Futbol, futbol, futbol…

Od kilkunastu dni wszyscy piszą i mówią o futbolu, napiszę więc i ja. Cóż, na piłce nożnej, podobnie jak na pogodzie i polityce, zna się podobno każdy Polak. Tym razem okazją są kolejne mistrzostwa świata, organizowane za Atlantykiem. Zatem i ja trochę pomędrkuję, tym bardziej że pierwszy piłkarski mundial, który świadomie oglądałem i przeżywałem, również miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, tyle że… 32 lata temu. Co jest dla mnie tyleż powodem do kibicowskiej dumy, co do ogólnej życiowej refleksji nad upływem czasu…

BOOM / pexels.com

Powiedzieć, że z powodu mundialu cały świat się zatrzymał, byłoby przesadą, chociażby z tej przyczyny, że przy współczesnym tempie życia trudno wstrzymać oddech prawie na półtora miesiąca, a tyle potrwa tegoroczne święto piłki nożnej. Piłkarze będą kopać i kopać magiczną kulę o wadze 450 gramów, a człowiek zdąży nacieszyć się nadchodzącym urlopem, wyjechać, wrócić i… mundial dalej będzie trwał.

Gdy piszę ten felieton, tzw. prawdziwy turniej dopiero się rozpoczyna – jesteśmy po fazie grupowej i teraz zacznie się „prawdziwa gra”, bo każdy mecz będzie ostatnim dla jednej z drużyn. Co już można powiedzieć? Ten mundial to „ostatni taniec” dla prawdziwych ikon futbolu nie tylko naszych czasów. I jak na razie giganci dają radę, śrubując kolejne rekordy, co pokazuje, jak wygląda współczesny sport. Nowoczesna medycyna i pieniądze czynią cuda. 41-letni Cristiano Ronaldo ściga się o tytuł króla strzelców z 39-letnim Leo Messim. Dla obu to już szóste (!) mistrzostwa świata w karierze. Niewiele ustępują im Chorwaci: 40-letni Luka Modrić i 37-letni Ivan Perisić. Swoją drogą, jest jakaś magia wieku dojrzałego na tym mundialu, bo 40 lat ma również Vozinha, czyli bramkarz, który swoimi świetnymi interwencjami zapewnił sensacyjny awans do 1/16 finału Republice Zielonego Przylądka. Kabowerdeńscy piłkarze w grupie nie przegrali meczu (a grali m.in. z Hiszpanią) i wyeliminowali byłych mistrzów świata z Urugwaju. Sportowcy z dawnej portugalskiej kolonii już pokazali, jak wiele można osiągnąć ambicją i wolą walki.

Na horyzoncie są już kolejne gwiazdy, ale bez Ronaldo, Messiego, Modricia i Perisicia i innych piłkarzy ich pokolenia futbol nie będzie już taki sam.

Szkoda, że w tym gronie żegnających się ze światową publicznością gigantów nie ma Roberta Lewandowskiego, ale uczciwie trzeba przyznać, że na obecnym poziomie nasza reprezentacja nie pasuje do mundialowego towarzystwa – nie tyle sportową jakością, co tzw. team spirit i duchem walki.

Tak wielkie światowe wydarzenia jak mistrzostwa w piłce kopanej to zawsze okazja także do innych niż czysto sportowe refleksje. Każde pokolenie przeżywa to na swój sposób. W moim przypadku mundial to niezmiennie i tradycyjnie możliwość kolejnej integracji męskich członków rodziny. Starszy syn śledzi nie tylko turniejową „drabinkę”, ale także podziwia iście amerykański rozmach. Na tych mistrzostwach na razie wszystko jest największe w historii – od pojemności stadionów, przez liczbę kibiców na trybunach, przez średnią liczbę bramek na mecz po… przychody FIFA, szacowane na 3–4 miliardy dolarów. Cóż, 104 spotkania i dwie dodatkowe przerwy reklamowe (czytaj: na uzupełnienie płynów przez piłkarzy) na mecz robią swoje…

Młodszy syn z właściwą sobie wrażliwością przed każdym spotkaniem pyta mnie, która reprezentacja jest… słabsza, po czym gorliwie jej kibicuje. Z powodu późnej pory pokazywanych spotkań jeszcze nigdy nie wytrwał do końca, ale kolejnego dnia pyta o wynik i jest albo szczerze załamany, albo równie szczerze uradowany. A później te same zestawienia reprezentacji odgrywamy w ogrodzie. I tak jak dla mnie w dzieciństwie, są to dla niego spontaniczne lekcje geografii i historii. Ech…

Adam Chmielecki
Fundacja Promocji Solidarności

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej