas: „Nie ma obecnie autorytetu, który potrafiłby zrezygnować z postulatu utworzenia WZZ, nie tracąc zaufania strajkujących. Innymi słowy – w przypadku rezygnacji MKS z postulatu WZZ straci on poparcie strajkujących i tym samym cała zabawa może zacząć się od początku”.

Również przedstawiciele gdańskiej SB, m.in. płk Sylwester Paszkiewicz i płk Władysław Jaworski, raportowali do centrali Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, że tym razem strajków nie uda się ugasić spełniając tylko żądania ekonomiczno-socjalne: „Głównym celem MKS jest utworzenie wolnych związków zawodowych, niezależnych od partii i pracodawcy”; „utworzenie bądź tylko zgoda na utworzenie WZZ będzie dla wszystkich symbolem zwycięstwa i siły. W cieniu tego problemu pozostają sprawy dotyczące podwyżek płac”, „MKS nie zrezygnuje z postulatu utworzeniu WZZ i gotów jest kontynuować strajk. Rozwiązanie tego problemu jest kluczem do rozwiązania całości konfliktu”.

Rzeczywiście, liderzy MKS nie zamierzali zrezygnować z pierwszego postulatu. Słusznie byli przekonani, że bez powstania niezależnej siły społecznej, z którą władze będą musiały się liczyć, podpisywanie jakichkolwiek porozumień w innych sprawach nie ma sensu. Musi być organizacja, uważali, która będzie pilnowała realizacji żądań społecznych i gospodarczych. W historii PRL takiej siły wcześniej brakowało. Nie oznaczało to jednak, że w granicach rozsądku liderzy strajku w Stoczni Gdańskiej nie potrafili zmierzać do kompromisu. Zdawali sobie przecież sprawę z natury systemu komunistycznego i rewolucyjności swojego postulatu. Po pierwsze, do listy 21 postulatów nie dołączono pojawiających się tu i ówdzie pomysłów domagania się np. wolnych wyborów do Sejmu PRL. Na to na pewno władze w 1980 r. by się nie zgodziły, a wysunięcie takiego postulatu storpedowałoby negocjacje w innych sprawach. Ostatecznie zrezygnowano także z nazwy Wolne Związki Zawodowe, którą komuniści uznawali za związaną z opozycją antysystemową i w związku z tym nie do przyjęcia. Jeszcze w trakcie sierpniowego strajku zaczęto więc mówić o „nowych”, „niezależnych” lub „samorządnych” związkach zawodowych. Jak wiemy, ostatecznie w wyniku Porozumień Sierpniowych powstał NSZZ „Solidarność”.

Finał

Porozumienie Gdańskie, dzisiaj często zwane również Sierpniowym, zostało podpisane 31 sierpnia o godz. 16.40. Ponieważ była to niedziela, wcześniej o godz. 9 w stoczni została odprawiona ostatnia msza święta dla strajkujących. O czym się dzisiaj często zapomina, treść porozumienia dotycząca dwóch pierwszych postulatów została uzgodniona przez MKS i delegację rządową już 30 sierpnia. Wicepremier rządu PRL pojechał potem do Warszawy, aby przed zawarciem całego porozumienia mogły one zostać zaakceptowane przez Plenum Komitetu Centralnego PZPR.

Już po podpisaniu porozumień władze próbowały przeciwdziałać ich faktycznej realizacji, starały się utrudnić rejestrację i działalność nowych związków i ograniczyć ich zasięg. Po 45 latach widzimy, że realizacja tego celu się nie udała. NSZZ „Solidarność” okazał się trwałą instytucją w historii Polski.

Adam Chmielecki

Politolog, doktor nauk społecznych, pracownik Fundacji Promocji Solidarności

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej