Echo Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej w Sali BHP Stoczni Gdańskiej

Niemal dokładnie w 45 rocznicę przyjęcia „Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej” przez delegatów na I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” 30 września 2026 r. Fundacja Promocji Solidarności, przy wsparciu NSZZ „Solidarność” i gdańskiego oddziału IPN oraz Instytutu Międzymorza z Gdyni, podjęła się trudu opisania wpływu tego wyjątkowego dokumentu na bieg wydarzeń w 1981 roku.

Pomysłodawcą „Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej” był lekarz Henryk Siciński, delegat z Ostrowa Wlkp. W redakcji dokumentu uczestniczyli Bogusław Śliwa i Jan Lityński.

Delegaci zebrani w Gdańsku na pierwszym Zjeździe Delegatów Niezależnego, Samorządnego, Związku Zawodowego „Solidarność” przesyłają robotnikom Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Rumunii, Węgier i wszystkich narodów Związku Radzieckiego – pozdrowienia i wyrazy poparcia. Jako pierwszy niezależny związek zawodowy w naszej powojennej historii głęboko czujemy wspólnotę naszych losów zapewniamy, że wbrew kłamstwom szerzonym w waszych krajach jesteśmy autentyczną 10-milionową organizacją pracowników, powstałą w wyniku robotniczych strajków. Naszym celem jest walka o poprawę bytu wszystkich ludzi pracy. Popieramy tych z was, którzy zdecydowali się wejść na trudną drogę walki o wolny ruch związkowy. Wierzymy, ze już niedługo wasi i nasi przedstawiciele będą mogli spotkać się w celu wymiany związkowych doświadczeń.

Posłanie jest do dziś dokumentem o „hermetycznym” społecznym zasięgu. Wielu rodaków nie zna nawet jego tytułu i faktu proklamacji w 1981 r., o jego treści nie wspominając. Jest zaś ono przesłaniem o tyle ważnym, że miał swoje – choć ograniczone, echo w państwach bloku wschodniego i wywołał reakcję, czyli wybuch gniewu na Kremlu. Towarzysze radzieccy i Leonid Breżniew, ich sekretarz generalny, uznali Posłanie za potwarz i chęć wywołania fermentu w krajach RWPG i Układu Warszawskiego. A to przez nich nie mogło być tolerowane. Pośrednio za nie zapłacił stanowiskiem Stanisław Kania, zmuszony do rezygnacji ze stanowiska I sekretarza KC PZPR 18 października 1981 r. Stało się jasne – także dla posłusznych Moskwie polskich komunistów, że nadchodzi czas „rozwiązania siłowego”, aby solidarnościowa zaraza i kontrrewolucja nie rozeszła się po Bloku.

Liczące kilkanaście zdań Posłanie wywołało pewien wstrząs geopolityczny i doprowadziło Kreml do przekonania, że linia porozumienia z wielomilionową polską „Solidarnością”, którą próbowało prowadzić „polskie kierownictwo” staje się niebezpieczna dla całego systemu, określanego jako blok sowiecki, czyli dla satelitów Kremla.

Dokument był swoistym balansowaniem na „cienkiej czerwonej linii”, podobnej temu – toute proportion gardée, której doświadczyli Węgrzy, ogłaszając wystąpienie z Układu Warszawskiego w październiku 1956 r.  

Pewnej symboliki nabiera fakt, iż na Sali BHP była obecna Mimoza Halimi, ambasador Albanii (w 1981 roku Albania była od 35 lat rządzona apodyktycznie przez dyktatora Enwera Hodża – do kwietnia 1985 r., od 1960 roku pozostawała w ścisłym związku z komunistycznymi Chinami pod butem dyktatora Mao Zedonga, ale w opozycji do ZSRS i do federacyjnej Jugosławii), biorąc pod uwagę proeuropejskie i wolnościowe aspiracje tego – coraz częściej odwiedzanego przez naszych rodaków, kraju.

Na sali obecni byli też Joanna Duda-Gwiazda i Andrzej Gwiazda, który przeforsował w 1981 r. uchwalenie Posłania przez aklamację, poddając je do przyjęcia we właściwym momencie, przy niechęci części obecnych i w chaosie wywołanym zbliżającą się… przerwą obiadową. Nie wszyscy delegaci i obserwatorzy Zjazdu byli za tą uchwałą. Fortel Gwiazdy się powiódł.

Otwarcie środowej konferencji poprowadził mec. Michał Ossowski, prezes Fundacji Promocji Solidarności, przypominając, że spotkanie odbywa się w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, w której podpisano Porozumienia Sierpniowe.

– Tutaj doszło do podjęcia dialogu władzy z obywatelami. Niezależnie czy był pozorowany to władza komunistyczna została zmuszona do rozmów w robotnikami, których wszak rzekomo reprezentowała. W Hali Olivia w Gdańsku miało miejsce wydarzenia skierowane do człowieka, do robotników, nie do polityków. Ta solidarność międzyludzka i zwrócenie się ku godności człowieka, czyniły „Solidarność” wielką – mówił Ossowski.  

Przypomnijmy, że 8 września 1981 r. I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku uchwalił „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej”. Był to jeden z najbardziej odważnych i wizjonerskich dokumentów „Solidarności”. Polscy związkowcy przesłali pozdrowienia i poparcie robotnikom Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, NRD, Rumunii, Węgier oraz narodów Związku Radzieckiego, wyrażając wspólnotę losów i poparcie dla walki o niezależne związki zawodowe.  

Tym bardziej interesującym był panel: Współpraca, nadzieja i represje. Recepcja „Posłania do Ludzi Pracy Europy Wschodniej” i działalności NSZZ „Solidarność” w państwach bloku wschodniego.
Uczestniczyli w dyskusji o „święcie demokracji” w 1981 r.: Adam Hlebowicz (dziennikarz, historyk, Biuro Edukacji Narodowej Instytutu Pamięci Narodowej), dr Jan Hlebowicz (Instytut Pamięci Narodowej O. w Gdańsku), dr Grzegorz Majchrzak (Biuro Badań Historycznych IPN) i obserwujący I KZD jako dziennikarz dr Józef Orzeł (Instytut Międzymorza, Klub Ronina) i dr Aleksander Kozicki (sekretarz Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „S”), który zaprezentował w tym kontekście swoistą wiwisekcję skutków nadmiernego romantyzmu i wprowadził do debaty elementy polityki realnej:

– Było to drażnienie lwa, siedząc w klatce z tym lwem. Zdzieliło się go po pysku, na oczach wszystkich. Posłanie zostało uchwalone. Tak się zadziało. Społeczeństwo demograficznie było młode. Nie doświadczyło terroru. Było relatywnie wysoko wykształcone. Miało więc swoje ambicje i swobodny dostęp do kultury, także poznało wzorce czerpane z Zachodu przez choćby sklepy Pewex. System zadrżał w posadach w 1980 i 1981 roku. Potrzebna była jednak implozja systemu w jego centrum, by zmieniło się życie w Europie Środkowej. Ale to nastąpiło dekadę później. Polacy wciąż podejmują działania nie w czas – mówił dr Kozicki, nawiązując wprost do myśli, że Polacy podejmują działania „nie w czas” (w niewłaściwym lub politycznie i militarnie niedogodnym momencie) autorstwa Michała Czajkowskiego (Sadyk Pasza), który żywił głęboki krytycyzm wobec powstań narodowych, w których my Polacy marnujemy swoją energię w momentach, kiedy Europa Zachodnia nas cynicznie wykorzystuje, bez realnych szans na sukces, a polskie działania militarne są niedopasowane do realiów i wybuchają, gdy sytuacja geopolityczna jest już zamknięta: „Polacy wciąż robią coś nie w czas!”

Z kolei prof. Wojciech Polak przedstawił faktografię powstania „Posłania do ludzi Europy Środkowo – Wschodniej”. Odczytał też treść dokumentu (powyżej). Polak przypomniał też, oparty na fałszu, fundament tzw. dyktatury proletariatu oraz rolę ZSRS jako zwierzchnika krajów Bloku Wschodniego. Przypomniał, że uchwała zjazdowa polemizowała z propagandowymi kłamstwami na temat NSZZ „S” (nota bene o powstaniu i działaniach „Solidarności” w większości krajów tzw. demokracji ludowej oficjalnie, w środkach masowego przekazu, nie informowano wcale).

– Zjazd był pierwszymi wolnymi wyborami od zakończenia II wojny światowej było to zgromadzenie wolnych Polaków, wyłonione w demokratycznym trybie. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” czuł wspólnotę losów krajów uciemiężonych przez Związek Sowiecki – podkreślił prof. Polak.

Michał Ossowski stwierdził, że wyzwania stojące przed „Solidarnością” nie odbiegają od tych, które przyświecały jej założycielom, jak dążenie do godności pracy, godnych płac, do tego, żeby pracownicy mieli głos w dialogu społecznym.
– Związki zawodowe są mniej lub bardziej niewygodne dla każdej władzy. Walczymy wciąż o to samo, czyli o prawa pracownicze, o to, aby ludziom żyło się lepiej. Nie zmieniła się także misja „Solidarności”. Nie jesteśmy zwykłym związkiem zawodowym, ale związkiem o ogromnej historii i misji, toteż spoczywa na nas szczególna odpowiedzialność – zauważył Ossowski.

Dyskutowano m.in. o dysydentach w Związku Sowieckim i raczkującej (po zdławieniu Powstania) opozycji węgierskiej oraz czechosłowackiej (Karta 77, która zaowocowała jesienią 1981 r. Solidarnością Polsko-Czechosłowacką).

O doświadczeniach związanych ze współpracą krajów Europy Środkowo-Wschodniej i perspektywach na przyszłość opowiadali podczas konferencji Siergiej Antusiewicz (Białoruski Kongres Demokratycznych Związków Zawodowych, Białoruś), dr Pal Atilla Illes (Fundacja im. Wacława Felczaka, Węgry), Kristina Krupavičienė (Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, Solidarumas, Litwa), prof. Bostjan M. Turk (Europejska Akademia Nauki i Sztuki, Uniwersytet w Lublanie, Słowenia), Yuri Ravavoi (ekspert NSZZ „Solidarność”, Białoruś) oraz Stanislav Jansky (Patrimonium Sancti Adalberti, Czechy).

Wśród tematów praw pracowniczych pojawiły się problemy współczesne w tych krajach m.in. praca podejmowana poprzez platformy i aplikacje (dowóz jedzenia), zatrudnianie cudzoziemców, dumping społeczny, nadużycia w zatrudnianiu np. kierowców.

Przypomnijmy, że w reakcji na Posłanie wzmogły swe działania służby bezpieczeństwa CSRS, Węgier i NRD, a Erich Mielke, minister bezpieczeństwa publicznego NRD i służby bezpieczeństwa Stasi przestrzegał przed kontrrewolucją i nakazał działania zgodne z maksymą: „Towarzysze, my musimy wszystko wiedzieć” („Genossen, wir müssen alles wissen”).

Przypomniano też Iuliusa Filipa, jednego z założycieli rumuńskiego wolnego związku zawodowego Libertatea, autora listu skierowanego w 1981 do delegatów na I KZD NSZZ „Solidarność”, zawierającego pozdrowienia dla polskich związkowców. List nie umknął uwadze SB i Securitate. Iulius Filip został aresztowany i w 1982 skazany za działalność antysocjalistyczną na 8 lat więzienia. W sierpniu 2005 r. Filip był gościem uroczystości rocznicowych.

W dalszej części konferencji m.in. Aleksandra Jankowska, prezes Instytutu Międzymorza zaznaczyła, że państwa naszego regionu łączą przede wszystkim kwestie dotyczące bezpieczeństwa.
Poseł i przewodniczący Parlamentarnej Grupy ds. Trójmorza, Szymon Szynkowski vel Sęk stwierdził, że odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy w stanie współpracować solidarnie w obrębie naszego regionu, nie jest jednoznaczna.

– Przesłanie pozostaje aktualne w warstwie międzynarodowej i odpowiadają na nie dzisiaj wolne, suwerenne narody w formacie Trójmorza, którego nie waham się nazwać formatem „Solidarności”
– stwierdził.

…

Warto przypomnieć, że w 1981 roku Czechosłowacja, Węgry i Polska miały za sobą 36 lat życia w komunizmie lub realnym socjalizmie, przeszły nieudane próby wybicia się ku ustrojowi bardziej efektywnemu gospodarczo, bardziej przyjaznego ludziom (z ludzką twarzą). Jednak doświadczenia polskiego i węgierskiego Października z 1956 r. i czeskiego „socjalizmu z ludzką twarzą” z Praskiej Wiosny 1968 r. kończyły się fiaskiem i należały do przeszłości.

Przypomnijmy, że opozycja wobec reżimu Jánosa Kadara skupiała się do 1971 r. wokół filozofa Györgya Lukácsa, następnie jako tzw. Szkoła Budapeszteńska, dała początek ruchowi dysydenckiemu na Węgrzech. György Lukács był jednym z najważniejszych filozofów marksistowskich XX wieku, pozostawał lojalny wobec idei socjalistycznej (W 1956 r. minister w rządzie Imre Nagya), krytykował system „od wewnątrz”, czyli w duchu rewizjonizmu marksistowskiego. Jego zwolennicy w latach 70. zostali objęci zakazem publikacji, zwolnieni z instytutów naukowych i poddani inwigilacji.

Odmienna była sytuacja w wielonarodowej, wieloreligijnej federacyjnej Jugosławii. Ten region Bałkanów został opanowany przez partyzancką armię komunistyczną (najsilniejsze zbrojne ugrupowanie partyzanckie w Europie) i nie uległ sowieckiej dominacji.

Opozycja antykomunistyczna w Jugosławii po 1945 roku była konsekwentnie i brutalnie eliminowana przez Komunistyczną Partię Jugosławii pod przywództwem Josipa Broz-„Tito”. Czetnicy (serbscy partyzanci) walczący pod dowództwem Dražy Mihailovicia byli eliminowani przez służby bezpieczeństwa (OZNA). Ustasze i Križari, czyli niedobitki chorwackich formacji nacjonalistycznych prowadziły walkę partyzancką do końca lat 40., spotykając się z odwetem (masowe egzekucje jeńców, jak ta w Bleiburgu z 15 maja 1945 r.).

Poza formacjami zbrojnymi krytykiem systemu stał się Milovan Dżilas, były współpracownik Tity. w książce „Nowa klasa” udowodnił, że komuniści stali się uprzywilejowaną, wyzyskującą społeczeństwo oligarchią.

Po śmierci Tity w 1980 roku antykomunizm spotkał się z nacjonalizmem, co doprowadziło w latach 1991-99 do krwawej wojny domowej. Opozycję poza granicami Jugosławii (tzw. „wroga emigracja”, jak Hrvatsko revolucionarno bratstvo) reżim Josipa Broz-Tity traktował jako śmiertelne zagrożenie dla federacji, m.in. dokonywała zamachów na jugosłowiańskie ambasady, konsulaty, biura linii lotniczych JAT, dochodziło do uprowadzeń samolotów, a nawet konspiracyjna grupa próbowała wywołać powstanie zbrojne w 1972 r. Służby bezpieczeństwa UDBA / SDB stosowały bezwzględną taktykę fizycznej likwidacji działaczy opozycji w Europie Zachodniej (najczęściej w RFN), w USA i w Australii.

I jeszcze jedno: lata 70. w porządku międzynarodowym upływały pod znakiem Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Porozumienia helsińskie, podpisane przez 35 państw, w tym USA i kraje socjalistyczne, wprowadzały zobowiązanie się sygnatariuszy do przestrzegania praw człowieka, ale bez bezpośrednich praw politycznych (jak wolne wybory). Dawało to raczkującej opozycji wobec systemu argumenty formalne.

W Polsce przed narodzinami „Solidarności” w opozycji działało (licząc nawet stowarzyszenia katolickie, oprócz koncesjonowanego Stowarzyszenia PAX) może dwa tysiące osób. Nagle, latem 1980 r. wybuchł ruch, skupiający po kilku tygodniach miliony Polaków…

ASG


[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej