Dezinformacja na potęgę: niezliczona liczba fake newsów w związku z Ukrainą

W tysiącach przykładów, jak poinformował Instytut Badania Internetu i Mediów Społecznościowych, można liczyć próby dezinformacji, jakie pojawiają się w polskim Internecie, a są mniej lub bardziej bezpośrednio związane z sytuacją na Ukrainie.

Propaganda emitowana przez rosyjskie media państwowe jest tylko częścią medialnej rozgrywki toczącej się wojny. Przy tej okazji informujemy, że w czwartek, 3 marca Google zablokowało w swoich europejskich sklepach możliwość pobierania na telefon aplikacji związanych z prokremlowskimi mediami, a więc Russia Today oraz portalem Sputnik (wcześniej ograniczenia zostały nałożone także na YouTube).

Innym frontem rosyjskiej agresji są pseudoinformacje, których źródeł nie jesteśmy w stanie w pełni – przynajmniej „od ręki” – zweryfikować, a które zaczęły masowo się pojawiać. Co ciekawe, jednym z najczęstszych celów prorosyjskiej propagandy były, i to w okresie przed rosyjską agresją, producenci polskiej żywności.

– Zarówno analiza ilościowa, jak i jakościowa wskazują jednoznacznie na zintensyfikowaną operację mającą na celu osłabienie wizerunku jakościowego polskiej żywności i polskich produktów spożywczych w oczach polskich konsumentów – poinformował Instytut Badania Internetu i Mediów Społecznościowych. – Strategicznym celem ataków jest tonowanie hasła „Zdrowe, bo polskie!” i zdyskredytowanie jakości produktów polskich wobec produktów zagranicznych. Pogłębiona analiza dostępnych danych wskazuje na bardzo mocne negatywne oddziaływanie kont w kanale Facebook i YouTube. Na kontach tych mieszają się treści atakujące polski przemysł z polityczną krytyką polskich polityków i afirmacją działań Białorusi i Rosji. W trakcie badań odnotowano wiele targetowanych przekazów o sentymencie negatywnym do odpowiednich grup docelowych, głównie w kategoriach produkcji nabiału i mięsa. Szczególnie adresowane one były do klientów sieci handlowych, intensywnie działając w kierunku obniżenia wiarygodności oferowanych tam produktów. Część kont charakteryzuje się wyjątkowo, czasem wręcz infantylnie, pozytywnym stosunkiem do wschodnich sąsiadów Polski (Białoruś, Rosja).

Z Ukrainy, czyli zły

Żywność była tylko jednym z elementów walki. W ostatnich dniach przed atakiem Rosji dało się zauważyć kolejne elementy. Od tego czasu dało się dostrzec częstsze wiązanie ze sobą konkretnych fraz na stronach internetowych. To: „Ukraińcy” w kontekście słów „mordować Polaków”, „ukraińscy uchodźcy” w kontekście negatywnym „rynek pracy” oraz „bezrobocie”, wulgaryzmy w różnych wariacjach odnoszące się w sposób negatywny do obywateli Ukrainy i wyrażane bezpośrednio poparcie dla działań prezydenta Rosji. Odnotowane zostało także dynamiczne zwiększenie liczby fraz wprost negujących spójność sojuszu NATO, poniżających oraz wyśmiewających najważniejszych liderów europejskich w zestawieniu z prezydentem Rosji.

W tym samym czasie można było zobaczyć, ciekawą w kontekście analizy propagandy, grafikę o treści: „Jako wolni obywatele Rzeczypospolitej Polskiej stanowczo sprzeciwiamy się udziałowi żołnierzy Wojska Polskiego na wypadek wybuchu konfliktu zbrojnego pomiędzy Federacją Rosyjską a Ukrainą! To nie jest nasza wojna! Zgadzasz się? Udostępnij nasz przekaz, wyrażając swoją solidarność w słusznej sprawie”.

Celem jest panika i chaos

Dezinformacja w znacznej mierze ma miejsce w mediach społecznościowych, ale nie są to jedyne kanały.

Portal trójmiasto.pl przedstawił przykład osoby, która otrzymała SMS-a wysłanego rzekomo z Wojskowej Komendy Uzupełnień w sprawie „obowiązkowego stawiennictwa w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego”.

– W ostatnich dniach wiele osób otrzymało wiadomości, rzekomo z MON, wzywające do tego, by stawić się w jednostkach wojskowych – alarmował portal. – To element nasilającej się kampanii dezinformacyjnej, przed którą ostrzegają eksperci.

– Wojsko nie wysyła SMS-ów z informacją o mobilizacji – przypomnieli przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej.

Szerzej niż wezwania do wojska rozpowszechnione zostały informacje w sprawie zamykania stacji benzynowych i wstrzymania dostaw paliwa w Polsce. Trudno też określić, w którym dniu po raz pierwszy pojawiły się publicznie. W każdym razie efekt był taki, że w niektórych miejscach utworzyły się spore kolejki, a Polacy zaczęli kupować paliwa, ile tylko dało radę. 

– Dostawy są w pełni zabezpieczone i wszyscy nasi klienci będą obsłużeni. Jesteśmy bezpieczni, bo na przestrzeni ostatnich sześciu lat realizowaliśmy działania zmierzające do dywersyfikacji dostaw surowca – informował wielokrotnie w odpowiedzi Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen.

Kolejny przykład przyszedł z Przemyśla, gdzie można było dowiedzieć się o zgwałceniu kobiety w centrum miasta oraz porwaniu dziecka (obie informacje były nieprawdziwe).

W fake newsach oraz jawnych kłamstwach można zobaczyć jedną specyficzną zależność. Jak poinformował branżowy portal Press.pl, posty z negatywnym przekazem są najpopularniejsze nie tylko wśród grup prorosyjskich, ale także w tych negujących COVID-19. Komunikacja w tych grupach przestała opierać się o treści antycovidowe, teraz skupia się na budowie poczucia zagrożenia wojną oraz przed napływem uchodźców.

Tomasz Modzelewski

[dkpdf-button]
Strona korzysta
z plików Cookies.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie. Dowiedz się więcej