Grzegorz Bierecki: Potrzebujemy prezydenta z wizją, nie kandydatów zastępczych

Rozmowa z senatorem Grzegorzem Biereckim, współtwórcą spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych w Polsce i przewodniczącym Światowej Rady Związków Kredytowych.

Rozmawia Artur S. Górski

Grzegorz Bierecki

Pierwsza tura wyborów prezydenckich, tak jak przed pięciu laty, odbędzie się 10 maja. W 2015 roku faworytem był urzędujący prezydent Bronisław Komorowski, podobnie jak obecnie urzędując prezydent Andrzej Duda. Czy to nie jest swoiste ostrzeżenie prezydenta Dudy i jego sztabu wyborczego, by nie ulegać samozadowoleniu i sondażowym wynikom?

Trudno porównywać prezydenturę Bronisława Komorowskiego z prezydenturą Andrzeja Dudy. Ocena sprawowania urzędu oraz ich osiągnięć wypadają zdecydowanie na korzyść Andrzeja Dudy. Wskazuje na to stopień zadowolenia z efektów pracy prezydenta Dudy, który jest widoczny w bezpośrednich spotkaniach z rodakami oraz w prognozach przedwyborczych. Wydaje się, że jest to poparcie zapewniające mu reelekcję. Nie należy oczywiście popadać w pychę i samozadowolenie. Nie lubi się tych, którzy czują się nazbyt pewnie, ale za prezydentem Dudą przemawia sprawiedliwa i rzeczowa ocena jego prezydentury, rokująca też dobrze na kolejną kadencję.  

Siła PiS i popieranego przez Zjednoczoną Prawicę prezydenta Dudy tkwi w pakietach socjalnych, dedykowanych szerokim społecznym kręgom, w tym ludziom wykluczonym. PiS przyciąga wyborców, zaspokajając potrzeby o charakterze utylitarnym. Dla opozycji to jest rozdawnictwo…

To jest znakomita inwestycja i stymulacja polskiej gospodarki. Ci, którzy nazywają to rozdawnictwem chyba nie wiedzą co mówią. Gdyby porównali skalę wsparcia, które otrzymują polskie rodziny, ze skalą wsparcia, które otrzymują rodziny naszych sąsiadów    Niemców oraz Skandynawów widać,żejesteśmy na początku drogi. Ktoś powie, że tamte kraje są bogatsze, ale wielkim grzechem było niepodejmowanie tych programów przez całe lata rządów Po i PSL.

Po transformacji takich programów nie podejmowały różne opcje, także odwołujące się do lewicowości, a realizujące programy liberalne…

Tak, to prawda…

Przed samym aktem wyborczym przypadną dwie smutne rocznie wydarzeń, które przeorały polskie elity. Za miesiąc przypadnie 10 rocznica tragedii smoleńskiej i 80 rocznica unicestwienia polskich oficerów rezerwy w lesie katyńskim. Czy byliśmy w  stanie zaleczyć rany, zasypać tamtą wyrwę? A może warto sięgać w przyszłość, nie oglądając się wstecz? Świat bowiem idzie do przodu…

Oczywiście, że należy o tym pamiętać. Mamy ten obowiązek. Musimy też wyciągać wnioski z wydarzeń smoleńskich. Tamten dramat z 10 kwietnia nie jest rozliczony. Wyroki, które zapadły w procesie odpowiedzialnych za niedopełnienie obowiązków przy organizacji lotu do Smoleńska (w pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Warszawie po trzech latach w ub.r. wymierzył Tomaszowi Arabskiemu, b. szefowi KPRM karę 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu, a urzędniczce KPRM 6 miesięcy także w zawieszeniu, zaś troje oskarżonych urzędników uniewinnił – dop. red.) to tylko fragment tychże rozliczeń, które powinny nastąpić. Przyczyny dramatu trzeba do końca wyjaśnić. Od tego zależy jakość życia politycznego. Z kolei prezydentura Andrzeja Dudy, który wielokrotnie odwołuje się do  prezydentury Lecha Kaczyńskiego jest w pewnym stopniu kontynuacją jego dzieła i starań, które on podejmował. To z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego powstał Gazoport w Świnoujściu, powstała idea Trójmorza (gospodarcze i polityczne współdziałanie 12 państw Unii Europejskiej położonych między morzami Bałtyckim, Czarnym i Adriatyckim – dop. red.) i wizja współpracy państw regionu, inicjatywy komunikacyjne, ze sztandarowym planem Via Carpatia…

Lech Kaczyński był prezydentem wizjonerem…  

To były wizje dalekosiężne. Są one kontynuowane poprzez prezydenturę Andrzeja Dudy. Wypełnienie treścią owej wizji zwiększa nasze bezpieczeństwo.

Ale dzisiaj właściwe żaden z kandydatów nie budzi powszechnego entuzjazmu. To jest   znak czasów. Być może jest to skutek sformatowania kampanii i tego, że nie kandyduje Donald Tuska a Małgorzata Kidawa-Błońska, nie Włodzimierz Czarzasty, nie Adrian Zandberga lecz jest Robert Biedroń, nie Grzegorz Braun a Krzysztof Bosak, że spośród liderów wystartował tylko Władysław Kosiniak-Kamysz?

Mam wrażenie, że kandydaci ugrupowań opozycyjnych wobec popieranego PiS Andrzeja Dudy są kandydatami zastępczymi. Wynika to z tego, że prawdziwi liderzy tych ugrupowań nie podjęli rękawicy z obawy przegranej. Są przekonani o porażce. Kandydatów zastępczych będzie łatwiej obarczyć polityczną odpowiedzialnością za porażkę. Wyborcy to dostrzegają. Przecież nawet główna wykreowana pretendentka opozycji pani Kidawa-Błońska póki czyta, co jej napisali sztabowcy, jakoś sobie radzi, gdy powie coś od siebie powstają memy i wirale. Z kolei osoba tak jednoznacznie kojarzona i związana z marginalnym środowiskiem LGBT jak Robert Biedroń, która ma reprezentować lewicę, jest zaprzeczeniem lewicy, która ma w polskiej historii piękną kartę.

Przypomnijmy przedwojenną PPS, a w latach 70 lewicowy KSS KOR, opozycję demokratyczną wobec PRL o rodowodzie marksistowskim i trockistowskim…

Prawda… Lewica niepodległościowa była niezwykle silnym, twórczym nurtem. Postawienie na człowieka, który reprezentuje marginalne grupki i głosi skrajne poglądy światopoglądowe i obyczajowe jest wywieszeniem białej flagi przez lewicę.

W ramach socjalnych projektów PiS i sprzymierzeńców nie wszystko poszło gładko. Mam na myśli np. zbyt wolno rosnącą kwotę wolną od podatku i – jako, że rozmawiam z senatorem z drogiego nam obu Podlasia – nie ma sukcesu Narodowego Programu Mieszkaniowego, skoro w ramach Mieszkania Plus wybudowano raptem 900 mieszkań. Konieczne są korekty planu?

Z tych 900 mieszkań co trzecie wybudowano w Białej Podlaskiej! Błędem było powierzenie tego programu jednej instytucji. Zadanie jest zbyt duże, by wykonał je jeden robotnik, czyli jedna struktura. Ona może je finansować, ale nie realizować od A do Z. Program powinien być realizowany przez niemal wszystkich, niczym pospolite ruszenie. Przecież musimy rozwiązać problem braku nawet i trzech milionów mieszkań, potrzebnych dla ludzi młodych. Napływa do nas rzesza emigrantów. Też muszą gdzieś mieszkać, instalując się na naszym rynku pracy…

Mamy półtora miliona Ukraińców…

Chociażby. Można by ten temat zrealizować ułatwiając drobnym przedsiębiorcom wykonanie inwestycji mieszkaniowych. Konieczna jest współpraca samorządów terytorialnych, a przynajmniej nie utrudnianie programu  w interesie deweloperów. Przeszkodą okazał się silny układ samorządowy, sprzyjający deweloperom.

Jedną z wiodących prerogatyw prezydenckich jest polityka zagraniczna. Jest dwubiegunowość Zachodu w relacjach USA a Unia Europejka. Postawiliśmy na silny związek ze Stanami Zjednoczonymi, a dokładnie z administracją Donalda Trumpa. Zbliżają się jesienne wybory prezydenckie w USA. U demokratów dobiegł końca tak zwany Superwtorek. Wydaje się, że w nich zatriumfuje ciekawy, lewicowy pretendent Bernie Sanders. Przegranym będzie miliarder Michael Bloomberg. Trump zapewne utrzyma Biały Dom. Czy jednak nie za mocno oddalamy się w sojuszach od Brukseli i Strasburga?

Doprawdy, dobrze jest trzymać z najsilniejszym i takim, który wie, czego chce. Mielibyśmy zastąpić USA Trumpa Francją, rządzoną przez Emmanuela Macrona? Zyskalibyśmy partnera, który nas i Ukrainę oddałby Moskwie, robiąc interesy z Rosją. Zbyt słabi są potencjalni partnerzy w unii, by zrównoważyć siły i wpływy Rosji. Są spenetrowane przez rosyjski wywiad. Pozyskują poufne informacje nawet przy okazji wyborów. Ostatnio okazało się, że szef kontrwywiadu francuskiego okazał się rosyjskim agentem (były szef francuskiego wywiadu DGSE Alain Juillet otrzymał własny program we francuskiej wersji rosyjskiej telewizji RT – dop. red.), spływają informacje, że co rusz Służba Wywiadu Zagranicznego Rosji pozyskała oficerów kontrwywiadu w państwie Unii.

Równie niepokojąca może być ustawa tzw. 447, czyli Justice for Uncompensated Survivors Today Act o mieniu ofiar Holocaustu, które może lada dzień pojawić się na agendzie, szczególnie, że po niedawnych wyborach w Izraelu  Likud premiera Benjamina Netanjahu musi sięgnąć po sojusz z nacjonalistycznym Israel Bejtenu. Będzie to sprawdzian naszych relacji także z USA?

Jestem przekonany, że ta kwestia nie stanie na agendzie teraz, gdy Donald Trump ma świadomość, jak ważne są głosy amerykańskiej Polonii. Już przy poprzednich wyborach w USA analizy wykazały odwrócenie sympatii Polonii i skierowanie jej od demokratów ku republikanom. Polacy głosowali raczej na demokratów, teraz się to zmieniło także w kluczowych dla wyniku wyborów „swing states”, czyli stanach wahających się. Tam są znaczące skupiska osób pochodzenia polskiego. Administracja Trumpa zadba by nie zaszkodzić sobie wśród polskich wyborców…

Jest też kontrakt na F-35, doceniany i nad Potomakiem i nad Wisłą…

Kontrakt otrzymaliśmy poza kolejką, wchodząc w miejsce Turcji, która, jak się okazało, jest zainteresowana zakupami rosyjskiej broni.

Rosja ma, co może wielu zdziwić, dobre stosunku z Turcją, z Syrią i z Izraelem…

W sytuacji, kiedy Syria jest zwasalizowana wobec Rosji, bo bez wsparcia rosyjskiej armii rząd Baszszara al-Asada by upadł, nic dziwnego, że w Izraelu przyjaźnie podejmuje się Putina. Kwestie sytuacji na granicy syryjsko-izraelskiej będą przecież negocjowane w Moskwie. To też pokazuje wagę problemów i konieczność posiadania prezydenta z wizją.

(tekst za Wybrzeze24.pl/Gazeta Gdańska)

Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej