Historia. Między nadzieją a kryzysem

Po roku od podpisania Porozumień Sierpniowych „Solidarność” była największym ruchem społecznym w historii Polski. Liczący blisko 10 milionów członków związek stał się symbolem nadziei na demokratyczne przemiany, ale przyszło mu działać w kraju pogrążonym w coraz głębszym kryzysie gospodarczym. Gdy społeczeństwo oczekiwało poprawy warunków życia i programu reform, władze prowadziły grę na zwłokę, równocześnie przygotowując się do siłowej rozprawy z niezależnym ruchem związkowym.

Latem 1981 roku NSZZ „Solidarność” kończył pierwszy rok swojej działalności. Związek, który narodził się podczas strajków sierpniowych 1980 roku, stał się największą organizacją społeczną w historii Polski. Liczył blisko 10 milionów członków, posiadał rozbudowane struktury regionalne i zakładowe, własną prasę, ekspertów oraz przedstawicieli niemal wszystkich grup zawodowych.

Jednak roczny bilans funkcjonowania „Solidarności” był daleki od oczekiwań, jakie towarzyszyły narodzinom związku. Władze komunistyczne nie wywiązywały się z zawartych porozumień społecznych, sytuacja gospodarcza stale się pogarszała, a społeczne nadzieje z sierpnia 1980 roku coraz częściej ustępowały miejsca niepokojowi i rozczarowaniu.

Negocjacje bez przełomu

Pierwszy rok działalności związku upłynął pod znakiem nieustannych negocjacji z władzami. Rozmowy z ministerstwami i komisjami rządowymi prowadzili przedstawiciele niemal wszystkich branż: nauczycieli, pracowników służby zdrowia, górników, hutników, chemików i wielu innych środowisk zawodowych. Według zestawienia, znajdującego się w Archiwum Historycznym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” przygotowanego przez Krajową Komisję Porozumiewawczą, do połowy maja 1981 roku podpisano ponad sześćdziesiąt różnego rodzaju porozumień i protokołów uzgodnień. Problem polegał jednak na tym, że znaczna część ich postanowień pozostawała wyłącznie na papierze.

Wciąż nie zrealizowano wielu zapisów Porozumień Sierpniowych i Wrześniowych. Związek nie uzyskał oczekiwanego dostępu do środków masowego przekazu, nie wszyscy więźniowie polityczni odzyskali wolność, a postulat wolnych sobót nadal pozostawał przedmiotem sporów. Coraz wyraźniej było widać, że rozmowy prowadzone przez stronę rządową nie służą rozwiązaniu konfliktów społecznych, lecz przede wszystkim zyskiwaniu czasu.

Taka taktyka była dla władz szczególnie korzystna. Pozwalała bowiem prowadzić kolejną ofensywę propagandową wymierzoną w „Solidarność”. Jej głównym celem było osłabienie społecznego poparcia dla związku oraz pogłębienie różnic wewnętrznych w liczącej już około 9,5 miliona członków organizacji. W propagandzie państwowej coraz częściej przedstawiano „Solidarność” jako siłę destabilizującą kraj i współodpowiedzialną za pogarszającą się sytuację gospodarczą. Podkreślano liczbę protestów, strajków i akcji nacisku, sugerując, że prowadzą one do spadku produkcji, dezorganizacji gospodarki i trudności zaopatrzeniowych. W ten sposób próbowano przenieść część odpowiedzialności za kryzys gospodarczy z władz komunistycznych na związek zawodowy.

Jednocześnie, gdy przedstawiciele „Solidarności” nadal uczestniczyli w rozmowach dotyczących reform gospodarczych i społecznych, kierownictwo resortów siłowych przygotowywało wariant siłowego rozwiązania konfliktu. W sierpniu 1981 roku przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych prowadzili w Moskwie uzgodnienia dotyczące druku obwieszczeń o wprowadzeniu stanu wojennego oraz organizacji ich transportu do Polski, a podczas urlopu na Krymie Jaruzelski zapewniał Breżniewa, że gdy będzie potrzeba, to siłowo rozprawi się z „Solidarnością”.

Kraj na kartki

Najbardziej odczuwalnym problemem dla społeczeństwa był jednak pogłębiający się kryzys gospodarczy. Pomimo rozszerzania systemu kartkowego sytuacja zaopatrzeniowa stawała się coraz trudniejsza. Od kwietnia 1981 roku reglamentacją objęto mięso i jego przetwory, mąkę, masło, ryż oraz kasze. W lipcu rząd poinformował o zmniejszeniu przydziałów kartkowych na mięso i jego przetwory średnio o około 20 procent. Od sierpnia kartki obowiązywały również na mydło, proszek do prania, słodycze, kawę i papierosy. Same kartki nie gwarantowały jednak zakupu towarów, których często po prostu brakowało w sklepach.

Pogarszająca się sytuacja gospodarcza powodowała wzrost napięcia społecznego i powrót akcji protestacyjnych. W różnych częściach kraju dochodziło do strajków i demonstracji, będących reakcją zarówno na pogarszające się warunki życia, jak i niewykonywanie wcześniejszych porozumień. Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń była zorganizowana przez „Solidarność” Mazowsze na początku sierpnia 1981 roku akcja przejazdu kolumn samochodów, autobusów i ciężarówek przez centrum Warszawy. Po zablokowaniu przejazdu przez Milicję Obywatelską protest przekształcił się w kilkudniową okupację centralnego ronda stolicy, stając się symbolem narastającej frustracji społecznej.

Jeszcze większe poruszenie wywołała decyzja o ograniczeniu przydziałów mięsa. Od 25 lipca 1981 roku przez wiele polskich miast przetoczyły się marsze głodowe. Największy z nich odbył się w Łodzi. W protestach licznie uczestniczyły kobiety z dziećmi, które zwracały uwagę na coraz trudniejszą sytuację rodzin. Nie domagały się przywilejów ani podwyżek płac. Pytały, jak mają wyżywić swoje dzieci i skąd mają zdobyć podstawowe produkty potrzebne do codziennego życia.

Nadzieje przed zjazdem

Społeczeństwo było coraz bardziej wyczerpane. Choć za katastrofalną sytuację gospodarczą obwiniano przede wszystkim władze komunistyczne, coraz częściej pojawiały się pytania o zdolność „Solidarności” do wskazania drogi wyjścia z kryzysu. Dlatego tak wielkie nadzieje wiązano z przygotowywanym Krajowym Zjazdem Delegatów, który miał odbyć się we wrześniu. Oczekiwano od niego nie tylko podsumowania pierwszego roku działalności związku, lecz przede wszystkim odpowiedzi na najważniejsze problemy kraju: sposobu przetrwania nadchodzącej zimy, poprawy zaopatrzenia, naprawy gospodarki oraz przedstawienia wizji państwa opartego na samorządności, poszanowaniu praw obywatelskich i realnym wpływie społeczeństwa na sprawy publiczne.

Atmosfera końca lata 1981 roku była więc pełna sprzeczności. „Solidarność” osiągnęła największą siłę organizacyjną w swojej historii, ale równocześnie przyszło jej działać w kraju pogrążonym w coraz głębszym kryzysie. Związek znajdował się pod presją własnych członków, domagających się skutecznych działań, społeczeństwa oczekującego poprawy warunków życia oraz władz, które publicznie deklarowały wolę dialogu, a jednocześnie przygotowywały się do siłowego rozwiązania konfliktu. Dla milionów Polaków NSZZ „Solidarność” stawał się wówczas czymś więcej niż związkiem zawodowym — substytutem państwa, od którego oczekiwano nie tylko reprezentowania interesów pracowników, ale także wskazania drogi wyjścia z najgłębszego kryzysu społecznego i gospodarczego w powojennej historii Polski.

Joanna Lewandowska

Kalendaruim wydarzyło się w lipcu…>>

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej